Zmiana czasu na zimowy chroni nasze ciało, ale źle wpływa na nastrój

Już w ten weekend (24/25 października) cofniemy wskazówki zegarów, co naukowcy zgodnie nazywają powrotem do właściwego czasu dla naszej fizjologii. Choć dla organizmu i porannej energii to dobra wiadomość, to krótsze, ciemne popołudnia stają się poważnym wyzwaniem dla psychiki. O korzyściach i zagrożeniach dla zdrowia wynikających ze zmiany czasu rozmawiamy z prof. dr hab. Edytą Reszką z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego.

AdobeStock
AdobeStock

Po co w ogóle nam zmiany czasu?

Po raz pierwszy taką zmianę – tyle, że na czas letni - zastosowano w czasie I wojny światowej, dokładnie 30 kwietnia 1916 roku na terenie Cesarstwa Niemieckiego oraz Austro-Węgier. Głównym celem tej zmiany było zaoszczędzenie węgla używanego do produkcji energii elektrycznej, głównie na potrzeby oświetlenia fabryk i miast, co miało ogromne znaczenie dla gospodarki wojennej. Przepisy te szybko skopiowały inne kraje biorące udział w wojnie, w tym Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. 
Ponownie czas letni narzuciła III Rzesza podczas II wojny światowej na terenach okupowanych, w tym w Polsce, aby maksymalnie wykorzystać światło dzienne w przemyśle zbrojeniowym. Po wojnie większość krajów z tego zrezygnowała.
Kluczowy dla współczesnego kształtu zmiany czasu był kryzys naftowy z lat 1973–1974. Konflikt na Bliskim Wschodzie wywołał gigantyczne problemy z paliwem i drastyczny wzrost cen ropy. To zmusiło kraje europejskie do masowego powrotu do czasu letniego w celu oszczędzania drogiej energii. W Polsce czas letni wprowadzono ponownie na stałe w 1977 roku.

Czyli zdecydowały o tym argumenty gospodarcze?

Początkowo tak. Potem jednak także geograficzne i tzw. mechaniki nieba, czyli pochylenia osi Ziemi, przez co zimą słońce w naszej szerokości geograficznej wschodzi bardzo późno i świeci krótko. Z czasem te zmiany wprowadzono w większości krajów Europejskich i Ameryki Północnej. Tzw. Daylight Saving Time to praktyka polegająca na przestawianiu wskazówek zegara o jedną godzinę do przodu wiosną (zazwyczaj w ostatnią niedzielę marca) i o godzinę do tyłu jesienią (w ostatnią niedzielę października) 
Coraz częściej jednak mówi się o tym, że oszczędność energii, która była podstawowym argumentem zwolenników zmiany czasu straciła na znaczeniu – o ile kiedyś światło generowało ogromne zużycie prądu, dziś, w dobie energooszczędnych żarówek LED oraz elektroniki, zyski z dłuższego dnia są niezauważalne.

Fot. PAP/P. Werewka

Zmiana czasu a zegar biologiczny

W ostatni weekend marca, w nocy z soboty na niedzielę, przesuwamy do przodu o godzinę wskazówki zegara. W krajach UE tego rodzaju zmiana odbywa się dwa razy do roku, przy czym w 2021 roku stanie się tak ostatni raz. Zapewne z braku zmiany czasu ucieszą się osoby doświadczające zaburzeń snu. A jest ich sporo.

Coraz więcej mówi się o odejściu od tego zwyczaju…

To prawda, jednak Komisja Europejska opublikowała oficjalny harmonogram zmian czasu aż do 2031 roku, co oznacza, że przez najbliższe lata dwa razy w roku nadal będziemy przestawiać zegarki. Politycy i urzędnicy uzasadniając tę decyzję, zasłaniają się skomplikowanymi kwestiami logistycznymi, podczas gdy głos naukowców i lekarzy alarmujących o zdrowiu schodzi na dalszy plan.

A jaki wpływ na zdrowie ma zmiana czasu?

