Jak wspierać nastolatka, który dowiaduje się o myślach samobójczych kolegi
Autorka: Monika Grzegorowska
Ekspertka: Lucyna Kicińska
Dla nastolatka informacja, że jego kolega czy koleżanka chce odebrać sobie życie, jest bardzo obciążająca. Nie możemy zostawić go samego z tą informacją, ale też musimy mu wytłumaczyć, że ujawnienie komuś dorosłemu tego problemu jest rozwiązaniem, a nie zdradą zaufania – mówi Lucyna Kicińska, ekspertka Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego i wiceprezeska Fundacji Życie Warte Jest Rozmowy.
Co powinien zrobić nastolatek, który dowiaduje się, że jego kolega ma w planach próbę samobójczą?
Bardzo ważne jest przede wszystkim to, żeby z tą informacją nie zostawał sam. Jeżeli czuje się na siłach, może sięgnąć po zasadę pierwszej pomocy emocjonalnej, czyli zasadę 4xZ. Pierwsze Z to „Zauważ”, czyli jeżeli widzimy coś, co nas niepokoi – post w internecie, ktoś nam coś powiedział, ale nie mamy do końca pewności to co usłyszeliśmy oznacza, że ma myśli samobójcze lub planuje odebrać sobie życie, to po prostu to nazwijmy. Np.: „mówisz, że lepiej byłoby, żeby ciebie nie było, że chcesz zniknąć, że masz tego wszystkiego dość i że już niedługo będziesz wolna. Niepokoję się o ciebie. Chciałabym zapytać, czy to jest tak, że planujesz odebrać sobie życie?”.
Niektórzy martwią się, że pytając o zachowania samobójcze, sprowokujemy tę osobę, aby to zrobiła, poddamy jej pomysł…
To bardzo ważne, żeby dzieci, ale też dorośli wiedzieli, że to tak nie działa. Pytając o obecność myśli czy planów samobójczych nie podnosimy ryzyka podjęcia próby. To niezadane pytania prowadzą do tragedii. Ale jeżeli nie czujemy się na siłach, żeby o to zapytać, możemy powiedzieć po prostu „martwię się, powiedz mi, co się dzieje”. Jeśli usłyszymy „chcę zniknąć, nic nie ma sensu, myślę o odebraniu sobie życia” bardzo ważne jest to, żeby zorientować się, jak długo trwa ten stan i na ile on jest poważny. Bo a sam fakt występowania myśli samobójczych nie jest jeszcze sytuacją bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia, choć na pewno wymaga obserwowania tej osoby, bycia obok i zapewniania jej profesjonalnej pomocy. Dlatego drugi krok to „Zapytaj”.
O co pytać?
„Jak długo się tak czujesz?”, „Czy masz możliwość kontrolowania myśli o skrzywdzeniu siebie, myśli samobójczych” i do tego będziemy dostosowywać naszą reakcję. Bo jeżeli ktoś powie: „już naprawdę nie mam na nic siły, myślę o tym, żeby odebrać sobie życie w weekend” – to wiemy, że nie możemy zostać z tą informacją ani chwili dłużej sami. Natomiast jeżeli usłyszymy: „no wiesz, jak się bardzo stresuję, gdy coś mi nie wychodzi, to pojawiają się u mnie myśli, żeby zniknąć, ale udaje mi się je odgonić kiedy stres mija” – to nasza reakcja będzie inna, choć oczywiście dalej będziemy reagować.
Co odpowiedzieć na coś takiego?
Najpierw musimy wykonać trzeci krok, czyli zaakceptować to, co usłyszeliśmy. Np. powiedzieć: „wyobrażam sobie, że jesteś bardzo zmęczona, tym jak intensywne są u Ciebie myśli samobójcze”. Albo: „wyobrażam sobie, jak dużą czujesz bezradność, jeżeli straciłaś możliwość ich kontrolowania”. Albo: „mówisz o tym, że masz plan odebrania sobie życia, wyobrażam sobie, że bardzo cierpisz”. To jest normalizacja stanu emocjonalnego, bardzo potrzebna osobie w kryzysie, ponieważ pozwala na doświadczenie ulgi. Trzeba jednak pamiętać, że ta ulga jest chwilowa – co nie znaczy, że jest nieskuteczna. Długotrwałej ulgi dostarczają wyspecjalizowane procesy pomocowe, farmakoterapia w połączeniu z psychoterapią. I do niej idziemy w czwartym kroku, czyli „Zareaguj”.
