Niebieska karta to realna pomoc rodzinie
Autorka: Monika Grzegorowska
Ekspertka: Renata Durda
W ostatnim czasie liczba wszczętych procedur Niebieskich Kart znacząco wzrosła – w Warszawie aż o 45,7 proc. „To efekt zmian w samej procedurze, ale też wieloletnich działań edukacyjnych: do ludzi zaczyna docierać informacja czym jest przemoc i że nie trzeba jej znosić z zaciśniętymi zębami, a zgłaszanie jej nie jest donosem – mówi Renata Durda certyfikowana superwizorka i specjalistka ds. przeciwdziałania przemocy domowej, przewodnicząca Rady Superwizorów z zakresu przeciwdziałania przemocy domowej.
Od września 2023 r. procedura Niebieskie Karty uległa znaczącym zmianom. Na czym polega ta procedura i co się zmieniło?
Procedurę Niebieskie Karty wprowadzono na mocy ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie w 2010 roku, jako wspólną procedurę dla pięciu służb: policji, pomocy społecznej, oświaty, ochrony zdrowia i gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych. Przemoc w bliskich, domowych relacjach, najczęściej jest wielowątkowa, w związku z tym potrzebuje interdyscyplinarnych działań, niejednokrotnie trzeba do nich włączyć nie tylko przedstawicieli wymienionych wyżej instytucji, ale też, prawników, psychologów, asystentów rodziny, osoby, które zadbają sposób sprawowania władzy rodzicielskiej nad dziećmi. I tak pod koniec września 2023 roku nowym rozporządzeniem Rady Ministrów ustawodawca przypisał te kompetencje przedstawicielom dodatkowych zawodów.
Zmian było zresztą więcej…
Tak. Ustawodawca zmienił nazwę ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie na ustawę o przeciwdziałaniu przemocy domowej. To było świadome działanie, bo przemoc jest w różnych relacjach. Zmiana w nazewnictwie zdjęła także z osób pokrzywdzonych określenie ofiary i od tego czasu używamy już określenia „osoba doznająca przemocy”. Nie mówimy też „sprawca” tylko „osoba stosująca przemoc”. Chodzi o to, by nie etykietować ludzi. Nowe nazewnictwo konsekwentnie zmierza do uznania aktów przemocy jako część doświadczeń, które człowieka w życiu spotykają, a nie coś co określa jego całe życie.
Wtedy też rozszerzono możliwość wszczynania procedury Niebieskie Karty. Możemy to zrobić w trzech sytuacjach. Po pierwsze kiedy są ewidentne ślady przemocy i mamy na to dowody. Możemy też rozpocząć procedurę w sytuacji podejrzenia wystąpienia przemocy, nawet gdy nie ma na to dowodów, np. gdy nauczyciel w szkole widzi jakieś ślady przemocy na ciele dziecka, nie do końca wie, czy to przemoc ze strony rodzica, bo może są jakieś inne okoliczności, dziecko niejasno o tym mówi. Procedura ma na celu wyjaśnienie z czym mamy do czynienia. I trzecia sytuacja, gdy mamy zagrożenie przemocą - czyli przemocy jeszcze nie było, ale są ewidentne sygnały, że sytuacja zmierza do tego, że przemoc z dużym prawdopodobieństwem w końcu się pojawi.
Jakie to mogą być sytuacje?
Np. gdy rodzice są osobami uzależnionymi czy też szkodliwie pijącymi. Dziecko nie jest systematycznie poddawane opiece medycznej, nie pojawia się w terminach na kontrolne wizyty lekarskie czy na szczepienia. Osoby, które stykają się z tym dzieckiem zauważają, że nie jest ono wystarczająco „zaopiekowane”. Z dużym prawdopodobieństwem, gdy zajrzymy do takiej rodziny zobaczymy więcej problemów. W takich sytuacjach wszczynamy procedurę, by ustalić czy jest realne zagrożenie przemocą, ale też by stworzyć plan pomocy dla tej rodziny: i dla osób pokrzywdzonych i dla stosujących przemoc, po to, by takie sytuacje się pojawiały i nie powtarzały.
Co konkretnie daje założenie Niebieskiej Karty?
Trudno uogólnić, bo procedury wszczynane są w bardzo różnych sytuacjach. Gdy mamy do czynienia z „klasyczną” sytuacją: dorośli szkodliwie używają substancji psychoaktywnych, w rodzinie są dzieci, problemy ekonomiczne, problemy z pracą i z uzyskiwaniem wystarczającego dochodu, czasem też z prawem – wtedy procedura daje możliwość interwencji wszystkim niezbędnym w takiej sytuacji służbom, a więc pomocy społecznej, kuratorom, sądowi rodzinnemu, placówkom oświatowym, do których uczęszczają dzieci, przedstawicielom ochrony zdrowia, jeśli dzieci są niezaopiekowane medycznie, lub mają jakieś dysfunkcje lub niepełnosprawności. Czasem potrzeba współpracy wielu instytucji, które muszą móc wymieniać między sobą informacje na temat tej rodziny – a nie jest to proste, bo obowiązuje nas ustawa o ochronie danych osobowych. To główna przyczyna, dla której pomimo ustawy Kamilkowej wciąż zdarzają się tragedie.
