Implanty ślimakowe wszczepiane nie tylko w obustronnej głuchocie
Autorka: Klaudia Torchała
Implanty ślimakowe to rozwiązanie dostępne nie tylko dla pacjentów z obustronną głuchotą, ale również z niedosłuchem jednostronnym. Program implantów ślimakowych jest przełomem w leczeniu zaburzeń słuchu. Pozwala na powrót do normalnego życia.
Polskie Towarzystwo Otorynolaryngologów, Chirurgów Głowy i Szyi (PTOChGiSz) przypomina, że obecnie ok. 1200 pacjentów z ciężkim i głębokim niedosłuchem jest leczonych w ten sposób każdego roku. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że do 2050 roku jedna na cztery osoby będzie żyła z ubytkiem słuchu.
– Najważniejszą informacją w Światowym Dniu Słuchu jest to, że pacjenci mają dostęp do najnowocześniejszych procedur - do możliwości wspomagania słuchu za pomocą implantów ślimakowych. W Polsce stosujemy takie kryteria kwalifikacyjne, jak na całym świecie, a urządzenia, które pacjenci dostają, są również z najwyższej półki – podkreślił w trakcie wtorkowej konferencji w Warszawie prof. dr hab. n. med. Marcin Szymański z Kliniki Otolaryngologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Dodał, że w Polsce trzy czwarte osób około siedemdziesiątki boryka się z problemem słuchu.
W Polsce program wszczepiania implantów działa od 1992 roku. Prowadzi go obecnie ponad 20 ośrodków. Wkrótce dołączą jeszcze dwa, m.in. Dziecięcy Szpital Kliniczny w Warszawie. Program, jak podkreślili eksperci, to był prawdziwy przełom w leczeniu zaburzeń słuchu, zarówno u dzieci, jak i dorosłych.
– W ciągu tych kilkudziesięciu lat rozwoju (implantów - red.) okazuje się, że możemy je wszczepiać z sukcesem u pacjentów z niedosłuchem, nie tylko w całkowitej obustronnej głuchocie – zaznaczył prof. Niemczyk, kierownik Katedry i Kliniki Otorynolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, który po raz pierwszy w Polsce wszczepił implant ślimakowy pacjentowi, który stracił całkowicie słuch po zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych. Od tego czasu zabieg taki wykonuje się, by przywracać normalne funkcjonowanie pacjentom. Dzieciom, by prawidłowo rozwijały swoje umiejętności poznawcze, społeczne, mowę.
– Ograniczenia obustronnie zaimplantowanych dzieci, a później dorosłych, w przyszłości praktycznie są minimalne – zaznaczył prof. dr hab. n. med. Krzysztof Morawski, kierownik Oddziału Otorynolaryngologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu.
Alina, która ma obecnie 13 lat i przeszła operację wszczepienia pierwszego implantu w wieku 3 lat, drugiego, gdy miała 6 lat, śpiewa w chórze szkolnym, tańczy z zespole. Funkcjonuje jak jej rówieśnicy.
Z kolei Natalia Nowak, która straciła słuch w jednym uchu w wieku 22 lat powiedziała, że świat wtedy jej się zwalił. Od czterech lat ma implant ślimakowy.
– Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że na przykład będzie mi brakowało odgłosu poprawiania włosów po jednej stronie. Gdy chrupałam ciastko po jednej stronie nic nie słyszałam. Gdy myłam zęby, nagle po jednej stronie też nie słyszałam odgłosów mycia. To było dla mnie uderzające i jakieś nieswoje – opisała swoje doświadczenie.
U dorosłych znaczenie implantu nabiera jeszcze dodatkowego wymiaru, ogranicza bowiem ryzyko zmian związanych np. z demencją.
– Nieleczenie niedosłuchu doprowadza do przyspieszenia około pięciokrotnego zmian demencyjnych (…) Pacjenci po uzyskaniu implantu ślimakowego wracają do swoich aktywności, do życia towarzyskiego, zaczynają uczyć się nowych języków (…) Wiek nie jest tu przeszkodą – zaznaczył prof. Szymański.
Specjaliści zaznaczyli, że program wszczepiania implantów ślimakowych w Polsce jest na bardzo dobrym poziomie.
– Może nie jesteśmy jeszcze w czołówce Europy, ale też nie musimy w niej być. Zwykle lepiej jechać w środku peletonu i rozwijać się spokojnie, niż atakować z czuba, ponieważ może dojść do kraksy. To takie małe sportowe porównanie. Myślę, że to, co mamy, jest absolutnie satysfakcjonujące – powiedział prof. Niemczyk.
– NFZ refunduje w zasadzie obustronne implanty ślimakowe dla dzieci, co jest też bardzo ważne, bo w niektórych krajach na Zachodzie wcale nie jest tak łatwo. Trzeba przejść dość skomplikowane procedury, żeby dziecko mogło dostać drugi implant ślimakowy. W Polsce w tej chwili rzeczywiście to staje się standardem i to jest bardzo duże osiągnięcie – podkreślił prof. Morawski.
Rozwój programu wymusił ujednolicenie zasad leczenia niedosłuchu za pomocą implantów i rozszerzenia wskazań audiologicznych i klinicznych. Dopuszczono np. sytuację onkologiczną, gdy usuwany jest guz nerwu słuchowego.
– Jest to, można powiedzieć, jedyna sytuacja, kiedy możemy u chorego z jakąś patologią onkologiczną jednoetapowo przywrócić słuch – powiedział prof. Niemczyk. Jednocześnie zaznaczył, że dzieci, które spełniają „kryteria audiologiczne, a mają pewne deficyty mentalne, psychofizyczne, są kandydatami do wszczepienia implantów ślimakowych”.
Ścieżkę postępowania od diagnostyki, przez zabieg i aktywację procesora dźwięku, po rehabilitację i długoterminową opiekę kontrolną porządkują najnowsze zalecania PTOChGiSz. Jednym z ważnych wątków w nich jest aspekt jednostronnej głuchoty. Może ona prowadzić do problemów z rozumieniem mowy w hałasie, wycofania społecznego, gorszego funkcjonowania. Obecnie istnieje możliwość wszczepienia implantu ślimakowego również w takim przypadku, po wcześniejszej diagnostyce i konsultacji w ośrodku specjalistycznym.
– Optymalne wyniki z wielu prac pokazują, że w przypadku jednostronnej głuchoty można czekać (z implementacją – red.) około 4-5 lat. Najlepiej zrobić to w tym okresie, bo implant w przypadku jednostronnej głuchoty znacząco poprawia wszelkie procesy poznawcze. Jest to korzystne i u dzieci, i u dorosłych, i u pacjentów senioralnych – wskazał prof. Morawski.