Alkohol to nie najlepszy sposób na poprawę nastroju
Autorka: Monika Grzegorowska
Wiele osób sięga po alkohol, chcąc poprawić sobie nastrój lub by uporać się z lękiem. To błąd, bo choć etanol początkowo stymuluje wydzielanie dopaminy i działa przeciwlękowo, to w miarę jego metabolizowania mózg staje się bardziej podatny na stres i stany depresyjne.
Kiedy zaczynamy pić alkohol, nasz organizm produkuje dodatkową dopaminę, która dociera do obszarów mózgu zwanych „ośrodkami nagrody” – tych, które sprawiają, że czujemy się dobrze i chcemy robić więcej tego, co robimy.
Zatem pierwsze kilka drinków prawdopodobnie poprawi nam humor – na krótko. Jeśli jednak będziemy pić dalej, dopaminowy haj zostanie ostatecznie zepchnięty na dalszy plan przez mniej przyjemne skutki alkoholu: dezorientację, niezdarność, nudności i odwodnienie.
Alkohol może również powodować depresję: w dłuższej perspektywie organizm przyzwyczaja się do wzrostu poziomu dopaminy, którą otrzymuje wraz z przyjmowaniem alkoholu, i zaczyna produkować jej mniej, aby to zrekompensować. Oznacza to, że jeśli picie stanie się nawykiem, możemy cierpieć na niedobór dopaminy, co może prowadzić do obniżenia nastroju.
Alkoholowe błędne koło
Alkohol jest wręcz klasyfikowany jako depresant, ze względu na to, że oddziałuje na ośrodkowy układ nerwowy i zmienia chemię mózgu, wpływając na neuroprzekaźniki regulujące nastrój: serotoninę i dopaminę, które odgrywają kluczową rolę w stabilizacji nastroju. Ich zaburzenie prowadzi do wahań nastroju i niestabilności emocjonalnej.
Specjaliści zwracają uwagę na tzw. efekt odbicia. Polega on na gwałtownym nasileniu objawów, które alkohol wcześniej tłumił. Objawia się to najczęściej nasilonym lękiem, przyspieszonym biciem serca oraz wzmożoną drażliwością.
Alkohol znacząco wpływa też na jakość snu, co z kolei może zaostrzyć problemy ze zdrowiem psychicznym. Choć początkowo może powodować senność, zaburza cykl snu, prowadząc do jego niskiej jakości. Brak regenerującego snu może nasilać uczucie depresji i lęku, tworząc błędne koło, w którym osoba polega na alkoholu, aby zasnąć, ale cierpi z powodu jego długoterminowych konsekwencji.
Konsekwencje emocjonalne picia
Zdaniem dr Bohdana Woronowicza, psychiatry od lat zajmującego się terapią uzależnień, sięganie po alkohol, żeby poprawić sobie nastrój, to pułapka.
– Leczyłem wielu pacjentów, którzy „podnosili” sobie nastrój alkoholem, a skończyli jako uzależnieni od tej substancji. Alkohol i depresja idą w parze. Jeżeli będziemy zbyt często korzystali z alkoholu dla poprawienia samopoczucia, wytworzy się błędne koło – ostrzega dr Woronowicz.
Ten emocjonalny rollercoaster może zaostrzyć istniejące problemy ze zdrowiem psychicznym i stworzyć nowe, tworząc niekończący się cykl picia, mający na celu złagodzenie objawów, które alkohol utrwala.
Dr Woronowicz zauważa, że wiele osób, które sięgają po alkohol, ma depresję. W efekcie trzeba potem leczyć ich zarówno z uzależnienia, jak i zaburzeń nastroju. Zdaniem psychiatry, zdecydowana większość uzależnionych, może nawet wszyscy, borykają się z tym problemem.