Amuzja – gdy mózg ma trudność z przetwarzaniem muzyki

Są ludzie, którzy mają kłopot z percepcją muzyki – nie rozróżniają np. zbliżonych do siebie tonów. Takie zaburzenie może być wrodzone, choć pojawić może się też w wyniku uszkodzenia mózgu. W niektórych przypadkach może pomóc specjalistyczna rehabilitacja.

AdobeStock
AdobeStock

Dziecko, które chciało śpiewać

Tim Falconer w książce „Bad Singer: The Surprising Science of Tone Deafness and How We Hear Music” (ang. Fałszujący śpiewak. Zaskakująca nauka o głuchocie muzycznej i o tym, jak słyszymy muzykę) opisał swoją historię – dziecka, które kochało muzykę, ale niestety fatalnie śpiewało. Nauczyciele śpiewu stwierdzili, że ma dobry głos, tylko nie trafia w nuty. W końcu został przebadany w laboratorium Isabelle Peretz na Uniwersytecie w Montrealu i usłyszał diagnozę: wrodzona amuzja. Jego problem polega na niemożności rozpoznawania małych różnic w wysokości dźwięku – gdy dwa dźwięki tylko nieznacznie się różnią, ma on trudność z ich oddzieleniem. 

Badania rodziny Falconera zasugerowały, że amuzja występuje również u wielu jego bliskich – u matki, sióstr, a prawdopodobnie także u zmarłego ojca. Wrodzona amuzja to rzadkie zaburzenie, o którym relatywnie niewiele jeszcze wiadomo. Jedna z hipotez mówi o osłabionej łączności między obszarami skroniowymi i czołowymi mózgu, przez co informacja o wysokości dźwięku może być gorzej dostępna świadomej analizie. Inna wskazuje na zaburzenia pracy kory czołowej. Trzecia zakładała, że problem tkwi bezpośrednio w korze słuchowej reagującej na wysokość dźwięku. Badania MRI wydają się jednak przeczyć zaburzeniom samej kory słuchowej.

Amuzji towarzyszą różne deficyty

Bliżej temu zaburzeniu przyjrzeli się niedawno specjaliści z Uniwersytetu Claude’a Bernarda, którzy zaprosili do badania niewielką grupę 18 osób z wrodzoną amuzją oraz 19 osób bez takiej przypadłości. Wśród ochotników przeprowadzili klasyczne testy dotyczące przetwarzania wysokości dźwięku (wykrywania zmian wysokości tonu, rozpoznawania kierunku tych zmian oraz krótkotrwałej pamięci wysokości dźwięku). Uczestnicy wykonywali również zadania oceniające inne aspekty poznania słuchowego związanego z wysokością dźwięku, takie jak rozpoznawanie emocji w mowie, wyodrębnianie dźwięków w sekwencjach tonów czy rozumienie mowy w hałasie. Dodatkowo przeprowadzono badania behawioralne, w tym testy czytania i przepisywania tekstu czy dotyczące percepcji wzrokowej. Badanych poproszono ponadto o subiektywną ocenę własnych zdolności słuchowych. 

Naukowcy informują, że zgodnie z ich oczekiwaniami, osoby z amuzją osiągały gorsze wyniki w trzech zadaniach specyficznie związanych z przetwarzaniem wysokości dźwięku. Ten deficyt wiązał się także z odczuwanymi przez samych badanych trudnościami słuchowymi. Ponadto wrodzona amuzja wiązała się z gorszym rozpoznawaniem emocji w samogłoskach. W trakcie kopiowania tekstu, u osób z amuzją zauważono też więcej ruchów gałek ocznych i gorszą pamięć. Autorzy stwierdzili jednak brak różnic między grupami w segregacji dźwięków i rozumieniu mowy w hałasie. 

„Razem z wcześniejszymi doniesieniami sugerującymi współwystępowanie wrodzonej amuzji i dysleksji, wyniki te wskazują na potrzebę dalszego badania zdolności związanych z językiem w tym zaburzeniu, nawet przy braku diagnozy neurorozwojowego zaburzenia językowego” – zwracają uwagę autorzy publikacji, która ukazała się w piśmie „Neuropsychologia”.

