Sposób podawania leku ma znaczenie nie tylko dla jakości życia pacjenta
Autorka: Klaudia Torchała
W onkologii w obliczu niedoborów kadrowych, rosnącej liczby pacjentów, ale też coraz szerszego dostępu do nowoczesnych terapii, na znaczeniu zyskuje sposób podawania leków. Podskórne terapie to mniej stresu, radykalnych zmian w życiu pacjenta i najbliższych, szybszy powrót do codziennego życia, sprawniejsze leczenie, oszczędność czasu, odciążenie personelu medycznego – przekonują klinicyści, przedstawiciele organizacji pacjentów i pacjenci.
W najnowszym spocie przygotowanym przez Fundację w Trosce o Pacjenta padają słowa: „to nie tylko lek. To sposób, w jaki wracamy do życia”. Kwestia jego jakości nieraz umyka, gdy trwa o nie walka. Nie zawsze też istnieje możliwość wyboru terapii i form podania. Ale w określonych przypadkach klinicznych zamiast kilkugodzinnych wlewów można zastosować równie skuteczne terapie podskórne albo doustne – wówczas podanie można liczyć co najwyżej w minutach. Ma to szczególne znacznie w zaawansowanym stadium choroby, u osób starszych, gdy dostęp do żył jest trudniejszy albo niemożliwe staje się założenie portu naczyniowego do podawania np. chemioterapii.
– Forma podskórna jest wygodniejsza i dla personelu, i dla pacjenta. Iniekcja podskórna zajmuje mniej czasu – podkreśliła dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld, specjalistka onkologii klinicznej z Mazowieckiego Szpitala Onkologicznego, podczas konferencji pt. „Nowoczesna onkologia – jak łączyć efektywność leczenia, komfort pacjenta i korzyści dla systemu? Rekomendowane kierunki zmian”. Dodała, że mniej inwazyjna podaż leków to również szansa, by „zapomnieć, że choruje się na śmiertelna chorobę”.
Dr n. med. Katarzyna Stencel, kierowniczka Oddziału Onkologii Klinicznej z Pododdziałem Dziennej Chemioterapii w Wielkopolskim Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii w Poznaniu, zwróciła uwagę na to, że podskórnie podawanie leku w pewnych przypadkach może ograniczyć powikłania, które mogą pojawić się w terapii dożylnej (jak gorączka, dreszcze, uczucie niepokoju).
– Doświadczenie pacjentów jest takie, że terapie podskórne to mniej skutków ubocznych. Pacjenci po podaniu czują się bardzo dobrze – przyznała Aleksandra Wilk, dyrektorka Sekcji Raka Płuca Fundacji To Się Leczy.
Nie można też zapominać o korzyściach psychologicznych i społecznych. Możliwość wyboru leku i form jego podania daje pacjentowi poczucie sprawczości, a współdecydowanie motywuje do leczenia i wypełnienia zaleceń.
– To wszystko generuje oszczędności – pacjent lepiej zaopiekowany, lepiej leczący się, mogący pracować i pełnić role społeczne. To również mniejsze zaangażowanie personelu, krótszy czas pobytu w szpitalu, możliwość reorganizacji, szybkiego wydania leków doustnych z apteki czy podanych w gabinecie zabiegowym– podkreśliła Anna Kupiecka, prezeska Fundacji OnkoCafe.
Niestety nie we wszystkich rodzajach nowotworów dostępne jest leczenie podskórne. Takim przykładem może być glejak, w którym leczenie opiera się głównie na leczeniu radykalnym i chemioradioterapii.
– Tutaj przeżycie jest bardzo krótkie i pacjenci narażeni są na bardzo trudne, ciężkie leczenie. Zazwyczaj oprócz neurochirurgii, która jest ingerencją w ośrodkowy układ nerwowy, dochodzi do tego jeszcze chemioradioterapia. To leczenie jest bardzo toksyczne, szczególnie radioterapia. Po tym całym leczeniu praktycznie 60 proc. pacjentów nie pełni żadnych ról ani społecznych, ani zawodowych, ani rodzinnych – zaznaczył prof. Rafał Stec, onkolog kliniczny, kierownik Kliniki Onkologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM).
