Zrozumienie pomaga zrzucać kilogramy
Autorka: Monika Grzegorowska
Jako 30-latka ważyłam 128 kilogramów, co niosło ze sobą liczne powikłania, m.in. depresję, bezsenność, nerwicę lękowa, chorobę Hashimoto, hiperinsulinemię, insulinooporność, nadciśnienie tętnicze. Ale dopiero, gdy w stanie zagrożenia życia trafiłam do szpitala, ktoś spojrzał na mnie nie jak na osobę z nadmierną masą ciała, ale jak na pacjentkę. Wreszcie otrzymałam diagnozę i prawdziwą pomoc – mówi Ewelina Michalik, mama trojga małych dzieci.
Z chorobą otyłościową Ewelina zmagała się przez ponad 10 lat, ale przez bardzo długi czas nie miała świadomości, że choruje. Widziała tylko kilogramy i pojawiające się problemy zdrowotne. I choć podejmowała próby zmiany, każda kolejna była nieudana. Pierwsza głodówka w wieku dwunastu lat - waga nieco spadła, ale zaraz wróciła do normy. Tak było za każdym razem. Będąc w pierwszej ciąży weszła w otyłość pierwszego stopnia. Po kolejnych dwóch osiągnęła otyłość trzeciego stopnia. Organizm zaczął się buntować – pojawiły się problemy z tarczycą i choroba Hashimoto. Chciała coś zmienić, szukała pomocy u różnych lekarzy, ale słyszała tylko, że ma mniej jeść i więcej się ruszać. Takie rady nie pomagały.
– Byłam niezauważana jako pacjentka. A jako osoba otyła – nadmiernie zauważana, ale zupełnie z innej perspektywy. Byłam obwiniana, wyzywana, oceniana przez pryzmat tego, jak wyglądam – wspomina.
Śmierdząca, leniwa, zaniedbana, szkoda dzieci – to słyszała codziennie. A ona przez cały ten czas, kiedy chorowała, nie wiedziała, co jej jest i z każdym dniem czuła się coraz gorzej.
– Miałam wrażenie, że otacza mnie jakaś niewidoczna aura, która pozwala innym zrzucać na mnie całe zło tego świata, a każdy mój kilogram przyjmie jeszcze trochę. I choć tym, którzy wygłaszają te proste, stereotypowe opinie wobec osób chorujących może wydawać się, że to nie robi na nas wrażenia, każdy ma swoją odporność – mówi.
Ewelina była przewlekle zmęczona, miała stany depresyjne, nerwicę lękową. Aż w swoje 30. urodziny trafiła do szpitala w sytuacji zagrożenia życia, z powodu niskiego poziomu kortyzolu, skrajnie wyczerpana przewlekłymi migrenami, nadciśnieniem, Hashimoto, insulinoopornością. Od miesięcy nie miała miesiączki.
W końcu otrzymała właściwą diagnozę. Kiedy dowiedziała się, w jakim jest stanie, stało się dla niej oczywiste, że dosłownie walczy o życie. I zdecydowała się na tę walkę – ze względu na siebie i ze względu na troje swoich dzieci – chciała, żeby miały mamę. Szczególnie że sama wychowywała się bez mamy.
– Pierwsze lata życia moich dzieci to była najgorsza część mojego macierzyństwa. Ten czas, kiedy moja choroba była w najbardziej zaawansowanym stadium, miałam nawet problem, aby pójść z dziećmi na plac zabaw. Nie mogłam się z nimi bawić na podłodze, chodzić na dłuższe spacery, że nie wspomnę o bieganiu. Bardzo mnie to ograniczało jako mamę. Mogę wręcz powiedzieć, że moje dzieci w tamtym czasie nie miały mamy. I to one pierwsze zauważyły różnicę, kiedy zaczęłam zdrowieć – opowiada.
Dziś to wydaje jej się najważniejszym elementem jej zdrowienia.
– Poza tym, że wycofałam powikłania, że zredukowałam masę ciała, że teraz mogę pomagać innym pacjentom, będąc ambasadorką Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości, najważniejsze jest dla mnie to, że mogę być mamą na 100 proc. Pamiętam jak pierwszy raz udało mi się usiąść na huśtawkę, pierwszy raz zjechać ze zjeżdżalni. Cieszyłam się chyba bardziej niż moje dzieci – wspomina.
Leczenie otyłości wymaga wsparcia otoczenia
Kłopot w tym, że z jednej strony chorzy są wyśmiewani, wytykani palcami, a z drugiej nie rozmawia się z nimi o chorobie, bo to krępujący temat. A to usypia czujność.
– W moim najbliższym otoczeniu nie było żadnej dyskryminacji. Pierwszą osobą, która wysłała mnie do lekarza, był mój mąż – miałam więc wsparcie, a to jest kluczowe w procesie zdrowienia. Bo jeżeli pacjent zostaje sam, pomimo że już ma diagnozę, zapewnione leczenie, bez wsparcia bliskich jest mu dużo trudniej – podkreśla Ewelina.
Realną pomoc pacjentom oferuje Fundacja na rzecz Leczenia Otyłości (FLO). To jedyna w Polsce aktywna organizacja pozarządowa w całości poświęcona chorobie otyłościowej. Jej misją jest zmienianie sytuacji pacjentów, których potrzeby przez lata pozostawały na marginesie debaty publicznej i systemu ochrony zdrowia.
Ewelina dołączyła do FLO jako ambasadorka, kierując się potrzebą dzielenia się swoją historią i wspierania osób, które mierzą się z podobnymi wyzwaniami.
– Nasze historie są z jednej strony bardzo różne, a z drugiej bardzo podobne. W tym gronie czuję się zrozumiana, wiem, że to, co powiem, nie zostanie w żaden sposób ocenione ani wyśmiane, jesteśmy jak rodzina, wymieniamy się doświadczeniami i nawzajem wspieramy – mówi.
Dziś Ewelina wspiera działania ambasadorów oraz pełni funkcję rzeczniczki fundacji, aktywnie działając na rzecz edukacji i zmiany społecznego postrzegania choroby otyłości. Jest pedagożką oraz psychodietetyczką, a wkrótce ukończy studia pielęgniarskie. To sprawia, że wspierając innych w procesie zdrowienia i budowania trwałej zmiany może łączyć własne doświadczenia z wiedzę medyczną, psychologiczną i edukacyjną.
Jej zdaniem mówienie otwarcie o chorobie otyłościowej we wspierający sposób jest bardzo potrzebne, żeby ludzie zaczęli po prostu słuchać i zrozumieli, na czym ona polega, żeby pacjenci nie musieli udowadniać chorobowości w chorobie
– Wierzę, że każdy ma prawo do zrozumienia, wsparcia i godnego leczenia. Zmiana zaczyna się od empatii, wiedzy i odwagi, by opowiedzieć swoją historię – uważa Ewelina.