Stres i wypalenie w cukrzycy
Autorka: Klaudia Torchała
Ekspertka: dr Katarzyna Cyranka
Diagnozie cukrzycy towarzyszy wiele emocji o zróżnicowanym natężeniu w zależności od osobowości pacjenta, jego sytuacji życiowej i rodzaju choroby. Od niedowierzania, szoku, zaprzeczenia, poczucia winy i złości na los, po adaptację. W tej drodze emocjonalnej pojawia się też stres. Jak sobie radzić w drodze z cukrzycą, by się nie wypalić — opowiada dr hab. n. med. Katarzyna Cyranka, kierownik Pracowni Psychodiabetologii Katedry Chorób Metabolicznych i adiunkt w Katedrze Psychiatrii, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie; przewodnicząca Sekcji Psychodiabetologii PTD.
Jakie emocje mogą towarzyszyć diagnozie cukrzycy?
Literatura naukowa opisuje proces adaptacji do sytuacji życiowych, które w sposób nagły i znaczący zmieniają dotychczasowe funkcjonowanie człowieka — jego role życiowe lub stan zdrowia. W ten sposób rozumiemy również moment rozpoznania choroby przewlekłej.
Reakcje emocjonalne na diagnozę mogą się jednak różnić w zależności od typu cukrzycy. Wpływ mają na to czynniki indywidualne, takie jak wcześniejsze doświadczenia związane z systemem ochrony zdrowia, dostępne zasoby osobiste, wsparcie ze strony bliskich czy aktualna sytuacja życiowa w momencie rozpoznania. Wszystko to kształtuje sposób, w jaki dana osoba przyjmuje informację o chorobie.
Najczęściej pierwszą reakcją jest niedowierzanie i szok. Może pojawić się również potrzeba upewnienia się co do diagnozy — niektórzy pacjenci konsultują się z innym lekarzem lub powtarzają badania. Tego rodzaju reakcje są zwykle silniejsze w cukrzycy typu 1, która najczęściej rozpoznawana jest nagle. W cukrzycy typu 2 proces ten bywa bardziej rozciągnięty w czasie — wcześniej pojawiają się zalecenia dotyczące zmiany stylu życia lub rozpoznanie stanu przedcukrzycowego. Z tego powodu sama diagnoza rzadko stanowi całkowite zaskoczenie.
W cukrzycy typu 1 często na początku mamy do czynienia z jej remisją, czyli wycofaniem objawów. To może nasilać sceptycyzm dotyczący diagnozy?
To tzw. honey moon period, czyli okres remisji. Zaraz po rozpoznaniu i rozpoczęciu insulinoterapii trzustka, mówiąc kolokwialnie, zaczyna zbierać siły i przez pewien czas wraca na tyle do produkcji własnej insuliny, że na jakiś okres wycofują się objawy kliniczne. Ten etap najczęściej pokrywa się z naturalnym okresem zaprzeczania chorobie. Trudno wtedy wytłumaczyć pacjentowi, że to remisja, a cukrzyca wróci. Często wtedy rodzice traktują diagnozę jako pomyłkę.
Potem następuje okres negocjacji. Pacjent próbuje negocjować z siłą wyższą, by choroba ustąpiła, a on w zamian stanie się lepszym człowiekiem. Pacjenci stosują często takie strategie. Na tym etapie u osób z cukrzycą typu 1 pojawia się często pretensja czy złość, np. do Boga, do losu, że oni nic takiego nie zrobili. W cukrzycy typu 2 pojawić może się poczucie winy, bo obarczający emocjonalnie przekaz społeczny bywa często taki, że to czynniki związane ze stylem życia do niej doprowadziły.
W cukrzycy typu 1 w fazach przystosowania dominuje raczej pytanie: „dlaczego to spotkało właśnie mnie?”, związane z nagłością i nieprzewidywalnością choroby. Natomiast w cukrzycy typu 2 proces adaptacji bywa bardziej złożony, ponieważ diagnoza często pojawia się po dłuższym okresie zmian metabolicznych i wymaga zmierzenia się z różnymi przekonaniami — własnymi i społecznymi — dotyczącymi przyczyn choroby.
Czy da się chorobę zaakceptować?
Po zaprzeczaniu, pretensjach, złości, poczuciu winy, a nawet depresji, pojawia się faza pełnej adaptacji, w której cukrzyca przestaje być centrum życia, a staje się tylko jego częścią. Na tym etapie staramy się zapobiegać glukocentrycznemu podejściu i rozwojowi stresu cukrzycowego. Uczymy się zasad leczenia, radzenia sobie z chorobą. Bardzo szybko staramy się wrócić do takiego funkcjonowania, w którym pacjent jest w stanie osadzić cukrzycę w szerszym kontekście swojego życia, ucząc się adekwatnie radzić sobie z wyzwaniami, które stawia w różnych sytuacjach. Każdy z nas ma różnorodne wyzwania życiowe czy rozwojowe, które wymagają określonej strategii działania i adekwatnego poradzenia sobie — cukrzyca jest jednym z nich. Im bardziej pacjent zaadaptuje się do sytuacji życia z cukrzycą w sposób optymalny, tym większa szansa na uzyskanie dobrej jakości życia, co ma znaczenie profilaktyczne dla rozwoju depresji, stresu cukrzycowego czy wypalenia cukrzycowego.
