Dur durowi nierówny

Jedna choroba rozprzestrzenia się przez skażoną wodę, drugą przenoszą wszy. Obie przez stulecia siały spustoszenie wśród ludzi, szczególnie w czasach wojen i kryzysów. Dur brzuszny i dur plamisty mają różne przyczyny, ale obie fascynują zarówno epidemiologów, jak i historyków medycyny. 

Adobe Stock
Adobe Stock

Dur brzuszny, znany też pod pochodzącą z łaciny nazwą tyfus, jest chorobą bakteryjną wywoływaną przez pałeczki Salmonella enterica serotyp Typhi. Bakteria ta należy do rodziny Enterobacteriaceae i rozprzestrzenia się przede wszystkim drogą pokarmową – przez skażoną wodę, żywność lub kontakt z nosicielem. Jak wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Piotr Zaborowski, specjalista chorób zakaźnych, „czynnikiem etiologicznym duru brzusznego jest Salmonella typhi – kosmopolityczna pałeczka Gram-ujemna należąca do rodziny Enterobacteriaceae”. Rezerwuarem bakterii są wyłącznie ludzie – chorzy i nosiciele – dlatego zakażenie szerzy się najczęściej w miejscach, gdzie brakuje odpowiednich warunków sanitarnych.

Drobnoustroje po przedostaniu się do przewodu pokarmowego mogą przenikać przez błonę śluzową jelita cienkiego i dalej rozprzestrzeniać się w organizmie. „Objawy kliniczne pojawiają się w momencie wysiewu bakterii do krwi i ich rozprzestrzenienia w organizmie” – podkreśla na łamach „Medycyny Praktycznej” prof. Piotr Zaborowski. Wtedy pojawiają się typowe symptomy choroby: wysoka gorączka, osłabienie, bóle brzucha, a w cięższych przypadkach także powiększenie wątroby i śledziony czy powikłania jelitowe.

Dur brzuszny bywa nazywany chorobą „brudnych rąk”, ponieważ jego rozprzestrzenianiu sprzyjają złe warunki sanitarne i brak dostępu do czystej wody. Do dziś pozostaje problemem zdrowia publicznego w wielu regionach świata, szczególnie w Azji Południowej i Afryce. Epidemie często wybuchają tam, gdzie dochodzi do skażenia źródeł wody pitnej lub żywności.

Wszy roznoszą tyfus plamisty

Zupełnie inną chorobą jest natomiast dur plamisty, zwany również tyfusem wysypkowym. Wywołują go bakterie z rodzaju Rickettsia, przede wszystkim Rickettsia prowazekii, które przenoszone są przez wszy odzieżowe. Choroba szerzy się więc nie przez wodę i żywność, lecz przez pasożyty żyjące na ciele człowieka. Właśnie dlatego epidemie duru plamistego były tak częste w czasie wojen, głodu i migracji ludności, kiedy higiena stawała się luksusem, a wszy łatwo przenosiły się z człowieka na człowieka.

Nazwy obu chorób są do siebie podobne, co od dawna powoduje zamieszanie. Jak zauważa historyczka medycyny dr hab. n. med. Maria Ciesielska, „w związku z zawiłościami nomenklaturowymi dur plamisty bywa często mylony z durem brzusznym”. Tymczasem ich przyczyny, drogi szerzenia się i przebieg kliniczny są zupełnie inne.

Dur plamisty rozpoczyna się nagle, wysoką gorączką, silnym bólem głowy i charakterystyczną wysypką obejmującą tułów oraz kończyny. W przeszłości śmiertelność nieleczonej choroby była bardzo wysoka. Z tego powodu przez wieki budziła ogromny strach, zwłaszcza że epidemie pojawiały się często w momentach historycznych kryzysów.

