Choroba Zalewu Wiślanego – tajemniczy rozpad mięśni

W maju 2025 roku media obiegła informacja o nowym ognisku choroby Haff, zwanej też chorobą Zalewu Wiślanego, w północnej Polsce. W województwach pomorskim i warmińsko-mazurskim hospitalizowano dziesięć osób z objawami rabdomiolizy, czyli rozpadu mięśni spowodowanego spożyciem lokalnie złowionych ryb. Jeden z pacjentów wymagał nawet dializoterapii z powodu ostrej niewydolności nerek. Choroba Haff bywa śmiertelnym zagrożeniem.

Adobe
Adobe

W najnowszym komunikacie wojewodowie i służby sanitarne podkreśliły, że w przebadanych próbkach ryb i wody żadnego skażenia chemicznego nie wykryto, a sam przebieg choroby (nagły ból mięśni, ciemny kolor moczu) odpowiada znanemu od ponad stu lat syndromowi toksycznemu. Główny Inspektorat Sanitarny przypomina, że Haff disease (czyli „choroba Zalewu Wiślanego”) jest rzadkim zespołem rabdomiolizy po spożyciu skażonej ryby. Objawy zwykle pojawiają się w ciągu kilkunastu godzin od posiłku i często ustępują samoistnie po nawodnieniu pacjenta, ale w ciężkich przypadkach mogą doprowadzić do niewydolności nerek wymagającej dializ, a nawet do zgonu.

Umierali rybacy i koty

Choroba Haff swoją nazwę zawdzięcza Zalewowi Wiślanemu (niemieckie Frisches Haff). Właśnie tam, w lipcu 1924 roku, opisano pierwsze przypadki tej zagadkowej dolegliwości. Wówczas na terenie ówczesnych wschodnich Prus (okolice Królewca, dzisiejszy obwód kaliningradzki) setki osób cierpiało na silne bóle mięśni z towarzyszącą ciemnobrązową barwą moczu. Jak opisuje zespół badaczy pod kierunkiem prof. Marcina Renke z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, pacjenci nie zgłaszali gorączki i zaburzeń neurologicznych, skarżyli się za to na sztywność mięśni i ogólnie złe samopoczucie. Praktycznie wszyscy przyznawali, że niedawno spożyli duże ilości świeżych, ugotowanych ryb: głównie miętusów, węgorzy i szczupaków. Odnotowano wówczas zgony wśród rybaków i kotów zjadających skażone ryby. 

Łącznie w ciągu kolejnych kilkunastu lat od pierwszego opisu zanotowano około tysiąca przypadków choroby Haff w regionie Morza Bałtyckiego. Dziś wiadomo, że choroba Haff to de facto ostre uszkodzenie mięśni (rabdomioliza) o nieznanej etiologii, rozwijające się w ciągu 24 godzin od spożycia posiłku z rybą lub skorupiakami. Typowe symptomy to nagły, narastający ból mięśni – zwłaszcza kończyn i grzbietu – oraz ciemne zabarwienie moczu, brunatne, a czasami nawet czarne. Często pojawiają się też osłabienie, nudności, wymioty czy bóle w klatce piersiowej. W badaniach laboratoryjnych dominują skrajnie podwyższone enzymy mięśniowe (kinaza kreatynowa nawet kilkudziesięciokrotnie powyżej normy) oraz mioglobina w moczu. Skala objawów zależy od dawki toksyny i wrażliwości osoby.

Co wywołuje chorobę Haff? 

Do dziś nie poznano czynnika sprawczego. Badania wskazują, że za symptomy odpowiada termoodporna toksyna (niska wrażliwość na gotowanie, pieczenie, smażenie), akumulująca się w rybach drapieżnych lub dennnych. Najczęściej wymieniane podejrzane substancje to analogi palytoksyny – skrajnie silnej trucizny spotykanej w niektórych organizmach morskich – lub zbliżone cząsteczki produkowane przez mikroalgi i sinice. Współautorzy dużych badań epidemiologicznych w Brazylii podkreślają, że „ryby same wytwarzają toksynę raczej nie produkują, lecz gromadzą związki wydzielane przez drobne organizmy (np. glony), przenoszone troficznie wzdłuż łańcucha pokarmowego”.

