Prawdziwy Madagaskar jest inny niż w kolorowym folderze

Na Madagaskarze państwowa służba jest płatna – w szpitalu płaci się za wszystko: od leków po strzykawki. Pacjenci nie są obsługiwani przez pielęgniarki, tylko przez członków rodziny. W naszym Szpitalu Polskim opłaty będą mniejsze niż w państwowych szpitalach, liczymy więc na to, że ludzi będzie na nie stać – mówi Katarzyna Urban, dyrektor kreatywna Polskiej Fundacji dla Afryki, autorka bloga KawalekAfryki.pl.

https://pomocafryce.org/
https://pomocafryce.org/

Dzięki wsparciu polskich darczyńców na Madagaskarze powstał Szpital Polski. Wiele osób może zadać pytanie, dlaczego właśnie tam, skoro nasz system zdrowia też ma wiele potrzeb?

Dlatego, że tam potrzeby są niewyobrażalnie większe niż w Polsce. Madagaskar, mimo mitu rajskiej wyspy i wakacyjnej destynacji, jest jednym z najuboższych krajów świata. Zajmuje 124 miejsce na 125 możliwych w Światowym Indeksie Głodu ONZ.

Kiedyś do naszej placówki na północy wyspy w Mampikony, tam gdzie powstał szpital, przyszedł list z lokalnego sądu z prośbą o pożyczenie nożyczek na dwa dni, bo sąd nie mógł sobie pozwolić na ich kupno. A mówimy o miejscowości zamieszkałej przez ok. 40 tysięcy osób, więc wcale nie takiej małej. Ta prośba oddaje skalę tamtejszej biedy.

Ludzie umierają tam na choroby u nas wyleczalne. Nie mają dostępu do lekarza z powodu odległości, z powodu braku szpitala czy przychodni, z powodu fatalnego stanu dróg. Brakuje asfaltu, kanalizacji ani elektryfikacji. Na poród, operację czy na badania chorzy muszą jechać cały dzień drogi, a że taką wizytę trzeba połączyć z noclegiem, to niewielu na to stać. Do lekarza, a często tylko do pielęgniarki, bo lekarzy bardzo brakuje, mieszkańcy regionu musieli dotąd iść 20 kilometrów w jedną stronę. To absolutnie wykluczało ich z dostępu do opieki medycznej.
Wiele osób umiera więc nawet z błahych zdrowotnych problemów, które nieleczone stają się śmiertelnym zagrożeniem.

A państwowa służba zdrowia?

Państwowe szpitale są w takim stanie, że trudno nazywać je szpitalami – często nie ma w nich dostępu do testów, nie ma USG czy RTG, nie są w stanie zdiagnozować malarii czy gruźlicy. W niektórych szpitalach nie ma wody. Dla jednego ze szpitali państwowych ufundowaliśmy studnię, bo kobiety do porodu szły ze swoimi bidonami z wodą. 
Na tysiąc mieszkańców na wyspie jest 0,2 lekarza – w Polsce: 3. Analogicznie z łóżkami szpitalnymi: 0,2 oraz 6,3,
Poznałam kiedyś kobietę o imieniu Natasha, która uratowała swojego synka, Jenika, urodzonego w 7. miesiącu ciąży, gdy jeszcze nie było tu szpitala z inkubatorem. Przez trzy tygodnie zawijała go w koc z dwiema butelkami ciepłej wody i w ten sposób stworzyła mu domowy inkubator. Tak walczyła o jego życie.

Image
https://pomocafryce.org/
https://pomocafryce.org/

W jaki sposób organizujecie pomoc?