Historycy medycyny zwracają uwagę, że epidemie tej choroby towarzyszyły niemal wszystkim wielkim konfliktom zbrojnym Europy. Choroba pojawiała się w oblężonych miastach, wśród żołnierzy stłoczonych w koszarach, w obozach jenieckich i koncentracyjnych. W takich warunkach brak higieny sprzyjał rozwojowi wszy, a wraz z nimi – bakterii odpowiedzialnych za chorobę.

Przełom w walce z tyfusem plamistym nastąpił w pierwszej połowie XX wieku dzięki polskiemu mikrobiologowi Rudolfowi Weiglowi. Urodzony w 1883 roku uczony pracował we Lwowie, gdzie stworzył jedną z pierwszych na świecie skutecznych szczepionek przeciw tej chorobie. Jego odkrycie było możliwe dzięki zrozumieniu biologii bakterii wywołujących tyfus.
Riketsje nie rosną bowiem na zwykłych pożywkach laboratoryjnych. Mogą namnażać się jedynie wewnątrz żywych komórek, a w naturze ich naturalnym gospodarzem jest wesz odzieżowa. Weigl opracował więc metodę hodowli bakterii w organizmach wszy, które następnie zakażano, a z ich jelit pozyskiwano materiał do produkcji szczepionki.

Instytut Weigla uratował tysiące ludzi

Metoda ta wymagała niezwykłej precyzji i cierpliwości. Dorosła wesz ma zaledwie kilka milimetrów długości, a każdą z nich trzeba było zakażać osobno przy pomocy mikroskopijnych narzędzi. Ostatecznie jednak wysiłek przyniósł spektakularny efekt. W latach trzydziestych szczepionka opracowana we Lwowie zaczęła być stosowana w wielu krajach. 

Historia instytutu Weigla ma także inny wymiar. W czasie okupacji niemieckiej zatrudniano tam setki osób jako tak zwanych karmicieli wszy. Dzięki temu wielu polskich intelektualistów – naukowców, artystów i studentów – uniknęło represji, ponieważ praca w instytucie dawała względną ochronę przed aresztowaniem lub wywózką. Produkowana tam szczepionka trafiała nie tylko do oficjalnych struktur okupacyjnych, lecz także potajemnie do gett i obozów, ratując życie wielu ludzi.

W przypadku duru brzusznego dostępne są dziś szczepionki stosowane przede wszystkim u osób podróżujących do regionów o wysokim ryzyku zachorowania. Preparaty te pobudzają układ odpornościowy do wytwarzania przeciwciał chroniących przed zakażeniem. Szczepienie przeciw tej chorobie zaleca się szczególnie osobom wyjeżdżającym do krajów o niskim poziomie infrastruktury sanitarnej. Jednocześnie specjaliści podkreślają, że sama szczepionka nie zastąpi podstawowych zasad higieny – takich jak picie bezpiecznej wody, unikanie niepewnej żywności czy dokładne mycie rąk.

W przypadku duru plamistego sytuacja wygląda inaczej. Wraz z poprawą warunków sanitarnych i wprowadzeniem antybiotyków choroba ta niemal zniknęła z Europy. Jak przypomina dr hab. n. med. Maria Ciesielska, ostatnie zachorowania na dur plamisty na naszym kontynencie odnotowano w latach sześćdziesiątych XX wieku. Obecnie najważniejszym elementem profilaktyki jest zwalczanie wszy oraz szybkie leczenie zakażeń.

Autorka

PAP

Luiza Łuniewska - Dziennikarka, reportażystka, redaktorka. Pisuje o wielkich triumfach medycyny i jej wstydliwych sekretach. Lubi nowinki z dziedziny genetyki. Była dziennikarką Życia Warszawy i Newsweeka, pracowała też w TVN i Superstacji. Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Wielbicielka kotów dachowych i psów ras północnych.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • AdobeStock

    Nużeńce i my

    Większość dorosłych ludzi nosi je na swojej skórze, nawet o tym nie wiedząc. Przez lata uważano je za niegroźnych współlokatorów, dziś jednak wiadomo, że w określonych warunkach mogą odgrywać ważną rolę w rozwoju przewlekłych chorób skóry i oczu. Badania pokazują, że nużeńce są znacznie bardziej złożonym elementem mikroekosystemu skóry, niż przypuszczano jeszcze kilkanaście lat temu.