W Zalewie Wiślanym podejrzewano m.in. palytoksynę z morskich sinic czy glonów, ale do tej pory żaden konkretny związek nie został ostatecznie wykryty. Czasem wspomina się też o specyficznych enzymach (np. tiaminazach) lub nawet mykotoksynach (wytwarzanych przez pleśnie), jednak brak dowodów naukowych potwierdzających ich rolę. 

„W USA przebadano próbki ryb, które podejrzewano o wywołanie choroby Haff, w kierunku obecności takich toksyn jak: ciguatoksyna, saksitoksyna, mikrocystyna, nodularyna, organiczne fosforany, arszenik, brewetoksyna, tetrodotoksyna, kwas domoikowy, kwas okadaikowy, palitoksyna. Wszystkie miały wynik negatywny. W badaniach przeprowadzonych na modelach zwierzęcych wykazano, że maduramycyna w wysokich stężeniach może wywołać objawy przypominające chorobę Zalewu Wiślanego. Udowodniono jednak, że zawartość maduramycyny w skorupiakach występujących w środowisku naturalnym jest niewystarczająca do wywołania podobnych dolegliwości” – napisał zespół kierowany przez prof. Marcina Renke.

 Choroba Haff na świecie

Choć choroba „Haff” nosi nazwę od Zalewu Wiślanego, występuje praktycznie na całym świecie. Po początkowych epidemiach na wybrzeżu Bałtyku (1924–1930), kolejne doniesienia o jej przypadkach pojawiały się sporadycznie. W USA w 1984 r. odnotowano grupę zatruć młodych mężczyzn, którzy doświadczyli rabdomiolizy po zjedzeniu ryby bawolej (buffalo fish) – widłogłowca (gatunek Ictiobus). W 1997 roku CDC opisało wybuch choroby Haff związany z tą właśnie rybą w Missouri i Kalifornii. Podobne przypadki zgłosił w 2011 roku nowojorski Departament Zdrowia (dwóch pacjentów, jedna z nich spożyła grillowanego buffalo fish) oraz w 2014 roku Illinois (kolejne dwie osoby). We wszystkich tych historiach typową rybą był właśnie widłogłowiec z rodziny karpiowatych. W Azji od kilku dekad obserwuje się znaczące serie zachorowań po zjedzeniu skorupiaków. Chińscy badacze opisali liczne ogniska Haff w prowincji Jiangsu (m.in. Nankin, Yangzhou) oraz innych rejonach Chin między 2000 a 2016 rokiem. Sprawcą najczęściej były raki rzeczne (Procambarus clarkii) – duży, popularny w tej części świata rak słodkowodny. W jednym z dużych chińskich badań podsumowano, że „rakowate odpowiadały za niemal wszystkie odnotowane w Chinach ogniska choroby Haff”.

Niezmienne było to, że chorowała tylko część osób z grupy, która jadła te same ryby czy skorupiaki, co sugeruje zmienną zawartość toksyny w porcji i różną wrażliwość osobniczą. Charakterystyczny jest też sezon – dolegliwości pojawiały się głównie latem i wczesną jesienią, gdy woda jest ciepła i żerują skorupiaki. W Ameryce Południowej pierwsze epizody opisano w Brazylii już w 2008 roku w dorzeczu Amazonki (w stanie Amazonas), gdy na 27 osób hospitalizowanych w Manaus dwie wymagały wspomagania funkcji życiowych. Powodem były lokalne ryby słodkowodne: pacu (Naceus spp.), tambaqui (Colossoma macropomum) i pirapitinga (Piaractus brachypomus). Niedawno potwierdzono podobne przypadki także w innych stanach Brazylii – m.in. w 2016–2017 w Bahia (Salvador) doszło do dziesiątek zachorowań po zjedzeniu morskich ryb drapieżnych, a do października 2023 pojawiały się kolejne małe ogniska. W przebadanych próbkach ryb stwierdzono obecność związków podobnych do palytoksyny (tzw. ovatoksyny). 