Operacja mózgu uszkodziła muzyczne zdolności

Jednak amuzja nie musi być wrodzona. Naukowcy z Uniwersytetu Iowa opisali przypadek 21-letniej kobiety po resekcji kilku obszarów mózgu – prawej tylnej części wyspy, tylnej części płata skroniowego, zakrętu nadbrzeżnego oraz kory czuciowej – przeprowadzonej w leczeniu lekoopornej padaczki. W okresie od czterech do ośmiu miesięcy po operacji, badacze przeprowadzili z nią serię wywiadów oraz poddali ją różnorodnym testom. Zanotowali liczne istotne deficyty w różnych obszarach percepcji muzyki. M.in. dotyczyły one skali, tonacji, konturu melodycznego i interwałów. Jednocześnie pacjentka uzyskała mieszczące się w normie wyniki w zakresie rozumienia mowy w wielogłosowym szumie, a także w badaniu sprawdzającym zdolność odczuwania nagrody związanej z muzyką, mimo że sama zgłaszała istotne trudności w tych obszarach. 

To nie wszystko. 21-latka zaczęła także cierpieć na inne związane z postrzeganiem muzyki zaburzenie – mizofonię. Polega ona z kolei na tym, że cierpiąca na nie osoba odczuwa nieproporcjonalnie silne emocje pod wpływem codziennych dźwięków wydawanych przez innych ludzi, np. mlaskania, chrząkania czy oddychania. 

Z kolei specjaliści z Uniwersytetu Macquarie opisali przypadek 62-letniego muzyka, który zaczął cierpieć na amuzję po udarze mózgu. Pacjent miał kłopoty z rozróżnianiem wysokości dźwięku w melodiach, a także problemy z pamięcią muzyczną oraz osłabioną wrażliwość na struktury tonalne. Gdy z sekwencji rytmicznych usunięto różnice wysokości dźwięku, rytm był przetwarzany prawidłowo. Zachował przy tym prawidłową zdolność rozróżniania wysokości dźwięku oraz prawidłowe zdolności poznawcze i językowe. Po trzech miesiącach zanotowano u niego znaczącą poprawę w obszarze wrażliwości na tonację dźwięku, jednak nadal utrzymywały się deficyty w obszarze percepcji melodii oraz pogorszyła się percepcja struktury rytmicznej.

Czy amuzję można leczyć?

Przy nabytej amuzji stan chorego może się poprawić. Specjaliści z francuskiego Szpitala Pitié-Salpêtrière opisali opracowaną przez siebie metodę terapeutyczną inspirowaną pracami nad głuchotą słowną. Przetestowali ją na pacjencie, u którego amuzja rozwinęła się po zdarzeniu neurologicznym aż cztery lata wcześniej. Jego stan oceniono specjalnym testem Montreal Battery of Evaluation of Amusia (MBEA), który wykazał zaburzenia w przetwarzaniu melodii, ale bez deficytu w obszarze percepcji rytmu. Zastosowano komputerowo wspomaganą metodę rehabilitacji z zadaniami polegającymi na różnicowaniu melodii oraz stopniowo wygaszanymi wskazówkami wzrokowymi. Terapia przyniosła pozytywne rezultaty. 

„Odnotowaliśmy poprawę całkowitego wyniku MBEA oraz jego wyników cząstkowych, której nie można było wyjaśnić samoistnym powrotem sprawności, biorąc pod uwagę liczbę lat, jakie upłynęły od incydentu neurologicznego. Poprawa utrzymywała się jeszcze po siedmiu miesiącach od zakończenia terapii. Choć nie oceniano jej systematycznie w codziennym funkcjonowaniu, pacjent znów zaczął słuchać swojej ulubionej muzyki” – informują eksperci w pracy opublikowanej na łamach „Annals of Physical and Rehabilitation Medicine”.

Z amuzją można żyć

Co jeśli nie da się choremu pomóc? Wspomniany na początku Tim Falconer, mimo diagnozy nadal brał lekcje śpiewu i nawet wystąpił przed znajomymi na małym domowym koncercie. Udało mu się trochę poprawić swoje umiejętności, choć nie poradził sobie z poprawą percepcji wysokości dźwięków. Po tej drodze doszedł raczej do częściowej akceptacji swojego ograniczenia niż do pełnego „wyleczenia”. Na pytanie, czy śpiewa, zadane w czasie wywiadu przez dziennikarkę stacji ABC powiedział: „Tylko wtedy, gdy jestem sam. Jeśli jestem z innymi ludźmi, to będę sobie cicho podśpiewywał, ale nie wstanę i nie będę śpiewać do mikrofonu”.