Dzięki procedurze Niebieskich Kart można nie tylko wymieniać się informacjami o danej rodzinie, ale też tworzyć dla niej spójny plan działania.
Jak to wygląda w praktyce?
Opowiem na przykładzie. Część instytucji - sąd rodzinny, kurator, koordynator pieczy zastępczej - mają plan, żeby odebrać dzieci z rodziny, uznając, że rodzice nie są bezpiecznymi opiekunami. A równocześnie szkoła czy ośrodek pomocy społecznej pracuje nad tym, aby tych rodziców nakłonić do tego, żeby byli lepszymi rodzicami, obiecując, że jeśli podciągną się w swoich kompetencjach wychowawczych, dzieci nie zostaną im odebrane. Przekazywane są tej rodzinie dwa rodzaje komunikatów, co sprawia, że rodzice nie wiedzą, z kim mają współpracować, komu ufać, bo każdy mówi co innego. Dlatego w momencie wszczęcia procedury przedstawiciele różnych podmiotów: kuratorzy, policjanci, pracownicy socjalni, przedstawiciele ośrodków pomocy społecznej, asystenci rodziny, muszą zasiąść przy jednym stole, omówić sytuację w tej rodzinie, opowiedzieć sobie nawzajem co wiedzą – bo przecież każdy spotyka tę rodzinę w różnych momentach, w różnych godzinach. Przedstawiciel szkoły widzi dziecko tylko w szkole, bo nie chodzi do domu swoich uczniów, pracownik socjalny bywa tam tylko do godziny 16, bo w tych godzinach pracuje. Ale już kurator sądowy pracuje do 22, więc czasami bywa w tym domu później. Warto, by dogadali to między sobą i obserwowali sytuację w środowisku w różnych momentach, a jednocześnie nie duplikowali swoich działań i nie nachodzili ludzi nadmiernie.
I faktycznie każda rodzina z Niebieską Kartą trafia pod opiekę takiej wielospecjalistycznej grupy diagnostyczno-pomocowej?
Tak. Zaczynając od początku: sąsiedzi słyszą krzyki za ścianą, wzywają policję. Na miejsce przyjeżdża patrol. Policjanci widząc, że sytuacja spełnia przesłanki dotyczące przemocy domowej, wypełniają formularz Niebieska Karta A, w którym zaznaczają, jakie formy przemocy zauważyli, kto jest osobą, która doznaje przemocy w rodzinie, wpisują dane dzieci jeśli te się tam znajdują, a także dane osoby stosującej przemoc. Dokumentują to, czego byli świadkami albo czego dowiedzieli się w trakcie interwencji w tym domu. Formularz trafia do dyżurnego w komisariacie lub w komendzie rejonowej policji oraz przewodniczącego zespołu interdyscyplinarnego działającego w każdej gminie przy ośrodku pomocy społecznej. Ten nadaje mu odpowiedni numer i powołuje grupę diagnostyczno-pomocową składającą się z przedstawicieli różnych instytucji, które są w danej sytuacji potrzebne.
Ile trwa ta procedura?
Osoba, która wypełnienia formularz – policjant, przedstawiciel oświaty, pracownik socjalny - ma 5 dni roboczych na dostarczenie go do zespołu interdyscyplinarnego. Ten z kolei ma 3 dni na powołanie grupy diagnostyczno-pomocowej, która musi spotkać się w ciągu kolejnych pięciu dni. W niektórych małych gminach dzieje się to najczęściej od razu następnego dnia, w dużych - gdzie przypadków przemocy jest adekwatnie więcej - trwa to nieco dłużej, ale realnie w ciągu 2-3 tygodni, od momentu wszczęcia procedury uruchamiane jest konkretne działanie.
Na czym polega?
Zaczynamy od diagnozy z jakimi problemami mamy do czynienia i umawiamy plan działania, rozdzielamy zadania, tworzymy spójny plan pracy dla tej rodziny, który ma służyć korekcji szkodliwych zachowań. Jeśli dochodzimy do wniosku, że konieczne jest odizolowanie osoby stosującej przemoc od osób doznających przemocy, jeśli policja, prokurator, albo sąd, wydaje nakaz opuszczenia mieszkania, wszyscy członkowie zespołu muszą o tym wiedzieć, bo to oni potem reagują na sytuacje złamania tych zakazów. Zawsze zastanawiamy się jakie działania trzeba podjąć aby osoba, która zastosowała przemoc zmieniła swoje zachowania. Najczęściej jest to udział w programie korekcyjno-edukacyjnym dla osób stosujących przemoc lub w programie wzmacniania kompetencji rodzicielskich (jeśli osobami krzywdzonymi są dzieci).