Wszystkie projekty Polskiej Fundacji dla Afryki powstają wyłącznie z inicjatywy lokalnych ludzi. Nie wymyślamy żadnych projektów za biurkiem w Krakowie, bo wychodzimy z założenia, że miejscowi ludzie wiedzą najlepiej, czego im potrzeba. Wszystko inicjowane jest i tworzone rękami osób, które są tam na miejscu, dzięki lokalnym ludziom. My jesteśmy tylko pasem transmisyjnym dla pieniędzy (zbieranych od dobrych ludzi w Polsce a przekazywanych do Afryki), które sprawiają, że to jest to możliwe. W tym nowo powstałym szpitalu będzie pracowało ponad 100 osób, a wszyscy pracownicy, łącznie z dyrektorem, są malgaskiego pochodzenia. Są to wykwalifikowani specjaliści, z którymi współpracowaliśmy już w czasie naszych wyjazdów medycznych. Zdaniem szefowej naszych wyjazdów medycznych, Malgasze są świetnymi diagnostami, między innymi przez to, że nie mogąc korzystać z najnowszej technologii, muszą radzić sobie z tym, czym dysponują w danej chwili. Ze swoimi kwalifikacjami bez problemu dostaliby pracę również w szpitalach europejskich. Nasz Szpital rozpoczął już współpracę z uniwersytetem w Mahajanga, który będzie wysyłał tu studentów na staże, a nasze wyjazdy medyczne będą nastawione na wymianę wiedzy i szkolenia.

Skąd wzięliście fundusze na zbudowanie szpitala?

6 lat temu poprosiliśmy naszych darczyńców o wsparcie budowy szpitala i dzięki tym wpłatom, bez żadnych dotacji państwowych czy ze strony Polski, czy ze strony rządu malgaskiego, uzbieraliśmy potrzebną kwotę.

Jak to się stało, że zaangażowała się pani w pomoc dla Afryki?

Moja pierwsza podróż do Afryki była zupełnie turystyczna. Pojechałam z 11-letnią wtedy córką do Tanzanii na wakacje, zupełnie bez planu, bez pomysłu, po prostu wylądowałyśmy i zaczęłyśmy jechać przez Tanzanię. Bardzo szybko zorientowałam się, że podróżując bez biura turystycznego, zjeżdżając ze szlaku tych sztandarowych atrakcji typu Kilimandżaro czy Zanzibar, widzi się zupełnie inny świat.

Poznałam wtedy Monicę, samodzielną matkę trójki dzieci, które kształci dzięki swojej pracy: cały dzień łupie kamień na żwir i za jedno wiadro tego żwiru dostaje 70 groszy. Jeden dzień pracy to 10 takich wiader. Za dniówkę zarobi tyle, ile kosztują tam cztery półlitrowe butelki wody. I tak ich nigdy nie kupi, bo tam nie kupuje ich nikt. Są za drogie.

Po powrocie do kraju zaczęłam być wolontariuszką Fundacji, a od 8 lat jestem już na etacie, jako pracowniczka fundacji.

Image
https://pomocafryce.org/
https://pomocafryce.org/

Co najbardziej uderza panią w Afryce?

Dysproporcje i poczucie uprzywilejowania, jakie odczuwam. Doświadczyłam tego, gdy zachorowałam na malarię. Pierwszy raz w Afryce, drugi raz w Polsce. Będąc w Krakowie, w sobotę wieczorem dostałam 40 stopni gorączki i ogromnych dreszczy. Pojechałam na SOR, zatrzymano mnie na oddziale, gdzie dostałam zastrzyki, byłam cały czas pod opieką. W środę o 14.00 dostałam wypis. Byłam zdrowa. Moje leczenie trwało kilka dni, a to choroba, która zabija pół miliona ludzi rocznie w skali świata.

My mamy zupełnie inne problemy. Widzę to świetnie na swoim przykładzie: walczę z chorobą otyłościową i wydaję około tysiąca złotych na zastrzyki hormonalne, żeby nie czuć głodu. Będąc w Afryce, siedzę przy jednym stole z ludźmi, którzy zrobiliby naprawdę wiele, żeby zjeść. Na Madagaskarze ludzie zarabiają ok. 400–500 zł miesięcznie – to jest już dobra pensja. Wydaję równowartość ich dwóch pensji, żeby nie jeść. A oni jedzą raz dziennie, bo na więcej ich nie stać. Kobiety karmią dzieci wodą z cukrem, bo nie stać ich na mleko dla niemowląt. Jako Fundacja mamy dorosłych pacjentów, którzy ważą 37 kilo. To uderzające różnice.