Pacjent często zadaje sobie pytanie, dlaczego zachorował?
Pacjent często zadaje sobie pytanie, dlaczego choroba pojawiła się właśnie u niego. Jest to pytanie naturalne, ale jednocześnie bardzo obciążające emocjonalnie, ponieważ rzadko prowadzi do jednoznacznej odpowiedzi. W pracy z pacjentem staramy się przesunąć uwagę z poszukiwania przyczyn na stopniowe odnajdywanie sposobów funkcjonowania z chorobą w codziennym życiu. To proces, który wymaga czasu, wsparcia i budowania poczucia wpływu, ale pozwala stopniowo odzyskiwać równowagę i poczucie ciągłości własnego życia.
Adaptacja to nie akceptacja?
Mamy trzy pojęcia w życiu z chorobą. Pierwsze z języka angielskiego to „compliance”, czyli przestrzeganie zasad leczenia. To bardziej techniczne podejście — przyjęcie zasad leczenia choroby — niż emocjonalna jej akceptacja. Drugie pojęcie to właśnie akceptacja na poziomie emocji — przyjęcie, że choroba jest, wymaga leczenia, może nieść ze sobą trudności, ryzyko, obciążenie, ale że jednocześnie można z nią funkcjonować, a nawet odnaleźć w funkcjonowaniu z nią obszary rozwojowe. W akceptacji nie chodzi o to, by chorobę idealizować, uznać za przyjaciółkę. Może w rzeczywistości nasilać trudne emocje, zamiast je łagodzić. Gdy chorobę zaakceptujemy, to możemy iść w kierunku adaptacji, czyli znalezienia dla niej miejsca. Chodzi o to, by nie była w centrum, nie przeszkadzała w realizacji zadań życiowych, ale też by jej nie negować, a żyć dalej w miarę normalnie, choć nie w ten sposób, jakbyśmy nie mieli diagnozy.
Istotne jest stopniowe budowanie świadomości choroby i uczenie się funkcjonowania zgodnie z zaleceniami medycznymi, przy jednoczesnym dopasowywaniu leczenia do realnych potrzeb codziennego życia. Dzięki rozwojowi nowoczesnych technologii coraz częściej możliwe jest dziś prowadzenie aktywnego i satysfakcjonującego życia mimo choroby.
Czy pomoc psychologiczna jest niezbędna, by przejść przez te fazy choroby bez większych szkód?
Człowiek funkcjonuje w relacjach i naturalnie korzysta z różnych form wsparcia. W początkowym okresie po diagnozie wiele osób, dysponując własnymi zasobami, wsparciem bliskich oraz rzetelną informacją medyczną, jest w stanie stopniowo zaadaptować się do życia z chorobą bez konieczności długoterminowej pomocy psychologicznej. Mimo to warto rozważyć przynajmniej jednorazową konsultację z psychologiem — jako formę wczesnego wsparcia i okazję do przyjrzenia się własnym reakcjom na diagnozę.
Dlaczego?
Ponieważ osoba po diagnozie nie zawsze ma pełną świadomość własnych zasobów i sposobów reagowania na trudne doświadczenia. Zdarza się, że pozornie funkcjonuje bardzo dobrze – szybko wraca do codziennych obowiązków, nie zgłasza trudnych emocji i sprawia wrażenie, jakby choroba nie wywołała większego poruszenia. Taki sposób radzenia sobie może jednak oznaczać, że emocje zostały chwilowo odsunięte, a potrzeba wsparcia ujawni się dopiero po pewnym czasie.
Celem konsultacji psychologicznej nie jest zakładanie rozwoju zaburzeń psychicznych, lecz stworzenie przestrzeni do lepszego rozpoznania sytuacji i własnych możliwości poradzenia sobie z nią. Warto również pamiętać, że u części osób z cukrzycą typu 1 moment ujawnienia choroby bywa poprzedzony silnym stresem — nie jako jego przyczyna, lecz jako czynnik, który mógł przyczynić się do jej manifestacji.
Czy słowa w chorobie mają znaczenie?
Ogromne. Kształtują obraz świata, siebie, wpływają na emocje, które się uruchamiają. W psychodiabetologii opracowuje się wytyczne dotyczące języka. Mówimy „osoba z cukrzycą”, a nie „cukrzyk”, bo przechodzimy z glukocentryczności i skupiamy się na tym, że osoba nie jest tylko chora, ale jest też przyjaciółką, mamą, sportowcem, wykładowcą. Ma inne wyzwania niż tylko chorobę. Choroba jej nie definiuje. Jeśli taka osoba jest w szpitalu czy przychodni, to staje się pacjentem z cukrzycą, ale jak z nich wychodzi znowu jest osobą z chorobą. Unikamy słowa „kontrola” cukrzycy. Ma negatywne skojarzenie. Mówimy raczej o „zarządzaniu” chorobą, „wartościach docelowych”, „celu”, a nie „wyrównaniu”. Tego też uczymy lekarzy, by nie było „przyjaźnienia się” lub „walki” z cukrzycą.
