O nastolatkach, które nie przechodzą buntu

Są dzieci, które okres nastoletni przechodzą w miarę spokojnie: nie sprawiają większych trudności wychowawczych, nie przeciwstawiają się, nie krzyczą, nie kłócą się z rodzicami. Jednak nie dajmy się zwieźć, że taki współpracujący nastolatek, nie przeżywa żadnych trudności. O tym jak odróżnić, że młody człowiek jest już na tyle dojrzały, że zdrowo konfrontuje się z rzeczywistością, a kiedy ta cisza i układność powinna nas niepokoić, mówi psycholożka dziecięca Ewa Bensz-Smagała z Katedry Psychologii Akademii Górnośląskiej im. W. Korfantego w Katowicach, założycielka Gabinetu Lucky Mind.

AdobeStock/DimaBerlin
AdobeStock/DimaBerlin

Oczywiście to może być kwestia temperamentu. Niektóre młode osoby są mniej impulsywne, mają większą zdolność hamowania emocji, są mniej wybuchowe, lepiej przyjmują odmowę, nie mają potrzeby ścierania się. Nie unikają konfliktu ze strachu, lecz z braku potrzeby konfrontacji. W takim przypadku brak buntu może oznaczać dojrzały proces separacji.

Ale bywa, że jest to strategia, pod którą kryje się wiele trudności. Unikanie konfliktu z powodu lęku przed odrzuceniem, przed krytyką, przed cierpieniem. Nastolatki, które stosują taką strategię są bardziej zamknięte emocjonalnie, mają skłonności do zgadzania się na wszystko. Zamiast poszukiwać swoich wartości, zamiast obalać autorytety, ze wszystkim się zgadzają, są nadmiernie uległe.

Nie przesadzaj z kontrolowaniem

Zbyt silna kontrola rodzicielska, brak możliwości współdecydowania, powoduje, że nastolatek się wycofuje, poddaje, odcina. Bardzo często tak bardzo stara się spełnić oczekiwania swoich rodziców, że szybko się wypala, jest usztywniony w swoich zachowaniach, bo boi się, że coś się nie uda. Nie podejmuje więc żadnych nowych wyzwań, nie ryzykuje. Zamiast konfliktu jest stagnacja i unikanie zmian. 

AdobeStock

Nastolatek woli kolegów od rodziców, ale to nie znaczy, że ich nie potrzebuje

W okresie dorastania rodzice często doświadczają odrzucenia - nastolatki niekoniecznie chcą już być z nami bardzo blisko, a jednocześnie bardzo potrzebują naszej obecności – mówi prof. Marek Kaczmarzyk, neurobiolog.

Taki pozorny spokój, bardzo długo utrzymywany pęka w momencie przeciążenia. I wtedy taki nastolatek wybucha, rodzina trafia do gabinetu specjalisty - bo „wcześniej zachowywał się normalnie, a tu nagle takie zachowanie”.

- Jeżeli dawaliśmy dziecku przestrzeń na autonomię, pozwalaliśmy mu podejmować decyzje, dawaliśmy przestrzeń, by wyrażał swoje emocje i mógł się różnić, często później nie ma aż tak dużej potrzeby walki o własne decyzje - wyjaśnia psycholożka.

Ograniczenie autonomii pojawia się w sformułowaniach typu: „masz szlaban”, „zabieram ci telefon na trzy dni, za karę nie będziesz miał kontaktu ze znajomymi”, „absolutnie się nie zgadzam”, „nie ma mowy, zapomnij”, „chyba oszalałeś i tak Cię nie puszczę”. Albo odsyłanie do drugiego rodzica: idź do taty, ale i tak się nie zgodzi. 

- To są słowa, które kończą rozmowę. Tu nie ma miejsca na dialog, jest tylko kategoryczne stwierdzenie: jestem twoim rodzicem, nie będę słuchać twoich argumentów, nie zgadzam się – zwraca uwagę specjalistka.

I namawia, by rozmawiać ze swoim dzieckiem. Gdy nastolatek poprosi o możliwość powrotu o 22.00, nie mówmy od razu: wykluczone. Spytajmy czy chodzi o przesunięcie godzin, bo czuje się starszy, czy może jest jakaś wyjątkowa okazja. Zamiast od razu zakazywać, próbujmy znaleźć rozwiązanie. Może się wydawać, że to nic nie znaczy, ale takie traktowanie dziecka może przynieść bardzo pozytywne efekty. Bo nastolatek, który czuje, że może wybierać, który ma możliwość negocjowania, jest lepiej przygotowany na odmowę. I nawet jeżeli nie zawsze otrzyma zgodę, to ma świadomość, że zawsze może podjąć się rozmowę, eksplorować i powiększać swoje granice. 

