Polska wciąż na szarym końcu w Europie w dostępie do antykoncepcji
Autorka: Klaudia Torchała
Polska przesunęła się z ostatniego miejsca, zajmowanego przez ostatnie sześć lat na pozycję piątą od końca pod względem dostępu do antykoncepcji. Ten niewielki ruch to efekt m.in. aktywności organizacji pozarządowych w tym temacie oraz umożliwienia farmaceutom wystawiania recept na antykoncepcje awaryjną, przy zastrzeżeniu jednak, że to zapis głównie na papierze.
– Finalnie jest tak, że jest to recepta wydawana przez farmaceutę, ale wyłącznie w aptekach, które mają podpisaną umowę z NFZ. Sprawdzaliśmy w ubiegłym roku (…) W Warszawie w żadnej z tych aptek, a było ich kilkanaście, nie była dostępna, bo nie było jej na stanie. Ciekawe jak wyglądało to z perspektywy na przykład Lubelszczyzny? Łatwo sobie wyobrazić, że po prostu jest tylko coraz trudniej, więc to jest rozwiązanie fikcyjne. Na dodatek mówimy tutaj o programie pilotażowym, który skończy się w czerwcu. Będziemy potrzebować jakiegoś konkretnego rozwiązania. Ta „pigułka po” to jest jeden z elementów, które są brane pod uwagę w tym raporcie. Drugim elementem jest refundacja – wyjaśniała Martyna Wyrzykowska, dyrektorka zarządzająca, wiceprezeska Fundacji SEXEDPL.
W Polsce antykoncepcja nie jest bezpłatna.
– To, co stawia nas też w tym ogonie Europy, to brak refundowanych metod długoterminowych (wkładki, implanty – red.), które mają najczęściej po prostu najmniej skutków ubocznych – tłumaczył dr Rafał Zadykowicz, ginekolog, położnik, starszy asystent w Klinice Położnictwa i Ginekologii w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, wykładowca specjalizujący się w zdrowiu reprodukcyjnym.
Atlas Antykoncepcyjny 2026 – Polska na szarym końcu
We Francji i Wielkiej Brytanii, które w Atlasie Antykoncepcji 2026 prowadzą z wynikami 97,9 proc i 95,8 proc., antykoncepcja dla młodych kobiet pozostaje darmowa, a awaryjna dostępna jest w aptece bez problemu. Polska z rezultatem 38,9 proc. uplasowała się daleko za liderami rankingu.
Prześcigają nas kraje unijne, w których większość metod antykoncepcyjnych jest refundowana i istnieje szeroko dostępna, rzetelna polityka informacyjna. W Polsce pozostaje ona głównie w gestii organizacji pozarządowych.
Uczestnicy konferencji zgodzili się, że brakuje domen gov.pl, gdzie młody człowiek, ale nie tylko, mógłby znaleźć rzetelne informacje na temat dostępnych terapii hormonalnych i nowoczesnych metod zapobiegania ciąży. Uświadamianie odbywa się głównie w sieci. Młodzież edukują platformy społecznościowe, rzadziej rodzice, czasem szkoła, bo edukacja zdrowotna pozostaje przedmiotem nieobowiązkowym. To nie wystarcza.
– Przydałoby się, żebyśmy mieli afiliowane strony, na przykład ze strony Ministerstwa Zdrowia czy towarzystw naukowych, gdzie te informacje mogłyby być wiarygodne, sprawdzone – wskazał dr Rafał Zadykowicz.
– Liczę, że to się wydarzy, czyli taka strona z informacjami o tym, jakie środki antykoncepcyjne mamy do wyboru, ile one kosztują, dla kogo są dostępne, gdzie mogę je dostać – wyraziła nadzieję wiceprezeska fundacji.
Z kolei Tosia Kopyt, psycholożka, nauczycielka edukacji zdrowotnej, edukatorka seksualna specjalizująca się w pracy z dziećmi i młodzieżą powiedziała, że przywykliśmy do tego, by radzić sobie samemu. Zdobywamy zatem wiedzę od znajomych, z internetu, a niepełnoletni człowiek nie pójdzie sam do lekarza, bo musi mieć na to zgodę.
Ponadto istnieje bariera w dostępie do specjalistów, szczególnie w mniejszych miejscowościach ze względu na odległość, kolejki i tabu.
Antykoncepcja to złożona kwestia i nie powinno się jej sprowadzać jedynie do zapobiegania ciąży. Ma wymiar społeczny, polityczny, ekonomiczny. To złożona kwestia zdrowotna dla kobiet, w każdym wieku, od nastolatki po dojrzałą kobietę.