Na pewno zdarza się pani jednak usłyszeć, że pomaga pani Afryce, podczas gdy w Polsce też jest wiele potrzeb…

Bardzo często słyszę ten argument. Widzę oczywiście polskie potrzeby, angażuję się też w różne akcje tutaj. 
Natomiast w Polsce w skrajnym ubóstwie żyje około 5% ludzi, na Madagaskarze – 75%. Takie proporcje sprawiają, że o tych ludzi nie ma kto się upomnieć, nie ma kto im pomóc.
Skala problemów i ta nieproporcjonalność, nasze uprzywilejowanie nie pozwala mi nie myśleć o tym, że jesteśmy w dużo lepszej sytuacji. Polska w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat dokonała ogromnej transformacji, nasz kraj zmienił się nie do poznania. Rozwój, aspiracje do pierwszej dwudziestki gospodarek świata. Po prostu myślę, że stać nas już na to, żeby pomagać Globalnemu Południu. Pamiętam, jak w latach 80. dostawaliśmy paczki ze Szwajcarii z ryżem czy kakao. Wtedy to my korzystaliśmy z tej pomocy. Minęło 40 lat i okazuje się, że teraz to my jesteśmy tą bogatą częścią świata, która może pomóc biedniejszym.

Proszę opowiedzieć, na czym polega pani praca. Bywa pani regularnie w Afryce?

Służbowo w Afryce byłam trzy razy, w tym dwa razy właśnie na Madagaskarze. Raz, żeby nakręcić film dokumentalny „Naprawdę daleko”, który jest dostępny na stronie pomocafryce.pl, a drugi raz, żeby zebrać materiały na otwarcie Szpitala Polskiego w Mampikony 10 czerwca tego roku. 
To była wielka uroczystość, która skupiła około 5000 osób. Miasto nie pamięta takiego wydarzenia. Były oczywiście władze państwowe, władze kościelne. Wszyscy dostali poczęstunek, więc dla tych ludzi było to jednocześnie ogromne święto.

Dyrektor szpitala Landry Mahavanona powiedział: „Nasza placówka będzie utrzymywać się z niewielkich opłat od pacjentów, których na to stać. Ci najubożsi otrzymają pomoc za darmo. Założenie jest jasne: nikt nie zostanie bez pomocy i lekarstw”. Skąd będą na to pieniądze, skoro państwo nie dorzuca się do funkcjonowania nowego szpitala?

Na Madagaskarze państwowa służba jest płatna – płaci się za wszystko: za strzykawki, za jedzenie podczas pobytu w szpitalu, za wypisanie recepty, za rękawiczki jednorazowe itd. Pacjenci nie są obsługiwani przez pielęgniarki, tylko przez członków rodziny, która przyjeżdża pod szpital i tam koczuje przy ogniskach, gotując. To oni zajmują się swoimi bliskimi: zmieniają pościel, myją, karmią itd. 

Image
https://pomocafryce.org/
https://pomocafryce.org/


W naszym szpitalu opłaty będą mniejsze niż w państwowych szpitalach. Liczymy więc na to, że ludzi będzie na nie stać. Część będzie „płaciła” za usługi typowym afrykańskim ekwiwalentem w postaci kiści bananów, a ci którzy naprawdę nic nie będą mogli dać, będą leczeni za darmo. 
Oczywiście samofinansowanie szpitala to wariant optymistyczny.

A co jeśli to się nie uda?

Liczymy się też z wariantem pesymistycznym, czyli że szpital nie będzie w stanie sam się utrzymać. Ale jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B, więc bierzemy pełną odpowiedzialność za utrzymanie tego szpitala w przyszłości.

Ale jak? Przecież to olbrzymie koszty?

Brakujące kwoty będziemy wpłacać ze środków fundacyjnych. Zapewniam, że na wybudowaniu szpitala nasza pomoc się nie skończy.

Na jakim etapie jesteście obecnie?

Otwarty jest już SOR, przychodnia ogólna, laboratorium oraz cztery oddziały: ginekologia i położnictwo, oddział wewnętrzny, pediatria i okulistyka. Kolejnym etapem będzie otwarcie radiologii i bloku operacyjnego. Wciąż brakuje części wyposażenia medycznego. Najpilniejszą potrzebą jest zakup rentgena, niezbędnego na SOR i przy diagnozowaniu gruźlicy. Rentgen w Szpitalu Polskim będzie jedynym w zasięgu dnia drogi i uratuje setki ludzi od śmierci czy kalectwa.

Co jest największym problemem zdrowotnym mieszkańców Mampikony?

