Wojna to wyzwanie dla systemu ratownictwa. Lepiej być przygotowanym.

Wojna w Ukrainie uświadamia, jakie znaczenie ma przygotowanie szpitali, służb ratowniczych i administracji zdrowotnej na sytuacje ekstremalne – od braków personelu, leków i sprzętu, po konieczność podejmowania dramatycznych decyzji dotyczących priorytetów medycznych i logistycznych. Czy jesteśmy na to gotowi?

AdobeStock/Robert Ruidl
AdobeStock/Robert Ruidl

Na zaproszenie Zakładu Ratownictwa Medycznego WUM i Instytutu Ochrony Zdrowia do Polski przyjechali wysokiej rangi urzędnicy, dyrektorzy placówek medycznych z Ukrainy pracujący na co dzień w warunkach wojennych, którzy opowiadali o tym, jak wygląda prawdziwe życie medyków w czasie wojny. O tym, jak organizować system ochrony zdrowia w sytuacjach kryzysowych, słuchali przedstawiciele polskiej administracji publicznej oraz środowisk medycznych, naukowych, akademickich i samorządowych, wojskowi oraz eksperci z wielu dziedzin związanych z obronnością. 

– Chciałbym, aby nasi przyjaciele z Ukrainy „otworzyli nam oczy”. Żebyśmy przestali myśleć, że jeśli wybuchnie wojna, to po prostu będziemy się ewakuować i jakoś przetrwamy. Musimy zrozumieć, czym wojna naprawdę jest. Ratowanie pacjenta przy latarce, w piwnicy, pod ostrzałem to nie metafora, to rzeczywistość dzisiejszej Ukrainy – mówił prof. Robert Gałązkowski kierownik Zakładu Ratownictwa Medycznego Wydziału Nauk o Zdrowiu WUM podczas otwarcia konferencji. 

A jak wygląda ta rzeczywistość?

Radij Szewczenko, dyrektor generalny Dniepropietrowskiego Centrum Obwodowego i Centrum Medycyny Ratunkowej i Medycyny Katastrof wspominał jedną z najtrudniejszych akcji podczas pełnoskalowej wojny – wyjazd do Mariupola w celu wyzwolenia obrońców Azowstalu. 

– Nasza brygada mieszkała tam przez tydzień. Niestety, obrońców nam nie wydano, ale i tak pewnie był to najbardziej bohaterski czyn. Braliśmy też udział w akcji po ataku rakietowym na dworcu w Kramatorsku. Ewakuowaliśmy 63 rannych, z czego 12 to dzieci. Przy największych atakach na Dniepr pracowało całe ratownictwo medyczne. Przed kilkoma dniami wysłaliśmy do takiego zdarzenia 18 brygad, a pierwsze dotarły na miejsce już po kilku minutach – wymieniał.

Adobe Stock

Ratownik medyczny: na polu walki nikt się nie przejmuje bakteriami

Zasada jest prosta: na polu walki nie ma bakterii; podstawowe zadanie: dowieźć żywego poszkodowanego do bezpiecznej strefy, do szpitala - mówi Marek, doświadczony ratownik, prowadzący dla studentów WUM zajęcia z medycyny pola walki.

Tym, co stanowi największe wyzwania w pracy ratownictwa medycznego w regionie, który znajduje się w pobliżu frontu, jest radzenie sobie z masowym napływem rannych i z urazami typowymi dla działań wojennych. Ogromnym wyzwaniem jest zabezpieczenie zapotrzebowania na krew. Ważne jest też zapewnienie ciągłości działania systemów.

– Musimy walczyć z blackoutami energetycznymi. Pomagają nam w tym generatory prądu. Łączność radiową zapewnia nam 19 Starlinków. Zostaliśmy też wyposażeni w system online, który na bieżąco raportuje do resortu zdrowia dane o tym, jak wygląda nasze obłożenie pracą – wymienił Andrij Szewczenko.

