Mózg nie jest stworzony do odczuwania nieustannego szczęścia
Autorka: Klaudia Torchała
Ludzki mózg nie ewoluował do tego, by nieustannie odczuwać szczęście. Jest tak zaprojektowany, byśmy przetrwali żywi do jutra. Przez ostatnie 10 tys. lat funkcje mózgu nie zmieniły się bardzo, ale świat wokół już diametralnie. Aby przeżyć, musimy nauczyć się skupiać, w przeciwieństwie do przodków, którzy musieli reagować nawet na najmniejszy szelest. To rozproszenie dawało im szanse przeżyć kolejny dzień – wynika ze spotkania z dr Andersem Hansenem, psychiatrą i popularyzatorem wiedzy o mózgu.
– Głównym zadaniem mózgu nie jest zapewniania szczęścia, przyjemności, tylko to, by człowiek żywym dotrwał do jutra. Przez ostatnie 10 tys. lat ludzki mózg nie zmienił się znacząco. W naszych głowach mamy po prostu maszynę, która ma nam zapewnić przetrwanie na sawannie. Oznacza to, że cały czas rządzą nami instynkty – tłumaczy psychiatra, autor wielu książek o mózgu. Najnowsza, którą napisał wraz z Matsem Wänbladem, nosi tytuł „Zrozum swój mózg. Skąd biorą się emocje i dlaczego są OK”.
Platformy społecznościowe bazują na pradawnych instynktach
Podczas spotkania w Centrum Nauki Kopernik dr Hansen zaznaczył, że człowiek jest stworzeniem społecznym, w pojedynkę by nie przetrwał. To silne uwarunkowanie współcześnie może tłumaczyć silne zaangażowanie całego naszego gatunku w wirtualny świat i platformy społecznościowe.
– Izolacja od grupy była tak samo groźna, jak utrata źródła pożywienia. Dlatego mamy bardzo silną potrzebę nawiązywania więzi i znajdowania porozumienia. To oznaczało, że przetrwamy – podkreślił naukowiec.
Instynkty dawały człowiekowi szansę przetrwać, gdy zasoby były mocno ograniczone. Obecnie mamy do nich łatwiejszy dostęp, a niektórzy mają ich wręcz za dużo. Nie musimy polować, uciekać i walczyć o życie każdego dnia. Wpisane w nasz mózg instynkty zaczęły z powodzeniem wykorzystywać platformy społecznościowe, „grając na emocjach i uwadze”, powodując, że nie możemy się od urządzeń cyfrowych wręcz oderwać.
– Przyciągają nas, bo wywołują emocje, na przykład złoszczą albo straszą – tłumaczy naukowiec. Zauważa, że uwaga ludzka stała się cennym towarem. Została uprzedmiotowiana.
– Na świecie jest ponad 8 mld ludzi. Przez 16 godzin dziennie nie śpimy, a spółki technologiczne po prostu chcą zagospodarować jak najwięcej naszego czasu, żeby zamienić naszą uwagę w towar. W związku z tym generują treści, które są tak angażujące, że nie jesteśmy w stanie się od nich oderwać – zaznacza dr Hansen.
Na spotkaniu nawiązono do słów Billa Gatesa, który zauważył, że wkrótce ludzie nie będą w stanie w ogóle odłożyć telefonu. – To brzmi jak dystopia, ale wydaje mi się, że wcale nie jest to tak odległe – stwierdza psychiatra. Jednocześnie podkreśla, że nowe technologie mają wiele zalet, ale potrzebny jest limit wieku, bo w kontekście młodych stają się ogromnym wyzwaniem. Przypomina, że dzieci i młodzież spędzają w ekranie po szkole już średnio 6-7 godzin. Wycofują się z aktywnego życia. Jednocześnie ich zdrowie psychiczne staje się nadwątlone.
– To, co nam wydawało się science fiction pięć lat temu, w tej chwili jest rzeczywistością. Ale wszystko tak naprawdę sprowadza się do tego, że nasz mózg się nie zmienił. My jesteśmy biologicznie zwierzętami i wszystko wokół nas się zmienia, a my się nie zmieniamy i się nie zmienimy pod tym względem – podkreśla.
