Dr hab. Świat: optymalne leczenie SM hamuje zanik mózgu

W czasie dorosłego życia każdego człowieka dochodzi do stopniowego, powolnego zmniejszania się objętości mózgu. Proces ten, nazywany atrofią mózgu, zachodzi znacznie szybciej u pacjentów ze stwardnieniem rozsianym (SM). Na szczęście, wczesne rozpoznanie choroby i włączenie wysoko skutecznego leczenia może hamować proces zanikania mózgu.

Fot. Nadawca informacji prasowej
Fot. Nadawca informacji prasowej

Potwierdzają to obserwacje z praktyki klinicznej lekarzy neurologów. Dzięki temu pacjenci pozostają sprawni, zarówno ruchowo, jak i mentalnie, mogą normalnie funkcjonować i wykonywać pracę zawodową.

Jeszcze do niedawna, w leczeniu stwardnienia rozsianego, koncentrowano się przede wszystkim na zmniejszaniu liczby rzutów tej choroby, redukcji ognisk zapalnych w ośrodkowym układzie nerwowym oraz zachowaniu sprawności fizycznej pacjentów. Obecnie parametrem coraz częściej branym pod uwagę przy ocenie postępu choroby oraz skuteczności leczenia jest także zanik mózgu.

Przyspieszone tempo zaniku mózgu jest bowiem wykładnikiem zachodzącej neurodegeneracji, która prowadzi do ubytku funkcji neurologicznych, a co za tym idzie do utraty sprawności fizycznej oraz funkcji poznawczych. Pacjenci skarżą się na problemy z pamięcią, myśleniem i koncentracją, co utrudnia im codzienne funkcjonowanie i wykonywanie pracy zawodowej. Nasilony zanik mózgu sprzyja też przewlekłemu zmęczeniu oraz rozwojowi depresji i generalnie obniża jakość życia pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. Kluczowe dla zahamowania procesu atrofii u chorych na SM – podobnie jak dla zapobiegania kolejnym rzutom choroby i postępowi niepełnosprawności fizycznej – jest szybkie rozpoznanie choroby i jak najszybsze rozpoczęcie skutecznego leczenia.

Fizjoterapia – kluczowy element w leczeniu stwardnienia rozsianego

Każdego roku diagnozę: „stwardnienie rozsiane” słyszy w Polsce ok. 2 tys. osób. W takiej sytuacji – najlepiej zaraz po diagnozie i niezależnie od dolegliwości - warto zadbać nie tylko o jak najszybsze włączenie leczenia, ale również o  konsultację z fizjoterapeutą.

W obowiązującym w Polsce systemie leczenia stwardnienia rozsianego wciąż stosowany jest tzw. model eskalacyjny. Polega on na tym, że pacjentowi po diagnozie SM proponowane jest leczenie tzw. pierwszej linii lekami o umiarkowanej skuteczności. Następnie pacjent jest obserwowany, tzn. wykonywane są u niego regularne badania rezonansowe i neurologiczne, i dopiero jeżeli jego stan pogarsza się, to proponowane jest mu przejście na leczenie lekami wysoko skutecznymi, drugiej linii.

Na dodatek, zgodnie z obowiązującymi zapisami programów lekowych, przejście na leczenie drugiej linii jest możliwe dopiero wtedy, gdy u pacjenta wystąpią minimum dwa rzuty choroby w połączeniu z pojawieniem się nowych zmian zapalnych w ośrodkowym układzie nerwowym, widocznych w badaniu z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego. W wielu krajach model eskalacyjny leczenia SM nie jest już powszechnie stosowany – zastąpił go model, w którym – jeśli lekarz widzi taką potrzebę – pacjentowi od razu po rozpoznaniu SM oferowane jest leczenie jednym z nowoczesnych leków wysoko skutecznych. Takie postępowanie jest zgodne z zapisami rejestracyjnymi tych leków oraz z rekomendacjami i wytycznymi ekspertów.

Zasadność jak najszybszego włączenia terapii lekiem wysoko skutecznym potwierdzają też doświadczenia lekarzy praktyków, w tym dr hab. n. med. Macieja Świata z Oddziału Neurologicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku.

- Aby porównać skuteczność modelu eskalacyjnego i indukcyjnego w leczeniu stwardnienia rozsianego, mogę posłużyć się przykładem moich trzech pacjentek, którym towarzyszę od samego początku trwania ich choroby. Wszystkie te pacjentki zachorowały na SM w wieku dwudziestu kilku lat, czyli będąc dopiero na starcie swojego dorosłego życia rodzinnego i zawodowego – mówi dr hab. M. Świat.

Fot. PAP/P. Werewka

Stwardnienie rozsiane wyklucza ciążę? To mit!

