Chemioterapią nie tylko w nowotwory

Pacjenci boją się chemioterapii i jej skutków ubocznych. Tymczasem skierowania na leczenie cytostatykami coraz częściej wystawiają reumatolodzy, neurolodzy czy dermatolodzy, i to z zupełnie innych wskazań niż nowotworowe. 

Choć w potocznym rozumieniu chemioterapia kojarzona jest głównie z leczeniem raka, w rzeczywistości oznacza podawanie związków chemicznych zdolnych wybiórczo uszkodzić sprawcę choroby przy możliwie małym uszczerbku dla gospodarza. Termin ukuł Paul Ehrlich, opisując w 1907 r. ideę „magic bullet” – preparatu, który „trafia w patogen jak zaczarowany pocisk, omijając komórki gospodarza”. Jego arsfenamina (Salvarsan) wykorzystywana była głównie przeciwko kile i w zwalczaniu zakażeń.

Kamieniem milowym w rozwoju chemioterapii była przypadkowa obserwacja poczyniona po eksplozji amerykańskiego statku przewożącego iperyt azotowy, który zatonął we włoskim porcie Bari w 1942 r. w następstwie niemieckiego nalotu. U marynarzy – rozbitków z tego statku – stwierdzono zaburzenia krwiotworzenia. Ten fakt doprowadził do odkrycia pierwszego cytotoksycznego leku przeciwnowotworowego, jakim był chlorowodorek chlorometyny – nitrogranulogen. Dlatego rok 1942 uważa się za początek chemioterapii chorób nowotworowych. W Polsce chemioterapię zaczęto stosować w latach 50. XX wieku. 
Pionierską chemioterapię prowadzono u chorych na chłoniaki Hodgkina, a potem inne nowotwory układu krwiotwórczego, w których leczeniu nie znajdowała zastosowania ani chirurgia, ani radioterapia. Dla tej grupy chorych pojawienie się chemioterapii i jej rozwój były długo oczekiwanym ratunkiem, nawet jeśli był on w postaci „czerwonej chemii” – szczególnie nielubianej przez pacjentów ze względu na przykre działania niepożądane, takie jak wypadanie włosów, wymioty czy biegunki. 

Zastosowanie to kwestia dawki

Wkrótce okazało się, że chemioterapia może pomóc nie tylko w nowotworach. Naukowcy odkryli, że te same cząsteczki, które w wysokich dawkach blokują dzielenie się komórek nowotworowych, w małych dawkach mogą wyciszać nadmierną odpowiedź układu odporności. Metotreksat (MTX) – antagonista kwasu foliowego wprowadzony pierwotnie do terapii białaczek – już w latach 80. XX w. stał się parasolowym lekiem przeciwzapalnym w reumatologii, przy dawkach kilkunastokrotnie niższych niż onkologiczne. 

„Przełomem w leczeniu RZS było wprowadzenie metotreksatu; dziś to złoty standard zgodny z zaleceniami EULAR i ACR” – podkreśla na łamach Termedii dr n. med. Piotr Ligocki. Aktualne europejskie rekomendacje z 2023 r. przypominają, że MTX powinien być częścią pierwszej strategii leczniczej przy świeżo rozpoznanym reumatoidalnym zapaleniu stawów, a szybkie osiągnięcie remisji poprawia rokowanie narządowe i przeżycie. Co istotne, w dawkach reumatologicznych (< 30 mg/tydz.) związek nie działa już jako bezpośredni cytostatyk – kluczowa staje się akumulacja poliglutaminianów w limfocytach i wzrost stężenia adenozyny, które łagodzą zapalenie.

Podobną logikę – silna immunosupresja, ale krótkimi pulsami – wykorzystano przy najcięższych postaciach toczniowego zapalenia nerek. Klasyczny schemat wysokodawkowych wlewów cyklofosfamidu, opisany jeszcze w latach 70. XX w., ustępuje dziś miejsca terapiom wielolekowym, ale ten popularny cytostatyk wciąż pozostaje fundamentem. 
„Rekomendacje z 2024 r. przesuwają punkt ciężkości z prostej indukcji i podtrzymania na koncepcję długotrwałej terapii skojarzonej; w aktywnym zapaleniu nerek nadal stosujemy małe dawki cyklofosfamidu w połączeniu z belimumabem lub mykofenolanem” – wyjaśnia prof. Lisa Sammaritano, główna autorka nowych wytycznych ACR (American College of Rheumatology). Dodaje, że dzięki temu spada ryzyko schyłkowej niewydolności nerek.

Cytostatyki w neurologii i dermatologii

Chemioterapia znalazła też trwałe miejsce w neurologii. Mitoksantron, antracyklinowy inhibitor topoizomerazy II, po udokumentowaniu wpływu na limfocyty T i B został zarejestrowany dla wtórnie postępującego i szybko rzutującego stwardnienia rozsianego. 
„Gdy interferony zawodzą, proponujemy kilkunastominutowe wlewy mitoksantronu co trzy miesiące przez dwa, dwa i pół roku – leczenie hamuje rozwój choroby przy akceptowalnym profilu działań niepożądanych” – tłumaczy w „Pulsie Medycyny” dr Beata Zakrzewska‑Pniewska z kliniki neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. 
Choć limit kumulacyjnej dawki (100 mg/mkw.) i potencjalna kardiotoksyczność wymuszają ścisły monitoring, lek pozostaje cenną – i relatywnie tanią – „chemioterapią” dla schorzenia o podłożu autoimmunologicznym.

Fot. Jacek Pióro/ Zdjęcie ilustracyjne

Chemioterapia nie przeszkadza w urodzeniu zdrowego dziecka

Wykryta w trakcie ciąży choroba nowotworowa to nie wyrok. Ten fakt nie powinien wpływać na opóźnienie rozpoczęcia leczenia, ani też prowadzić do usunięcia ciąży. Odpowiednia radio- i chemioterapia nie powodują żadnych uszkodzeń płodu.


Mniej spektakularne, lecz codzienne zastosowania cytostatyków spotykamy w dermatologii. Jeśli brodawki wirusowe nie znikają mimo mrożenia czy maści, można w nie wstrzyknąć mikroskopijne ilości bleomycyny. Polska analiza z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego pokazała, że w tak uciążliwych przypadkach skuteczność sięgała 78–85 proc. Zabieg jest nieco bolesny – trzeba podać znieczulenie miejscowe – ale dzięki temu wielu pacjentów odzyskuje komfort chodzenia. Działanie przeciwwirusowe bleomycyny ma więc charakter swoistej mikro‑chemioterapii skierowanej przeciwko HPV w obrębie skóry, możliwe dzięki precyzyjnej podaży bardzo małej dawki.

Chemia czyści organizm biorcy

Kolejną dziedziną jest transplantologia. Przed przeszczepem szpiku lekarze muszą „wyczyścić” własny układ odpornościowy pacjenta, żeby nie odrzucił obcych komórek. Używają w tym celu niskich stawek dobrze znanych cytostatyków: busulfanu, cyklofosfamidu, treosulfanu czy fludarabiny. Dawki i schematy różnią się od onkologicznych, gdyż nie mają na celu zniszczenia guza, lecz immunologiczne „wyciszenie” biorcy i zrobienie miejsca dla obcego szpiku. Podobnie cytostatyki z grupy alkilatorów w małych dawkach wykorzystuje się do leczenia ciężkich zapaleń naczyń (granulomatoza z ziarniniakami, mikroskopowe zapalenie) lub rozsianej sarkoidozy, gdzie krótki puls cyklofosfamidu może wyprowadzić chorego z ostrej fazy choroby i pozwolić przejść na bezpieczniejsze leczenie podtrzymujące.

Wspólnym mianownikiem tych pozanowotworowych wskazań jest dawka: działanie immunomodulacyjne cytostatyków pojawia się przy stężeniach nieosiągających progu masywnego uszkodzenia funkcji szpiku. Farmakokinetyka metotreksatu pokazuje to najlepiej – w reumatologii wystarcza średnio 25 mg raz w tygodniu, gdy w onkologii podaje się nawet 12 g/mkw. w ciągłym wlewie. Zmienia się też sposób monitorowania: zamiast liczyć neutrofile co dzień, lekarz zwraca uwagę na transaminazy, profil lipidowy czy densytometrię kości, a pacjent odpisuje w kwestionariuszach aktywności choroby. Ta „mini‑chemioterapia” rzadko wymusza hospitalizację, co odczarowuje w oczach chorych przerażające skojarzenia z cytotoksycznymi kroplówkami.

O ile rozwój terapii celowanych daje nadzieje na leczenie skuteczniejsze i obarczone mniejszą ilością skutków ubocznych, to leki uznawane kiedyś za „chemię typowo onkologiczną” nadal pozostają niezastąpione tam, gdzie trzeba szybkiej i silnej, a jednocześnie taniej immunosupresji. Zwłaszcza że doświadczenie zdobyte przez dekady leczenia raka – kontrola nudności, profilaktyka agranulocytozy, wsparcie psychologiczne – znacznie podnosi bezpieczeństwo terapii.
Chemioterapia w XXI w. przestała być monolitem – to raczej wachlarz strategii, w którym ta sama cząsteczka, w zależności od dawki, schematu i wskazania, może zabijać raka, wyciszać autoimmunizację, przygotować do przeszczepu lub unicestwić wirusa brodawczaka w skórze. Jej historia przypomina spiralę: od „magicznego pocisku” Ehrlicha, przez erę cytostatyków onkologicznych, po współczesny renesans „chemioterapii” w chorobach zapalnych. Zdaniem wielu badaczy, droga ta potwierdza, że największym wyzwaniem na przyszłość pozostaje nie tyle odkrywanie coraz to nowych związków, ile nauka korzystania z już poznanych w sposób bardziej selektywny, bezpieczny i zindywidualizowany.
 