Dlatego też warto zgłębiać wiedzę na temat mechanizmów psychologicznych, by być świadomym tego, na czym bazują algorytmy. Naukowiec zauważa, że one zdają się wiedzieć więcej o nas, niż my o sobie. Wykorzystują to, że człowiek potrzebuje innych do przeżycia, porównuje się – i to szczególnie, gdy jest nastolatkiem. Kiedyś robił to wyłącznie z osobami z najbliższego otoczenia, dziś „z całą planetą”. To pułapka.
– Często mówię moim pacjentom, że mają skłonności do porównywania swojego wewnętrznego „ja” do zewnętrznego „ja” wielu osób. One się czują tak samo źle, jak wy na co dzień. Naprawdę – podkreśla lekarz.
– Nasz mózg jest do tego przygotowany i przystosowany, żebyśmy byli w grupie, również jako nastolatkowie. I kiedy spotykamy ludzi, pytamy siebie bardzo często, czy dobrze wyglądam, czy mam wystarczająco dużo pieniędzy, czy jestem wystarczająco fajny, żeby należeć do tej grupy – wylicza psychiatra.
Zaznacza, że młodym trzeba tłumaczyć, że firmy na czasie spędzonym przez nich w internecie zarabiają i tylko to je motywuje. Tylko w ten sposób można „wykształcić w nich wewnętrznego buntownika” i odciągnąć od świata wirtualnego.
– Firmy mają absolutnie w nosie, czy się wyśpisz czy nie. Im zależy wyłącznie na twoim czasie. Chcą cały czas, który możesz im dać, bo w ten sposób zarabiają pieniądze – uzmysławia młodym. Równocześnie zauważa, że uzależnienie od urządzeń dotyczy nie tylko najmłodszych użytkowników, ale też dorosłych. Trudno jest przekonać, jeśli samemu postępuje się inaczej.
Dlaczego tak szybko się rozpraszamy?
Ludzka uwaga jest bardzo ulotna. Szybko się rozpraszamy. Ma to uzasadnienie biologiczne. Dr Hansen tłumaczy, że kiedyś „ta maszyna pomagała przetrwać”.
– Nasi przodkowie musieli skanować otoczenie non stop – opowiada. Dodaje, że tym bardziej musimy dbać o koncentrację, bo „ona jest wrażliwa, ale powinna taka być”. Zdaniem psychiatry w przyszłości stanie się ona bardzo cenna, tak jak kiedyś umiejętność wyłapywania wielu sygnałów na raz.
Zadaniem mózgu nie jest ciągłe szczęście
Emocje też są bardzo ulotne, a odczuwanie tych negatywnych również pełni ważne funkcje.
– Przeświadczenie, że należy się cały czas czuć dobrze, jest toksyczne, ponieważ stawia przed nami cele, które są nie do osiągnięcia. Musimy być świadomi, że zadaniem mózgu nie jest sprawienie, że jesteśmy cały czas szczęśliwi, tylko żebyśmy przetrwali. Dlatego powinniśmy czuć się zaniepokojeni. Lepiej się przestraszyć za dużo razy, niż o raz za mało – wyjaśnia psychiatra.
Zaznacza jednak, że nie chodzi o to, by cierpieć cały czas, bo wtedy jest potrzebna specjalistyczna pomoc, ale „jeżeli czujesz, że masz co jakiś czas spadki nastroju, nie zawsze wszystko jest idealnie, to znaczy, że mózg działa dobrze”.
Przemek Staroń – psycholog, wykładowca, edukator, Nauczyciel Roku 2018 – przywołał animację Natalii Brożyńskiej pt. „Drżące trąby” o Pafnucku i Kalasantym, którzy sobie wzajemnie zazdrościli tego, jacy są. Etiudę kończy zdanie: „a więc ty jesteś taki, a ja myślałem, że owaki. Ja ci tak zazdrościłem przez cały czas, a ty też płakałeś”.