Jednak w 2025 roku w 27 krajach Unii Europejskiej oraz w Islandii, Liechtensteinie i Norwegii dopuszczono terapię celowaną na glejaka rozlanego II stopnia z mutacją IDH1/2. To pierwszy od ponad 25 lek w tym nowotworze mózgu. Jest to terapia doustna podawana pacjentom po zabiegu chirurgicznym. Pozwala uniknąć agresywnych metod leczenia (chemioterapia lub radioterapii).
Czy podskórne podania to koszt czy korzyść dla systemu w raku płuca i piersi?
Dr Michał Seweryn, specjalista zdrowia publicznego i epidemiologii, adiunkt na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie, wiceprezes ds. systemowych EconMedEurope, przedstawił m.in. zestawienie dostępnych form leków w programach lekowych w onkologii i hematoonkologii w 2024 roku. Wynika z nich, że była to najrzadsza forma leczenia.
Zaznaczył, że w 2024 roku dostępne były tylko cztery substancje czynne (w postaci dożylnej – 51 substancji, a doustnej – 53). Z terapii podskórnej skorzystało jedynie 9 proc., czyli 8416 pacjentów. W 2025 roku pojawiła się także forma podskórna w raku płuca (B.6) i raku piersi (B.9 pertuzumab i trastuzumab). Z kolei z badania, którego był współautorem, dotyczącym oszacowania kosztów nielekowych trzech schematów podawania pertuzumabu i trastuzumabu, wynika, że leczenie podskórne „wiąże się ze znacznie niższymi kosztami pracy pielęgniarek i farmaceutów oraz niższymi kosztami materiałów nielekowych w porównaniu z innymi opcjami terapeutycznymi”.
W schemacie podskórnym czas podania i obserwacji pacjenta po podaniu skrócił się średnio o 71 minut w porównaniu z podaniem dożylnym (do 40 min. ze 111 minut), choć „różnica w czasie zajętego stanowiska może wynosić nawet 126 min.”. Oszacowano też, że w ciągu miesiąca na jednym stanowisku (gdy działa 11 godzin) można by wykonać 560 podań podskórnych vs. 260 podań dożylnych. Ograniczeniem tego badania była niewielka próba – 446 pacjentów, w tym sześcioro leczonych podskórnie.
„Oszacowano, że zastosowanie terapii (podskórnej – red.) Pert/TrasSC u wszystkich pacjentów umożliwi średnio ośmiokrotną oszczędność czasu pracy świadczeniodawców w przeliczeniu na pacjenta i zwiększenie możliwości leczenia o 241 pacjentów” – piszą autorzy publikacji pt. „Nielekowe koszty leczenia pertuzumabem i trastuzumabem pacjentów z HER2-dodatnim rakiem piersi w Polsce”.
Dr Seweryn zwrócił też uwagę, że brytyjski National Health Service (NHS) szacuje, że iniekcja, skraca czas pobytu pacjentów w szpitalu z 2,5 godziny do zaledwie pięciu minut, a czas leczenia nawet o 75 proc.
Terapia onkologiczna to w wielu przypadkach długa droga, liczona w dniach spędzonych w szpitalu, liczbie wizyt ambulatoryjnych, ale też w przebytych kilometrach. Pacjent nie zawsze leczy się w najbliższym ośrodku.
– Średnia odległość do oddziału to ok. 50 km, a średni czas dojazdu wynosi blisko 56 minut – wylicza dr Seweryn. Do tego obrazu trzeba dorzucić fakt, że w Polsce brakuje około 500 onkologów.
Jednak podanie podskórne leku to nie tylko zmniejszenie hospitalizacji, lepiej wykorzystane zasoby, więcej przyjętych pacjentów przy mniej skomplikowanej i obciążającej procedurze medycznej. To również szansa dla pacjenta na normalne życie i szybszy powrót do codzienności. Pacjenci chcą pozostać aktywni zawodowo, wypełnić role społeczne. Poza tym – jak zauważyła Adrianna Sobol, psychoterapeutka i psychoonkolożka, prezeska Fundacji w Trosce o Pacjenta – pobyt w szpitalu wciąż stygmatyzuje.
– Pacjenci nie tylko chcą przetrwać leczenie, ale chcą przede wszystkim żyć w trakcie leczenia. Mieć wpływ nie tylko na to, jaki lek dostaną, ale też w jakiej formie – wyjaśniła ekspertka.