Większość chorych na stwardnienie rozsiane (SM) dowiaduje się o swojej chorobie pomiędzy 20. a 40. rokiem życia, a to dla wielu czas zakładania rodzin i starania się o potomstwo. Specjaliści uspokajają - SM nie wyklucza rodzicielstwa.

Pierwsza z pacjentek dr. Świata ma obecnie 48 lat, a pierwsze objawy, w postaci zaburzeń ruchomości gałek ocznych, wystąpiły u niej w 2001 roku. Jednak wówczas nie postawiono u niej diagnozy SM, co stało się dopiero w 2003 roku. Ponieważ wtedy nie było jeszcze żadnego ogólnie dostępnego leczenia SM, zakwalifikowaliśmy pacjentkę do badania klinicznego, w ramach którego prawdopodobnie przyjmowała interferon beta-1b. W tym czasie nie miała rzutów choroby, ale po zakończeniu badania klinicznego, w 2007 roku, u pacjentki wystąpiły aż trzy rzuty choroby.

W 2008 roku zaszła w ciążę, co spowodowało wyciszenie choroby, następnie zaszła w drugą ciążę, ale niestety po drugiej ciąży, w 2012 roku, nastąpił ponowny, silny rzut choroby, a w rezonansie magnetycznym widoczne były nowe zmiany w mózgu. Widoczne było już także upośledzenie sprawności ruchowej pacjentki.

W 2014 roku zostało włączone leczenie octanem glatirameru czyli jednym z najstarszych leków pierwszoliniowych. Ten lek pacjentka otrzymywała prawie 3 lata, ale gdy zaczęły się kolejne rzuty i zmiany w rezonansie magnetycznym, postanowiliśmy zmienić, w 2017 roku, terapię na kolejny, nieco nowszy, lek pierwszoliniowy. Niestety, i ta zmiana nie przyniosła spodziewanych efektów – występowały kolejne liczne zmiany w rezonansie i kolejne rzuty choroby.

- Zarówno radiologiczna jak i kliniczna nieskuteczność terapii pozwoliła w 2020 roku, czyli 17 lat po diagnozie, na przejście na leczenie drugoliniowe lekiem okrelizumab. Od tego momentu sytuacja się ustabilizowała, chociaż pacjentka jest już mocno przez chorobę dotknięta. Ma problemy w codziennym funkcjonowaniu i praktycznie nie może kontynuować pracy zawodowej – opowiada dr hab. Maciej Świat.

Druga z pacjentek doktora także przeszła długą drogę zanim zaczęła otrzymywać skuteczne leczenie drugiej linii. Kobieta ma obecnie 33 lata, a na SM zachorowała w 2011 roku. Choroba rozpoczęła się 
u niej zaburzeniami czucia, została szybko zdiagnozowana i szybko zostało włączone leczenie 
z zastosowaniem interferonu. Początkowo terapia przebiegała z dobrym efektem, ale w 2016 roku zaczęły ujawniać się nowe zmiany w rezonansie magnetycznym, co oznaczało częściową nieskuteczność leczenia. Ponieważ zmiany radiologicznie nie były powiązane z rzutami, jedynym co lekarze mogli zaproponować pacjentce, była zmiana terapii na inny lek pierwszoliniowy.

Niestety, w rezonansie kontrolnym po roku leczenia tym lekiem widoczne były coraz liczniejsze zmiany w mózgu. U pacjentki zmieniono leczenie na kolejny lek pierwszoliniowy. Nie przyniosło to spodziewanej poprawy – pojawiły się kolejne zmiany rezonansowe i nowe rzuty, i dopiero to pozwoliło na zmianę terapii na lek z drugiej linii. Nastąpiło to w 2019 roku czyli 8 lat po diagnozie. Ta pacjentka również, z powodu choroby, nie jest już aktywna zawodowo.

Fot. PAP/ Zdjęcie ilustracyjne

Jakie mamy wymówki, by nie brać leków?

- Trzecia moja pacjentka ma także 33 lata i też zaczęła chorować ponad 10 lat temu czyli w 2012 roku. Po diagnozie zaczęła otrzymywać leczenie interferonem, ale już w pierwszym roku terapii choroba zaczęła się uaktywniać w postaci rzutów i zmian w mózgu widocznych w badaniu rezonansem magnetycznym. To spowodowało, że już w 2014 roku, czyli dwa lata po diagnozie można było włączyć leczenie lekiem drugoliniowym. Paradoksalnie, agresywny przebieg choroby okazał się być „szczęściem w nieszczęściu”, bo dzięki temu ta chora mogła szybko otrzymać leczenie wysoko skuteczne lekiem okrelizumab. Ta pacjentka pozostaje aktywna zawodowo i bez przeszkód pracuje. Co więcej, porównując obraz rezonansowy mózgów tych trzech pacjentek, bardzo wyraźnie widać, nawet bez wykonywania pomiarów wolumetrycznych, że im dłużej pacjentka była na leczeniu pierwszoliniowym, a krócej na drugoliniowym, tym objętość mózgu jest mniejsza. Oznacza to, że leczenie wysoko skuteczne hamuje proces zaniku mózgu – podkreśla dr hab. Maciej Świat.

