Ciepłe posiłki w szkole wciąż nie dla dzieci z celiakią
Autorka: Monika Grzegorowska
Radość rodzin, w których dzieci wymagają specjalistycznego żywienia, była przedwczesna: Sejm odrzucił projekt ustawy, który miał realnie poprawić sytuację dzieci z chorobami dietozależnymi (m.in. celiakią) w żłobkach, przedszkolach i szkołach.
Problem dotyczy tysięcy rodzin – szacuje się, że aż 8 proc. dzieci w Polsce (to prawie pół miliona) cierpi na różne schorzenia, w tym choroby dietozależne, które wymagają ścisłego przestrzegania specjalistycznych diet. W tej grupie znajduje się ponad 51 tysięcy dzieci z celiakią – przewlekłą chorobą autoimmunologiczną, w której dieta bezglutenowa jest jedyną formą leczenia.
– Nie jest to kwestia mody ani preferencji; to warunek zdrowia, a często wręcz bezpieczeństwa życia. Tymczasem w placówkach oświatowych dzieci te nadal nie mają dostępu do bezpiecznego, ciepłego posiłku i pozostają poza systemowym wsparciem – mówi Małgorzata Źródlak, prezeska Polskiego Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej.
Wykluczone i niezadbane – sytuacja dzieci z celiakią
Sytuację miały poprawić zmiany w Ustawie o opiece nad dziećmi do lat 3 oraz w Ustawie – Prawo Oświatowe. 21 stycznia 2026 r. odbyło się drugie spotkanie połączonych komisji sejmowych (Komisji ds. Dzieci i Młodzieży oraz Komisji Polityki Społecznej i Rodziny), które miały za zadanie zdecydować o dalszych losach projektu. Choć wszyscy deklarują zgodę co do idei ustawy (roboczo nazywanej „posiłkową”) – wszystkim zależy, aby dzieci w placówkach edukacyjnych miały dostęp do posiłku dostosowanego do ich potrzeb zdrowotnych – według posłów i urzędników projekt wciąż wymaga poprawek.
Tymczasem problem braku właściwego żywienia dzieci pozostaje nierozwiązany.
Jak wynika z danych zebranych przez Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej blisko 90 proc. proc. dzieci z celiakią w polskich placówkach edukacyjnych nie otrzymuje ciepłych posiłków.
– To oznacza, że te dzieci często nie jedzą ciepłego posiłku przez wiele godzin, czasem samotnie jedzą swoje kanapki, podczas gdy ich koledzy są na obiedzie w stołówce. To nie tylko problem żywieniowy; to wykluczenie społeczne, stres, poczucie inności i realne zagrożenie zdrowia – mówi Małgorzata Źródlak.
W obecnym systemie to rodzice przejmują pełną odpowiedzialność za żywienie dziecka w placówkach – często kosztem pracy zawodowej, zdrowia psychicznego i stabilności finansowej.
– Muszę zapewnić cztery posiłki dziennie, w tym dwudaniowy obiad, bo kuchnia nie będzie gotować osobno. Mam gotować w czasie pracy i dostarczać jedzenie godzinę przed obiadem. Płacę wysokie czesne, a moje dziecko jest traktowane jak odrzutek – żali się jedna z matek.
– Brak możliwości zapewnienia bezglutenowego wyżywienia na obozie językowym wyeliminował mojego syna z wyjazdu, który był nagrodą za wygrany konkurs – dodaje druga.
Bezpieczne żywienie wcale nie jest trudne
Dzieci uczą się w praktyce, że są „problemem organizacyjnym”, że zapewnienie im posiłku, który będzie odpowiedni i bezpieczny w związku z ich chorobą, jest za drogie lub zbyt skomplikowane. Muszą przynosić własne jedzenie, tłumaczyć się rówieśnikom. W wielu placówkach brakuje przeszkolonego personelu, procedur zapobiegających zanieczyszczeniu posiłków glutenem oraz elementarnej wiedzy, że gluten w diecie dziecka z celiakią to nie drobiazg, lecz zagrożenie zdrowia.
– Dzieci z celiakią i innymi chorobami dietozależnymi nie domagają się przywilejów. Domagają się równego traktowania i możliwości zjedzenia bezpiecznego dla nich ciepłego posiłku razem z rówieśnikami – apeluje Małgorzata Źródlak. – Niechęci do zajęcia się potrzebami tej grupy dzieci nie można tłumaczyć brakiem pieniędzy. Mamy świetne przykłady placówek, w których dzieci z celiakią są bezpiecznie żywione, szkolimy kuchnie szkolne i przedszkolne od lat. I wiemy, że kluczem do bezpiecznej kuchni wcale nie są milionowe nakłady, ale chęci, otwarta głowa oraz empatia, czego czasem brakuje rządzącym - dodaje.