Materiał promocyjny

Wściekliznę w krajach tropikalnych roznoszą nie tylko egzotyczne zwierzęta

Musimy sobie zdawać sprawę, że wścieklizna nie dotyczy tylko zwierząt egzotycznych – w krajach tropikalnych częstym problemem jest tzw. wścieklizna miejska, roznoszona przez bezpańskie psy i koty. Niebezpieczne może być nie tylko ugryzienie, ale nawet zadrapanie przez zakażone zwierzę, szczególnie jeśli dojdzie do kontaktu ze śliną, krwią czy śluzówką zakażonego zwierzęcia – przestrzega specjalista chorób zakaźnych dr hab. n. med. Bogusz Aksak-Wąs.

AdobeStock
AdobeStock

Wścieklizna jest chorobą wirusową przenoszącą się pomiędzy ssakami. Groźne są przede wszystkim zwierzęta żyjące dziko w lesie: lisy, kuny, dziki czy wałęsające się po mieście bezpańskie psy i koty. W Polsce największym rezerwuarem wścieklizny są nietoperze.

„Podziobanie przez łabędzia czy srokę, choć może być bolesne, a nawet może wywołać zakażenie bakteryjne, nie grozi zachorowaniem na wściekliznę” - zaznacza dr hab. n. med. Bogusz Aksak-Wąs z Kliniki Chorób Zakaźnych, Tropikalnych i Nabytych Niedoborów Immunologicznych Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

W Polsce od wielu lat nie mamy już problemu z wścieklizną - ostatnie pojedyncze zachorowanie miało miejsce w 2002 roku. Kilka lat temu było też doniesienie o zakażonych wolno żyjących kotach w województwie mazowieckim, ale na szczęście nie doszło wtedy do żadnego przypadku zakażenia u człowieka. To efekt szeroko zakrojonego programu profilaktycznego. Zwierzęta domowe podlegają u nas obowiązkowym szczepieniom, więc ryzyko zachorowania jest niewielkie. Mamy też możliwość obserwacji weterynaryjnej i jeśli dojdzie do jakiegoś incydentu, nie musimy od razu stosować pełnej profilaktyki - możemy obserwować potencjalnie zakażone zwierzę, by zobaczyć, czy rozwinie objawy wścieklizny, i reagować w zależności od sytuacji.

Wystarczy zadrapanie, by doszło do zakażenia

Nie wszędzie jednak sytuacja jest tak opanowana - w krajach rozwijających się Azji, Afryki i Ameryki Południowej, czyli np. w Indonezji, Malezji, Tajlandii, Wietnamie, na Filipinach czy w Brazylii, wścieklizna nadal stanowi ogromny problem zdrowotny i zbiera ogromne żniwo. Według oficjalnych danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) choroba ta powoduje rocznie około 59 tys. zgonów ludzi na całym świecie. A szacunki te mogą być zaniżone z powodu braku dokładnych systemów raportowania w rejonach wiejskich. Według WHO spory odsetek pacjentów z zapaleniami mózgu umiera z powodu niezdiagnozowanej wścieklizny.

„Na początku roku byłem na kursie z gruźlicy lekoopornej na Filipinach. Mieliśmy staż w niedużym szpitalu w małym miasteczku, gdzie do marca były już cztery przypadki pełnoobjawowej wścieklizny i cztery zgony. Między innymi była tam pacjentka, którą w trakcie ciąży podrapał kot. Po porodzie zaczęła się zachowywać nieadekwatnie, miała objawy halucynozy. Na początku wzięto to na karb depresji poporodowej, ale gdy ten stan się przedłużał i pogarszał, zrobiono jej badania i w końcu zdiagnozowano wściekliznę. Dziecko na szczęście nie zachorowało, ale jego mama umarła. To dramatyczna sytuacja, jaką trudno sobie wyobrazić w Europie” - opowiada specjalista.

Wścieklizna nie dotyczy tylko zwierząt egzotycznych - w krajach tropikalnych, częstym problemem jest tzw. wścieklizna miejska, roznoszona przez bezpańskie psy i koty. Szczególnie jeśli dojdzie do kontaktu ze śliną, krwią czy śluzówką zakażonego zwierzęcia. Niebezpieczne może być zadrapanie, ugryzienie czy oplucie.