Czyli co konkretnie powinniśmy zrobić?
Powiedz: „Dobrze się stało, że mi powiedziałaś o tym, że masz myśli samobójcze. Chcę z tobą porozmawiać o tym, kto dorosły w naszej szkole, w twoim otoczeniu powinien dowiedzieć się o tym, że potrzebujesz pomocy”. Albo: „Chciałam z tobą porozmawiać o tym, jak najlepiej powiedzieć twoim rodzicom o tym, jak się czujesz, uświadomić im, z czym się mierzysz, żeby mogli cię zapisać do psychoterapeuty, do lekarza”. Jeżeli mamy sytuację, w której ktoś doświadcza kryzysu psychicznego, deklaruje, że odbierze sobie życie, to pamiętajmy, że nie możemy zostać z taką informacją sami – musimy znaleźć dorosłą osobę godną zaufania w swoim otoczeniu. W przypadku nastolatka może to być jego rodzic, rodzic osoby w kryzysie, wychowawca, nauczyciel, członek dalszej rodziny, szkolny specjalista. Ktoś, komu powie o tym, co wie, i poprosi o pomoc i wsparcie – dla rówieśnika w kryzysie i dla siebie.
Dla nastolatka informacja o tym, że ktoś z otoczenia chce odebrać sobie życie, musi być trudna…
Bardzo. Informacja o tym, że kolega czy koleżanka mierzy się z kryzysem emocjonalnym czy samobójczym, jest bardzo obciążająca. Dlatego – żeby mógł efektywnie pomagać i wspierać jako rówieśnik – potrzebuje skądś tę siłę czerpać i uwalniać swoje emocje.
Co powinien zrobić rodzic, do którego przychodzi dziecko z informacją, że kolega czy koleżanka myśli o samobójstwie?
Najpierw wziąć głęboki oddech i spróbować zebrać myśli, bo dla dorosłego usłyszeć, że w otoczeniu naszego dziecka jest rówieśnik w kryzysie, wiąże się z ogromnym stresem. Pierwsze, co robimy, zgodnie z zasadami pierwszej pomocy emocjonalnej, to zauważamy, czyli mówimy: „dobrze się stało, że mi o tym powiedziałeś. Druga „zetka” –„powiedz mi o tym coś więcej, czego się dowiedziałaś: czy ona ma już plan, czy o to zapytałaś, czy jej rodzice wiedzą?” Spróbujmy zrozumieć tę sytuację, a następnie zgodnie z trzecią „zetką” zaakceptować ją. Nie mówmy: „przestań się z nią przyjaźnić, ona jest dziwna”, „nie angażuj się”, „nie zajmuj się tym”. Nawet jeśli tego byśmy chcieli, lepiej ugryźć się w język.
W zamian zapewnijmy dziecko, że dobrze się stało, że przyszło do nas z taką informacją i że to nie świadczy o tym, że naruszyło zaufanie kolegi, nie złamało żadnej tajemnicy. Kiedy troszczymy się o kogoś w kryzysie, w sytuacji zagrożenia życia bądź zdrowia, o doświadczeniu przemocy rówieśniczej, przemocy emocjonalnej w domu czy zaniedbania emocjonalnego – nie ma żadnych tajemnic. Ujawnienie komuś dorosłemu tego problemu jest rozwiązaniem, a nie zdradą zaufania.
A co jeśli taka osoba mówi nam czy naszemu dziecku, że nie potrzebuje pomocy, nie chce jej?