Malaria. To coś, co prędzej czy później dotyka niemal każdego mieszkańca stref malarycznych Afryki. A niezdiagnozowana, więc i nieleczona malaria kończy się źle – bez leków i zastrzyków ludzie umierają. 
Drugi problem to niedożywienie. Mamy pod opieką dzieci, które mają dwa lata i ważą sześć kilo. Półroczne niemowlęta ważą mniej niż moja córka zaraz po urodzeniu. Śmierć matek przy porodzie zdarza się 200 razy częściej niż w Polsce, a ich niedożywienie powoduje, że przekłada się to na dzieci – aż 40 proc. dzieci na Madagaskarze jest chronicznie niedożywionych.
Kolejna rzecz to gruźlica, która nieleczona, rozprzestrzenia się. I choroby pasożytnicze. W regionie jest ogromny problem z czystą wodą. Najpopularniejszą chorobą pasożytniczą jest tam bilharcjoza. Do zakażenia dochodzi podczas kąpieli lub brodzenia w zanieczyszczonych zbiornikach słodkowodnych (np. jeziorach, rzekach, rozlewiskach), gdy larwy pasożyta wnikają bezpośrednio przez skórę. Ta choroba objawia się m.in. krwiomoczem. Kiedyś nasza misja medyczna dotarła do wsi, w której nigdy nie było lekarza. Pamiętam 14-letniego pacjenta, który dostał leki na te pasożyty i po dwóch tygodniach wrócił do lekarza, zaniepokojony, że chyba jest chory, bo jego mocz jest żółty. Po prostu odkąd pamięta, miał czerwony mocz. 
Na Madagaskarze wciąż są też takie choroby jak tyfus, trąd czy cholera – w „naszym” świecie dawno zapomniane. Jedna z naszych misji medycznych była zorientowana na walkę z trądem. Wybudowaliśmy domy i studnie dla osób dotkniętych trądem, żeby choć trochę lepiej im się żyło.

Jest też ogromny problem ze szczepieniami. UNICEF podaje, że ledwie co piąte dziecko na wyspie jest prawidłowo zaszczepione.  W trakcie potężnej fali zachorowań na odrę na Madagaskarze w latach 2018–2019 zachorowało ponad 146 tysięcy osób, a ponad 1200 zmarło – mówię tylko o tych potwierdzonych liczbach. Przyczyną była przede wszystkim bardzo niska wyszczepialność i powszechne niedożywienie dzieci.

Taki szpital w okolicy pewnie rozwiąże kilka problemów w regionie…

Na to liczymy. W promieniu 50 kilometrów to będzie diametralna zmiana dla tych ludzi. Oczywiście ich problemy ze zdrowiem się nie skończą. 
Nie uważamy się za zbawców Madagaskaru. Raczej po prostu cieszymy się, że właśnie coś takiego się mogło wydarzyć. To wspaniałe, że taka rzesza Polaków swoimi drobnymi wpłatami była w stanie zbudować szpital 8000 kilometrów stąd, na jakiejś wyspie, która kojarzy nam się z końcem świata.

Gdzie szukać informacji o tym, co robicie?

Na stronie fundacji: www.pomocafryce.pl. Proszę zaglądać, obserwować, szerować nasze treści na mediach społecznościowych. Bo im więcej osób wie, tym więcej uda nam się zebrać. Zapraszamy też szkoły i uczelnie do tego, żeby się z nami kontaktować w sprawie warsztatów dla studentów, dla uczniów czy projekcji filmu „Naprawdę daleko – Droga Leolida do lepszego życia”. Dokument przedstawia prawdziwe losy młodego mieszkańca Madagaskaru, który po utracie domu w pożarze, samotnie przebył pieszo prawie sto kilometrów, by dotrzeć do szkoły i odmienić swój los. Opowiada o prawdziwym życiu w miejscu, które w popularnym wyobrażeniu jest wakacyjnym rajem.

Ekspertka

arch. własne

Katarzyna Urban - Dyrektor kreatywna Polskiej Fundacji dla Afryki, aktywistka, autorka bloga kawalekafryki.pl oraz filmu dokumentalnego z Madagaskaru "Naprawdę daleko". Ukończyła ekonomię, marketing MBA, Polską Szkołę Reportażu, studia historyczne oraz filozoficzne. Z doświadczeniem w pracy redakcyjnej i reporterskiej.