  •  PAP/Art Service

    suPAR: w poszukiwaniu wskazówek zegara biologicznego

    Naukowcy szukają biomarkera, który pozwoliłby wcześniej wykrywać biologiczne zużycie organizmu i ryzyko rozwoju wielu chorób przewlekłych. Jednym z najbardziej obiecujących kandydatów jest suPAR – białko związane z aktywacją układu odpornościowego. Jego podwyższone stężenie może wskazywać, że organizm przez lata pozostaje w stanie przewlekłego „alarmu”.

  • AdobeStock

    Gastropareza, czyli dlaczego żołądek się leni

    Uczucie pełności po kilku kęsach, nudności, wymioty niestrawionym pokarmem wiele godzin po posiłku czy przewlekły brak apetytu bywają bagatelizowane. Tymczasem u części osób objawy te nie są wynikiem zwykłej niestrawności, lecz konsekwencją zaburzenia pracy żołądka, który przestaje prawidłowo przesuwać treść pokarmową do jelita cienkiego. Gastropareza jest przewlekłą chorobą motoryki przewodu pokarmowego, która może znacząco pogorszyć jakość życia, a w ciężkich przypadkach prowadzić do niedożywienia i zaburzeń funkcjonowania całego organizmu.

  • Adobe Stock

    Pestki moreli, czyli o mitycznej „witaminie B17” i śmiertelnej pułapce

    Badania naukowe nie potwierdzają przeciwnowotworowego wpływu amigdaliny, rozpowszechnionej w medycynie alternatywnej jako „witamina B17”. Wciąż o niej głośno na forach internetowych. Wzbudza wiele kontrowersji, bo to związek chemiczny, zawarty m.in. w pestkach moreli, który w jelicie cienkim rozkłada się do cyjanku, śmiertelnie niebezpiecznej trucizny. Badania naukowe nie dowiodły skuteczności tego „cudownego” suplementu.

NAJNOWSZE

  • AdobeStock

    Nużeńce i my

    Większość dorosłych ludzi nosi je na swojej skórze, nawet o tym nie wiedząc. Przez lata uważano je za niegroźnych współlokatorów, dziś jednak wiadomo, że w określonych warunkach mogą odgrywać ważną rolę w rozwoju przewlekłych chorób skóry i oczu. Badania pokazują, że nużeńce są znacznie bardziej złożonym elementem mikroekosystemu skóry, niż przypuszczano jeszcze kilkanaście lat temu.

  • LGBTQ+ to akronim wciąż stygmatyzujący

  • Gastropareza, czyli dlaczego żołądek się leni

  • Od 1 sierpnia jeszcze łatwiej zapobiegać rakowi szyjki macicy

  • Sztuczna inteligencja w rezonansie magnetycznym pozwala dostrzegać niuanse

  • Adobe Stock

    Badanie: im wcześniej kończymy jedzenie w ciągu dnia, tym lepiej śpimy?

    Zjedzenie ostatniego posiłku o godz. 16:00, a nie o 20:00, może wpływać na to, że lepiej śpimy. Badanie jednak, jak zastrzegają jego autorzy, ma pewne ograniczenia. Niemniej obserwacje płynące z pracy z pacjentami również sugerują – zgodnie ze słowami wiersza Jana Brzechwy pt. „Żołądek” – że „kto się na noc zbytnio naje, temu żołądek spać nie daje”.

  • Uregulowany cykl dobowy to podstawa zdrowego mózgu

  • suPAR: w poszukiwaniu wskazówek zegara biologicznego

Serwisy ogólnodostępne PAP