Choroby alergiczne lubią się łączyć, co jeszcze bardziej pogarsza jakość życia
Autorka: Monika Grzegorowska
Wystąpienie jednej choroby alergicznej często zwiększa ryzyko rozwoju innych. Najczęściej obejmują one tzw. marsz alergiczny, w którym łączą się: alergiczny nieżyt nosa, astma, atopowe zapalenie skóry (AZS) oraz alergia pokarmowa. Taka wielochorobowość to poważne wyzwanie, ponieważ nakładające się objawy utrudniają codzienne funkcjonowanie i zwiększają ciężkość przebiegu poszczególnych schorzeń.
Wielochorobowość alergiczna, czyli współwystępowanie u jednego pacjenta kilku chorób o podłożu alergicznym, dotyczy nawet ponad połowy alergików. U podłoża leżą wspólne szlaki immunologiczne i wrodzona skłonność układu odpornościowego do nadmiernego reagowania na powszechne antygeny środowiskowe.
Najnowsze badania wykazują, że w ciągu ostatnich dwóch dekad choroby alergiczne stały się jeszcze bardziej powszechne i uporczywe we wszystkich grupach wiekowych.
„Stwierdzono znaczny wzrost liczby osób z wieloma współistniejącymi chorobami alergicznymi, a z czasem pojawiły się odrębne, specyficzne dla wieku wzorce wielochorobowości. Co istotne, przewlekła pokrzywka, atopowe zapalenie skóry i astma wykazywały silne powiązania z późniejszym rozwojem innych chorób alergicznych, co wskazuje, że schorzenia te pełnią kluczowe funkcje w złożonej sieci chorób alergicznych. Co więcej, powiązania między chorobami nasilały się wraz z wiekiem, a obecność wielu współistniejących chorób alergicznych wiązała się z długotrwałym utrzymywaniem się, co podkreśla przewlekły i długotrwały charakter wielochorobowości alergicznej. Odkrycia te wskazują, że choroby alergiczne często występują jako powiązane, przewlekłe schorzenia, a nie jako pojedyncze zdarzenia, co podkreśla potrzebę zintegrowanych, dożywotnich strategii ich zapobiegania i leczenia.” – to wnioski z badania koreańskich naukowców z 2025 r.
Trudna codzienność alergika
– Ta wielochorobowość nieprawdopodobnie upośledza jakość życia. Bo jeżeli ktoś ma jednocześnie atopowe zapalenie skóry, katar alergiczny i astmę, nawet o łagodnym przebiegu, to prowadzi to do absencji chorobowej, do spadku produktywności i wyłączenia z życia w niektórych momentach. Dla uczniów to zmora, bo pamiętajmy, że najważniejsze egzaminy odbywają się wtedy, kiedy w powietrzu mamy najwięcej alergenów. Nie jest im łatwo – zauważył prof. Bolesław Samoliński, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego oraz Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych, Alergologii i Immunologii WUM.
Silny katar alergiczny jest dla pacjentów bardzo kłopotliwy i istotnie upośledza jakość życia. Alergicy muszą brać leki, zawsze pamiętać o chusteczkach i aplikatorach, kichają w różnych niekomfortowych momentach. Rano długo się rozkręcają, wieczorem są bardziej zmęczeni.
Nawet więc, gdy silny katar trwa dwa, trzy tygodnie w roku, wielu pacjentów decyduje się na wieloletnie odczulania, żeby tylko się go pozbyć.
– Jednak wbrew temu, co zwykło się sądzić, najgorsze rzeczy dzieją się nie wiosną, kiedy mamy najwięcej alergenów, lecz jesienią, bo wtedy mamy zaostrzenia związane z alergenami wewnątrzmieszkaniowymi, które powodują nie tylko katar, ale też astmę. To pacjenci, którzy są narażeni na silny kontakt z alergenem w miejscu stałego przebywania, głównie w łóżku. Budzą się w nocy, mają zatkany nos, świszczący oddech, duszność. Następnego dnia są niewyspani, zmęczeni, nieproduktywni. Dlatego powinniśmy popatrzeć na choroby alergiczne jak na choroby cywilizacyjne – stwierdził specjalista.