ZOBACZ TEKSTY EKSPERTKI

Autorka

Monika Grzegorowska

Monika Grzegorowska - O dziennikarstwie marzyła od dziecka i się spełniło. Od zawsze to było dziennikarstwo medyczne – najciekawsze i nie do znudzenia. Wstępem była obrona pracy magisterskiej o błędach medycznych na Wydziale Resocjalizacji. Niemal całe swoje zawodowe życie związała z branżowym Pulsem Medycyny. Od kilku lat swoją wiedzę przekłada na bardziej przystępny język w Serwisie Zdrowie PAP, co doceniono przyznając jej Kryształowe Pióro. Nie uznaje poranków bez kawy, uwielbia wieczory przy ogromnym stole z puzzlami. Życiowe baterie ładuje na koncertach i posiadówkach z rodziną i przyjaciółmi.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • fot. Leszek Szymański/PAP

    Nieetyczne alkopromki

    „Małpki” to potoczne określenie mocnego alkoholu (głównie wódki i likiery) w pojemnościach od 100 do 200 ml. Są bardzo popularne ze względu na poręczność i niższą cenę jednostkową, a także… łatwość ukrycia i spożywania. „Takiego alkoholu nie kupujemy na zapas, lecz po to, by od razu wypić. Tego typu promocje są nieetyczne i skandaliczne” – uważają specjaliści, a Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie zapowiedziała powiadomienie odpowiednich instytucji.

  • Adobe Stock

    Leki biopodobne - szansa na szerszy dostęp do terapii biologicznych

    Mija 20 lat od dopuszczenia pierwszego leku biopodobnego w Europie. Leki te nie tylko zwiększyły dostępność terapii biologicznych i zmieniły ich finansowanie, ale też otworzyły dyskusję o tym, jak definiować innowację w medycynie. O rynku leków biopodobnych i praktyce klinicznej opowiada dr inż. Adriana Kiędzierska-Mencfeld, prezeska Rezon Bio.

  • PAP/Marcin Obara

    Pacjent to nie klient, czyli o odmienności rynku zdrowia od rynku np. herbaty

    Na rynku opieki zdrowotnej konkurencja nie działa tak, jak na rynku innych dóbr i usług. O tej specyfice, o tym, jak reagują placówki medyczne w zależności od tego, jaki model finansowania zostanie wybrany, a także o ograniczeniach dostępnych rankingów lekarzy, opowiada Maria Libura, dr nauk medycznych i nauk o zdrowiu.

  • AdobeStock

    Medstudent i nursygirl w skrubsach

    Język młodego pokolenia – dynamiczny, pełen skrótów, zapożyczeń oraz odniesień do internetu – coraz śmielej przenika do świata medycyny. Tworzy to mieszankę specjalistycznej terminologii oraz codziennego języka. „SORodówka”, „ozempic face” czy „dopamina detox” sporo mówią o tym, co rozgrzewa dyskusje na szpitalnych korytarzach.

NAJNOWSZE

  • PAP/Łukasz Gągulski

    Nauka odbierania porodu – zależy nam na realizmie

    Studenci uczą się m.in. odbierania porodu i resuscytacji noworodka. Fantom dziecka instaluje się pod pokrywą brzuszną symulatora rodzącej i mechanizm wypycha je z zachowaniem ruchów fizjologicznych. Zależy nam na realizmie – zaznacza Justyna Dynowska, techniczka Centrum Symulacji Medycznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, opisując salę, w której studenci uczą się praktycznych umiejętności.

  • Nieetyczne alkopromki

  • Stop niepotrzebnym amputacjom – badanie profilaktyczne jest proste

  • Kompulsja: uwięzieni w nawyku

  • Alkohol nieodłącznym elementem kibicowania? W upalne dni lepiej unikać

  • Źródło: PAP/EPA

    Płacz to u sportowca emocjonalny reset

    Po dramatycznym i wyczerpującym meczu pierwszej rundy Wimbledonu z Taylor Townsend Iga Świątek zakryła twarz ręcznikiem i rozpłakała się. Jej reakcja wywołała w internecie lawinę komentarzy: od słów wsparcia po krytykę. Tymczasem płacz po ważnym występie (zwycięskim czy przegranym) to dla sportowca kluczowy element higieny psychicznej.

  • Mizofonia – gdy chrząkanie czy mlaskanie wywołuje wściekłość

Serwisy ogólnodostępne PAP