Gdyby tego nie potrzebowała, to nie powiedziałaby nam o tym, że jest w kryzysie. Może być tak, że ze względu na lęk będący przyczyną oporu psychologicznego zaprzecza swoim potrzebom lub „zabrania” rówieśnikowi ujawniania problemów innym, w tym dorosłym.. Wspieranie osoby w kryzysie wymaga bardzo dużej cierpliwości. Jednak jeśli nastolatek zauważy, że samopoczucie koleżanki pogarsza się mimo cierpliwego wspierania, powinien jak najszybciej powiadomić o tym osobę dorosłą, która przejmie inicjatywę.
Jeżeli jesteśmy rodzicem nastolatka, który właśnie dowiaduje się o tym, że kolega, koleżanka odrzuca pomoc, to ważne, żebyśmy wyjaśnili naszemu dziecku, że to nie znaczy, że mamy przestać pomagać. Możemy zapytać swoje dziecko „jak myślisz, czy mogę porozmawiać z jej rodzicami, a może lepiej porozmawiać z Waszą wychowawczynią lub ze szkolnym specjalistą?”. Droga do zapewnienia pomocy tego, kto pierwszy razem z nami złapie za siatkę bezpieczeństwa, może być bardzo różna.
Zdarza się, że dostajemy informację, że mama koleżanki wie, ale bagatelizuje. To normalne, że przejmujemy się bardziej niż rodzic dziecka w kryzysie?
Zdarza się, że z rodzicielskiej miłości mama lub tata może odrzucić lub zbagatelizować informację o kryzysie własnego dziecka. Wyobrażenie sobie, że moje dziecko cierpi tak strasznie, że myśli o odebraniu sobie życia, jest czymś bardzo trudnym. Tak trudnym, że rodzic może temu zaprzeczać albo bagatelizować. Będzie wtedy potrzebował profesjonalnego wsparcia, na przykład szkolnego specjalisty albo psychoterapeuty, w oswojeniu się z informacją o kryzysie dziecka, bo może ona wywołać szereg negatywnych stanów emocjonalnych. Gdy słyszymy, że nasze dziecko jest w kryzysie, może to wywołać w nas zaprzeczenie, złość, targowanie się, depresję. Dopiero ostatni etap oswajania się z informacją o kryzysie dziecka to akceptacja. Dlatego oczekiwanie, że gdy powiemy rodzicowi: „twoje dziecko chce popełnić samobójstwo”, on to usłyszy i powie po prostu: „dobrze się stało, że mi mówicie” jest z naszej strony nadmiarowe. Tak jak dziecko potrzebuje czasu i wsparcia, by kryzys pokonać, rodzice często potrzebują czasu i wsparcia, by kryzys zaakceptować i sobie z tym poradzić. Pierwszą reakcją rodzica na informację o tym, że dziecko ma myśli samobójczej może być też zanegowanie swoich zdolności rodzicielskich – „kiedy słyszę, że moje dziecko jest w kryzysie, to dla mnie znaczy, że jestem złym rodzicem”, „Co ze mnie za matka?”. Rodzic obwiniający się za cierpienie dziecka najczęściej wycofuje się z aktywności, mówić: „nie dam rady wspierać dziecka, niech zajmą się tym specjaliści, ja tyle już naszkodziłem”. A nam potrzebny jest rodzic, który będzie trzymał razem z nami siatkę bezpieczeństwa, a nie taki, który powie: „nie potrafię, zróbcie to za mnie”.
