Czego nie wiemy o ludzkiej krwi
Autorka: Luiza Łuniewska
Grupy krwi wydają się jedną z najbardziej podstawowych informacji medycznych. A jednak najnowsze odkrycia pokazują, że wiemy o nich znacznie mniej, niż sądziliśmy. Oficjalne uznanie nowej grupy krwi otwiera nowy rozdział w transfuzjologii i stawia pytania o to, ile jeszcze podobnych biologicznych wyjątków pozostaje niewykrytych.
Przez dekady wydawało się, że ludzka krew jest jednym z najlepiej poznanych obszarów medycyny. Od chwili, gdy Karl Landsteiner na początku XX wieku opisał układ AB0, a kilka lat później odkryto czynnik Rh, system grup krwi stał się fundamentem nowoczesnej transfuzjologii. To dzięki niemu możliwe są bezpieczne operacje, leczenie urazów i ratowanie życia w sytuacjach nagłych. A jednak w XXI wieku, w epoce sekwencjonowania genomu i medycyny precyzyjnej, nauka po raz kolejny została zmuszona do korekty tej pozornej pewności. Ostatnie lata przyniosły odkrycie nowej grupy krwi, a wraz z nim świadomość, że katalog ludzkich antygenów krwinkowych wciąż nie jest zamknięty.
Czym jest Gwada-negative?
Punktem zwrotnym była historia pacjentki z Gwadelupy, której krew od kilkunastu lat pozostawała zagadką dla lekarzy. Podczas rutynowych badań przed planowanym zabiegiem zauważono, że jej surowica reaguje w sposób niezgodny z żadnym znanym układem grupowym. Przez długi czas brakowało narzędzi, by wyjaśnić tę anomalię. Dopiero rozwój zaawansowanych metod genetycznych pozwolił badaczom zajrzeć głębiej – nie tylko w strukturę białek na powierzchni czerwonych krwinek, lecz także w zapis genetyczny, który je koduje.
Kluczowe okazały się badania prowadzone przez francuski zespół z Établissement Français du Sang, we współpracy z ekspertami zrzeszonymi wokół International Society of Blood Transfusion. Analiza całego genomu wykazała mutację w genie odpowiedzialnym za zakotwiczenie określonego antygenu w błonie krwinki czerwonej. Antygen ten – obecny praktycznie u wszystkich dotychczas przebadanych ludzi – u tej pacjentki nie występował w ogóle. Oznaczało to, że jej układ odpornościowy mógłby zareagować gwałtownie na każdą „standardową” krew dawcy.
Gdy w 2025 roku wyniki zostały potwierdzone, The International Society of Blood Transfusion (ISBT) oficjalnie uznało nowy układ grup krwi, włączając go do międzynarodowej klasyfikacji jako 48. system. W przestrzeni medialnej zaczęto mówić o fenotypie „Gwada-negative”, nawiązując do pochodzenia pacjentki.
Warto w tym miejscu uporządkować pojęcia, bo w potocznym rozumieniu „grupa krwi” niemal zawsze sprowadza się do układu AB0 i czynnika Rh. Tymczasem są to jedynie dwa najbardziej znane i klinicznie najczęściej wykorzystywane elementy znacznie większej całości. Współczesna hematologia posługuje się pojęciem systemów grup krwi, czyli zestawów antygenów obecnych na powierzchni czerwonych krwinek, które są kodowane przez określone geny i dziedziczone według ustalonych reguł.
Obecnie oficjalnie uznanych jest 48 takich systemów, obejmujących łącznie ponad 600 różnych antygenów krwinkowych. Oprócz AB0 i Rh należą do nich m.in. systemy Kell, Duffy, Kidd, MNS czy Lutheran, z których każdy może mieć znaczenie kliniczne w określonych sytuacjach, zwłaszcza u pacjentów po wielokrotnych transfuzjach, kobiet w ciąży lub osób z rzadkimi fenotypami genetycznymi.
Co istotne, nowy system grup krwi nie powstaje przez „dodanie kolejnej literki”, lecz wówczas, gdy naukowcy udowodnią istnienie odrębnego mechanizmu genetycznego, stabilnej ekspresji antygenu i jego realnego znaczenia immunologicznego. To właśnie dlatego odkrycie nowej grupy krwi jest wydarzeniem rzadkim — i dlatego każdy taki przypadek zmienia nie tylko klasyfikację, lecz także nasze rozumienie biologii krwi jako takiej.
Genetyka ujawnia tajemnice krwi
Dla świata nauki było to wydarzenie porównywalne z odkryciami sprzed kilkudziesięciu lat – dowód, że nawet tak fundamentalne obszary medycyny wciąż mogą kryć białe plamy. Eksperci podkreślali, że odkrycie to jest przede wszystkim dowodem na to, jak dynamicznie rozwijają się technologie genomiczne i ich zastosowania w medycynie.