Dla aktywnych zawodowo osób z SM, ważne jest, żeby stosowane leczenie było jak najmniej obciążające i nie wiązało się z koniecznością częstych absencji w pracy, co zapewnia terapia lekiem podawanym raz na pół roku. 

To obserwacje z praktyki klinicznej są zgodne z rezultatami licznych analiz statystycznych, porównujących efekty leczenia SM w modelu eskalacyjnym i indukcyjnym. Wynika z nich, że eskalacyjna strategia leczenia jest niekorzystna dla znacznej części pacjentów, bo wdrożenie po diagnozie nieskutecznego lub mało skutecznego leczenia nie zapobiega postępowi choroby i prowadzi do trwałego uszkodzenia centralnego układu nerwowego, a tym samym do nasilania się objawów SM. 

W ostatnich miesiącach podjęto w Polsce działania, aby niektóre leki o wysokiej skuteczności umieścić w 1. linii. Działania te odpowiadają zmianom, jakie zaszły w strategii leczenia SM na świecie i mają zdecydowane poparcie środowisk medycznych oraz organizacji pacjentów chorujących na SM.

Źródło informacji prasowej: Expert PR
 

ZOBACZ PODOBNE

  • Adobe Stock/Photographee.eu

    Kiedy wybrać się po raz pierwszy z córką do ginekologa?

    Pierwsza wizyta dziewczynki u ginekologa to duże przeżycie, ale lepiej jej nie odkładać. Jeśli nic niepokojącego się nie dzieje, to można pojawić się w gabinecie po roku od pierwszego krwawienia, nie później jednak niż do ukończenia przez młodą pacjentkę 15 lat. Przed wizytą warto porozmawiać o tym, co czeka ją w gabinecie – radzi dr n. med. Ewa Kuś, konsultant ds. ginekologii i położnictwa Grupy Luxmed.

  • Fot. PAP/P. Werewka

    Sól jodowana: jak ustrzegliśmy się poważnej choroby

  • fot. tanantornanutra/Adobe Stock

    Jak wygląda świat, gdy traci się wzrok?

    Pewnego dnia obudziłem się i już nic nie widziałem. Całe dzieciństwo przygotowywano mnie na ten moment, ale czy można być na to naprawdę gotowym? Największą szkołę życia dało mi morze. Ono buja każdego tak samo – opowiada Bartosz Radomski, fizjoterapeuta i przewodnik po warszawskiej Niewidzialnej Wystawie.

  • P. Werewka/PAP

    Milowy krok – przeszczep gałki ocznej

    W okulistyce mamy za sobą kolejny krok milowy – przeszczep gałki ocznej. Na razie jednak to operacja kosmetyczna, bo nie umiemy jeszcze połączyć nerwów wzrokowych, a więc przywrócić widzenia. Wszystko jednak przed nami – wyraził nadzieję prof. Edward Wylęgała, kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Okulistyki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

NAJNOWSZE

  • Adobe

    Forsycja działa przeciwzapalnie

    Forsycja cieszy oko intensywnie żółtymi kwiatami już wczesną wiosną, ale od wieków jest też znana w tradycyjnej medycynie jako roślina lecznicza. W ostatnich latach właściwości tej rośliny zaczęły przyciągać uwagę badaczy. Polscy naukowcy zbadali jej zdolność do obniżania poziomu cytokin prozapalnych w organizmie, okazało się, że może łagodzić przebieg chorób o podłożu zapalnym.

  • Nowoczesne leczenie cukrzycy to inwestycja z wysoką stopą zwrotu

  • Malaria – gotowi do diagnozy i leczenia?

  • Sezon na kleszczowe zapalenie mózgu

  • Szkoła przyszpitalna oferuje coś więcej niż edukację

  • AdobeStock/Photobank

    Depresja kasuje ochotę na życie

    „Kiedy miałam depresję, często udawałam, że wszystko jest dobrze. Chociaż moje przyjaciółki widziały, że coś się dzieje, potrafiłam postawić się na baczność i sprawiać wrażenie, że wszystko jest ok. Musiałam sama dojść do tego, że warto mówić otwarcie, ale to wymagało pozbycia się wstydu, uznania tego, że depresja to choroba” – mówi Gośka Serafin, dziennikarka, która w swoim podcaście „Bez Farbowania” pokazuje, że depresja to choroba, z którą można żyć i nie jest to powód do wstydu.

  • Odczulanie przywraca zdrowie

  • Spektrum autyzmu: diagnozy na wyrost czy faktyczny wzrost przypadków?