Literatura naukowa podaje, że na całym świecie przypadki choroby Haff sporadycznie pojawiały się także w innych miejscach: w Rosji i byłym ZSRR (np. rejon jeziora Bajkał, 1984 i po 2008 r.), a nawet w Szwecji w latach 40. ubiegłego wieku. Warto podkreślić, że choroba Haff występuje głównie na obszarach śródlądowych lub przybrzeżnych, gdzie poluje się na drapieżne lub denne ryby białe. W Polsce dotychczas przypadki związane były prawie wyłącznie z Zalewem Wiślanym, rzadko z dużymi jeziorami.
Przebieg choroby Haff
Lekarze zwracają uwagę, że kluczem do rozpoznania choroby Haff jest dokładny wywiad żywieniowy: „choroba Zalewu Wiślanego powinna być uwzględniana w diagnostyce różnicowej rabdomiolizy. Kluczowe w postawieniu prawidłowej diagnozy jest szczegółowe badanie podmiotowe, a przede wszystkim istotne są pytania o ostatnio spożywane pokarmy oraz narażenie zawodowe”. 

Adobe

Toksoplazma – pierwotniak, który zawojował świat

Toksoplasma gondii to chorobotwórczy pierwotniak, który potrafi manipulować swoim nosicielem, czyli przynajmniej ćwiercią ludzkości. Jego szczytowym dokonaniem wydaje się być fakt, że przebycie zakażenia toksoplazmozą bardziej nas cieszy niż martwi.

"Bardzo rzadkie występowanie choroby Zalewu Wiślanego sprawia, że lekarze często początkowo rozważają inne przyczyny objawów – intensywny wysiłek fizyczny, zakażenie wirusowe czy działania uboczne leków” – piszą polscy nefrolodzy. 

Rabdomioliza - optymistyczne rokowanie

Choć termin „rozpad mięśni” brzmi dramatycznie, rabdomioliza w większości przypadków jest odwracalna, o ile pacjent trafi pod opiekę lekarza na wczesnym etapie. W uproszczeniu chodzi o mechaniczne lub toksyczne „rozszczelnienie” błon włókien mięśniowych, przez co do krwiobiegu przedostają się mioglobina, kreatynina kinazowa (CK), elektrolity i metabolity, które normalnie powinny pozostać wewnątrz komórek. Nagłe zwiększenie stężenia tych substancji może zablokować kanaliki nerkowe i zaburzyć równowagę potasu, ale jeśli natychmiast rozpoczniemy intensywne nawodnienie dożylne i usuniemy czynnik sprawczy, nerki najczęściej odzyskują pełną wydolność, a uszkodzone włókna mięśniowe odbudowują się w ciągu tygodni. W literaturze podkreśla się, że „całkowite wyleczenie jest możliwe przy wczesnej diagnostyce i leczeniu powikłań” – stężenie CK wraca wówczas do normy, a dializy pozostają wyjątkiem, nie regułą. 

Rabdomioliza w chorobie Haff charakteryzuje się tym, że w wywiadzie wykluczono uraz zmiażdżeniowy, intensywny wysiłek, nadużycie alkoholu czy działania uboczne leków. CDC definiuje więc tę jednostkę jako „niewyjaśnioną rabdomiolizę u osoby, która jadła rybę w ciągu 24 h przed wystąpieniem dolegliwości” i jako kryterium wymaga pięciokrotnego wzrostu kreatyniny kinazowej ponad normę. Także brak gorączki i objawów neurologicznych, szybki początek po posiłku oraz częsta sezonowość wyróżniają Haff na tle innych przyczyn rozpadu mięśni; patofizjologicznie efekt końcowy – uwolnienie mioglobiny i ryzyko ostrej niewydolności nerek – pozostaje jednak ten sam.

