Apteki w czasie wojny. Mikroszpital i producent leków
Autorka: Klaudia Torchała
Apteki są elementem bezpieczeństwa państwa, a kompetencje farmaceutów kluczowe w opiece nad pacjentami w czasie kryzysu, gdy dostęp do szpitali czy leków staje się ograniczony. Polska powinna czerpać z doświadczeń ukraińskich. Przygotować już teraz rozwiązania pozwalające m.in. zminimalizować ryzyko zakłóceń w dostawie leków, uprościć obrót lekami i proces ich wytwarzania, a farmaceutów szkolić z medycyny taktycznej.
Ukraińscy farmaceuci i eksperci zajmujący się zdrowiem podzielili się m.in. doświadczeniami z pracy przy froncie, ale też pierwszych dni inwazji Rosji podczas konferencji „Apteka w czasie wojny i kryzysu. Farmaceuci jako element odporności państwa” zorganizowanej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. To lekcja, z której powinniśmy wyciągnąć wnioski, by zbudować odporny system ochrony zdrowia. Apteki są niewątpliwie istotnym ogniwem infrastruktury krytycznej.
Światło w ukraińskich aptekach wciąż się pali
Apteki w Ukrainie, pomimo tego, że były nawet wielokrotnie niszczone, zostawały odbudowane, jeśli tylko się dało, i działają. Są często punktem nie tylko wydawania leków, ale miejscem, gdzie można naładować telefon, napisać wiadomość do rodziny, połączyć z lekarzem. Niektóre przejmują funkcje szpitali, bo najbliższy oddalony jest np. 40 km.
– Łączymy się na przykład z lekarzem, który wyjechał do Niemiec. Wypisuje elektroniczną receptę i pacjent bezpośrednio uzyskuje bezpłatnie leki w aptece w ramach programów państwowych. Lekarz również ma możliwość wypisania leków i sprzedaży, tam gdzie nie ma farmaceutów – zaznaczyła Julia Klimeniuk, ekspertka ds. polityki farmaceutycznej i regulacji, członkini rady Stowarzyszenia Farmaceutów Ukrainy.
Pomimo tego, że w Ukrainie działa ok. 18 tys. aptek, a Charków od ponad stu lat szkolił farmaceutów – był ich stolicą – to w tej chwili zarówno placówek, jak i kadry jest za mało. Część farmaceutów wyjechała, inni zostali zmobilizowani, niektórzy zginęli. Ekspertka powiedziała, że pierwszego dnia wojny w jednej z dzielnic Charkowa – Saltiwce pracowały cztery apteki, a w całym mieście, liczącym przed wybuchem wojny, ok. 1,4 mln mieszkańców – 30. Trudno też oszacować, ile pierwszego dnia wojny farmaceutów pojawiło się w pracy, gdy rakiety przelatywały nad głowami i trwał ostrzał.
– W tych pierwszych momentach wojny studenci farmacji nie mieli dokąd wracać, pochodzili często z obwodu chersońskiego, donieckiego, ługańskiego. Pomagali segregować leki i je wydawać – zaznaczyła ekspertka.
W Charkowie apteki, te które przetrwały lub odbudowano, pracują cały czas, nawet w czasie alarmu. Farmaceuci zostali przeszkoleni z medycyny taktycznej, by pomagać pacjentom.
Nadal w tym rejonie niszczona jest logistyka. Występują problemy z łącznością, prądem, nie ma ogrzewania. Są trudności z dostawami leków w miejsca niebezpieczne.
– Jednego dnia możesz gdzieś dotrzeć, kolejnego już nie (…). Przez jedną noc w Charkowie na jednym rogu, gdzie było pięć aptek, została tylko jedna – opowiada Julia Klimeniuk.
W takich warunkach mieszkają ludzie, głównie osoby starsze, które potrzebują leków. To jest ich dom. Nie wszyscy mają transport, by pojechać do najbliższej apteki, bo nie wszędzie jeździ komunikacja. W niektórych miejscowościach od nawet trzech lat nie ma normalnego połączenia.
Mobilne apteki przy froncie
Mobilne apteki dostarczają leki w obwodzie charkowskim, sumskim, chersońskim, choć w tym ostatnim przestała jeździć, bo jest zbyt niebezpiecznie. Front jest niestabilny, istnieje wysokie ryzyko ostrzału. Jeden z farmaceutów pracujących w mobilnej aptece w filmie zaprezentowanym podczas konferencji, opisał, jak wygląda taka praca na co dzień – ciężka i niebezpieczna.
– Odbieramy busa, wchodzimy, uruchamiam komputer, włączamy agregat i starlinka, żeby był zasięg. Wielu osobom wypisują e-recepty w aplikacji. Niestety bez połączenia ten program nie działa. Przewozimy leki w dużych ilościach. Leki obniżające cukier, (…) na nadciśnienie, regulujące rytm serca. To są trzy najczęstsze potrzeby. Mamy lodówkę z temperaturą 8 st. C. Tu przechowywane są leki wymagające chłodzenia. Dalej bandaże, wata, strzykawki, plastry, zwykłe, chirurgiczne i inne – wylicza farmaceuta.
