W kosmosie szukamy rozwiązań na ziemskie problemy
Autorka: Monika Grzegorowska
Usprawnienia, jakie stosujemy, aby człowiek mógł funkcjonować w kosmosie, mają przełożenie na to, jak usprawnić życie człowieka na Ziemi, np. urządzenia do ćwiczeń, które pozwalają astronautom ćwiczyć bardziej efektywnie można będzie wykorzystywać do rehabilitacji osób, które z powodów zdrowotnych były długo unieruchomione. Przykładów takich praktycznych zastosowań jest znacznie więcej – mówi dr Anna Fogtman biolożka, naukowczyni i specjalistka medycyny kosmicznej, w Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA odpowiedzialna za operacyjną ochronę astronautek i astronautów przed promieniowaniem kosmicznym.
Dlaczego ludzi tak ciągnie w kosmos?
Chyba dlatego, że mają nadzieję na odkrycie innej, ciekawszej perspektywy. Mnie do lotów załogowych przyciąga złożoność tego problemu. Pochodzę z zaplecza akademickiego, ze świata nauki, gdzie rozwiązywanie problemów jest codziennością – a ten problem: jak bezpiecznie wysłać człowieka w kosmos – jest bardzo interesujący.
Badania naukowe i rozwój technologii kosmicznych są potężnym motorem postępu. Pozwalają nam lepiej zrozumieć funkcjonowanie ludzkiego organizmu i opracowywać rozwiązania, dzięki którym człowiek może bezpiecznie żyć i pracować w niezwykłym, ale jednocześnie nieprzyjaznym środowisku przestrzeni kosmicznej.
Dla mnie to bardzo ciekawe zagadnienie technologiczno-naukowe.
Oprócz tego sama eksploracja pozaziemskich światów ma metafizyczny wymiar, jest bardzo inspirująca, działa na wyobraźnię. Daje poczucie, że robi się coś wyjątkowego, do czego większość ludzi nie ma dostępu.
Jak wiedza, którą zdobywamy, latając w kosmos, przekłada się na nasze ziemskie życie?
Po pierwsze ciało człowieka, który przechodzi przez stres lotu kosmicznego, bardzo się zmienia. Dowiadujemy się, jakie są granice ludzkiego ciała w sensie fizjologicznym, jaka jest nasza wytrzymałość. Jest wiele analogii łączących stan nieważkości z sytuacjami, które znamy np. z ziemskich szpitali. Wpływ mikrograwitacji na ludzkie ciało wywołuje bowiem podobne zmiany jak te, których doświadczają obłożnie chorzy pacjenci po wielotygodniowym leżeniu w łóżku. To pozwala nam zgłębiać wiedzę o ludzkim organizmie, o tym jak ciało adaptuje się do różnych zmian środowiskowych, jak zapobiegać negatywnym konsekwencjom tych zmian.
Z drugiej strony usprawnienia, jakie stosujemy, aby człowiek mógł funkcjonować w kosmosie, mają przełożenie na to, jak usprawnić życie człowieka na Ziemi. Tę wiedzę wykorzystuje się np. w przypadku systemów do podtrzymywania życia, recyklingu wody, pomagania ludziom w środowiskach czy rejonach, do których trudno dotrzeć, np. na pustyniach czy w obszarach dotkniętych katastrofą. Technologie kosmiczne realnie zmieniają życie na Ziemi. Przykładem jest sprzęt medyczny projektowany na orbity – musi być lekki, mobilny, odporny na ekstremalne warunki i wyposażony w zaawansowaną telemetrię. Rozwijamy te rozwiązania również z myślą o tym, aby skutecznie nieść pomoc ludziom w najtrudniej dostępnych miejscach naszego globu.