„Warto zwrócić uwagę, że do większości przypadków wścieklizny w takich krajach jak np. Filipiny dochodzi po podrapaniach przez zwierzęta, a nie po pogryzieniach” - zwraca uwagę dr Aksak-Wąs.

Kilka lat temu mieszkanka Wielkiej Brytanii zmarła po podrapaniu przez kota w Maroko. Warto mieć to na uwadze, głaszcząc na wakacjach dzikożyjące zwierzęta, koty, czy np. małpy.

Podstępny wirus wścieklizny

Oczywiście nie każde ugryzienie czy podrapanie przez dzikie zwierzę zakończy się kłopotami, musimy jednak wiedzieć, że wirus wścieklizny jest bardzo podstępny.

„To wirus, który porusza się w naszym organizmie drogą aferentną włókien nerwowych (dośrodkową), czyli wykorzystuje nasze własne mechanizmy do transportu wzdłuż neuronów, żeby dostać się do centralnego układu nerwowego. Porusza się bardzo wolno - bo cały transport neuronalny jest bardzo wolny - ale przez to „oszukuje” nasz układ odpornościowy i sprawia, że przez bardzo długi czas krąży po organizmie niezauważony. W efekcie nasz układ odpornościowy reaguje bardzo późno i właściwie kiedy choroba staje się widoczna, jest śmiertelna w 100 procentach” - wyjaśnia ekspert.

To dlatego tak ważna jest profilaktyka poekspozycyjna, czyli po każdym ryzykownym kontakcie ze zwierzęciem.

Jak się zatem zabezpieczyć, gdy decydujemy się na egzotyczną podróż?

„Mamy opracowane zalecenia profilaktyki przedekspozycyjnej, czyli ochronnych szczepień przedwyjazdowych, 2 do 3 dawek w zależności od statusu odpornościowego danej osoby. Skrócony schemat dwudawkowy dostępny jest dla osób immunokompetentnych. Nie zapobiega to włączeniu profilaktyki szczepiennej po kontakcie z dzikim zwierzęciem, ponieważ bardzo boimy się zachorowań na wściekliznę ze względu na to, że nie mamy na nią żadnego lekarstwa. Tak więc czy jesteśmy zaszczepieni, czy nie po każdym ryzykownym kontakcie: ugryzieniu czy po podrapaniu przez dzikie zwierzę w kraju tropikalnym, nawet jeśli nie mamy żadnych objawów zakażenia, powinniśmy zgłosić się do placówki ochrony zdrowia, aby zastosowano profilaktykę poekspozycyjną” - zaleca lekarz chorób zakaźnych.

Chodzi o to, aby nie dopuścić do rozwoju objawów wścieklizny, ponieważ jeżeli do nich dojdzie, nie ma już ratunku.

„Objawy początkowe, kiedy wirus nie dotarł jeszcze do mózgu, dają cień nadziei, że jeszcze zdążymy uratować zakażona osobę. Musimy jednak jak najszybciej podać jej przeciwciała, czyli gotowe immunoglobuliny skierowane przeciwko wirusowi wścieklizny. To nasza linia obrony” - mówi specjalista.

W Polsce stosowana jest wyłącznie immunoglobulina ludzka, nieco droższa od końskiej, ale bezpieczniejsza w kontekście podania - rzadziej wywołuje reakcje uczuleniowe. W krajach rozwijających się, gdzie bardziej liczą się koszty, jest ona stosowana rzadziej, ale za dodatkową dopłatą jest dostępna i jeśli jest taka możliwość lepiej właśnie ją wybrać.

Dramatyczny przebieg choroby

Okres wylęgania wścieklizny trwa zazwyczaj od 4-12 tygodni. Chorobę poprzedzają pewne zwiastuny przypominające zwykłą infekcję grypową: mrowienie w miejscu ugryzienia, gorączka, ból głowy oraz złe samopoczucie. Po kilku dniach pojawiają się objawy ze strony centralnego układu nerwowego: napady padaczkowe, objawy zapalenia mózgu, śpiączka - w zależności od formy wścieklizny.

