Co się dzieje z ciałem zanurzonym w wodzie

Wodolecznictwo przeżywa renesans i jest stosowane w różnych dolegliwościach – od schorzeń skóry po depresję. Zanurzeniu w wodzie towarzyszyć może zarówno ukojenie, jak i szok czy euforia. Duże znaczenie dla zdrowia mają przy tym zawarte w wodzie sole i drobnoustroje. Warto o tym pamiętać, nim zdecydujemy się na kąpiel w morzu czy strumieniu.

Już w pierwszych sekundach, kiedy zanurzamy się po kark, serce doświadcza ulgi, jakiej nie zazna na lądzie. Dodatkowe półtora litra krwi wraca z kończyn do klatki piersiowej, dzięki czemu z każdym skurczem pompuje jej więcej, a tętno zwalnia. To zjawisko – opisane m.in. przez zespół Ángela Lucasa-Cuevasa, który porównywał kąpiele w wodzie słonej i słodkiej – tłumaczy, dlaczego po długiej sesji w jacuzzi częściej odwiedzamy toaletę: nerki odczytują ten wzrost objętości jako sygnał do pozbycia się nadmiaru płynu. Jednocześnie woda, niczym uciskowa pończocha, zmniejsza obrzęki w kostkach i kolanach. Następuje zatem naturalny drenaż limfatyczny bez maszyn i farmakologii.

Gorąca kąpiel – kontrolowana gorączka

Przy 38–40 st. C układ krążenia przełącza się w tryb tropikalny: naczynia skóry rozszerzają się, ciśnienie spada, mięśnie rozluźniają. Ciepło dociera też do rdzenia ciała – w badaniach Tsuchiyi wystarczył dziesięciominutowy pobyt w gorącej wodzie morskiej, by liczba limfocytów cytotoksycznych wzrosła natychmiast po wyjściu z wody. Autorzy porównali rezultat do kontrolowanego „mini-gorączkowania”: krótkotrwały wzrost temperatury stymuluje układ odpornościowy, jednocześnie uruchamiając endorfiny i oksytocynę, czyli neurohormonalny koktajl kojarzony z poczuciem bezpieczeństwa i sennością. Nic dziwnego, że specjaliści polecają gorącą kąpiel godzinę przed pójściem do łóżka. Gdy wychłodzimy się po wyjściu, spadek temperatury sygnalizuje mózgowi, że nadszedł czas na nocny reset.

Morsowanie – szok i euforia

Na drugim biegunie leży skok do lodowatej wody, kuszący zwłaszcza w upalne dni. „60 procent zgonów w zimnej wodzie zdarza się w pierwszej minucie. Zamieniamy tropikalne zwierzę w stworzenie arktyczne – to nie może być bezpieczne” – ostrzega na łamach „The Guardian” prof. Mike Tipton z University of Portsmouth, specjalista od fizjologii ekstremalnych środowisk. 
Gwałtowny wdech, tachykardia i skurcz naczyń to tzw. odruch zimnego szoku. Jednocześnie wyrzut noradrenaliny potrafi sięgnąć pięcio-sześciokrotności poziomu spoczynkowego, co niektórzy opisują jako „pierwszy etap odlotu”. Efekt euforii może utrzymywać się godzinami, ale fizjolodzy podkreślają, że potencjalne zyski – jak poprawa tolerancji bólu czy lepszy nastrój – pojawiają się już po 90–120 sekundach. Dłużej znaczy ryzykowniej. „Jeśli korzyści istnieją, kumulują się w pierwszych minutach” – podkreśla Tipton.

Adaptacja zamiast heroizmu

Zwolennicy morsowania przekonują, że w praktyce tej najważniejsza jest regularność, a nie ekstremalne doznania. „Organizm uczy się oswajać stres; reakcja hormonalna z czasem maleje, a wraz z nią nadciśnienie i objawy przewlekłego zapalenia” – tłumaczy anestezjolog dr Mark Harper, autor głośnej książki „Chill: The Cold Water Swim Cure”. W rozmowie z „Guardianem” ocenia, że po serii sześciu trzyminutowych kąpieli w 10–14 st. C nawet 60 proc. stresu znika, a efekty można obserwować przez ponad rok. 
 

Fot. PAP

Woda zdrowia doda? Sprawdź, co warto wiedzieć na jej temat

Niedobór wody w organizmie – jego skutkiem może być nie tylko gorsza kondycja fizyczna, ale także słabszy intelekt i obniżony nastrój. Trzeba jednak wiedzieć, ile i co pić, aby jak najlepiej się czuć i sobie nie zaszkodzić.