Po trzecie, badania kosmosu przynoszą nam korzyści na dwóch poziomach. Z jednej strony pomagają odpowiadać na fundamentalne pytania o pochodzenie i ewolucję Wszechświata. Z drugiej - dostarczają wiedzy i narzędzi, dzięki którym możemy lepiej rozumieć procesy zachodzące na Ziemi. Na przykład satelity obserwacyjne pozwalają nam monitorować zmiany klimatu, śledzić rozwój suszy, obserwować zasięg powodzi czy oceniać ich skutki. A to zaledwie kilka przykładów praktycznych zastosowań technologii kosmicznych w naszym codziennym życiu.
Zawodowo zajmuje się pani zabezpieczaniem zdrowia astronautów przed szkodliwym wpływem promieniowania kosmicznego – zarówno na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), jak i podczas przyszłych misji w głębokim kosmosie. Co zrobić, żeby człowiek mógł bezpiecznie polecieć w kosmos i wrócić w zdrowiu?
Po pierwsze wybieramy odpowiednie profile fizjologiczne, czyli ludzi, którzy oprócz posiadania odpowiednich kompetencji intelektualnych i wykształcenia do tego, żeby pracować w kosmosie, są także zdrowsi niż średnia populacyjna. Środowisko kosmiczne generuje szereg poważnych wyzwań dla ludzkiego organizmu i obnaża wszelkie jego słabości. Tylko silne i zdrowe ciało jest w stanie poradzić sobie z zagrożeniami, jakie niesie za sobą misja w kosmosie.
Kolejny krok to przygotowanie. Kandydaci do lotu w kosmos przechodzą bardzo rygorystyczne szkolenie z zakresu wiedzy o budowie statku kosmicznego, tego, co będzie się działo z ich ciałem, ale też umiejętności praktycznych, np. jak się poruszać podczas spaceru kosmicznego. Dopiero z takim zapleczem wiedzy i doświadczenia mogą być wysłani na misję. Na orbicie czekają na nich skomplikowane zadania naukowo-technologiczne, ale też prozaiczna codzienność, jak sprzątanie i naprawianie systemów pokładowych, w tym toalet.
By w tej próżni stworzyć środowisko, w którym można żyć, potrzebne są im właśnie m.in. systemy podtrzymywania życia, odzyskiwania wody, generacji powietrza, utrzymywania temperatury. I mimo że staramy się robić wszystko, by zapobiegać chorobom i uszczerbkom na zdrowiu, ciało astronauty jest nadwyrężane, a organizm nie pozostaje na to obojętny. Zmienia się w zasadzie wszystko: na przykład układ krążenia przystosowuje się do warunków mikrograwitacji. Na Ziemi serce musi pracować przeciwko sile grawitacji, żeby zapewnić odpowiedni dopływ krwi do mózgu. W kosmosie to zadanie staje się łatwiejsze, a krew i inne płyny ustrojowe przemieszczają się w kierunku górnej części ciała. Organizm stopniowo się do tego przystosowuje, między innymi zmniejszając objętość krwi. Po powrocie na Ziemię układ krążenia musi więc na nowo nauczyć się funkcjonować w warunkach grawitacji. Dlatego niektórzy astronauci po lądowaniu doświadczają spadków ciśnienia podczas wstawania, zawrotów głowy, a nawet omdleń. Do tego dochodzi osłabienie mięśni i utrata masy kostnej, dlatego po dłuższych misjach astronauci przechodzą odpowiednio zaplanowaną rehabilitację.
Czy są jakieś zmiany, które się nie cofają po pobycie w kosmosie? Co wiemy o odległych skutkach dla zdrowia?
W kosmosie mogą również zachodzić niepokojące zmiany w strukturze gałki ocznej i nerwu wzrokowego. Zjawisko to nazywamy zespołem neurookularnym związanym z lotem kosmicznym, czyli SANS. Może ono prowadzić między innymi do obrzęku tarczy nerwu wzrokowego, spłaszczenia tylnej części gałki ocznej i pogorszenia ostrości widzenia. Wiemy, że ryzyko wystąpienia tych zmian wzrasta wraz z długością misji, ale wciąż badamy ich mechanizmy i długofalowe konsekwencje. Dlatego regularnie monitorujemy wzrok astronautów i poszukujemy skutecznych metod zapobiegania tym zmianom. Ogromne znaczenie ma również ekspozycja na promieniowanie jonizujące. Jego efekty nie są widoczne natychmiast – bywają odroczone w czasie i mogą ujawnić się w postaci nowotworów dopiero po wielu latach od zakończenia misji.