Im szybciej wdrożone leczenie alergii, tym lepiej
Zdaniem Polskiego Towarzystwa Alergologicznego kluczem do poprawy sytuacji tej grupy chorych jest szybsza diagnostyka, szerszy dostęp do immunoterapii, systemowa edukacja oraz lepsza koordynacja opieki.
– Najgorszy jest czas oczekiwania na wizytę u alergologa. W miastach takich jak Warszawa oczekiwanie trwa nawet sześć do dziewięciu miesięcy. Problem jest też na prowincjach, gdzie jest mniej alergologów. Poza tym pacjenci, nawet ci, którzy kwalifikują się do odczulania, zbyt długo są leczeni objawowo. Zdarza się, że przez długie lata, choć mają typowe objawy alergii wziewnych: zatkany nos, lejący katar, kaszel, świsty, swędzenie oczu. Lekarze pierwszego kontaktu zapisują leki przeciwhistaminowe, krople do oczu, sterydy donosowe.
Potrzebowalibyśmy większej świadomości lekarzy pierwszego kontaktu, żeby kierowali tych pacjentów szybciej do dalszej diagnostyki i odczulania – zauważyła Joanna Zawadzka z Fundacji Centrum Walki z Alergią.
Niestety dialog z decydentami, którzy mogliby wprowadzić znaczące zmiany w leczeniu alergii, jest trudny, bo nie jest to choroba zagrażająca życiu – z wyjątkiem nagłego wstrząsu anafilaktycznego lub ciężkiej astmy.
– Mamy już, dzięki badaniom naukowym, pewność, że osoby cierpiące na przewlekłą astmę o ciężkim przebiegu, mają znacznie większe ryzyko przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Jest to choroba cywilizacyjna wieku późnego, która niestety skraca życie. To pokazuje związek epidemiologiczny, ale też i kliniczny związany z jakością życia. Ważne jest bowiem nie tylko, jak długo żyjemy, ale jeszcze: jak żyjemy, czy jesteśmy w stanie realizować swoje marzenia, czy też one są ograniczone przez naszą niepełnosprawność. A choroby alergiczne należą do tych, które bardzo upośledzają tę sprawność życiową – zwrócił uwagę prof. Samoliński.
Cena alergii – uważność na każdym kroku
Dokuczliwe objawy zaburzają codzienne funkcjonowanie i rytm dnia, co jest szczególnie uciążliwe w ważnych momentach, które często wypadają w sezonie pylenia, np. podczas egzaminów przed końcem roku szkolnego. Objawy takie jak napadowy katar, pieczenie oczu czy zmęczenie i dekoncentracja mogą wpływać na wyniki ważnych sprawdzianów.
– Przez chorobę jesteśmy okradani z kontaktu ze zwierzętami, z naturą. To bywa bardzo przykre, szczególnie dla dzieci. Mój syn, który kończy właśnie szóstą klasy, miał typowy marsz alergiczny: gdy był młodszy, miał alergię na mleko; gdy alergia pokarmowa przeszła, rozwinęły się alergie wziewne na trawy, na drzewa i na pleśnie. Miał też astmę wczesnodziecięcą, czyli całą kaskadę tych chorób – powiedziała Joanna Zawadzka z Fundacji Centrum Walki z Alergią.
Gdy myślimy o jakości życia, to zwykle koncentrujemy się na dolegliwościach. Tymczasem problem jakości życia pacjentów z chorobami alergicznymi jest środowiskowy: oni nie mogą pewnych rzeczy jeść, muszą sprawdzać skład każdego produktu, często muszą sobie czegoś odmawiać.
Czołowe amerykańskie organizacje, takie jak Food Allergy Research & Education (FARE), opracowały wytyczne i tzw. „przykazania” postępowania dla osób uczulonych na orzeszki ziemne, bo w USA rocznie ginie z tego powodu nawet 200 osób.