Przede wszystkim zaburza nam nasz wewnętrzny zegar biologiczny. Jest on synchronizowany z dobą, stąd po angielsku mówi się cirkadian rhytm, czyli rytm okołodobowy. To doskonale wyjaśnia, dlaczego zmiana czasu tak mocno w nas uderza. Nasz organizm reaguje na światło słoneczne, więc kiedy nagle, z dnia na dzień, przesuwamy wskazówki zegara, fundujemy swojemu organizmowi zjawisko identyczne z jet-lagiem jakiego doświadczamy po locie przez kilka stref czasowych. Tyle, że bez ruszania się z domu.
Zabiera, albo dodaje nam się jedną godzinę snu i to powoduje rozregulowanie tych naszych wewnętrznych funkcji fizjologicznych, behawioralnych, molekularnych. Nasz zegar biologiczny pełni funkcję zegara centralnego.
Jądro nadskrzyżowaniowe podwzgórza (SCN), które znajduje się tuż nad miejscem, gdzie krzyżują się nerwy wzrokowe ma bezpośrednie „połączenie” z naszymi oczami. Kiedy więc rano światło słoneczne pada na siatkówkę, SCN natychmiast dostaje sygnał: „Jest dzień, wyłączamy melatoninę, włączamy kortyzol, czas wstać”. To ono nadaje główny rytm całemu ciału, każdej najmniejszej komórce. Zaburzenie tego procesu prowadzi do zaburzeń snu, a to przekłada się na gorsze samopoczucie, zmęczenie, a w dalszym efekcie może prowadzić do rozwoju pewnych chorób cywilizacyjnych.

Aż tak?

Niestety tak. Dla biologii naszego organizmu przewlekły rozstrój rytmu okołodobowego, wywołany m.in. przez sztuczne zmiany czasu stanowi potężny czynnik stresogenny. Jednym z efektów może być nawet większe ryzyko zachorowania na  nowotwory. W 2019 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) oficjalnie zaklasyfikowała pracę zmianową, czyli permanentne zaburzenie rytmu okołodobowego wywołane przez narażenie na światło w nocy, jako prawdopodobny czynnik rakotwórczy. Geny zegarowe w naszych komórkach kontrolują bowiem cykl podziału komórkowego i naprawę uszkodzonego DNA. Gdy zegar wewnętrzny jest zaburzony, uszkodzone komórki zamiast ulegać autodestrukcji, mogą zacząć dzielić się w sposób niekontrolowany.
Zaburzenie rytmu okołodobowego wpływa także na układ krążenia - wzrost hormonów stresu (kortyzolu i katecholamin) oraz stanów zapalnych niszczy naczynia krwionośne, prowadząc do przewlekłego nadciśnienia i miażdżycy.

Także psychiatrzy i neurolodzy coraz głośniej mówią o tym, że rozregulowanie naszego wewnętrznego zegara biologicznego to nie tylko kwestia zmęczenia, ale realny czynnik wyzwalający głębokie kryzysy psychiczne, w tym depresję. 
Gdy nasz zegar biologiczny próbuje się zaadaptować do zewnętrznych warunków sztucznie narzuconych, w organizmie dochodzi do wspomnianego wcześniej zjawiska, które nauka nazywa społecznym jet-lagiem (social jet lag) 
Zaobserwowano nawet, że w poniedziałki tuż po zmianie czasu częściej dochodzi do zawałów, udarów, a nawet wypadków drogowych czy wypadków przy pracy - ale to dotyczy raczej zmiany na czas letni. W przypadku zmiany na czas zimowy można powiedzieć, że wracamy do naszego właściwego czasu strefowego, związanego z południkiem zerowym Greenwich, referencyjnym punktem odniesienia dla stref czasowych.

Społeczny jetlag u nastolatka może nasilać lęki

Gdy zaczyna się rok szkolny i codzienny rytm wraca do „normy”, wielu nastolatków ma problem z porannym wstawaniem. W ciągu roku szkolnego uczniowie odliczają dni do weekendu, licząc, że odrobią brak snu z tygodnia. Tymczasem, jak pokazują najnowsze badania przeprowadzone przez naukowców Uniwersytetu w Southampton w Wielkiej Brytanii, doświadczanie „społecznego jetlagu” (SJL), czyli rozbieżności w czasie snu w dni powszednie i weekendy, prawdopodobnie wiąże się ze zwiększonym lękiem.

Czyli zmiana czasu, która czeka nas w ten weekend (24/25 października) będzie dla nas korzystna?