Dlatego tak ważne jest ograniczanie dawek promieniowania otrzymywanych przez astronautów w ciągu całej kariery. Dobry stan zdrowia przed misją jest oczywiście istotny, ale nie chroni przed biologicznymi skutkami napromienienia. Ryzyko zależy między innymi od otrzymanej dawki, wieku astronauty i indywidualnej wrażliwości organizmu na promieniowanie.
Jak długo trzeba się przygotowywać do tego, żeby można było polecieć w kosmos?
Po okresie selekcji, około roku trwa tak zwany trening podstawowy, podczas którego astronauci uczą się budowy stacji kosmicznej i zdobywają umiejętności językowe, np. jeżeli nie mówią po rosyjsku, to w zgodzie z zasadami programu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, uczą się rosyjskiego.
Po przypisaniu do konkretnej misji astronauci rozpoczynają specjalistyczne przygotowania, podczas których zdobywają i doskonalą umiejętności niezbędne do realizacji zaplanowanych zadań. W przypadku długotrwałych misji na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej taki trening trwa zazwyczaj od półtora roku do dwóch lat, choć jego długość zależy od charakteru misji, doświadczenia astronauty i zakresu powierzonych mu obowiązków.
Astronauci ćwiczą między innymi obsługę systemów statku i stacji kosmicznej, procedury awaryjne oraz realizację eksperymentów naukowych. Jeśli planowany jest spacer kosmiczny, przygotowują się do niego również w specjalnym basenie treningowym NASA, zwanym Neutral Buoyancy Laboratory. W warunkach zbliżonych do nieważkości ćwiczą tam konkretne zadania, które mogą wykonywać podczas wyjścia w przestrzeń kosmiczną, na przykład instalację nowego sprzętu, wymianę elementów konstrukcyjnych czy naprawę urządzeń znajdujących się na zewnątrz stacji. Wszystkie treningi przeplatane są badaniami medycznymi, które kandydaci do lotu w kosmos przechodzą wielokrotnie. To wszystko trwa wiele miesięcy.
A co z turystycznymi podróżami w kosmos? Jak się do nich przygotować?
Trudno oczekiwać, żeby turystyczne loty kosmiczne stały się w najbliższej przyszłości codziennością. Przede wszystkim są bardzo kosztowne, dlatego na razie pozostają dostępne dla niewielkiej grupy osób.
Warto jednak rozróżnić dwa rodzaje takich podróży. Pierwszy to loty suborbitalne, podczas których pojazd wznosi się na wysokość kilkudziesięciu lub ponad stu kilometrów, ale nie osiąga prędkości potrzebnej do wejścia na orbitę. Pasażerowie mogą przez kilka minut doświadczyć nieważkości, zobaczyć krzywiznę Ziemi i czerń kosmosu, po czym wracają na powierzchnię naszej planety. Drugi rodzaj to znacznie bardziej złożone i kosztowne misje orbitalne, podczas których uczestnicy mogą spędzić w kosmosie kilka dni, a nawet dłużej.
Przygotowanie do takich lotów zależy od ich charakteru. W przypadku krótkich lotów suborbitalnych szkolenie może trwać zaledwie kilka dni i koncentruje się przede wszystkim na bezpieczeństwie, procedurach awaryjnych oraz zachowaniu podczas startu, nieważkości i lądowania. Misje orbitalne wymagają znacznie bardziej rozbudowanych przygotowań, szczególnie jeśli uczestnicy mają wykonywać eksperymenty lub obsługiwać systemy statku kosmicznego.