Psycholog posłużył się tym przykładem, by pokazać, że wbrew pewnej iluzji, którą starzają plafromy społecznościowe, „potrzebujemy prawdy, autentyczności, bycia ze sobą”. Tymczasem przywołana tu zazdrość okazuje się też istotnym uczuciem.
– Jeżeli odczuwamy zazdrość, to zwracamy uwagę na więcej szczegółów, zapamiętujemy więcej o osobie i to nas motywuje do bycia kreatywnymi (…) Dzisiaj ona jest uruchamiana czasami przez bardzo przypadkowe bodźce, na przykład przez zdjęcia celebrytów w mediach społecznościowych. Każdy doświadcza zazdrości. Nie należy się tego wstydzić. Można wręcz wyciągnąć z tego coś dobrego, pod warunkiem, że nie staje się toksyczna – zaznacza dr Hansen. Podobnie jest ze smutkiem, który może nas – jak wyjaśnił dalej – motywować do tego, byśmy unikali tracenia. W ogóle emocje mają nas motywować do działania.
– Niepokój ma nas chronić przed zagrożeniem. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na sawannie i za nami szeleszczą liście. Można pomyśleć: „to pewnie tylko wiatr” albo „nie, to lew”. I wtedy uciekamy. Jeżeli rzeczywiście ten szelest wywołał wiatr, a ty w panice uciekłeś, to jedyna strata, jaką poniosłeś to spalone 200 kalorii. Ale gdyby się okazało, że tam był lew, a zinterpretowałbyś to jako szelest, to tracisz życie. Także chociażby z tej perspektywy naprawdę nie należy się dziwić, że nasz mózg jest tak skalibrowany, że woli odpalić tysiąc fałszywych alarmów, żeby nie przegapić jednego, od którego może zależeć nasze życie – wyjaśnia naukowiec. Dlatego bardziej powinni budzić zdziwienie ludzie, którzy nie odczuwają niepokoju.
Silny umysł to taki, który dba o to, żebyśmy przetrwali – dodaje.
– Jeżeli mamy tego świadomość, to za każdym razem, kiedy odczuwamy silny niepokój, to możemy sobie powiedzieć: „to pewnie teraz mój mózg odpala jeden z tych tysiąca fałszywych alarmów”. Sama świadomość tego może sprawić, że się rozluźnimy – zaznacza dr Hansen.
Pojawiła się też kwestia umiejętności wyważenia tego, co wypływa z biologii człowieka i jest naturalną reakcją, a co może wymagać już specjalistycznej opieki.
– Można myśleć, że mózg jest właśnie częścią mnie. Stara się, żebym przetrwał. Wywołuje na przykład zazdrość, by walczyć o miejsce w hierarchii, bo przecież ewoluowaliśmy w świecie, w którym była ona niezwykle ważna. Obecnie uczucia na przykład zazdrości mogą być uruchamiane przez bodźce, do których w ogóle nie wyewoluowaliśmy, więc analizowanie siebie przez pryzmat mózgu, pozwala zrobić ten krok wstecz i popatrzeć na siebie z lotu ptaka – twierdzi psychiatra.
Przyznaje też, że człowieka nie determinuje tylko biologia.
– Nie twierdzę, że powinniśmy patrzeć na ludzi wyłącznie jak na byty biologiczne, ale zastanówmy się. Jeżeli interesują cię samochody, możesz je oglądać na ulicy, widzieć jak jeżdżą, parkują, jak czasem się zderzają. I można na tej podstawie wyciągnąć dużo wniosków. Ale jeżeli otworzymy klapę i spojrzymy na silnik, to przecież będziemy wiedzieć dużo więcej. I jako ludzie przez całą naszą historię właściwie mieliśmy tylko okazję się obserwować i na tej podstawie wyciągać wnioski. A teraz, po raz pierwszy możemy zajrzeć „pod maskę” i zobaczyć, jak ta maszyna, dusza czy jak ją nazwiemy, funkcjonuje – stwierdza psychiatra.
Wyjaśnia, że zrozumienie mechanizmów działania instynktów może odmienić naszą reakcję np. gdy spotykamy obcą osobę, wywodząca się z innej kultury. Instynkt każe zachować dystans, nie wchodzić w relacje, nie ufać.
– