Nawet łagodny incydent anafilaktyczny trzeba potraktować poważnie
Autorka: Monika Grzegorowska
Konstanty ma urodziny w Walentynki. Chciał spędzić je z kolegami w kinie. Przed seansem kupili w sklepie przekąski i napoje. Jednak zanim zaczął się film, chłopiec źle się poczuł. Okazało się, że ma pierwszy w życiu, niespodziewany wstrząs anafilaktyczny.
To nie scena z filmu, ale prawdziwa historia zwykłego 15-letniego chłopaka. Kostek nigdy wcześniej nie miał na nic uczulenia. Tego dnia, prawdopodobnie po wypiciu napoju, zrobiło mu się gorąco, dostał swędzącej wysypki, zaczął puchnąć. Objawy szybko narastały. Zaniepokojony zadzwonił do rodziców, a ci nakazali mu udać się do apteki na terenie galerii, w której było kino.
– Czułam po głosie, że dzieje się coś niedobrego, dlatego natychmiast po rozmowie wsiedliśmy do auta i pognaliśmy do centrum. Zdawałam sobie sprawę, że mogę mieć utrudniony kontakt z synem, więc byłam „na łączach” z jego kolegą, który na szczęście zaopiekował się nim i cały czas zdawał mi relację, gdzie są i co się dzieje – opowiada mama Konstantego.
Chłopcy wyszli z kina i zaczęli szukać apteki. Chcieli zwrócić się po pomoc do ochroniarza galerii, ale nie udało się go znaleźć. Pytali o aptekę ludzi, ale nikt nie umiał jej wskazać. Nikt też nie zareagował na dwóch roztrzęsionych nastolatków szukających apteki… Wtedy Władek wpadł na pomysł, by poszukać jej w aplikacji.
– Czułem się naprawdę bardzo źle, z sekundy na sekundę coraz gorzej. Nie wiedziałem, co się dzieje. Wcześniej w lustrze w łazience zobaczyłem wokół gardła czerwoną wysypkę, potem czułem, że jest jej coraz więcej, swędziało mnie całe ciało – opowiada Kostek.
Kiedy w końcu znaleźli aptekę, wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Farmaceuta natychmiast zorientował się, że ma do czynienia ze wstrząsem anafilaktycznym. Zadzwonił po pogotowie, a zanim karetka przyjechała, zaaplikował chłopakowi zastrzyk z adrenaliny.
– My dotarliśmy do tej apteki 20 minut od telefonu syna, pięć minut po przyjeździe karetki. To był niezapomniany widok. Nigdy nie widziałam mojego dziecka w takim stanie. Siedział na zapleczu, cały się trząsł. Wyglądał jak bohater filmu Hellboy: czerwony i opuchnięty. Pokrzywka rozlała się na całe ciało, wyglądało to bardzo źle. Karetką na sygnale zawieziono nas do szpitala, tam dostał kolejną dawkę adrenaliny – wspomina mama nastolatka.
Na szczęście pomoc nadeszła szybko. Bo chłopak przyznał, że coś złego się z nim dzieje; bo kolega zareagował i był z nim cały czas; bo farmaceuta, na którego trafili, miał wcześniej podobny przypadek i uwierzył, że to nie żart. Udało się, mimo że po wyjściu z kina – w co trudno uwierzyć – nikt nie reagował na dwóch biegających po galerii i szukających pomocy nastolatków.
To był pierwszy wstrząs Konstantego, ale nie ostatni.
Następny wydarzył się, gdy koledzy postanowili spotkać się na nocowane. Miły, relaksujący wieczór, znowu wyprawa do sklepu po jakieś przekąski – typowe życie nastolatków.
– Zjedliśmy hot-dogi i wróciliśmy do domu. Po 20 minutach Kostek zaczął mówić, że jest mu bardzo duszno. Otworzyłem okno. Trochę pomogło, ale nagle zaczął robić się czerwony. Po chwili okazało się, że mamy „powtórkę z rozrywki” – znowu wstrząs. Szybko poszliśmy do domu Kostka, na szczęście mieszka blisko. Wziął adrenalinę i dolegliwości zaczęły ustępować – opowiada Włodek.