Nie oznacza to jednak, że krótkie loty nie mogą mieć wartości naukowej. Nawet podczas misji suborbitalnych można prowadzić eksperymenty, choć czas dostępny na badania jest bardzo ograniczony. Natomiast komercyjne misje orbitalne mogą realizować naprawdę ambitne programy naukowe i technologiczne.
Myślę, że rozwój komercyjnych lotów kosmicznych jest interesujący nie tylko z perspektywy turystyki, ale przede wszystkim dlatego, że może otwierać dostęp do przestrzeni kosmicznej nowym grupom ludzi, instytucjom i zespołom badawczym. Po drugie, im dłużej przebywamy w przestrzeni kosmicznej, tym dłużej jesteśmy narażeni na działanie czynników, które mogą negatywnie wpływać na nasze zdrowie.
Dotychczas w długotrwałych misjach uczestniczyły przede wszystkim osoby przechodzące bardzo rygorystyczną selekcję medyczną. Wraz z rozwojem komercyjnych lotów kosmicznych w kosmos będą jednak latać ludzie o coraz bardziej zróżnicowanym stanie zdrowia. Nie oznacza to, że muszą u nich wystąpić poważne problemy zdrowotne, ale niektóre istniejące wcześniej schorzenia mogą zwiększać ryzyko powikłań. Dotyczy to między innymi chorób układu krążenia, ponieważ lot kosmiczny wiąże się z istotnymi zmianami w jego funkcjonowaniu. Dlatego tak ważna jest indywidualna ocena ryzyka medycznego, uwzględniająca zarówno stan zdrowia uczestnika, jak i czas trwania oraz charakter misji.
I po trzecie olbrzymi koszt takich podróży – nie wydaje się, żeby te loty stały się dostępne finansowo dla przeciętnego Kowalskiego.
Czy pani marzy o takim locie?
Oczywiście. Myślę, że większość osób pracujących w agencji kosmicznej marzy o tym, żeby kiedyś zobaczyć Ziemię z perspektywy kosmosu. Mam niestety pełną świadomość tego, że dzisiaj dla mnie to jest fantazja, która prawdopodobnie pozostanie w strefie marzeń, ale fajnie jest o tym myśleć.
Branża kosmiczna wciąż bywa postrzegana jako środowisko zdominowane przez mężczyzn, a jak jest w rzeczywistości – płeć przestaje mieć znaczenie, czy to wciąż męski świat?
Chciałabym móc powiedzieć, że płeć nie ma już znaczenia. I choć w ostatnich latach wiele zmieniło się na lepsze, myślę, że sektor kosmiczny mierzy się z podobnymi wyzwaniami jak inne dziedziny nauki i technologii, które historycznie były zdominowane przez mężczyzn. Kobiety są dziś coraz bardziej widoczne, również na stanowiskach eksperckich i kierowniczych, ale nie oznacza to, że wszystkie bariery już zniknęły. To zresztą nie jest problem specyficzny dla branży kosmicznej, lecz część szerszych przemian społecznych, które wciąż zachodzą.
Jak więc to się stało, że zainteresowała się pani tą dziedziną i jak z pani perspektywy wygląda dziś rola kobiet w sektorze kosmicznym?
Znalazłam się tutaj dlatego, że od bardzo dawna interesowałam się tą tematyką i loty załogowe były dla mnie źródłem inspiracji, mimo że niewiele o nich wiedziałam. Przez bardzo długi czas nie zdawałam sobie sprawy, że w ogóle może znaleźć się tam miejsce dla kogoś takiego jak ja. Wcześniej nie miałam nawet świadomości, że istnieje taka dziedzina jak medycyna kosmiczna – a to przecież niezwykle interdyscyplinarny obszar.
Kiedy zobaczyłam ogłoszenie o rekrutacji w Europejskiej Agencji Kosmicznej, postanowiłam spróbować. Przeszłam przez wymagający proces selekcji, w którym uczestniczyli kandydaci z całej Europy, i ostatecznie otrzymałam propozycję współpracy.
