Sposób na wiele ról i jedno życie
Autorka: Klaudia Torchała
Ekspertka: Antonina Dudek-Olejniczak
Kobiety wypełniają wiele ról jednocześnie i często są tym przytłoczone. Żyją nieraz w gonitwie, z której trudno im się wyrwać. Tymczasem wcale nie muszą w niej uczestniczyć tylko dlatego, że świat tego oczekuje. Ciało samo się przeciw temu buntuje – zaznacza psycholożka Antonina Dudek-Olejniczak, koordynatorka Poradni Psychologicznej Fundacji Twarze Depresji.
Czym różnimy się od kobiet z poprzednich pokoleń?
Od babek, mam i tych starszych pokoleń różnimy się przede wszystkim możliwościami, jakie daje nam świat. Kiedyś kobiety ich nie miały. To one rodzą nowe potrzeby, ale też frustracje. Myślimy, że jeśli mamy tyle możliwości, to chcę coś osiągnąć. Jestem przecież ambitna, muszę coś osiągać…
Rzeczywiście, czy muszę?
To zależy.
Od czego?
Bo czasem to dążenie wynika z presji społecznej lub kompensacji niepowodzeń na przykład w życiu prywatnym. Skoro nie mam partnera, to muszę być np. kobietą sukcesu. Innym razem z presji rodziny, ale czasem to wewnętrzny głos: stać mnie na to.
Często jednak trudno znaleźć w sobie źródło tego dążenia?
Najważniejszą kwestią jest samoświadomość. Uzmysłowienie sobie właśnie, skąd ono się bierze. Czy naprawdę chcę to robić, czy raczej wynika to z presji otoczenia, oczekiwań innych, a ja tego w ogóle nie czuję. Takie działanie powoduje nieraz, że psychika i ciało odmawiają posłuszeństwa. Trzeba uświadomić sobie, że nikt nie ma obowiązku nikogo uszczęśliwiać. Powinniśmy wsłuchiwać się w wewnętrzne potrzeby. Ładujmy się urlopem, dobrym snem.
Jeżeli potrzebą organizmu jest odpoczynek, to muszę ją zaspokoić, a nie za wszelką cenę dopinać terminy i robić wszystko „na już”. To też jest sprawa zadbania o relacje. Gdy są dobre, to zawsze ktoś nas wesprze, powie: hej, wcale tak nie musisz. Szczególnie młode dziewczyny, które mają wysoko zawieszoną poprzeczkę, warto uczulić, by wsłuchiwały się w siebie. Czasem wystarczy chwila zatrzymania, skupienia na tu i teraz. Czy te studia to na pewno dobry wybór, bo przy każdej wizycie na uczelni mam łzy w oczach, choć to było „moje” marzenie? Ciało komunikuje na poziomie psychosomatyki. Ściska nas np. w żołądku na samą myśl o powrocie w poniedziałek do pracy. Nikt nie jest z nami tak szczery, jak my same ze sobą. Dlatego tym bardziej trzeba wsłuchać się w siebie.
Wiele z nas ma tę świadomość życia w niezgodzie z samą sobą. Tkwi latami w toksycznych relacjach, pracy, obowiązkach, które przytłaczają. Cóż z tego, że sobie to nawet uświadomi. Jak realnie wyjść z takiej sytuacji, która nas nie buduje?
Jak zawsze w psychologii – to zależy. Z odpowiednimi zasobami, wsparciem bliskich, czy właśnie dzięki wsparciu specjalistom jest to bardzo realne, o ile oczywiście taka osoba jest wystarczająco zmotywowana.