Lekarze przyfrontowi – bohaterowie w fartuchach

– Nasi lekarze codziennie walczą o życie osób cierpiących z powodu ataków rosyjskich (…) system ochrony zdrowia Ukrainy poddawany jest ogromnym przeciążeniom. Czterech na pięciu rannych żołnierzy i cywilów wymaga wysokospecjalistycznego leczenia i wieloetapowych, wielogodzinnych operacji. Takie konsekwencje przynoszą m.in. ataki dronowe – mówił Wiktor Laszko, minister zdrowia Ukrainy.

Minister nie mógł osobiście wziąć udziału w konferencji, ale przesłał nagranie, w którym podkreślał znaczenie wsparcia międzynarodowego dla ukraińskich medyków. Mówił, jak ważne są inwestycje w naprawę i odbudowę zniszczonych lub uszkodzonych placówek zdrowia, czego koszt szacuje się na 20 mld dolarów.

– W 2022 roku nastąpił szczyt ataków na infrastrukturę medyczną, w 2024 roku była to już cecha stałej agresji. W 2025 roku sytuacja nieco się zmienia. Jest coraz więcej ataków dronowych. Wróg zmienia swoją taktykę i stosowane są podwójne ataki: po pierwszym ataku, gdy na miejsce przyjeżdżają służby medyczne, straż pożarna i przystępują do akcji ratunkowej, często następuje powtórny atak. To wyzwanie dla medyków – opowiadał Ihor Kuzin, zastępca ministra zdrowia Ukrainy, główny państwowy lekarz sanitarny, który pierwsze trzy lata wojny spędził na froncie. Podkreślał, że najtrudniej będzie odbudować straty w ludziach, zarówno jeśli chodzi o ofiary śmiertelne i ciężko rannych, jak i obywateli, którzy wyjechali z kraju (co najmniej 5,3 mln osób).

AdobeStock/lukasz

Jak radzić sobie z niepokojem wywołanym działaniami wojennymi

Wojenne realia i to, że Rosja nie respektuje podstawowych zasad obowiązujących dla działań zbrojnych, sprawiają, że zadania, przed jakimi stoi ratownictwo medyczne w Ukrainie, nie są ani łatwe, ani bezpieczne. 

- Wróg atakuje systemy łączności, a to ich stabilność może decydować o tym, czy uda się uratować pacjenta. Bardzo trudno się pracuje, kiedy nie ma łączności między brygadami a dyspozytorem. Rosjanie nie mają też skrupułów i ostrzeliwują nawet karetki wiozące cywilów. Mamy do czynienia ze świadomym zabijaniem medyków, którzy niosą pomoc rannym i poszkodowanym. Tak wygląda nasza codzienność w strefach przyfrontowych – mówił Andrij Waśko, dyrektor Lwowskiego Obwodowego Centrum Medycyny Ratunkowej i Medycyny Katastrof.

Doradczyni ministra zdrowia Ukrainy Iryna Mykychak podkreślała, że medycyna nie opiera się na budynkach i sprzęcie, tylko na ludziach. 

– W tej wojnie szpitale stały się frontem. Tylko w 2022 rok miało miejsce ponad 460 celowych ataków na infrastrukturę medyczną, a następne lata tylko pogorszyły sytuację– mówiła.

Podczas wojny uszkodzonych zostało już 816 placówek ochrony zdrowia, a ponad 320 zostało kompletnie zniszczonych i nie podlega odbudowie. 

– Praca, jaką wykonują nasi koledzy z Dniepra, Sum, Czernihowa, Harkowa, Kijowa oraz wielu innych dużych i małych miast zmagających się z conocnymi atakami jest nie do przeceniania. Ci lekarze czasem wręcz mieszkają w tych szpitalach całymi tygodniami. To prawdziwi bohaterowie w fartuchach. Chcielibyśmy, by ich doświadczenie nigdy nie przydało się w innych krajach europejskich – dodała Iryna Mikiczak.

Wojna to nie tylko rany postrzałowe

Wojna zwiększyła także liczbę problemów związanych ze zdrowiem psychicznym, chorobami układu sercowo-naczyniowego, onkologią i cukrzycą. 

– To kolejny ważny aspekt naszej współpracy: wymiana doświadczeń w walce z chorobami, które nie zatrzymują się nawet podczas wojny – dodała Mikiczak.