Czym jest wypalenie w chorobie?
W ubiegłym roku Europejskie Towarzystwo Diabetologiczne (EASD) opublikowało dokument poświęcony definicji i charakterystyce stresu cukrzycowego. Stres cukrzycowy dotyczy około 1/3 osób z cukrzycą. Oznacza on przewlekłe trudne emocje związane z cukrzycą. To, że się ktoś „wkurzy”, że sensor nie działa albo wkłucie się zablokowało, nie jest stresem cukrzycowym. To chwilowa reakcja na bieżącą sytuację. Jeżeli natomiast osoba z cukrzycą chodzi przez kilka tygodni w złości, lęku przed niedocukrzeniem czy powikłaniami, obawia się oceny lekarza lub partnera i ma poczucie, że cukrzyca zdominowała jej życie — to jest właśnie stres cukrzycowy.
Jak ograniczać ten stres?
Najlepiej zacząć od rozmowy z diabetologiem. Zastanowić się, dlaczego cukrzyca jest tak obciążająca, gdzie tkwi problem. Być może chodzi o otoczenie, które nie rozumie tej choroby, albo strach przed ponowną poważną hipoglikemią, jeśli miała miejsce. Jeżeli stres związany z cukrzycą nie zostanie odpowiednio zauważony i objęty opieką, może z czasem utrwalać się i wpływać nie tylko na samopoczucie emocjonalne, lecz także na codzienne funkcjonowanie. W takiej sytuacji osoba z cukrzycą może stopniowo tracić energię i motywację do podejmowania działań związanych z leczeniem — nie z braku odpowiedzialności, lecz z narastającego przeciążenia chorobą.
Ten etap określany jest jako wypalenie cukrzycowe i ma przede charakter emocjonalny i behawioralny (trudność z dbaniem o cukrzycę, zaniechanie leczenia). W jego przebiegu szczególnie istotna staje się współpraca zespołu terapeutycznego — diabetologa oraz psychodiabetologa. W części przypadków konieczne bywa również włączenie psychoterapii, a czasem farmakoterapii. Nieleczone wypalenie może z czasem prowadzić do rozwoju zaburzeń depresyjnych, lękowych lub innych trudności o charakterze klinicznym.
Czy osoby z cukrzycą dojrzewają szybciej?
W kontekście cukrzycy czasem pojawiają się określenia takie jak „osobowość cukrzycowa” czy „anielska”, kojarzona z większą dojrzałością i empatią. Jednak badania dotyczące funkcjonowania psychologicznego osób z cukrzycą nie potwierdzają istnienia jednego, charakterystycznego profilu osobowości.
Można natomiast zauważyć, że osoby, które dobrze zaadaptowały się do życia z chorobą i nie doświadczają nasilonego stresu cukrzycowego, często rozwijają określone kompetencje — na przykład większą uważność na sygnały płynące z ciała czy umiejętność szybkiego reagowania na jego potrzeby. Nie oznacza to jednak, że dojrzewają szybciej niż ich rówieśnicy.
Istnieje również druga strona tego doświadczenia. Gdy choroba przeżywana jest jako wydarzenie traumatyczne, a osoba nie otrzymuje wystarczającego wsparcia — szczególnie w sytuacji dużej zmienności glikemii — może to negatywnie wpływać na rozwój emocjonalny i społeczny. W takich przypadkach pojawia się tendencja do wycofywania się z życia czy unikania podejmowania ról rozwojowych. Warto jednak podkreślić, że trudności te wynikają nie z samej istoty choroby, lecz najczęściej z jej nieprawidłowego leczenia lub braku adekwatnego wsparcia. Odpowiednio prowadzona cukrzyca daje możliwość prawidłowego rozwoju i realizowania celów życiowych w każdym obszarze.
Jak wspierać osobę z cukrzycą?
Wsparcie osoby z cukrzycą zaczyna się od rzetelnej edukacji bliskich, ale równie ważna jest otwarta rozmowa o tym, czego dana osoba naprawdę potrzebuje. Intencje bywają dobre, jednak nie zawsze trafne — czasem nadmierna kontrola, ciągłe dopytywanie o poziom glukozy czy wyróżnianie dziecka z cukrzycą w codziennych sytuacjach, na przykład podczas urodzinowych spotkań, może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.
Dlatego tak istotne jest wspólne ustalanie granic i potrzeb. Wsparcie nie polega ani na ignorowaniu choroby, ani na podporządkowaniu jej całego życia, lecz na znalezieniu równowagi, w której cukrzyca jest obecna, ale nie staje się jego centrum.