Wczesne zgłoszenie się do lekarza jest kluczowe: właściwa diagnostyka (badanie enzymów mięśniowych, monitorowanie nerek) i natychmiastowe nawodnienie organizmu mogą zapobiec ciężkim powikłaniom. Specjaliści zgodnie podkreślają, że choroba Zalewu Wiślanego wciąż pozostaje zjawiskiem na tyle rzadkim, że nie powinna nas zniechęcać do spożywania mięsa ryb, które jest bardzo zdrowym źródłem białka. Jeśli się boimy – możemy ograniczyć wielkość porcji. Osoby, u których dotychczas zdiagnozowano chorobę zwykle zjadały duże porcje – kilogram lub nawet dwa kilogramy ryb w ciągu doby.

Autorka

PAP

Luiza Łuniewska - Dziennikarka, reportażystka, redaktorka. Pisuje o wielkich triumfach medycyny i jej wstydliwych sekretach. Lubi nowinki z dziedziny genetyki. Była dziennikarką Życia Warszawy i Newsweeka, pracowała też w TVN i Superstacji. Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Wielbicielka kotów dachowych i psów ras północnych.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • Adobe Stock

    Wapń dla zdrowych kości

    Bierzemy witaminę D3, bo wiemy, że „jest dobra na kości”. Rzadziej jednak zastanawiamy się nad tym, czy w naszej diecie w ogóle jest wapń, który ta witamina ma pomóc przyswoić. Tymczasem badania pokazują, że to właśnie niedobór wapnia, a nie brak suplementów, bywa dziś najsłabszym ogniwem profilaktyki zdrowia kości.

  • Adobe Stock

    Osiem dobrych powodów, by nie bać się węglowodanów

    Węglowodany od lat znajdują się na cenzurowanym. Często przedstawia się je jako głównego winowajcę nadwagi, cukrzycy czy „rozchwianej” insuliny. Tymczasem badania naukowe pokazują obraz znacznie bardziej zniuansowany: to nie same węglowodany są problemem, lecz ich jakość, kontekst i ilość. Co więcej, ich eliminowanie może przynieść więcej szkody niż pożytku. 

  • Adobe Stock

    Bulion kolagenowy – płynne złoto dla kości i skóry?

    Bulion kolagenowy, sprzedawany jako produkt dostarczający niezbędnego białka, by utrzymać gładką skórę, lśniące włosy, zdrowe kości i jelita, to nic innego jak gotowany przez wiele godzin wywar z kości i chrząstek, czasem z dodatkiem warzyw. To receptura stara jak świat w nowym opakowaniu.

  • Adobe Stock

    Pączki – niezbyt zdrowa tradycja

    Pączki przez niektórych jedzone raz w roku, to spora dawka kalorii, węglowodanów prostych i tłuszczów. Zjedzmy jednego, by tradycji stało się zadość. Nie więcej. Sięgajmy po te mniej wysmażone, raczej z konfiturą, bez lukru. Dlaczego? – wyjaśnia dr inż. Marianna Raczyk z InLife Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie.

NAJNOWSZE

  • Adobe Stock

    Trening medycyny pola walki

    Model cyklicznych treningów, symulacji i manewrów MASCAL, które pozwolą personelowi cywilnemu i wojskowemu wypracować jednolite standardy działania i komunikacji, przedstawiono w czwartek w Warszawie. Mają one zapewnić skuteczne działania systemu medycznego w warunkach wojny.

  • Skrajne emocje w transplantologii

  • Autoprzeszczep wątroby – szansa dla nieoperacyjnych pacjentów onkologicznych

  • Igrzyska pełne urazów

  • Priony – patologiczne białka, które niszczą mózg

  • Adobe Stock

    Co to znaczy „mieć kondycję”

    Dobra kondycja fizyczna jest jednym z najsilniejszych predyktorów zdrowia i przeżycia. Silniejszym niż masa ciała czy poziom cholesterolu. Dlatego lekarze coraz częściej pytają nie tylko o wyniki badań, lecz także o to, jak ciało radzi sobie z ruchem. 

  • Puzzle to więcej niż rozrywka

  • Hejt to nic nowego, ale ma się coraz lepiej

Serwisy ogólnodostępne PAP