Badanie rezonansem magnetycznym m.in. z bohaterami Gwiezdnych wojen
Autorka: Klaudia Torchała
Badanie rezonansem magnetycznym, szczególnie dla dzieci, to stres związany koniecznością pozostawania w bezruchu przez co najmniej kwadrans na stole, który wsuwa się do aparatury, wydającej dodatkowo głośny dźwięk. W Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi pojawili się bohaterowie, którzy przeprowadzą przez diagnostykę obrazową, zwiększając komfort badania i jego jakość.
Dzieciom towarzyszą podczas rezonansu magnetycznego znane postacie z bajek Disneya: syrenka Ariel, odważna Vaiana, Myszka Miki, bohaterowie Marvela czy Gwiezdnych wojen. Wspierają proces diagnostyczny.
– Ich główną rolą jest odwrócenie uwagi dziecka od stresującego otoczenia i uciążliwości związanych z badaniem, takich jak hałas czy konieczność pozostawania w bezruchu – wyjaśnia dr hab. n. med. Piotr Grzelak, kierownik Zakładu Diagnostyki Obrazowej ICZMP. Dodaje, że dzięki bajkom pacjenci dłużej pozostają spokojni, nie poruszają się, a to ma kluczowe znaczenie dla jakości obrazów.
– Ogranicza to konieczność powtarzania sekwencji, skraca łączny czas badania i zwiększa jego efektywność – podsumowuje radiolog.
Tym bardziej, że badanie wykonuje się u bardzo małych pacjentów, u których utrzymanie w bezruchu graniczy z cudem. MRI u dzieci wykonuje się od urodzenia. Najczęściej w przypadku wad lub zaburzeń ośrodkowego układu nerwowego.
– Gdy mamy podejrzenie krwawienia dokomorowo i do samej tkanki nerwowej, czyli w półkuli, to musimy znać lokalizację, wiedzieć, jak duże to ognisko – wyjaśnia dr hab. n. med. Iwona Maroszyńska, dyrektorka Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. Jednocześnie zauważa, że u tych bardzo małych pacjentów jest prościej przeprowadzić badanie niż u nieco starszych.
– U noworodków jest o tyle łatwiej, bo można zastosować zindywidualizowaną opiekę prorozwojową (ang. Newborn Individualized Developmental Care and Assessment Program – NIDCAP), czyli przygotowanie dziecka, otulenie, owinięcie, jakaś stymulacja. Wtedy te dzieci dłużej wytrzymują np. śpią albo wykonuje się lekką sedację. Ale u dziecka kilkumiesięcznego, rocznego, dwulatka, trzylatka, taka terapia jest już trudna do wykonania – zaznacza dr Maroszyńska.
Ale nawet jeśli konkretna sytuacja wymaga sedacji pacjenta, to przy wykorzystaniu animacji podaje się mniejszą dawkę leków.
Jak wygląda bajkowe badanie MRI krok po kroku
Badanie zaczyna się od rejestracji i ankiety, która pozwala wykluczyć przeciwwskazania do badania, np. obecność metalowych implantów czy rozrusznika serca. Tuż po wejściu do pracowni dziecko – zanim zostanie ułożone przez technika lub pielęgniarkę na ruchomym stole, który wsuwa się do aparatu rezonansu magnetycznego – może wybrać animację z dostępnej listy wyświetlanej na monitorze w pracowni.
– Repertuar jest odpowiednio dobrany – animacje są specjalnie przygotowane i dopasowane długością do czasu trwania badania oraz ich charakter jest wyciszający i relaksacyjny, aby nie powodowały niepotrzebnego pobudzenia czy zaskoczenia dziecka – podkreśla dr Grzelak.
Dodaje, że w zależności od badanego obszaru zakładane są specjalne cewki, np. w formie „hełmu” na głowie, które odpowiadają za odbiór i nadawanie sygnału.
– Stół z pacjentem wsuwa się do aparatu rezonansu magnetycznego – cylindrycznej przestrzeni o długości ok. 2 metrów. W trakcie badania konieczne jest pozostawanie w bezruchu, a sam aparat generuje charakterystyczne, głośne dźwięki, dlatego pacjent otrzymuje słuchawki wygłuszające – podkreśla lekarz.
Badanie trwa zazwyczaj od 15–20 minut do około godziny. W ośrodku codziennie wykonuje się od 10 do 12 takich badań u dzieci. To rozwiązanie tzw. ambient experience, czyli stwarzanie pacjentowi przyjaznego środowiska, wykorzystywane jest – jak zaznacza dr Grzelak - praktycznie u każdego pacjenta.
Ten międzynarodowy projekt przeprowadzany w sześciu ośrodkach na świecie, w tym łódzkim Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki, realizowany jest we współpracy z The Walt Disney Company oraz firmą Philips.