Fot. PAP

Wojna a HIV i inne zakaźne choroby 

W czasie wojny większego znaczenia nabierają te wszystkie działania, które pozwalają na zapobieganie i zwalczanie chorób zakaźnych. Nie chodzi tylko o szczepienia. Bardzo istotne jest na przykład... testowanie się w kierunku zakażenia HIV. Dowiedz się więcej.

Ale i taka pomoc bywa utrudniona.

– Nie zawsze możemy dojechać do pacjenta, bo są terytoria dniepropietrowszczyzny, w których z infrastruktury medycznej pozostały jedynie karetki. Ambulans może więc tam tylko podjechać i znieczulić starszą osobę, która jeszcze się nie ewakuowała z tego regionu. W tych miejscach musimy się jednak skoncentrować na rannych żołnierzach – mówił Szewczenko.

Podczas wojny w ukraińskich szpitalach znacząco wzrasta liczba pacjentów, którzy potrzebują rehabilitacji, ale też osób z zaburzeniami lękowymi i depresyjnymi. Dużym wyzwaniem jest rehabilitacja żołnierzy, również pod względem psychicznym. Dotyczy to też ludności cywilnej, szczególnie dzieci. Dlatego obecnie w Ukrainie mocno rozwijany jest cały system pomocy w tym obszarze.

Jak daleko jest wojna? Ukraińskie doświadczenie

– Wszyscy myślimy, że wojna to coś oderwanego od życia, jakiś wirtualny obrazek. My tak sądziliśmy do 2014 roku, a Europa ma takie przekonanie pewnie nadal. Dla nas wojna zaczęła się 9 maja 2014 roku, kiedy to 96 obrońców ojczyzny zostało dostarczonych przez karetki do szpitala z ciężkimi urazami. Jeszcze rok temu od Dniepra do linii frontu było 200 kilometrów i tylko czasem zmagaliśmy się z ostrzałami rakietowymi. Teraz miasto i jego okolice cierpią codziennie w wyniku ostrzałów balistycznych, bomb lotniczych czy shahedów (bezzałogowych dronów uderzeniowych produkcji irańskiej). Kilka dni temu 800 metrów od szpitala dziecięcego spadła rakieta. Zginęły 4 dorosłe osoby i dziecko – powiedział Radij Szewczenko.

Podczas swojego wystąpienia Szewczenko opowiadał też, jak organizują ewakuację z pola walki, ze szpitali przyfrontowych w głąb kraju oraz za granicę. Wyjaśniał, jak zapewniać opiekę medyczną ludności podczas tymczasowej okupacji i deokupacji. 

-Doświadczenia z Ukrainy są bardzo cenne dla polskiego systemu ochrony zdrowia. Musimy uczyć się od tych, którzy to przeżywają – bo tylko wtedy będziemy naprawdę gotowi” – uważa prof. Robert Gałązkowski.

Obecny na konferencji wicepremier Krzysztof Gawkowski dodał:

– Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że wojna może wybuchnąć. Niepewna sytuacja narasta, a pokój jest na tyle stabilny, na ile silna jest nasza zdolność do obrony. Mamy kilka lat, żeby się przygotować.

Autorka

Monika Grzegorowska

Monika Grzegorowska - O dziennikarstwie marzyła od dziecka i się spełniło. Od zawsze to było dziennikarstwo medyczne – najciekawsze i nie do znudzenia. Wstępem była obrona pracy magisterskiej o błędach medycznych na Wydziale Resocjalizacji. Niemal całe swoje zawodowe życie związała z branżowym Pulsem Medycyny. Od kilku lat swoją wiedzę przekłada na bardziej przystępny język w Serwisie Zdrowie PAP, co doceniono przyznając jej Kryształowe Pióro. Nie uznaje poranków bez kawy, uwielbia wieczory przy ogromnym stole z puzzlami. Życiowe baterie ładuje na koncertach i posiadówkach z rodziną i przyjaciółmi.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

Źródła

Źródło: konferencja „System Ochrony Zdrowia w czasie wojny. Jak skorzystać z doświadczeń ukraińskich?” 5 grudnia 2025 r. WUM

ZOBACZ WIĘCEJ

  • AdobeStock

    Psycholog szkolny - ważny element zespołu, który może uratować życie

    "Uczniowie naprawdę sami z siebie zaglądają do gabinetów szkolnych psychologów. Szukają wsparcia, rozwiązania problemów – nie tylko tych szkolnych. Psycholog szkolny jest natomiast od tego, by wspierać funkcjonowanie dziecka w szkole lub placówce. Żeby zrobić coś więcej, konieczna jest współpraca szkoły, rodziców i zewnętrznych specjalistów, a z tym bywa problem" – mówi Lucyna Kicińska, ekspertka Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego i wiceprezeska Fundacji Życie Warte Jest Rozmowy.