Będzie pozytywna dla naszej fizjologii, dla naszego rytmu okołodobowego. To szczególnie ważne dla nastolatków, u których w okresie dojrzewania (mniej więcej między 12. a 22. rokiem życia) dochodzi do naturalnego przesunięcia fazy snu. Ich mózg zaczyna produkować melatoninę (hormon snu) nawet o 2 godziny później niż u dzieci czy dorosłych.
To także kwestia chronotypu, czyli uwarunkowanych genetycznie preferencji dotyczących godzin snu i aktywności, który w tym przypadku dotyczy tzw. sów, czyli osób, które lubią siedzieć do późna, ale za to nie lubią wstawać rano. 
Zmiana czasu na zimowy oznacza jednak także to, że skraca się dzień, a popołudnia będą ciemniejsze – co już nie dla nas jest korzystne. Z badań wynika, że większość Polaków wolałaby pozostać przy czasie letnim. 
Musimy jednak szukać pozytywów: jaśniejsze poranki sprawią, że nie będziemy podróżować do pracy w ciemnościach – to zdecydowany plus. Niestety ciemne popołudnia i plucha, która wynika z pogody w tym czasie, to z kolei czynnik depresyjny. Zdaniem specjalistów powrót do czasu zimowego zwiększa ryzyko depresji sezonowej, czy choroby dwubiegunowej.

Jak więc sobie z tym radzić?

Podstawą naszego zdrowia jest zadbanie o głęboki, regenerujący sen. Warto przy tym pamiętać, że każdego dnia potrzebujemy kontaktu ze słońcem, dlatego przy każdej okazji powinniśmy dbać o aktywność na świeżym powietrzu.
Z kolei po południu, gdy na zewnątrz robi się ciemno, kluczowe staje się zwrócenie uwagi na barwę oświetlenia. Współcześnie korzystamy głównie z lamp LED, które emitują ogromne ilości światła niebieskiego. Włączając je w domu pod koniec dnia, doprowadzamy do biologicznego oszustwa: nasz mózg myśli, że wciąż trwa środek dnia, i całkowicie blokuje wydzielanie melatoniny. Właśnie dlatego pod wieczór, kiedy nasz zegar biologiczny wchodzi w fazę wyciszenia, powinniśmy drastycznie ograniczyć kontakt ze światłem niebieskim. Przede wszystkim unikajmy monitorów i smartfonów tuż przed pójściem do łóżka, aby zapewnić sobie zdrowy i prawidłowy wypoczynek.
Nie oznacza to jednak, że musimy całkowicie bać się niebieskiego światła. Jest ono nam niezwykle potrzebne do kreatywności, energii i pobudzenia do pracy, ale musi działać na nas o odpowiedniej porze – rano oraz w południe. Gdy dzień się kończy, a nasza aktywność naturalnie spada, wybierajmy wyłącznie oświetlenie o ciepłej barwie.
 

Ekspertka

zdj. własne

prof. Edyta Reszka - Biolog molekularny i toksykolog. Zawodowo związana z Wydziałem Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego. Specjalizuje się w badaniach nad genetycznymi, epigenetycznymi oraz środowiskowymi uwarunkowaniami chorób cywilizacyjnych. Jej główne obszary badawcze obejmują chronobiologię, molekularne mechanizmy w onkologii oraz wpływ czynników zewnętrznych, takich jak praca zmianowa i zanieczyszczenie światłem, na funkcjonowanie zegara biologicznego i zdrowie publiczne. Dorobek badaczki obejmuje realizację kilkudziesięciu projektów naukowych z zakresu interakcji gen-środowisko oraz autorstwo ponad 115 recenzowanych publikacji i kilku rozdziałów w książkach. Doświadczenie naukowe zdobywała poprzez wieloletnią pracę w Instytucie Medycyny Pracy w Łodzi oraz w trakcie stażu w Instytucie Toksykologii Uniwersytetu Johannesa Gutenberga w Moguncji. Prywatnie pasjonatka dobrej muzyki i historii. O kondycję ciała i jasność umysłu dba, łącząc klasyczne treningi ze wschodnią gimnastyką.