Podkreśla, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, dlatego z kierowcą noszą kamizelki kuloodporne i hełmy, a kiedy zbliżają się do linii frontu, nawet na 3 km, używają zagłuszarki. Dróg często nie ma i muszą jechać przez pole. Teren może być zaminowany.
– Front jest teraz niestabilny. Zdarzało się, że przyjeżdżamy do wsi i wiemy, że to ostatni raz. Już tu nie wrócimy – opowiada.
Edem Adamanow, dyrektor Państwowego Centrum Eksperckiego Ministerstwa Zdrowia Ukrainy zwrócił uwagę, że na sytuację kryzysu powinno się zabezpieczyć system wydawania leków, bo elektronika może po prostu nie działać. W Ukrainie wprowadzono możliwość sprzedaży leków na stacjach benzynowych, w aptekach może być zatrudniony młodszy personel medyczny, który asystuje farmaceutom. Dodał, że warto szkolić z medycyny taktycznej, bo gdy pojawia się kryzys, nie ma na to już czasu. Jednocześnie przyznał, że wiele rozwiązań może wzbudzać dyskusję, ale warto przygotować już teraz regulacje, by sprawnie działać, minimalizować nieuczciwe praktyki, które zawsze w takich momentach pojawiają się.
Należy przygotować odpowiednie warunki do przechowywania leków, zapewnić wystarczającą liczbę inspektorów do kontrolowania magazynów, zabezpieczyć dystrybucję, określić warunki działania dystrybutorom w kryzysowej sytuacji. Trzeba przygotować się na regulowanie cen, przygotować magazyny i instytucje, które będą zdolne do szybkiej mobilizacji nowych dostawców, substancji czynnych, gotowych produktów i wyrobów leczniczych.
– Kiedy się zaczyna kryzys, zaczyna się skomplikowana dyskusja wewnątrz państwa – podkreślił Edem Adamanow.
Kolejna wskazówka – należy inwestować w leki recepturowe, szkolić z obsługi chromatografu.
– Zajmie to państwu 2-3 tygodnie na studiach, jak produkować leki w warunkach aptek. Można studentów nauczyć, jak wytwarzać leki recepturowe – zaznaczył ekspert.
– Każdy kraj może wybudować swój model odporności (…). Niezależnie tego, ile macie aptek, dystrybutorów i producentów, trzeba będzie odgrywać aktywną rolę w zapewnieniu dostępności, dywersyfikowaniu kanałów dostępu, wpływać na ceny i na asortyment – wyliczał Adamanow.
Podobnie z lekami krytycznymi. Jego zdaniem już teraz warto ustalić ich listę wewnątrz państwa, bo każdy kraj ma swoją specyfikę chorób.
– Pracuję teraz w organizacji, która rejestruje leki, opracowuje protokoły leczenia, ocenia technologie medyczne, zajmuje się cenami. W okresie pełnoskalowej wojny to odgrywa tak naprawdę kluczową rolę. Więc gdybyśmy mieli możliwość przekazania najlepszych dobrych praktyk, radzilibyśmy jak najszybciej cyfryzować wszystko, co dotyczy rejestracji leków, bo eksperci, którzy przeprowadzają ekspertyzę, to jest bardzo ograniczona liczba osób w każdym kraju (…). Jeżeli nie zapewnimy im dostępu na odległość do informacji wrażliwej, to ten proces po prostu stanie w miejscu i cały rynek może ucierpieć z tego powodu. Trzeba o tym pomyśleć – radzi Adamanow.
Michajło Pasichnyka, zastępcy dyrektora Państwowego Centrum Ekspertów podkreślił, że podczas wojny producenci leków stają się częścią również częścią infrastruktury krytycznej, podobnie jak wszyscy uczestnicy łańcucha dostaw. Trzeba myśleć o dywersyfikacji tras i dostawców, ochronie kluczowych procesów produkcyjnych, zabezpieczeniu krytycznych substancji, wsparciu lokalnej produkcji. Zapewniać schrony bezpośrednio na terenie zakładu.
– Mimo ostrzałów, alarmów, producenci odbudowali swoją produkcję, a niektórzy nawet nie zatrzymywali. Tam gdzie pracuję, do wybudowanego 50 lat temu schronu przychodzili nie tylko pracownicy fabryki produkującej leki, ale też mieszkańcy – zaznaczył.
Zwrócił uwagę, że schron to nie tylko ściany, ale także wentylacja, niezależnie wytwarzany prąd, zapasy jedzenia, wody na dłuższy czas, gdy trzeba tam pozostać. Jego zdaniem pracowników trzeba szkolić do różnych zadań, również w warunkach kryzysu. Już pandemia nauczyła zarządzać zapasami.
– Dzięki pandemii przechowywaliśmy wystarczającą ilość substancji. To pozwoliło nam przetrwać – powiedział Michajło Pasichnyka.
Dr Iryna Mikiczak, doradczyni ministra zdrowia Ukrainy dodała, że pomimo konfliktu system ochrony zdrowia Ukrainy przetrwał.
„Dziś mówimy jednak nie tylko o przetrwaniu, ale także o odporności: systemu, instytucji, ludzi, którzy codziennie podejmują decyzje dotyczące życia innych. W tym systemie farmaceuci i apteki mają szczególne miejsce. Są ważni nie tylko dla Ukrainy, ale i dla całej Europy” – zaznacza dr Iryna Mikiczak.