  • AdobeStock

    Ciągłe monitorowanie glukozy – pomocne głównie dla cukrzyków

    Choć urządzenia do ciągłego mierzenia poziomu glukozy (CGM) są już relatywnie łatwo dostępne i coraz bardziej popularne, nie zawsze i nie każdemu przynoszą korzyści. U osób bez cukrzycy wiele zależy od stanu zdrowia i sposobu wykorzystania narzędzi.

  • PAP/CAF Przemek Wierzchowsk

    Słowa, zachowanie, ślady na ciele – lekarzu, reaguj na przemoc domową

    Przemoc domowa zwykle nie ujawnia się wprost, ale zakodowana jest na ciele, w słowach, reakcjach, zachowaniu pacjenta, który przychodzi do gabinetu najczęściej z innym problemem zdrowotnym. Dlatego personel medyczny musi być uważny na konkretne sygnały. Co może świadczyć o przemocy i jak na nią reagować – wyjaśnia Agnieszka Wolańczyk, kierowniczka Ogólnopolskiego Pogotowia dla Osób Doznających Przemocy Domowej „Niebieska Linia”.

  • AdobeStock

    Zakaz telefonów w szkołach będzie odbierany jako kara, ale jest konieczny

    Od dawna mówi się, że telefony w szkołach przynoszą więcej szkody niż pożytku: przeszkadzają na lekcjach, pogarszają wyniki w nauce, osłabiają relacje z rówieśnikami. Od 1 września tego roku uczniowie nie będą mogli korzystać z telefonów komórkowych na terenie szkoły. „Musimy liczyć się z tym, że wprowadzenie takiego zakazu będzie odbierane jako kara i prawdopodobnie też jako ograniczenie wolności. Fakty jednak są takie, że z punktu widzenia psychologii oraz faz rozwoju dzieci i młodzieży ograniczenie im dostępu do telefonu jest aktualnie koniecznością” – mówi Piotr Szwędrowski, prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia.

NAJNOWSZE

  • Piotr Werewka/PAP

    Prawa półkula mózgu zaczyna dominować

    Współczesny świat wymusza częstsze używanie prawej półkuli mózgu, która odpowiada za odbiór emocji, kreatywność i przetwarzanie informacji na większym poziomie ogólności. A mózg do harmonijnego rozwoju potrzebuje różnorodnych bodźców, nie tylko wąskiej aktywności – zaznacza dr hab. n. hum. Jolanta Panasiuk, językoznawczyni, neurologopedka, prof. Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

  • Przełom w diagnostyce i leczeniu choroby Alzheimera?

  • Alkohol, papierosy wśród nastolatków – niewinne „tylko spróbuj”

  • Zmęczenie w chorobie onkologicznej to trudny przeciwnik

  • Badanie UKW: istotniejsze dlaczego, a nie jak długo nastolatek jest online

  • PAP/Szymon Pulcyn

    Nie tylko kurz czy orzeszki - uczulać może nawet woda i słońce

    Alergie to powszechny problem, który dotyka milionów ludzi na całym świecie. Powszechna jest wiedza o alergiach na pyłki, kurz czy orzeszki, ale zdarzają się też bardziej zaskakujące. Wyobraź sobie reakcję uczuleniową na wodę, światło słoneczne, własny pot czy nasienie partnera – to może wydawać się dziwne, ale takie przypadłości naprawdę istnieją i są nawet opisane w literaturze medycznej.

  • Kilka zasad przy wyborze zajęć dodatkowych dla dzieci

  • Nie tylko laktoza? Mleko A2 może być lepiej tolerowane przez jelita

Serwisy ogólnodostępne PAP