Autor

Marek Matacz

Marek Matacz - Od ponad 15 lat pisze o medycynie, nauce i nowych technologiach. Jego publikacje znalazły się w znanych miesięcznikach, tygodnikach i serwisach internetowych. Od ponad pięciu lat współpracuje serwisem "Zdrowie" oraz serwisem naukowym Polskiej Agencji Prasowej. Absolwent Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

ZOBACZ TEKSTY AUTORA

ZOBACZ WIĘCEJ

  • Adobe Stock

    Jad, który leczy

    Przez miliony lat ewolucja doskonaliła jad po to, by zabijać. Dziś naukowcy wykorzystują go, by ratować życie. Substancje pochodzące z jadów węży, skorpionów, ślimaków morskich, pająków, a nawet jadowitych jaszczurek, stały się inspiracją dla leków stosowanych w nadciśnieniu, cukrzycy, leczeniu bólu i chorobach serca. To jedna z najbardziej niezwykłych historii współczesnej farmakologii: trucizna zamieniona w terapię.

  • AdobeStock

    Mózg nie lubi otyłości

    Zbyt duża waga pogarsza różne obszary zdolności poznawczych. Ponadto sprzyja rozwojowi demencji. Seniorzy powinni także zwrócić uwagę na zbyt niską masę ciała.

  • PAP/Jacek Turczyk

    Pacjenci ze zwiększonym ryzykiem zaostrzeń POChP pozostali bez leczenia biologicznego

    Pacjenci ze zwiększonym ryzykiem zaostrzenia przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP), którzy mają podwyższony poziom eozynocytów we krwi, powinni mieć dostęp do leczenia biologicznego. To światowy standard. Klinicyści i pacjenci liczyli, że w tym wskazaniu dupilumab pojawi się lada chwila, ale tak się nie stanie – zaznaczyli specjaliści podczas konferencji zorganizowanej przez Fundację „TO SIĘ LECZY".

  • Adobe Stock

    Stop niepotrzebnym amputacjom – badanie profilaktyczne jest proste

    Sprzęt potrzebny, by diagnozować zmiany grożące rozwinięciem tzw. stopy cukrzycowej, kosztuje grosze. Koszty protezy, którą refunduje NFZ po amputacji, są wyższe niż koszt leczenia, a pięcioletnia śmiertelność pacjentów po amputacji, o czym praktycznie się nie mówi, zbliżona jest do śmiertelności w chorobach onkologicznych – wyliczają systemowe niedociągnięcia eksperci, którzy zajmują się na co dzień leczeniem powikłań cukrzycy.

NAJNOWSZE

  • Adobe Stock

    Jad, który leczy

    Przez miliony lat ewolucja doskonaliła jad po to, by zabijać. Dziś naukowcy wykorzystują go, by ratować życie. Substancje pochodzące z jadów węży, skorpionów, ślimaków morskich, pająków, a nawet jadowitych jaszczurek, stały się inspiracją dla leków stosowanych w nadciśnieniu, cukrzycy, leczeniu bólu i chorobach serca. To jedna z najbardziej niezwykłych historii współczesnej farmakologii: trucizna zamieniona w terapię.

  • Gorzka czekolada jest dobra dla mózgu

  • Wypełnij swoją listę na ratunek

  • Pacjenci ze zwiększonym ryzykiem zaostrzeń POChP pozostali bez leczenia biologicznego

  • Morwa czarna, morwa biała

  • PAP/ Albert Zawada

    Program „Moje zdrowie” to przede wszystkim sito dla zdrowych

    Bezpłatny program profilaktyczny „Moje zdrowie” nie pozwala, żeby doszło do rozwoju choroby, bo wyeliminować można świadomie czynniki ryzyka, a jeśli już tli się, to można ją wychwycić na wczesnym etapie. To najważniejsze założenie tego populacyjnego programu. Na jakich zasadach można z niego skorzystać i dlaczego warto, nawet jeśli czujemy się wyjątkowo zdrowi, wyjaśnia dr Janusz Krupa, lekarz rodzinny, pracujący w przychodni „Orlik”, wykładowca w Zakładzie Medycyny Rodzinnej CMKP w Warszawie.

  • Mózg nie lubi otyłości

  • Mizofonia – gdy chrząkanie czy mlaskanie wywołuje wściekłość

Serwisy ogólnodostępne PAP