Autorka

PAP

Luiza Łuniewska - Dziennikarka, reportażystka, redaktorka. Pisuje o wielkich triumfach medycyny i jej wstydliwych sekretach. Lubi nowinki z dziedziny genetyki. Była dziennikarką Życia Warszawy i Newsweeka, pracowała też w TVN i Superstacji. Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Wielbicielka kotów dachowych i psów ras północnych.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • adobe

    Ultradźwięki leczą

    Ultradźwięki kojarzą się przede wszystkim z badaniem USG, dzięki któremu lekarze mogą zajrzeć do wnętrza organizmu bez wykonywania nacięć i narażania pacjenta na promieniowanie jonizujące. Tymczasem możliwości tej technologii znacznie wykraczają poza diagnostykę. Skoncentrowane fale dźwiękowe potrafią niszczyć komórki nowotworowe, rozbijać kamienie nerkowe, czasowo zwiększać przepuszczalność bariery krew–mózg, a nawet wpływać na aktywność określonych obszarów mózgu.

  • adobe

    Krew w moczu? To może być rak pęcherza

    Krew w moczu może pojawić się tylko raz, nie powodować bólu i samoistnie zniknąć. Wiele osób uznaje wtedy, że problem minął. Tymczasem krwiomocz jest najczęstszym sygnałem raka pęcherza moczowego i zawsze wymaga wyjaśnienia. Choć nowotwór ten występuje w Polsce równie często jak w innych krajach Europy, umieramy na niego najczęściej na kontynencie. Jedną z przyczyn jest zbyt późne rozpoznawanie choroby, ale problemem pozostaje również dostęp do diagnostyki i nowoczesnego leczenia.

  • PAP/Piotr Werewka

    Kiedy ból staje się chorobą

    Ból to pomarańczowe światło dla organizmu, dzięki któremu minimalizujemy szkody i wykrywamy potencjalne zagrożenia. Jest też najczęstszym objawem choroby. Czasem jednak sam staje się chorobą. W Polsce z bólem przewlekłym żyje 8,5 mln osób – podkreślają specjaliści z Polskiego Towarzystwa Badania Bólu. Dodają, że łagodzić go może prehabilitacja.

  • PAP/Piotr Werewka

    Badanie przesiewowe w kierunku cukrzycy typu 1– hamulec dla choroby i ciężkich powikłań

    Wczesna diagnoza cukrzycy typu 1 to szansa na innowacyjne leczenie wyhamowujące proces niszczenia produkujących insulinę komórek trzustki. Opiera się na teście, który mógłby na stałe znaleźć się w bilansie sześciolatka. Kosztuje wielokrotnie mniej niż hospitalizacja dziecka z ciężkim powikłaniem choroby – kwasicą ketonową – wskazuje Polskie Stowarzyszenie Diabetyków.

NAJNOWSZE

  • PAP/Tytus Żmijewski

    Od 2027 roku karta DiLO na jedno kliknięcie

    Pacjent, który w 2027 roku pojawi się w przychodni POZ, w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej lub szpitalu z podejrzeniem lub rozpoznaniem nowotworu złośliwego, otrzyma kartę DiLO wyłącznie w formie elektronicznej. Dla pacjenta oznacza to dostęp do dokumentów medycznych – wyników badań, planu leczenia, terminów wizyt – w jednym miejscu: IKP lub aplikacji mojeIKP. Dla placówek to lepsza koordynacja i sprawniejszy przepływ informacji.

  • Ultradźwięki leczą

  • Krew w moczu? To może być rak pęcherza

  • Kiedy ból staje się chorobą

  • Płeć warunkuje, jak chorujemy

  • zdj.PAP/CJ GUNTHER

    W kosmosie szukamy rozwiązań na ziemskie problemy

    Usprawnienia, jakie stosujemy, aby człowiek mógł funkcjonować w kosmosie, mają przełożenie na to, jak usprawnić życie człowieka na Ziemi, np. urządzenia do ćwiczeń, które pozwalają astronautom ćwiczyć bardziej efektywnie można będzie wykorzystywać do rehabilitacji osób, które z powodów zdrowotnych były długo unieruchomione. Przykładów takich praktycznych zastosowań jest znacznie więcej – mówi dr Anna Fogtman biolożka, naukowczyni i specjalistka medycyny kosmicznej, w Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA odpowiedzialna za operacyjną ochronę astronautek i astronautów przed promieniowaniem kosmicznym.

  • Cukrzycowa choroba stóp na radarze – bezpłatne badania, by powstrzymać amputacje

  • Złamanie biodra szczególnie niebezpieczne u starszych osób

Serwisy ogólnodostępne PAP