AdobeStock

Bunt nastolatka może przykrywać jego problemy

Bunt to proces w okresie adolescencji, podczas którego nastolatek dokonuje reorganizacji w swojej głowie, w wyglądzie, w emocjach. Pokrywa się to z przebudową jego układu nerwowego, co bywa trudne i dla niego samego, i dla otoczenia. Jednak często nadużywamy tego określenia, a to utrudnia dostrzeżenie ewentualnych problemów – mówi psycholożka dziecięca Ewa Bensz-Smagała z Katedry Psychologii Akademii Górnośląskiej im. W. Korfantego w Katowicach, założycielka Gabinetu Lucky Mind.

- To nie zawsze jest proste: czasem i nam trudno opanować emocje, mamy zły dzień, albo po prostu damy się wyprowadzić z równowagi. Choć będziemy popełniać błędy, dobrze, gdy zdajemy sobie z nich sprawę i umiemy, po ochłodzeniu emocji, wrócić by porozmawiać ze spokojem. Jeżeli nasz nastolatek chce zrobić coś, co wymyka się z naszych dotychczasowych wyobrażeń o jego funkcjonowaniu, to pamiętajmy, że nie robi nam tego na przekór, tylko poszukuje, ma potrzebę poszerzania swoich granic – przekonuje Ewa Bansz-Smagała.

Tak naprawdę powinno nas to cieszyć, bo to oznacza, że zaczyna tworzyć swój własny konstrukt emocjonalny, swoje własne wartości. Chce podejmować samodzielne decyzje, ma potrzebę decydowania o sobie. Przygotowuje się do dorosłego życia, kiedy będzie musiał decyzje podejmować sam. I jeżeli wcześniej, w takich kontrolowanych warunkach, parę razy nie sparzy się, to w dorosłym życiu może mieć o wiele większe trudności z odwagą w podejmowaniu decyzji. 

- Kłopot w tym, że wielu rodzicom trudno to przyjąć i starają się  ustrzec nastolatka, żeby nie popełnił błędu, żeby nikt go nie skrzywdził, żeby nie cierpiał. Niestety cierpienie i potknięcia są wpisane w kryzys rozwojowy adolescenta – mówi psycholożka.

Koszt braku buntu

Są też nastolatki, które są bardzo ambitne, poukładane, wszystko mają pod kontrolą. Może być to strategia budowania wizerunku bezproblemowego dziecka, właśnie dlatego, że boi się pokazać na zewnątrz swoją burzę emocjonalną, strach, poczucie zagubienia. Nastolatkom często wydaje się, że nie mogą pokazywać emocji. To wynika ze stereotypów wpisanych w naszą kulturę, bo przecież: chłopaki nie płaczą, złość piękności szkodzi, a jak się ma piętnaście lat to już jest się za dużym na „takie” zachowania. Taki słowami dajemy do zrozumienia: nie możesz płakać, bo to znaczy, że się mazgaisz, że jesteś miękki.

Adobe Stock

Okres dojrzewania trwa aż do trzydziestki

Mózg pozostaje w fazie dojrzewania aż do wczesnych lat trzydziestych, kiedy osiąga swój „szczyt” – wynika z najnowszych badań naukowców z brytyjskiego University of Cambridge.

- Dla uległych, spokojnych, pozornie stabilnych emocjonalnie dzieciaków jednym z największych kosztów, może być szok kiedy nagle wydarzy się coś nieprzewidywalnego. I to wcale nie musi być jakieś duże wydarzenie - to może być jedynka z jakiegoś przedmiotu, zawód miłosny, głupi żart kolegów. Może wtedy nastąpić ogromny kryzys, po którym nastolatek się rozsypie. Kosztem mogą być poważne trudności emocjonalne. Zdarza się, że do mojego gabinetu rodzice przyprowadzają młodego człowieka, który nagle, z dnia na dzień zaczyna trzaskać drzwiami, nie odzywa się, nie chce jeść, chodzi w brudnej bieliźnie, odmawia chodzenia do szkoły – mówi psycholożka.

To kryzys, który dzieje się pod spodem, a my go nie zauważamy. Kosztem braku buntu może być brak eksploracji, nastolatek, który nie przechodzi okresu reorganizacji, nie testuje, nie podejmuje własnych decyzji, nie spotyka się z różnymi kosztami tej swojej decyzji.

Nikt nie mówił, że będzie prosto

Wychowywanie nastolatków czasami przypomina żeglowanie po wzburzonych wodach. W jednej chwili chcą twojej pomocy, a w drugiej cię odpychają. 

AdobeStock

Szkoła a problemy psychiczne uczniów

Czy trwająca reforma systemu psychiatrii dzieci i młodzieży odnosi sukces, skoro wciąż rośnie liczba zamachów samobójczych wśród najmłodszych? Na ile złe relacje w szkole i presja na wyniki  przekładają się na psychikę uczniów? Na ile szkoła powinna być zaangażowana w czuwanie i poprawę stanu zdrowia psychicznego swoich podopiecznych?