Jeśli chodzi o rolę kobiet, widzę wiele pozytywnych zmian, ale również wyzwania, które dobrze znałam już z wcześniejszych etapów swojej kariery naukowej. Mam wrażenie, że kobiety wciąż bywają oceniane według nieco innych standardów, a ich błędy czasami są bardziej zauważane niż podobne potknięcia mężczyzn. Oczywiście nie jest to regułą ani doświadczeniem każdej kobiety, ale takie mechanizmy nadal można zaobserwować.
Myślę też, że duże znaczenie mają nieformalne sieci kontaktów i wzajemnego wsparcia. Ludzie naturalnie częściej otaczają się osobami, z którymi łatwo im się utożsamić, które mają podobne doświadczenia czy sposób myślenia. W środowiskach zdominowanych przez mężczyzn może to nieświadomie prowadzić do sytuacji, w których kobietom trudniej jest przebić się ze swoimi pomysłami, zabrać głos w dyskusji czy uzyskać taką samą widoczność. Nie musi za tym stać zła wola, ale konsekwencje bywają bardzo realne.
Dlatego uważam, że tak ważne jest świadome tworzenie przestrzeni, w której każdy ma szansę zostać wysłuchany i doceniony za swoje kompetencje. Ogromną rolę odgrywają tu również mentoring i wzajemne wsparcie. Sama wiem, jak wiele może zmienić obecność kogoś, kto dostrzeże nasz potencjał i da nam szansę.
Czy lot Polaka na Międzynarodową Stację Kosmiczną faktycznie wzmocnił naszą pozycję w globalnym kosmicznym biznesie?
Zdecydowanie! Uważam, że misja IGNIS była bardzo ważnym krokiem dla rozwoju polskiego sektora kosmicznego. Jedną z jej największych wartości było umożliwienie polskim firmom i zespołom naukowym przeprowadzenia własnych eksperymentów na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. To wyjątkowa okazja, nie tylko do sprawdzenia technologii w rzeczywistych warunkach lotu kosmicznego, ale również do zdobycia doświadczenia w przygotowywaniu i realizacji takich projektów. W branży kosmicznej ogromne znaczenie ma tzw. flight heritage, czyli udokumentowane doświadczenie związane z wykorzystaniem danej technologii w przestrzeni kosmicznej. Jest ono ważnym argumentem w rozmowach z potencjalnymi partnerami i klientami oraz może zwiększać konkurencyjność firm ubiegających się o kolejne kontrakty. Polska miała już wcześniej osiągnięcia w tej dziedzinie, ale misja IGNIS pozwoliła rozszerzyć te kompetencje, szczególnie w obszarze eksperymentów prowadzonych na pokładzie stacji załogowej.
Miałam okazję uczestniczyć w ocenie propozycji eksperymentów naukowych i technologicznych zgłaszanych przez zespoły z różnych krajów. To doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że polskie zespoły mają bardzo duży potencjał i potrafią proponować rozwiązania na wysokim poziomie. Nie każdy taki eksperyment musi prowadzić do przełomowego odkrycia naukowego. Często równie ważne jest sprawdzenie nowej technologii, zdobycie kompetencji i zbudowanie relacji, które mogą zaowocować kolejnymi projektami. Z tej perspektywy misja IGNIS miała dla Polski znaczenie znacznie wykraczające poza sam lot astronauty.
Uważam również, że warto wykorzystać zdobyte doświadczenie i zastanowić się nad kolejnymi możliwościami realizacji polskich eksperymentów na orbicie. Podczas przygotowań do misji zgłoszono wiele interesujących projektów, a ograniczony czas pobytu na stacji i dostępne zasoby nie pozwoliły na realizację wszystkich propozycji. Ten potencjał warto dalej rozwijać.