Najczęściej, w około 80 proc. przypadków, dochodzi do choroby o gwałtownym przebiegu, który objawia się nadpobudliwością, halucynacjami. Charakterystyczny jest lęk przed wodą, który nie wynika z psychicznego strachu, uszkodzenie układu nerwowego przez wirusa wywołuje bowiem gwałtowne skurcze gardła i krtani na widok lub dźwięk płynów, a próba napicia się wody wywołuje uczucie dławienia, co sprawia, że chory panicznie unika jakichkolwiek płynów. Hydrofobia jest tak charakterystyczna dla wścieklizny, że stała się objawem różnicującym, po którym ocenia się, czy doszło do zakażenia.

Innym charakterystycznym objawem jest aerofobia, czyli silne skurcze mięśni wywołane podmuchem wiatru czy powietrza na twarz. Podobnie jak przy hydrofobii dmuchnięcie na twarz chorego może pomóc w diagnozie. Śmierć przy tej postaci wścieklizny następuje po kilku dniach z powodu zatrzymania krążenia i oddychania.

Znacznie mniej dramatyczny przebieg ma wścieklizna porażenna. Trwa ona zazwyczaj dłużej niż postać ostra i przebiega nieco inaczej: mięśnie stopniowo ulegają paraliżowi, poczynając od rany. Powoli rozwija się śpiączka, która ostatecznie prowadzi do śmierci.

Szczepienie - szansa na przeżycie

Szczepienie przeciwko wściekliźnie niemal w 100 procentach zabezpiecza przed zachorowaniem. Wyjątkiem jest tylko niedobór odporności, który może spowodować niewytworzenie się przeciwciał poszczepiennych. W przypadku osób z taką przypadłością zaleca się trzy dawki szczepienia, w odstępie 0, 7 i 21 lub 28 dni.

Szczepienie nie jest leczeniem, lecz profilaktyką. Powikłania są znikome, a biorąc pod uwagę, jak dramatycznie ciężką chorobą jest wścieklizna, nie warto ryzykować. Dlatego jeśli rozpatrujemy wyjazd w kraje tropikalne, warto odwiedzić lekarza medycyny podróży, który doradzi, jaką wdrożyć profilaktykę.

„Bezpiecznie jest zaplanować taką rozmowę na około miesiąc przed wyjazdem, absolutnie nieprzekraczalnym terminem są dwa tygodnie, żeby zdążyły wytworzyć się przeciwciała. Aby zabezpieczyć się przed wścieklizną, konieczne jest przyjęcie dwóch dawek w odstępie siedmiu dni. Dobrze byłoby, żeby do wyjazdu od drugiego szczepienia, minęły minimum dwa tygodnie. Warto więc pomyśleć o przygotowaniach wcześniej” - zaleca specjalista.

Szczególnie, że szczepienie przeciwko wściekliźnie często nie jest jedynym, jakie powinno się przyjąć, planując egzotyczną podróż. Wśród najczęściej zalecanych są m.in. szczepienie na żółtaczkę typu B, żółtaczkę typu A, dur brzuszny, błonicę-tężec-krztusiec czy japońskie zapalenie mózgu. W niektórych przypadkach może to oznaczać, że jednego dnia trzeba będzie podać sześć, siedem szczepionek.

„One są bezpieczne i można tak zrobić, ale wiadomo, że im więcej szczepień podanych tego samego dnia, tym większe ryzyko objawów niepożądanych, np. stanów podgorączkowych, „łamania” w kościach, które po prostu są nieprzyjemne. Lepiej więc rozłożyć je na dłuższy czas, szczególnie, że tego typu wyjazdy są zazwyczaj planowane dużo wcześniej” - sugeruje lekarz.

Jeśli jednak z jakiegoś powodu zjawimy się u lekarza zbyt późno, aby zaszczepić się dwiema lub trzema dawkami, tak czy inaczej warto przyjąć chociaż jedną dawkę - zawsze jest jakaś szansa na wytworzenie choć częściowej odporności.