- Rodzice często się żalą, że przychodzą do tych swoich nastoletnich dzieci, chcą z nimi porozmawiać i słyszą: nie chcę, mam to gdzieś, nic mi to nie obchodzi. Nie zrażajcie się. To może być strategia zamrożenia emocjonalnego po to, żeby nie cierpieć. Dziecko, które dojrzewa, ma często problem z poradzeniem sobie z trudnymi emocjami takimi jak smutek, tęsknota, frustracja czy zawód miłosny. Skorupa, którą przywdziewa, jest po to, żeby mógł się ochronić wewnętrznie – wyjaśnia Ewa Bensz-Smagała.

Dlatego nie rezygnujmy z rozmowy z nim, poczekajmy na inny moment, może spróbujmy powiedzieć to innymi słowami. A czasem wystarczy powiedzieć, ok, jak będziesz chciał pogadać, to pamiętaj, że jestem obok, daj mi znać. I czasem samo poczucie, że jesteśmy obok wystarczy.

Autorka

Monika Grzegorowska

Monika Grzegorowska - O dziennikarstwie marzyła od dziecka i się spełniło. Od zawsze to było dziennikarstwo medyczne – najciekawsze i nie do znudzenia. Wstępem była obrona pracy magisterskiej o błędach medycznych na Wydziale Resocjalizacji. Niemal całe swoje zawodowe życie związała z branżowym Pulsem Medycyny. Od kilku lat swoją wiedzę przekłada na bardziej przystępny język w Serwisie Zdrowie PAP, co doceniono przyznając jej Kryształowe Pióro. Nie uznaje poranków bez kawy, uwielbia wieczory przy ogromnym stole z puzzlami. Życiowe baterie ładuje na koncertach i posiadówkach z rodziną i przyjaciółmi.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

Źródła

Źródło: konferencja  NeuroROZWOJOWI 2025″ , która odbyła się 21–22 listopada 2025 r.

ZOBACZ WIĘCEJ

  • Źródło: PAP/EPA

    Płacz to u sportowca emocjonalny reset

    Po dramatycznym i wyczerpującym meczu pierwszej rundy Wimbledonu z Taylor Townsend Iga Świątek zakryła twarz ręcznikiem i rozpłakała się. Jej reakcja wywołała w internecie lawinę komentarzy: od słów wsparcia po krytykę. Tymczasem płacz po ważnym występie (zwycięskim czy przegranym) to dla sportowca kluczowy element higieny psychicznej.

  • Adobe Stock

    Kompulsja: uwięzieni w nawyku

    Myjemy ręce po raz kolejny, sprawdzamy zamki w drzwiach jeszcze raz, liczymy w myślach do „bezpiecznej” liczby. Dla jednych to drobny nawyk, dla innych – codzienny przymus, który przejmuje kontrolę nad życiem. Czym naprawdę jest kompulsja i skąd się bierze?

  • PAP/Jacek Turczyk

    Mizofonia – gdy chrząkanie czy mlaskanie wywołuje wściekłość

    U blisko 5 proc. populacji wytwarzane przez inne osoby naturalne dźwięki, takie jak odchrząkiwanie, odgłosy jedzenia, głośniejsze oddychanie czy pociąganie nosem powodują złość, czasami nawet wściekłość. Tak objawia się mizofonia – znana od ok. dwóch dekad i nadal nie do końca rozumiana przypadłość. Dotkniętym nią osobom z pomocą przychodzi głównie terapia poznawczo-behawioralna.

  • PAP/Adam Warżawa

    Co dzieje się z ciałem podczas oglądania meczów MŚ w środku nocy?

    Wiele osób zarywa noce, aby obejrzeć Mistrzostwa Świata FIFA 2026 – według ekspertów można stracić nawet 275 godzin snu z powodu meczów rozgrywanych późno w nocy, a często towarzyszyć temu będzie mnóstwo adrenaliny i emocji. Lekarze ostrzegają, że częste nieprzespane noce, stres, nadmierne spożycie kofeiny i niezdrowe przekąski mogą wpływać na samopoczucie zarówno fizyczne, jak i psychiczne, zwłaszcza u osób z chorobami przewlekłymi.

NAJNOWSZE

  • AdobeStock

    Gorzka czekolada jest dobra dla mózgu

    Już około 20-30 g dziennie (najlepiej z zawartością powyżej 70 proc. kakao) wspiera procesy myślowe i chroni komórki nerwowe przed starzeniem. Co ciekawe, najlepiej działa na mózg seniorów.

  • Wypełnij swoją listę na ratunek

  • Pacjenci ze zwiększonym ryzykiem zaostrzeń POChP pozostali bez leczenia biologicznego

  • Morwa czarna, morwa biała

  • Nauka odbierania porodu – zależy nam na realizmie

  • AdobeStock

    Mózg nie lubi otyłości

    Zbyt duża waga pogarsza różne obszary zdolności poznawczych. Ponadto sprzyja rozwojowi demencji. Seniorzy powinni także zwrócić uwagę na zbyt niską masę ciała.

  • Płacz to u sportowca emocjonalny reset

  • Mizofonia – gdy chrząkanie czy mlaskanie wywołuje wściekłość

Serwisy ogólnodostępne PAP