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna zbliża się do końca swojego okresu eksploatacji, obecnie planowanego na 2030 rok. To oznacza, że możliwości przeprowadzenia kolejnych eksperymentów na jej pokładzie są ograniczone w czasie.
W dłuższej perspektywie ważne będzie także przygotowanie polskiego sektora do korzystania z nowych, komercyjnych stacji orbitalnych. Najważniejsze, moim zdaniem, jest to, żeby doświadczenie zdobyte podczas misji IGNIS nie pozostało jednorazowym sukcesem, ale stało się fundamentem dalszego, systematycznego rozwoju polskich kompetencji kosmicznych.
Jakie ciekawe medyczne projekty są w tej chwili prowadzone?
Jest ich bardzo dużo, ponieważ przygotowania do kolejnych misji księżycowych stawiają przed medycyną kosmiczną nowe wyzwania.
Jednym z interesujących zagadnień jest choroba dekompresyjna, czyli problem dobrze znany również nurkom. Astronauci podczas spacerów kosmicznych pracują w skafandrach, w których panuje znacznie niższe ciśnienie niż wewnątrz stacji kosmicznej czy statku. Taka zmiana ciśnienia może powodować powstawanie pęcherzyków gazu w organizmie, dlatego przed wyjściem w przestrzeń kosmiczną stosuje się specjalne procedury przygotowawcze, które ograniczają to ryzyko.
W kontekście przyszłych misji księżycowych badamy również, jakie znaczenie mogą mieć pewne indywidualne cechy anatomiczne, na przykład przetrwały otwór owalny w sercu. Jest to niewielkie połączenie między przedsionkami, które występuje u części zdrowych osób i zazwyczaj nie powoduje żadnych objawów. W określonych warunkach może jednak umożliwić przedostanie się pęcherzyków gazu z krążenia żylnego do tętniczego, co potencjalnie może prowadzić do poważnych powikłań. Wciąż staramy się lepiej zrozumieć skalę tego ryzyka i opracować odpowiednie środki zapobiegawcze.
Innym ważnym obszarem badań są odległe skutki narażenia na promieniowanie kosmiczne, w tym zaćma. Promieniowanie jonizujące może powodować zmiany w soczewce oka, które przez długi czas pozostają niezauważalne. Dlatego naukowcy badają zarówno czynniki ryzyka, jak i nowe metody diagnostyczne pozwalające wykrywać i ilościowo oceniać bardzo wczesne zmiany w soczewce.
Dużo uwagi poświęcamy również układowi krążenia, w tym ryzyku powstawania zakrzepów. Kilka lat temu u jednego z astronautów przebywających na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej wykryto zakrzep w żyle szyjnej. Było to ważne odkrycie, które pokazało, że zmiany przepływu krwi w mikrograwitacji mogą mieć konsekwencje, których wcześniej nie uwzględnialiśmy w wystarczającym stopniu. Obecnie badamy mechanizmy tych zmian i sposoby ograniczania związanego z nimi ryzyka.
Wiele prowadzonych badań dotyczy także ochrony mięśni i kości. Pracujemy nad nowymi urządzeniami i metodami treningowymi, które pozwoliłyby astronautom skuteczniej przeciwdziałać skutkom mikrograwitacji, a jednocześnie ograniczyć czas potrzebny na ćwiczenia. To szczególnie ważne podczas przyszłych misji eksploracyjnych, w których przestrzeń, masa sprzętu i czas załogi będą bardzo ograniczone.
Co ciekawe, część tych badań może znaleźć zastosowanie również na Ziemi, na przykład w rehabilitacji osób po długotrwałym unieruchomieniu, w profilaktyce utraty masy mięśniowej czy w rozwoju nowych metod diagnostycznych.
Kosmos wydaje się środowiskiem zupełnie odmiennym od ziemskiego, ale problemy fizjologiczne, które tam badamy, często mają wiele wspólnego z tymi, z którymi medycyna mierzy się na co dzień.