ZOBACZ TEKSTY EKSPERTKI

Autorka

Monika Grzegorowska

Monika Grzegorowska - O dziennikarstwie marzyła od dziecka i się spełniło. Od zawsze to było dziennikarstwo medyczne – najciekawsze i nie do znudzenia. Wstępem była obrona pracy magisterskiej o błędach medycznych na Wydziale Resocjalizacji. Niemal całe swoje zawodowe życie związała z branżowym Pulsem Medycyny. Od kilku lat swoją wiedzę przekłada na bardziej przystępny język w Serwisie Zdrowie PAP, co doceniono przyznając jej Kryształowe Pióro. Nie uznaje poranków bez kawy, uwielbia wieczory przy ogromnym stole z puzzlami. Życiowe baterie ładuje na koncertach i posiadówkach z rodziną i przyjaciółmi.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • AdobeStock

    Chorzy na celiakię latami czekają na trafną diagnozę

    Od pierwszych objawów do rozpoznania celiakii mija średnio 7,3 roku. Przez ten czas chorzy ze swoimi dolegliwościami odwiedzają wielu lekarzy, leczą się na nieistniejące choroby i cierpią, czasem wręcz podupadają na zdrowiu. Wiedza na temat tej choroby wciąż jest niewystarczająca, a objawy na tyle niespecyficzne, że lekarze często przypisują je zespołowi jelita drażliwego (IBS), anemii z niedoboru żelaza czy chronicznemu zmęczeniu.

  • PAP/Marcin Obara

    Ataki w szkołach – brak uwagi i wsparcia ze strony dorosłych

    Ataki, które miały miejsce w ostatnich dniach, nakręcają spiralę paniki: rodzice przekazują sobie filmiki z ostrzeżeniami o „krwawym piątku” i nie puszczają dzieci do szkoły, nastolatki spekulują, gdzie dojdzie do następnego ataku. Tymczasem minie jeszcze wiele czasu nim dowiemy się, co było przyczyną tych zdarzeń. Musimy liczyć się z tym, że każde z nich mogło mieć inną przyczynę: brak zrozumienia, odrzucenie, chęć zaistnienia, czy wreszcie niezauważone zaburzenia. W każdym przypadku stoją za tym jakieś niezaspokojenie potrzeby i brak wsparcia.

  • PAP/Adam Warżawa

    Roli położnej nie można sprowadzić jedynie do ciąży, porodu, połogu

    W Polsce mamy wystarczająco dużo położnych. Wyzwaniem jest jednak brak równomiernej opieki nad pacjentkami, niewystarczające wykorzystanie kompetencji w obliczu spadku liczby porodówek i urodzeń. Położne nie chcą ograniczać pracy jedynie do sal porodowych, ale towarzyszyć kobietom na każdym etapie życia, wspierać edukację zdrowotną, planowanie rodziny, dbać o profilaktykę – i pozostać odrębnym zawodem.

  • AdobeStock

    Depresja poporodowa to nie tylko sprawa kobiet

    Myśląc o depresji poporodowej, musimy pamiętać, że obok chorej kobiety jest dziecko i to, w jakim stanie psychicznym w czasie ciąży i w okresie poporodowym będzie matka, ma realny wpływ na jego rozwój.

NAJNOWSZE

  • AdobeStock

    Cholina dla mózgu i wątroby

    Nazywana niekiedy witaminą B4, cholina jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania mózgu, wątroby i układu nerwowego. Uczestniczy w budowie błon komórkowych, produkcji neuroprzekaźników i przemianach tłuszczów. Najnowsze badanie kliniczne sugeruje, że suplementacja w ciąży może korzystnie wpływać na rozwój poznawczy dzieci.

  • Sposób podawania leku ma znaczenie nie tylko dla jakości życia pacjenta

  • Nie tylko siła mięśni – refleks również ma znaczenie dla seniorów

  • Skaczące geny

  • Międzynarodowa konferenacja „Czas Amputacji"

    Patronat Serwisu Zdrowie
  • PAP/Marcin Gadomski

    Neuroradiologia dostrzega coraz więcej w mózgu

    Neuroradiologia to dziedzina radiologii koncentrująca się na obrazowaniu centralnego systemu nerwowego (mózg i rdzeń kręgowy) oraz nerwów obwodowych. Dociera coraz głębiej i widzi coraz więcej. Dostrzega patologie, które można leczyć, zanim dojdzie do groźnych powikłań. Do niedawna stymulator serca czy kardiowerter (defibrylator serca) były bezwzględnym przeciwwskazaniem do wykonania rezonansu magnetycznego, ale już nie zawsze – zaznacza dr hab.n. med. Edyta Maj, wiceprzewodnicząca Sekcji Neuroradiologii Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego. W ciągu ostatnich lat wiele się zmieniło, również w stosowaniu kontrastów.

  • Antykoncepcja hormonalna bez comiesięcznej przerwy?

Serwisy ogólnodostępne PAP