Niektórzy rodzice nie chcą współpracować ze specjalistami, podważają stawiane przez nich diagnozy …
To się zdarza, kiedy rodzic w procesie oswajania się z informacją o kryzysie dziecka zatrzymuje się na etapie złości. Bardzo często słyszę od rodziców: „nie podoba mi się ten psychiatra”, „jak on mógł tu rozpoznać depresję”. Złość może być kierowana na cały świat – ludzi których dzieci nie chorują, całe otoczenie. . Złość w rodzicu pojawia się w odpowiedzi na poczucie, że ktoś chce nam zagrozić. Najlepszą obroną status quo jest atak, a to z kolei prowadzi do poczucia osamotnienia. Z kolei na etapie targowania się rodzic może pozornie akceptować kryzys dziecka, wybiera jednak z zaleceń specjalistów te, które uważa za słuszne. Mówi: na to się nie zgadzam. n „córka będzie chodziła na terapię, ale leków przepisanych przez psychiatrę nie będę jej podawała”. Albo „syn nie będzie chodził na psychoterapię, bo raz w miesiącu ma spotkania ze szkolnym pedagogiem i to wystarczy”. Bardzo często w tym etapie rodzice podejmują bardzo duży wysiłek, by naprawić sytuację: próbują własną obecnością, miłością i zaangażowaniem zaleczyć kryzys. Jednak gdy kryzys nie znika, prowadzi to do poczucia bezsilności i bezradności, choćby nawet dziecko próbowało zakładać maskę fałszywego uśmiechu, widząc zaangażowanie ze strony rodzica.
A stąd krok do etapu depresji, zwątpienia, że da się znaleźć rozwiązanie, poszukiwania znaczenia dla własnej historii rodzinnej, tego co się wydarzyło, poszukiwanie własnych błędów, niewiary we własne siły. To w tym etapie pojawia się wspomniane już wcześniej oddawanie specjalistom pełnego pola. „ja się na tym nie znam, dziecko ma psychoterapeutę, psychiatrę, terapię grupową, my nie ruszamy tematu”. I siatkę bezpieczeństwa trzyma szkoła, rówieśnicy, psycholog, psychiatra, ale jeśli rodzice zostaną na etapie depresji, to będzie ich dziecku bardzo brakowało.
Dlatego tak ważne jest towarzyszenie rodzicowi, żeby w odpowiedzi na informację o kryzysie dziecka on sam się nie zapadł. Pamiętajmy, by nie oceniać rodziców, bo kryzys ich dziecka wcale nie oznacza, że są źli. Zaprzeczenie problemom dziecka czy bezradność i oddawanie pola specjalistom nie uprawnia nas do etykietowania czy krytycznego oceniania rodziców. To są rodzice, którym serce pękło na pół i którzy próbują je teraz skleić zaprzeczeniem, mówieniem, że to nieprawda.
To na koniec powiedzmy jeszcze, co zrobić z dzieckiem, które dowiaduje się o kryzysie kolegi czy koleżanki i próbuje mu pomóc. Co zrobić, by go to nie przerosło, nie pociągnęło w dół?
Możemy temu zapobiec, jeżeli jasno wyznaczymy granice wsparcia rówieśniczego. Musimy przy tym pamiętać, że we wsparcie rówieśnicze często angażują się ci, którzy są sami w kryzysach. Ważne jest, żeby dorośli zauważyli taką sytuację, bo na pewno ratownikiem pierwszej pomocy emocjonalnej nie może być ktoś, kto ucieka od własnego kryzysu. Jeżeli więc widzimy, że nasze dziecko wspiera, opowiada nam o kryzysach swoich kolegów, koleżanek i widzimy, że bardzo to przeżywa, rozmawiajmy z nim o tym, że być może na ten moment za dużo na siebie wzięło, że tak silne zaangażowanie to może być ucieczka od własnego problemu, a to nie jest dla niego dobre. I to nie znaczy, że jest wtedy złą przyjaciółką czy przyjacielem, bo jej rola jest jasno określona i nie polega na uzdrowieniu rówieśnika. Wspieranie jest jak układanie puzzli. Każdy z nas jest ważnym elementem, ale nikt z nas nie jest całą układanką. Ja pasuję tylko w jednym konkretnym miejscu układanki, nie mogę na siłę wciskać się w inne miejsce: nie mogę zastąpić psychoterapeuty, rodzica, nauczyciela, szkolnego specjalisty. Tak samo jak oni nie mogą zrobić dla bliskiej mi osoby tego, co ja zrobię, będąc w moim właściwym, odpowiednim miejscu.