Proszę na koniec powiedzieć parę słów o książce, którą pani napisała. Lada moment trafi do księgarni.
To książka przede wszystkim o ludziach, którzy pracują tu, na Ziemi, żeby astronauci mogli bezpiecznie latać w kosmos. Zależało mi na tym, żeby opowiedzieć historię lotów załogowych z nieco innej perspektywy. O astronautach pisze się bardzo dużo, natomiast znacznie mniej uwagi poświęca się ludziom, bez których żadna misja nie mogłaby się odbyć.
Oczywiście astronauci również pojawiają się w mojej książce. To osoby o wyjątkowych kompetencjach, wykonujące niezwykle wymagający zawód. Chciałam jednak pokazać ich także od bardziej ludzkiej strony. Nie są superbohaterami, lecz ludźmi, którzy mimo doskonałego przygotowania mają swoje ograniczenia, popełniają błędy i potrzebują wsparcia innych. Sukces każdej misji załogowej jest wynikiem współpracy setek, a często tysięcy specjalistów na Ziemi. Chciałam pokazać, jak złożonym przedsięwzięciem jest wysłanie człowieka w kosmos i jak ogromnej wiedzy, doświadczenia oraz pracy zespołowej to wymaga.
Jest też drugi powód, dla którego napisałam tę książkę. Loty kosmiczne i kariery astronautów są niezwykle inspirujące, ale przecież nie każdy z nas może zostać astronautą. Chciałam pokazać, że nie trzeba samemu lecieć w kosmos, żeby mieć udział w jego eksploracji. Sektor kosmiczny potrzebuje nie tylko inżynierów, lekarzy czy naukowców, ale również prawników, ekonomistów, architektów, specjalistów od komunikacji, a nawet artystów. Jest tu miejsce dla ludzi o bardzo różnych kompetencjach i zainteresowaniach.
Mam nadzieję, że moja książka pozwoli czytelnikom zajrzeć za kulisy lotów kosmicznych, poznać ludzi, którzy je umożliwiają, i być może odkryć, że również dla nich jest w tym świecie miejsce.
Co podpowiedziałaby pani osobom, które właśnie pomyślały, żeby aplikować do pracy w agencji kosmicznej?
Przede wszystkim zachęcałabym, żeby po prostu spróbować. Sama przez wiele lat nie zdawałam sobie sprawy, że z moim wykształceniem i doświadczeniem mogłabym znaleźć miejsce w sektorze kosmicznym.
Europejska Agencja Kosmiczna ma własną stronę internetową poświęconą karierze, na której regularnie pojawiają się oferty pracy, również dla osób na początku drogi zawodowej. Warto jednak wiedzieć, że bezpośrednie zatrudnienie w ESA nie jest jedyną możliwością. Bardzo wielu specjalistów pracuje przy projektach agencji jako pracownicy firm zewnętrznych, które świadczą usługi na jej rzecz lub realizują kontrakty kosmiczne. Sama również odbywałam swoją przygodę z ESA jako pracownica zewnętrznego podmiotu. To dobra droga do zdobycia doświadczenia i poznania sektora od środka.
Warto więc śledzić nie tylko oferty ESA, ale również ogłoszenia firm współpracujących z agencją. Istnieją także programy stażowe, stypendia badawcze i inne możliwości współpracy dla naukowców oraz młodych specjalistów.
I przede wszystkim nie należy zakładać, że sektor kosmiczny jest zarezerwowany wyłącznie dla inżynierów i programistów. Oczywiście kompetencje techniczne odgrywają w nim ogromną rolę, ale przy realizacji tak złożonych przedsięwzięć potrzebni są ludzie reprezentujący bardzo różne dziedziny.
Moja rada jest więc prosta: nie dyskwalifikujcie się sami, zanim jeszcze spróbujecie. Czasami najtrudniejsze jest po prostu wyobrażenie sobie, że w takim miejscu może być również przestrzeń dla nas.