– Nie chodzi tylko i wyłącznie o planowanie ciąży i rodziny. Ma to przede wszystkim aspekt zdrowotny, bo mamy endometriozę, adenomiozę, bolesne miesiączki, obfite krwawienia, migreny okołomiesiączkowe. Mamy całą terapię hormonalną. Dopiero od niedawna odczarowaliśmy hormonalną terapię menopauzy i myślę, że lata upłyną, zanim dziewczyny znowu zdecydują się wziąć substytucję, czyli coś, co je leczy, a nie powoduje nowotwory – podkreśliła dr n. med. Agnieszka Nalewczyńska, ginekolożka i edukatorka zdrowotna.
– To, że w Polsce antykoncepcja jest legalna, nie oznacza, że jest powszechna – zaznaczyła Martyna Wyrzykowska. Dodała, że „ten temat nie staje się priorytetem żadnego z ministerstw”, choć dotyka tematyki zdrowotnej, edukacyjnej i cyfryzacji.
– Nie mamy również odgórnych zaleceń czy zakazów „edukowania” w sieci przez osoby, które nie są do tego uprawnione – zauważyła wiceprezeska fundacji. Istnieje też niejasność, jeśli chodzi o pewien etap w edukacji seksualnej.
– W Polsce wiek zgody na stosunki seksualne to 15 lat, a wiek uczciwego dostępu do informacji o tematyce seksualnej w internecie to 18 lat. Czyli mamy trzy lata takiego okienka, kiedy właściwie nie wiemy, czy ten nastolatek może, czy nie może jakiejś informacji uzyskać – zaznaczyła Martyna Wyrzykowska.
Eksperci zauważają, że najważniejsza jest edukacja, bo Francja, pomimo pierwszego miejsca w rankingu, mierzy się z problemem dezinformacji w sieci, jeśli chodzi o terapie hormonalne.
– Mimo, że istnieje dostęp (do nich – red.), to korzystanie z niego jest absolutnie niewystarczające – zauważyła wiceprezeska fundacji.
Z punktu widzenia klinicystów brakuje refundacji antykoncepcji i wiedzy na temat różnych sposobów zabezpieczania się. Wielu Polakom wydaje się, że skoro prezerwatywy są dostępne w sklepach, to można mówić o łatwym dostępie do antykoncepcji.
W Polsce antykoncepcja łączy się z przekonaniami.
– W klinice (…) przyjmujemy bezpłatnie dziewczynki z domu dziecka. Mamy takie sytuacje, że dziewczynka prosi o antykoncepcję, bo jest osobą, która jest aktywna seksualnie, na co muszę mieć zgodę opiekuna. A opiekunka mówi, że nie poda, bo jest przeciwko, więc ta jej ideologia przekłada się na życie drugiego człowieka – powiedziała dr Agnieszka Nalewczyńska.
Dodała też, że niektórzy specjaliści nie wypisują recepty na „pigułkę dzień po”, powołując się na klauzulę sumienia.
Angelika Kołomańska, psycholożka, psychoterapeutka, naukowczyni związana z Uniwersytetem SWPS podkreśliła, że wiele młodych stawia sobie pytanie, czy stać ich na to, by zostać rodzicem. To koszt nie tylko ekonomiczny, ale też emocjonalny. Kobiety czują też, że żyją w czasach, gdzie mają wybór. Jej zdaniem opieka psychoseksuologa powinna być na porządku dziennym.
Antykoncepcja czy plancepcja?
Uczestnicy spotkania byli zgodni, że antykoncepcja powinna pozwalać zaplanować rodzinę w odpowiednim momencie, gdy para jest na to gotowa i chce. Dlatego bardziej odpowiednim słowem w tym kontekście powinno być słowo plancepcja (z ang. „planception”), które pojawiło się w konkursie Międzynarodowej Federacji Ginekologów i Położników.
– To zmienia od razu myślenie, że tak naprawdę ludzie w dzisiejszych czasach już nie zapobiegają ciąży, tylko ją planują. Planują jedno dziecko, dwójkę dzieci itd. Oni i tak będą to robić, więc kwestia tego, żebyśmy dostarczyli narzędzia i odpowiednią edukację, bo ciąża w dzisiejszych czasach jest po prostu planowana, nie oszukujmy się, i musimy w ten sposób zacząć o tym myśleć, też jako środowisko naukowe – podsumował dr Rafał Zadykowicz.