„To doskonały przykład, jak sekwencjonowanie całego genomu może rozwiązywać medyczne tajemnice, które wcześniej wydawały się nie do rozwikłania — i jednocześnie jak dużo jeszcze nie wiemy o ludzkiej krwi i jej wariantach” — komentował w jednym z wywiadów hematolożka prof. Janejira Kittivorapart z Uniwersytetu Mahidol w Tajlandii, która badała niezwykle rzadkie fenotypy krwi.
Klasyczna serologia przestaje wystarczać tam, gdzie w grę wchodzą ultrarzadkie warianty genetyczne. Dopiero połączenie testów immunologicznych z sekwencjonowaniem DNA pozwala dziś w pełni zrozumieć, dlaczego u niektórych pacjentów dochodziło do niewyjaśnionych reakcji poprzetoczeniowych albo problemów w ciąży.
Nowa grupa krwi skierowała uwagę badaczy na inne, znane już wcześniej anomalie, które od lat funkcjonowały na pograniczu oficjalnej klasyfikacji. Jednym z najlepiej opisanych przykładów jest niezwykle rzadki fenotyp określany jako B(A). W tym przypadku osoby klasyfikowane rutynowo jako grupa B wykazują śladową ekspresję antygenu A. Zjawisko to obserwowano sporadycznie, głównie w Azji Południowo-Wschodniej, i przez lata traktowano jako ciekawostkę serologiczną. Dopiero badania populacyjne obejmujące setki tysięcy próbek pokazały, jak wyjątkowo rzadki jest to wariant i jak łatwo może zostać przeoczony w standardowej diagnostyce.
Choć fenotyp B(A) nie został uznany za osobny system grup krwi, jego istnienie ma realne znaczenie kliniczne. W określonych warunkach może prowadzić do niejednoznacznych wyników typowania, a w skrajnych przypadkach do błędów przy transfuzji. To właśnie takie przykłady sprawiają, że środowisko naukowe coraz głośniej mówi o potrzebie rozszerzenia rutynowych badań krwi o elementy genetyczne – przynajmniej u pacjentów, u których występują nietypowe reakcje immunologiczne.
Jeszcze inną kategorię stanowią antygeny, które od dawna były znane klinicystom, lecz dopiero niedawno udało się ustalić ich molekularne „pochodzenie”. W 2024 roku zespół badaczy związanych z NHS Blood and Transplant oraz Uniwersytetem w Bristolu wykazał, że jeden z tajemniczych antygenów krwinkowych, oznaczany jako AnWj, jest powiązany z białkiem kodowanym przez gen MAL. Przez ponad trzy dekady lekarze wiedzieli, że brak tego antygenu może powodować poważne problemy przy transfuzjach, ale nie byli w stanie wyjaśnić mechanizmu zjawiska. Dopiero identyfikacja genetycznej podstawy otworzyła drogę do dyskusji o wyodrębnieniu kolejnego systemu grup krwi.
Będa kolejne grupy krwi?
Na razie układ MAL/AnWj pozostaje w fazie intensywnych badań i nie został formalnie wpisany na listę ISBT. To jednak typowy etap przejściowy. Historia nowych grup krwi pokazuje, że droga od pierwszego opisu przypadku do oficjalnego uznania bywa długa i wymaga spełnienia rygorystycznych kryteriów. Konieczne jest potwierdzenie, że dany antygen jest dziedziczony w określony sposób, ma jasno zdefiniowaną podstawę genetyczną i – co kluczowe – istotne znaczenie kliniczne.
W tym sensie odkrycie nowej grupy krwi nie jest jednorazową sensacją, lecz elementem większego procesu. Medycyna stopniowo przechodzi od uproszczonego postrzegania krwi przez pryzmat kilku liter i znaku plus lub minus do znacznie bardziej złożonej mapy różnic biologicznych. Już dziś wiadomo, że liczba znanych antygenów krwinkowych przekracza sześćset, a wiele z nich może w określonych sytuacjach wpływać na ryzyko reakcji immunologicznych, chorób naczyniowych czy powikłań położniczych.
Badacze zwracają uwagę, że rozwój wiedzy o rzadkich grupach krwi ma również wymiar organizacyjny. Banki krwi na całym świecie zaczynają tworzyć międzynarodowe rejestry dawców o nietypowych fenotypach, tak aby w razie potrzeby możliwe było szybkie znalezienie zgodnej krwi. W przypadku osób takich jak pacjentka z fenotypem Gwada-negative stawką jest bowiem nie tylko bezpieczeństwo, lecz wprost możliwość przeprowadzenia ratującej życie transfuzji.