Anestezjolog pracuje nad klinicznym protokołem „zimnego hartowania” dla pacjentów z depresją i bólem przewlekłym. Przewiduje on krótkie rytuały morsowania, obowiązkowo w grupie wsparcia.

Sól i minerały – chemia, która leczy 

Temperatura to nie wszystko. Przykładowo woda Morza Martwego, nasycona do 30 proc. solami sodu, magnezu i bromu, działa jak naturalny roztwór biologiczny. Dermatolodzy od lat 60. XX w. wykorzystują ją w terapii łuszczycy i atopowego zapaleniu skóry. Analizy Matz wykazały nawet półroczne remisje po trzytygodniowej kuracji balneologicznej. 

Szkocki lekarz James Currie już w 1794 r. zauważył, że chłodna woda morska szybciej obniża gorączkę niż słodka, gdyż dzięki wyższemu przewodnictwu cieplnemu skuteczniej odbiera ciepło z tkanek. Sól zwiększa też wyporność, dzięki czemu unosimy się niczym korek; to dar i przekleństwo, bo rozleniwia mięśnie oddechowe, ale odciąża stawy. 

Choć szczyt popularności wodolecznictwa przypada na XIX w., w wielu przypadkach wciąż jest praktykowane. Oprócz kąpieli w Morzu Martwym renesans przeżywają też uzdrowiska siarczkowe. Kąpiele np. w Busku-Zdroju mają udokumentowane działanie przeciwświądowe i antybakteryjne w chorobach skóry. Lekarze tłumaczą, że w świecie antybiotykooporności proste, wieloczynnikowe bodźce – sól, siarka, temperatura i relaks – stanowią skuteczne wsparcie dla przewlekle chorych.

Kąpiel w morzu może być ryzykowna

Każda kąpiel to także mikrobiologiczna wymiana handlowa. „Nasze domy są pełne mikrobów; pomysł sterylnego środowiska jest iluzją” – przypomina epidemiolożka prof. Sally Bloomfield w „News-Medical”. Zanurzenie w morzu spłukuje część naszych „dobrych” bakterii, w zamian przynosząc szczepy oceaniczne – większość z nich obumiera w ciągu doby, ale przy okazji może zainfekować ranę czy ucho. W eksperymentach zespołu Samira Elmira z Florydy pojedynczy plażowicz wnosił do wody w pierwszym kwadransie średnio 6 × 10^5 komórek Enterococcus i aż 6 × 10^6 gronkowców złocistych – liczby wystarczające, by w zatłoczony lipcowy weekend zamienić lagunę w bogaty bioreaktor.

Przeprowadzona przez Anne Leonard metaanaliza badań obejmujących 147 tys. kąpiących się nie pozostawia wątpliwości: zażywający morskich kąpieli chorują częściej niż spacerowicze. Ogólne ryzyko „jakiejkolwiek choroby” rośnie o 86 proc., zapalenia ucha podwaja się, a dolegliwości żołądkowo-jelitowych wzrastają o jedną trzecią. Liczby te przypominają, że wakacyjne kąpiele to nie tylko samo zdrowie.

W maju media społecznościowe obiegły zdjęcia sekretarza zdrowia USA Roberta F. Kennedy’ego, który wraz z wnukami pluskał się w waszyngtońskim Rock Creek – skażonym ściekami strumieniu od pół wieku objętym zakazem kąpieli. „To ruletka wodna” – skomentował mikrobiolog dr Bill Sullivan z Indiana University. „Jednego dnia masz szczęście, drugiego trafiasz na norowirusa”. Sullivan wyliczył najgroźniejsze patogeny występujące w wodzie: E. coli, Salmonella, rota- i norowirusy, a także pierwotniaki Giardia czy Toxoplasma. Każdy deszcz może spłukać nową porcję zanieczyszczeń z pól i ulic prosto do miejskiej rzeki.

Regeneracja sportowców – zimno i kontrast

Świat sportu wykorzystuje wodę jak farmaceutyk. Przegląd Versey i współpracowników pokazał, że zarówno zimne (10–15 st. C), jak i naprzemienne kąpiele przyspieszają powrót do formy: zmniejszają obrzęk mięśni, łagodzą ból i pozwalają zachować wydolność w kolejnych startach. Metaanalizy z 2023 r. podkreślają, że największą różnicę daje krótkie (poniżej 10 min.) zanurzenie tuż po wysiłku – dłuższe sesje nie poprawiają parametrów, a mogą zaburzać adaptację treningową.

Nawet najzdrowsza kąpiel bywa szkodliwa, jeśli trwa zbyt długo. W 14 st. C po kwadransie ciało traci 1,5 st.; poniżej 35 st. C zaczyna się hipotermia. W ciągu pół godziny w 42 st. C temperatura głęboka wzrasta o blisko pełny stopień, co dla osób z nadciśnieniem lub chorobą wieńcową może oznaczać problem. 