Choć chłopak jest już pod stałą opieka lekarzy, wciąż nie wiadomo, co powoduje taką reakcję.
– Problem jest bardziej skomplikowany, niż sądziliśmy. Prawdopodobnie to jakaś alergia krzyżowa. Kostek przechodzi teraz szereg badań, które mają ustalić, co konkretnie go uczula. Najważniejsze, że jesteśmy już pod opieką, mamy adrenalinę, więc czujemy się już dużo bezpieczniej – mówi mama chłopaka.
Faktycznie, odkrycie przyczyny reakcji anafilaktycznej bywa trudne.
– Czasem śledzenie przyczyny może przypominać śledztwo prowadzone przez detektywa, aby na końcu odkryć, że w produkcie wielkiego koncernu jest resztka orzechów ziemnych, które wywołały reakcję anafilaktyczną, mimo, że były wielokrotne zapewnienia, że ich tam nie ma – mówi prof. Radosław Gawlik, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Alergologii, Immunologii Klinicznej SUM w Katowicach.
Jeszcze trudniej jest, gdy dochodzi do tzw. anafilaksji zsumowanej, w której do wystąpienia ciężkiego wstrząsu dochodzi nie na skutek działania jednego, silnego czynnika, ale przez jednoczesne (lub następujące po sobie w krótkim czasie) zadziałanie kilku czynników, z których każdy z osobna mógłby nie wywołać tak gwałtownej reakcji.
– Reakcja alergiczna powstaje, gdy próg tolerancji organizmu zostanie przekroczony przez sumę słabszych bodźców, przykładowo: spożycie alergenu, np. niewielkiej ilości orzeszków, na które pacjent jest uczulony, a następnie podjęcie wysiłku fizycznego – wyjaśnia prof. Gawlik.
Historia Konstantego jest dość typowa. Trzy osoby na tysiąc z ogólnej populacji mogą mieć objawy anafilaksji w ciągu życia. Najczęściej to sytuacje, które nie powodują zgonów, zatrzymują się na poziomie ogólnej pokrzywki lub objawach z przewodu pokarmowego.
– Generalnie nie należy się bać anafilaksji, bo nie każda stanowi bezpośrednie zagrożenie życia. Konieczna jest jednak czujność, bo każda, nawet ta, która nie jest bezpośrednim zagrożeniem życia, może w każdej chwili się nią stać. Nigdy nie wiemy, jak to się potoczy, więc zawsze musimy być przygotowani na to, że po kilku, kilkunastu minutach mogą jednak wystąpić ciężkie objawy oddechowe czy krążeniowe – ostrzega prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Kłopot w tym, że reakcję anafilaktyczną łatwo pomylić. Nigdy nie możemy mieć pewności, czy to ostra pokrzywka, czy wstęp do reakcji anafilaktycznej. Podobnie możemy pomylić napad astmy, zatrucie pokarmowe czy „zwykłe” omdlenie.
– Pokrzywka, obrzęk, uczucie niepokoju, objawy z przewodu pokarmowego, duszność, objawy krążeniowe, przyśpieszone tętno lub spadek ciśnienia aż do wstrząsu z utratą przytomności – to etapy napadu anafilaktycznego. I pacjent może się albo na którymś z tych etapów zatrzymać, albo dochodzi do zagrożenia życia – mówi alergolog.
Specjaliści pracują obecnie nad opracowaniem standardów, które będą jasno wyznaczały właściwe ścieżki postępowania w systemie przedszpitalnym, bo główną przyczyną zgonów jest opóźnienie w podaniu adrenaliny.
– Nauka natychmiastowego użycia adrenaliny oraz instrukcje jej zastosowania powinny być we wszystkich placówkach i w przestrzeni publicznej, gdzie są duże skupiska ludzkie. Ale do tego musi być jeszcze przeszkolenie, dlatego tak ważne są działania edukacyjne, budowanie świadomości i powszechny dostęp do autowstrzykiwaczy – zaznaczają specjaliści.