- W internecie dostępny jest zestaw przykazań, jak postępować w przypadku tej alergii i jedno z nich mówi: nie jedz kanapki swojej koleżanki/kolegi. Uważaj, bo tam może być coś, co może cię uczulać. To pokazuje, jak bardzo trzeba być wyczulonym i na ukryte alergeny oraz reakcje krzyżowe, jakie mogą wywoływać pokarmy – mówi prof. Samoliński.
Inne zalecenia to m.in.:
- Zawsze miej przy sobie adrenalinę.
- Czytaj etykiety, dokładnie sprawdzaj składy wszystkich produktów.
- Unikaj zanieczyszczeń krzyżowych; dotyczy to także żywności ze śladowymi ilościami orzechów na etykiecie.
- Miej przygotowany plan działania: posiadaj pisemny plan postępowania w nagłych wypadkach, przeszkól najbliższą rodzinę oraz nauczycieli i współpracowników z używania wstrzykiwacza.
- Podróżuj z ostrożnością, a przed lotem poinformuj załogę o alergii; weź ze sobą własne, bezpieczne przekąski i miej leki zawsze pod ręką w bagażu podręcznym.
Czujność w przypadku alergików jest podstawą, bo alergeny potrafią pojawiać się tam, gdzie byśmy się ich zupełnie nie spodziewali. Najczęściej są one ukryte pod różnymi postaciami, np. mleko może występować w wędlinach czy pieczywie, seler jest częstym składnikiem przypraw, a soja stanowi dodatek do wędlin, pieczywa oraz produktów garmażeryjnych.
Jednak nie tylko jedzenie może być niebezpieczne dla osób alergika.
– Taka osoba musi też zupełnie inaczej planować okres wakacyjny, np. dobrze wybierać miejsce, gdzie pojechać. Zdarza się bowiem, że pojedzie do domku letniskowego, gdzie fatalnie się czuje. Otoczenie jest w porządku, alergenów na zewnątrz nie ma, ale w środku rozwinęły się roztocza. Dlatego alergicy często podróżują z własną pościelą. To pokazuje, że jakość życia tych pacjentów, to jest coś znacznie więcej niż tylko i dolegliwości, które można leczyć objawowo – zwrócił uwagę prof. Samoliński.
Wskazał również na fatalną jakość codziennego życia wielu pacjentów alergicznych.
– Przychodzi mi na myśl przypadek mojej pacjentki sprzed wielu lat, która miała tylko jedno uczulenie, ale bardzo poważne. Kiedyś po zjedzeniu sałatki selerowej dostała wstrząsu anafilaktycznego. Okazało się, że ma bardzo silną reakcję na selera. Przyszła do mnie nie po to, żeby potwierdzić, że to uczulenie u niej występuje, bo to już wiedzieliśmy. Ona po prostu bała się cokolwiek jeść, bo seler dodawany jest do wielu produktów. Jakość jej życia gwałtownie spadła. Moją rolą jako alergologa było wytłumaczenie jej, że może normalnie żyć, tylko musi przestrzegać diety bezselerowej i pokazanie, jak to robić – wyjaśnił specjalista.
Warto dodać, że w przypadku alergii pokarmowej stres dotyczy całej rodziny.
– Strach, który towarzyszy rodzicom przy silnych reakcjach anafilaktycznych związanych z pokarmem, paraliżuje do tego stopnia, że obsesyjnie badamy wszystko, co nasze dziecko je. Sprawdzamy każdy składnik, analizujemy wszystkie alergeny, jakie zawierają produkty, które wkładamy do koszyka. Często te dzieci są wyłączone z normalnego funkcjonowania, wielu rzeczy nie mogą jeść, ale nie tylko z powodu uczulenia, ale też z powodu strachu, że może się tam znaleźć śladowa ilość jakiegoś alergenu. To znacznie upośledza jakość ich życia - opowiedziała Joanna Zawadzka, której 12-letni syn przeszedł dwa wstrząsy anafilaktyczne.