Sztuka upadku

Fizjoterapeuci namawiają, by uczyć się bezpiecznie upadać. Dzięki temu można uniknąć poważnych urazów, zwłaszcza zimą. Ważna jest pamięć mięśniowa, którą szczególnie w dojrzałym wieku też powinno się trenować. Jak upadać, by bez szwanku wstać?

PAP
PAP

Widok podnoszącego się po spektakularnym upadku narciarza, który otrząsa się ze śniegu i wraca na trasę, budzi podziw i niedowierzanie. Dla większości ludzi, zwłaszcza w dojrzałym wieku, taki wypadek miałby poważne, jeśli nie tragiczne, konsekwencje. Warto sobie przypomnieć w takich momentach, że w dzieciństwie większość z nas potrafiła staczać się po saneczkowych trasach, ślizgać na butach i upadać na lód, nie robiąc sobie najmniejszej krzywdy.

Dr n. med. Remigiusz Rzepka, fizjoterapeuta i trener przygotowania motorycznego Enel-sport przekonuje, że wiek ma drugorzędne znaczenie. Liczy się kondycja, a przede wszystkim to, czy w naszej głowie mamy zakodowaną procedurę na okoliczność upadku. 

– W przypadku sportowca mówi się często, że zadziałała pamięć mięśniowa. Jednak nasza pamięć mięśniowa ma określony czas przetrwania, z czasem blednie –  tłumaczy dr Rzepka. Zwłaszcza że nawet aktywne osoby w średnim wieku rzadko mają okazję do podstawowych ćwiczeń gimnastycznych, jak choćby przewrót w tył czy w przód. 

–  U tej większości dorosłych osób, która bardzo dawno nie upadała, ta pamięć też jest, ale głęboko ukryta. Trzeba ją wydobyć, przypomnieć sobie, jak to jest się przewrócić –  przekonuje fizjoterapeuta. 

Przewracanie się to sygnał dla naszej głowy, naszego przedsionkowego układu równowagi, że coś takiego może się zdarzyć. Nasz mózg wie, co zrobić, byśmy, upadając, nie zrobili sobie krzywdy, wystarczy trochę praktyki – twierdzi.

Jeśli będziemy potrafili upadać, lecąc do tyłu, odruchowo pochylimy głowę do przodu, chroniąc potylicę przed uderzeniem w ziemię. Bezwiednie ugniemy nogi, co obniży środek ciężkości i sprawi, że upadek nie będzie tak poważny. Nawykłe do upadku ciało, gdy będziemy spadać na bok, nie poleci na łokieć, a spróbuje obniżyć środek i przetoczyć się na bok. 

Ćwiczący sporty walki mają zakodowane, by pod żadnym pozorem nie podpierać się ręką, bo grozi to złamaniem. Co innego, gdy upadamy na twarz – wtedy naturalnym odruchem jest wspomóc się rękami, by zamortyzować uderzenie w głowę. Osoba nawykła do upadków wykona ruch podobny do robienia pompek, upadnie na proste dłonie i ugięte łokcie albo nawet przekoziołkuje do przodu. Tak jest najbezpieczniej dla naszego ciała.

Adobe Stock

Mięśnie, ścięgna i więzadła w sporcie

Dr Rzepka dodaje, że szczególnie osoby w średnim wieku i starsze – ze względu na coraz mniejszą sprawność i aktywność – powinny przyłożyć się do „lekcji z upadków”. Oczywiście w bezpiecznych warunkach, z asekuracją, na materacu, a nawet poduszkach, zaczynając od niskich pozycji.

Gra jest warta świeczki. Prawie 20 proc. osób po 65. r.ż. oraz ponad połowa tych po osiemdziesiątce przewraca się raz lub kilka w ciągu roku. Ponad 30 proc. tych upadków wymaga interwencji lekarza, a ok. 5–7 proc. kończy się złamaniem. Zimą prawdopodobieństwo fatalnego w skutkach wypadku rośnie o 300 proc.

Ponieważ przypominanie sobie upadków i samodzielne ćwiczenia są z wiekiem coraz trudniejsze w wielu krajach na świecie funkcjonują programy prewencji upadków u osób po 60 r.ż. Obejmują one ćwiczenia siłowe adekwatne do wieku i poziomu, ćwiczenia równoważne oraz związane z przygotowaniem do sytuacji niespodziewanej np. poślizgu na chodniku – oczywiście w kontrolowanych warunkach. 

–  Jak pokazują statystyki, u osób uczestniczących w tych programach do upadków dochodzi rzadziej, a jeśli dochodzi, to nie są one tak bardzo obciążające w skutkach w porównaniu z grupą kontrolną, która takich ćwiczeń nie robiła –  argumentuje dr Rzepka.

Dodaje, że jest to koncepcja, która od kilkudziesięciu lat jest wdrażana m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie w kwestiach zdrowotnych rządzi rachunek ekonomiczny. Obliczono zatem koszty związane z urazami dla ubezpieczyciela, pracodawcy i rodziny. Jak twierdzi, za każdym razem wychodziło, że to się opłaca. 

Istnieją nawet zajęcia taneczne opracowane specjalnie pod kątem profilaktyki upadków. To np. Dance to Health, czyli cotygodniowe zajęcia online dla osób po 55. r.ż. w Wielkiej Brytanii albo Ballroom Basics for Balance w USA. Niektóre programy zawierają elementy jogi, TaiChi czy tzw., neuroćwiczeń, a także diety czy zagrożeń związanych z lekami i używkami. Jeśli jednak chodzi o sam fizjoterapeutyczny blok prewencji upadkowej, to sprowadza on się do dwóch kwestii. Co zrobić, by nie upaść, a jeśli już do tego dojdzie – jak upadać z jak najmniejszą szkodą?

Fot. PAP

Rolowanie – 6 podstawowych ćwiczeń

Rolowanie to dobry sposób na rozluźnienie mięśni i relaks. Pokazujemy kilka ćwiczeń, które każdy może sam zrobić w domu.

W tym pierwszym przypadku kluczowe jest szybkie reagowanie na zmianę podłoża, prowadzi się trening stabilności, równowagi, umiejętności szybkiego zejścia do pozycji półprzysiadu w różnych sytuacjach, a do tego potrzebna jest siła mięśniowa, więc ćwiczy się także ją. Przede wszystkim w układzie ćwiczeń: przysiad, przysiad w wykroku, przysiad w rozkroku, czyli gdy nasze nogi są w różnych pozycjach, symetrycznych i asymetrycznych, raz jedna do przodu a druga do tyłu, raz obie do boku – tłumaczy dr Rzepka. 

Równie ważne jest – jak podkreśla – ćwiczenie równowagi i siły, ale w tzw. ujęciu jednonożnym, czyli tak, byśmy potrafili wytrzymać obciążenie, gdy przechylamy się do boku, gdy musimy  przenieś ciężar ciała na jedną stronę. 

Chodzi o to, by w sytuacji ekstremalnej wytrzymało i biodro, i kolano, i kostka – wyjaśnia fizjoterapeuta.

Niemieckie Towarzystwo Ortopedii i Chirurgii Urazowej zwykle przed zimą przypomina obywatelom o zaletach pingwiniego chodu, „który jest prostym sposobem, by bezpiecznie przemieszczać po zmrożonej ziemi i uniknąć upadku”. Chodzi właśnie o taki chód, jaki ćwiczył Collin Farell do roli Pingwina w serialowym hicie. Należy więc pochylać tułów do przodu, by środek ciężkości znajdował się na nodze, która jest z przodu. Dzięki temu będziemy bezpieczniejsi na śliskim chodniku.

– Skracamy krok i tym samym zmienia się nasza płaszczyzna podparcia, faza jednonożnego podporu jest mniejsza lub jej nie ma. Jest to strategia pomocna zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych, gdy zaskoczy nas śliski chodnik – wyjaśnia dr Rzepka. 

– W sytuacjach skrajnych, np. po upadku, zamiast koniecznie się pionizować na śliskiej powierzchni, zaleca się czworakowanie – dodaje. Czyli nie zważając, „co ludzie powiedzą”, powinniśmy na czworaka dotrzeć do bezpiecznego podłoża i dopiero tam próbować wstać.

Niezależnie od tego, jak pewnie czujemy się na danym podłożu – przemieszczając się zimą, nie powinniśmy trzymać rąk w kieszeni. 

–  Kiedy upadamy, mając ręce w tej pozycji, nie mamy czym się zamortyzować, dłonie nie absorbują upadku i najczęściej lecimy na staw łokciowy i na bark. A jeśli w niefortunny sposób obciążymy staw barkowy, możemy sobie narobić sporo problemów – przestrzega dr Rzepka. 

Zaznacza, by zimą zachowywać większą ostrożność. Szukać części ścieżki lub chodnika, które są bezpieczniejsze. Nosić buty z podeszwą zapewniającą dobrą przyczepność – zarówno przy codziennych aktywnościach, jak i przy uprawianiu sportu. A w przypadku ekstremalnych warunków i problemów z poruszaniem – w miarę możliwości zostać w domu. 

Autorka

PAP

Luiza Łuniewska - Dziennikarka, reportażystka, redaktorka. Pisuje o wielkich triumfach medycyny i jej wstydliwych sekretach. Lubi nowinki z dziedziny genetyki. Była dziennikarką Życia Warszawy i Newsweeka, pracowała też w TVN i Superstacji. Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Wielbicielka kotów dachowych i psów ras północnych.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • zdj. PAP/	Łukasz Gągulski

    Ciało potrzebuje luzu, nie tylko wyciskania

    Samymi mięśniami nie zbudujesz trwałej formy. Jeśli ignorujesz rozciąganie i regenerację, twoje ciało szybko zacznie stawiać opór. Elastyczność i mądry relaks to sposób na zachowanie mobilności, która chroni przed kontuzjami i daje swobodę ruchu w każdym wieku.

  • Sosna, która leczy

    Trudno znaleźć drzewo bardziej związane z polskim krajobrazem niż sosna zwyczajna. Ale Pinus sylvestris to nie tylko jeden z najczęściej spotykanych gatunków naszych lasów. Jej pączki, młode pędy, igliwie, żywica i olejek przez stulecia wykorzystywano w lecznictwie, także w inhalacjach i kąpielach leczniczych. Część dawnych zastosowań przetrwała do dziś, inne dopiero po latach doczekały się badań laboratoryjnych i klinicznych.

  • Adobe Stock

    Aktywny kanapowiec – nie chodzi tylko o ćwiczenia

    Siedzenie przez wiele godzin może szkodzić nawet osobom aktywnym fizycznie. To, że grafik obejmuje nawet kilka treningów w tygodniu, ale potem nie wstajemy od biurka albo z kanapy może ograniczać pozytywne efekty płynące z ćwiczeń. Naukowcy wciąż badają te zależności, ale dalecy są od jednoznacznego wskazania liczby godzin, która „zaczyna już szkodzić”.

  • AdobeStock

    Osiem dobrych powodów, by więcej chodzić

    „Proszę codziennie zrobić o tysiąc kroków więcej” – takie zalecenie możemy usłyszeć od lekarza. Prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego prof. Maciej Banach zapowiada, że konkretna liczba kroków znajdzie się w zaleceniach dotyczących niefarmakologicznego postępowania u pacjentów z zaburzeniami lipidowymi. Jak pokazują najnowsze badania, nie trzeba od razu osiągać 10 tys. kroków dziennie. Już niewielkie zwiększenie codziennej aktywności wiąże się z korzyściami dla układu krążenia i metabolizmu, a także z niższym ryzykiem depresji, demencji i przedwczesnego zgonu.

NAJNOWSZE

  • AdobeStock

    Sudoku dla mózgu

    Sudoku to jedna z najpopularniejszych łamigłówek na świecie. Wymaga logicznego myślenia, skupienia uwagi i zapamiętywania informacji, a przy tym nie potrzebujemy do niego niczego poza kartką z cyframi lub aplikacją w telefonie. Czy regularne rozwiązywanie sudoku rzeczywiście usprawnia pracę mózgu?

  • Badanie „post mortem”, czyli kiedy wykonuje się sekcję zwłok

  • Nastolatki odsypiają poranne wstawanie do szkoły w weekend, szczególnie „sowy”

  • Uwaga! Pleśń

  • Żywieniowy jet-lag czyli zmiany pory posiłków a zdrowie

  • AdobeStock

    Chorzy na celiakię latami czekają na trafną diagnozę

    Od pierwszych objawów do rozpoznania celiakii mija średnio 7,3 roku. Przez ten czas chorzy ze swoimi dolegliwościami odwiedzają wielu lekarzy, leczą się na nieistniejące choroby i cierpią, czasem wręcz podupadają na zdrowiu. Wiedza na temat tej choroby wciąż jest niewystarczająca, a objawy na tyle niespecyficzne, że lekarze często przypisują je zespołowi jelita drażliwego (IBS), anemii z niedoboru żelaza czy chronicznemu zmęczeniu.

  • Wcześnie wykryty rak płuca daje większe szanse na skuteczne leczenie

  • Szpiku nie pobiera się z kręgosłupa i można mieć tatuaże, czyli jak odmłodzić bazę dawców

Serwisy ogólnodostępne PAP