Następnie spotkamy się z rodziną: osobą doznającą przemoc i osobno z osobą stosującą przemoc, po to, by każdy mógł się swobodnie wypowiedzieć i przedstawić swój punkt widzenia, żeby powiedział jakiej potrzebuje pomocy. Z tych rozmów powstaje tzw. Niebieska Karta C dokumentująca rozmowę z osobą doznającą przemocy i Niebieska Karta D dotycząca osoby stosującej przemoc.
Oba dokumenty zawierają plan działań, z konkretnymi terminami i stają się czymś w rodzaju przewodnika dla rodziny i instytucji, które obejmują tę rodzinę opieką na najbliższe tygodnie.
Czy to jest skuteczne?
Trudno odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Celem ostatecznym jest to, żeby zatrzymać przemoc w tej rodzinie i żeby ona się tam już nie powtarzała.
Ale żeby tak się stało najczęściej potrzeba bardzo różnych działań. Czasami potrzeba po prostu rozdzielić sprawcę i ofiarę, ale jednocześnie zapobiec eskalowaniu tej przemocy po rozstaniu. A czasami oni wcale nie chcą się rozstać i po prostu potrzebne są jakieś działania, które skorygują ich zachowania. Co zyskują? Wsparcie w realizacji swoich planów i swoich potrzeb. Czasami podążamy za tym, czego człowiek potrzebuje wspierając go w tym i dając mu narzędzia jakimi dysponujemy, a do których on sam nie ma dostępu. Np. asystent rodzinny ma możliwość pracy z tą rodziną nad ich kompetencjami rodzicielskimi, socjalnymi, społecznymi.
Może trudno w to uwierzyć, ale część rodziców, nie potrafi ugotować zupy czy zająć się małym dzieckiem, bo w swoich biologicznych rodzinach nie zostali tego nauczeni. Więc gdy dostają pomoc finansową z różnych zasiłków czy zapomóg, wydają ją tak jak potrafią, np. kupując chipsy dwulatkowi.
Czy w Pani odczuciu ten system działa skutecznie?
Ponieważ w systemie działają ludzie, to za każdym razem skuteczność tych działań zależy od konkretnego człowieka. Mówię to z punktu widzenia kilkunastoletniego doświadczenia bycia superwizorką, czyli spotykań z ludźmi, którzy pracują w grupach diagnostyczno-pomocowych, którzy kontaktują się z tymi rodzinami. To przedstawiciele różnych zawodów i różnych służb, opowiadają mi o trudnościach tej pracy.
I co najczęściej mówią?
Po pierwsze, że współpraca międzyinstytucjonalna w Polsce nie jest prosta, bo nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Polska jest „silosowa”, pracujemy w obrębie swoich instytucji, często brak jest przepływu informacji, nikt nie uczy nas współpracy z innymi, a przepisy prawne nawet nas od niej izolują. Szkoły wciąż nie współpracują z pomocą społeczną, pomoc społeczna z ochroną zdrowia, a gminne komisje rozwiązywania problemów alkoholowych z policją itd. Dopiero się tego uczymy. Brakuje wiedzy o kompetencjach poszczególnych instytucji i czasami oczekują od siebie wzajemnie rzeczy niemożliwych do wykonania, i to nie dlatego, że brakuje chęci, lecz umocowania prawnego. Brakuje też zwykłego, ludzkiego wspierania się w swojej pracy, musimy nauczyć się, że jesteśmy teamem, że działamy we wspólnej sprawie. Tu nie sprawdza się roszczeniowość i scedowanie obowiązków na innych.
Po drugie, współpraca z rodzinami, w których są problemy z przemocą, nie jest prosta, bo składa się na nią wiele rzeczy. W wielu rodzinach przemoc jest wielopokoleniowa: tak żyli rodzice, dziadkowie, pradziadkowie, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej? Bierzemy się więc „za bary” z problemem, który ma bardzo głębokie korzenie i zmiana tego nie jest prosta, musi być rozłożona na miesiące, a czasami na lata. Trzeba mieć cierpliwość.
Do tego w tym systemie pracują ludzie, którzy mają własne przekonania i własne poglądy. Jako społeczeństwo różnimy się w podejściu do różnych problemów i tak samo różnimy się w ramach pracy w grupie diagnostyczno-pomocowej, co czasem wpływa na spójne ustalanie planu działania.
Czy to prawda, że w ostatnim czasie widać znaczący wzrost liczby wszczynanych procedur Niebieskie Karty?