Kluczowy jest też kontekst. W Finlandii morsowanie sprzężone z sauną to rytuał społeczny – najpierw rozgrzanie do 80 st. C, potem trzy sekundy w przeręblu, wreszcie wieczór przy rybnym rosole. Ta sekwencja działa jak trening naczyń: dramatyczne rozszerzenie, natychmiastowe zwężenie, ponowne rozszerzenie. 

Granica między terapią a hazardem

„Woda jest jak lek: dawka czyni różnicę” – powtarza profesor Mike Tipton. Za mało – brak efektu, za dużo – może zaszkodzić. Bo woda to medium paradoksalne. Może uspokajać i zabijać, hartować i infekować, leczyć skórę i ją podrażniać. Pamiętajmy o tym, planując wakacyjne aktywności.
 

Autorka

PAP

Luiza Łuniewska - Dziennikarka, reportażystka, redaktorka. Pisuje o wielkich triumfach medycyny i jej wstydliwych sekretach. Lubi nowinki z dziedziny genetyki. Była dziennikarką Życia Warszawy i Newsweeka, pracowała też w TVN i Superstacji. Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Wielbicielka kotów dachowych i psów ras północnych.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • PAP/Darek Delmanowicz

    Sport z piłką, rakietą to trening dla mózgu

    Aktywność fizyczna świetnie wpływa na ciało, ale też umysł, ale ta angażująca dodatkowo piłkę czy rakietę stanowi jeszcze większe wyzwanie dla mózgu. Wymaga koncentracji, podejmowania natychmiastowych decyzji oraz strategii. Naukowcy podkreślają, że w okresie dojrzewania wspiera m.in. rozwój zdolności poznawczych.

  • AobeStock

    Nie bój się ćwiczyć w ciąży, niewiele przeciwskazań

    Aktywność fizyczna to jedna z dróg do zachowania zdrowia, również w ciąży. To dziewięć miesięcy, które nie mogą być wymówką, tym bardziej, że wytyczne i badania naukowe dowodzą, że regularne, odpowiednio dobrane ćwiczenia zmniejszają ryzyko wielu chorób i dolegliwości oraz mogą mieć korzystny wpływ na jej rozwiązanie.

  • Adobe Stock

    Boso i zdrowo

    Jeszcze niedawno widok dziecka biegającego boso był czymś zupełnie zwyczajnym. Dziś stopa przez większość dnia pozostaje zamknięta w bucie – chroniona, amortyzowana, ale też odcięta od wielu bodźców. Specjaliści zachęcają, by chociaż latem powrócić do natury: poczuć pod podeszwą piasek, trawę czy leśną ścieżkę.

  • PAP/Klaudia Torchała

    Do wspinaczki górskiej trzeba się przygotować

    Schodzenie w górach bywa często trudniejsze niż wchodzenie, a szybko zmieniające się warunki mogą zaskoczyć. Ważny jest nie tylko ekwipunek, ale odpowiednie przygotowanie fizyczne i obserwacja samego siebie. Na jakie objawy zwrócić szczególną uwagę podczas wspinaczki – wyjaśnia Agnieszka Wiernik, lekarka medycyny górskiej.

NAJNOWSZE

  • AdobeStock

    Czy słońce szkodzi oczom?

    O szkodliwym wpływie słońca na skórę mówi się od lat. Wiadomo, że promieniowanie ultrafioletowe przyspiesza starzenie skóry i zwiększa ryzyko nowotworów. Znacznie rzadziej przypominamy sobie jednak, że podobnie jak skóra również oczy przez całe życie pozostają wystawione na działanie promieniowania słonecznego.

  • Sport z piłką, rakietą to trening dla mózgu

  • Etykieta żywności – drogowskaz dla zdrowia. Jak ją czytać?

  • Alkohol to nie najlepszy sposób na poprawę nastroju

  • Skąd się biorą pęcherzyce?

  • AdobeStock

    Małe używki podstępnie niszczą nasze życie

    „Małe uzależnienia” to z pozoru niewinne nawyki, które z czasem wymykają się spod kontroli i zaczynają negatywnie wpływać na nasze życie. – Często są wstępem do poważniejszych nałogów. Choć mogą nie niszczyć zdrowia od razu, po cichu zaburzają funkcjonowanie mózgu i całego organizmu – ostrzega Piotr Szwędrowski, prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia.

  • Polipy – gdy organizm przesadza z regeneracją

  • Tajemnice paznokcia

Serwisy ogólnodostępne PAP