Na rynku polskim dostępne są dwie zarejestrowane szczepionki przeciwko wściekliźnie. Przy planowaniu podróży warto omówić z lekarzem wybór odpowiedniego preparatu oraz schematu szczepienia, dostosowanego do kierunku wyjazdu, czasu pozostałego do wyjazdu i indywidualnej sytuacji zdrowotnej pacjenta. Warto pamiętać, że w uzasadnionych przypadkach możliwe jest zastosowanie przyspieszonego schematu szczepienia, pozwalającego zakończyć pełny cykl już w ciągu dwóch tygodni, co może mieć szczególne znaczenie dla osób planujących wyjazd w krótkim czasie.

Źródło informacji: PAP MediaRoom
 

ZOBACZ WIĘCEJ

  • PAP/Lech Muszyński

    Szczepienia mogą chronić przed demencją

    Badania wskazują, że różne szczepionki mogą zmniejszać ryzyko rozwoju demencji. Chodzi m.in. o szczepienia przeciwko półpaścowi, tężcowi, błonicy czy pneumokokom. Obserwowany związek może być czymś więcej niż tylko statystyczną zależnością.

  • AdobeStock

    Choroba zajęcza. Kleszcze mogą przenosić groźną bakterię

    Wysoka gorączka, silne osłabienie, bolesne powiększenie węzłów chłonnych i niewielkie owrzodzenie skóry – taki zestaw objawów po pobycie w lesie lub ukłuciu kleszcza powinien zwrócić uwagę lekarza. Jedną z możliwych przyczyn jest tularemia, zwana chorobą zajęczą.

  • Zdrowa grasica, niższe ryzyko śmierci

    Im lepiej zachowana grasica, tym mniejsze ryzyko zgonu – wynika z analizy ponad 25 tys. badań tomografii komputerowej. Naukowcy wykorzystali sztuczną inteligencję, by ocenić kondycję tego niewielkiego, ale ważnego dla odporności narządu.

  • AdobeStock

    Fart walk, czyli o TikTokowych trendach zdrowotnych

    Nie każdy trend z TikToka jest zły. Wśród filmików promujących skrajne diety, cudowne suplementy i szybkie sposoby na odchudzanie pojawiają się także pomysły, które mogą realnie wspierać zdrowie. Jednym z nich jest „fart walk” – krótki spacer po posiłku. Choć nazwa budzi uśmiech, kryje się za nią prosta aktywność, która może poprawiać trawienie, pracę jelit i pomagać w kontroli poziomu cukru we krwi. O tym, które trendy zdrowotne z mediów społecznościowych warto wprowadzić w życie, a których lepiej unikać, mówi dietetyczka Roksana Środa.

NAJNOWSZE

  • AdobeStock

    Choroba zajęcza. Kleszcze mogą przenosić groźną bakterię

    Wysoka gorączka, silne osłabienie, bolesne powiększenie węzłów chłonnych i niewielkie owrzodzenie skóry – taki zestaw objawów po pobycie w lesie lub ukłuciu kleszcza powinien zwrócić uwagę lekarza. Jedną z możliwych przyczyn jest tularemia, zwana chorobą zajęczą.

  • Zdrowa grasica, niższe ryzyko śmierci

  • Zegar biologiczny tyka. Kiedy wypada szczyt płodności?

  • Hormon GLP-1 – bohater leczenia cukrzycy i… choroby otyłościowej

  • Farmakoterapia na walizkach

  • PAP/Lech Muszyński

    Szczepienia mogą chronić przed demencją

    Badania wskazują, że różne szczepionki mogą zmniejszać ryzyko rozwoju demencji. Chodzi m.in. o szczepienia przeciwko półpaścowi, tężcowi, błonicy czy pneumokokom. Obserwowany związek może być czymś więcej niż tylko statystyczną zależnością.

  • Fart walk, czyli o TikTokowych trendach zdrowotnych

  • Wazopresyna – hormon przetrwania

Serwisy ogólnodostępne PAP