Faktycznie tak jest i jest kilka przyczyn. Po pierwsze, jak już wspomniałam, w 2023 roku zmieniły się przepisy i więcej osób - pedagogów, psychologów, osób pracujących w organizacjach pozarządowych - ma uprawnienia do tego, żeby rozpocząć procedurę.
Drugi powód jest taki, że ustawodawca wpisał w ustawę o przeciwdziałaniu przemocy domowej zapis mówiący o tym, że dzieci do 18 roku życia, które są w rodzinie, w której nie doświadczają bezpośrednio przemocy, ale są świadkami przemocy, która dzieje się między dorosłymi (rodzicami, ale też innymi domownikami) są z definicji uznawane za osoby pokrzywdzone. To zasadne, bo dziecko, które obserwuje przemoc między mamą a tatą, mierzy się z bardzo trudną sytuacją, nawet jeśli ta przemoc bezpośrednio go nie dotyka. Ale to poszerza zakres procedury co widać po liczbach: zwiększyła się liczba Niebieskich Kart, w których mówimy nie tyle o przemocy, co o konflikcie między dorosłymi, w który, gdyby nie dzieci nie angażowalibyśmy się. Bardzo wyraźnie widać wzrost liczby procedur wszczynanych przez przedstawicieli placówek oświatowych, którzy mają kontakt z dziećmi.
I wreszcie: zbieramy owoce wieloletnich działań edukacyjnych. Statystyki pokazują, że mniej więcej co trzecia dorosła osoba w Polsce jest lub była w sytuacji, w której doświadczała przemocy w bliskiej relacji. Latami angażowaliśmy media, przedstawicieli kultury, świata filmu licząc na to, że do ludzi zacznie docierać informacja czym jest przemoc, że nawet jeśli mąż traktuje mnie tak, jak ojciec kiedyś traktował moja matkę, nie muszę tego znosić z zaciśniętymi zębami. Opowiedzenie tego komuś – policjantowi, pracownikowi pomocy społecznej - nie jest donosem, nie musi skończyć się więzieniem, nie doprowadzi do tego, że przemocowy mąż straci pracę. A tego boją się osoby doświadczające przemocy: że tylko pogorszą sytuację, bo mąż pójdzie siedzieć, straci pracę, przestanie zarabiać, a potem jeszcze będzie się mścił. Za pomocą różnych przekazów w serialach, w mediach społecznościowych, w internecie do ludzi zaczyna docierać, że procedura Niebieskie Karty naprawdę pomaga rozwiązywać problemy. Oczywiście czasem nie ma innego sposobu, by powstrzymać człowieka od zachowań przemocowych jak ścieżka karna, ale nie w każdej sytuacji to konieczne. I coraz więcej osób chce z takiej pomocy skorzystać.
Czy to nie spowodowało, że system jest przeciążony?
Faktycznie wiele osób skarży się na to, że pracy jest za dużo, że nie dają rady pomagać wszystkim. To także efekt tego, że tego ustawodawca dołożył do obowiązków tak zwany monitoring, czyli konieczność sprawdzania sytuacji w rodzinie po zakończeniu procedury przez następne dziewięć miesięcy, co mocno wydłuża współpracę z rodzinami objętymi procedurą Niebieskie Karty. Wprawdzie taki monitoring jest mniej absorbujący niż praca w procedurze, ale jednak zajmuje czas, choćby dlatego, że z każdego działania musi powstać jakiś dokument.
Czy te wszystkie zmiany sprawiły, że system się uszczelnił?
Niestety choć zgłaszanych przypadków jest ok. dwa razy więcej, to wciąż mamy olbrzymią szarą strefę nieujawnionej przemocy. Jest ona większa niż wszyscy się spodziewali.
Na pewno w większym wymiarze pomoc dostaje grupa osób, które doświadczają tej klasycznej, widocznej przemocy fizycznej, która zostawia ślady, gdzie czytelne jest kto jest sprawcą, kto ofiarą. Jednak wciąż nie zauważamy tych subtelniejszych form przemocy: przemocy psychicznej czy seksualnej, które dzieją się w czterech ścianach, nie mają świadków, w której trudno o dowody i do tego jest wstydliwa.
Zmieniają się też formy przemocy, a ustawodawca nie nadąża za pewnymi zmianami w życiu społecznym, np. za tym, że dziś rodzina to już nie tylko małżeństwa czy nawet konkubinaty. Dziś form współżycia rodzinnego jest dużo więcej: nie wszyscy mieszkają razem, niektórzy mają wspólne dzieci lub ich nie mają, są związki jednopłciowe. Zmienia się też oblicze przemocy w bliskich relacjach, ale to już zapewne temat na osobną rozmowę. W każdym razie pracy raczej nam nie zabraknie.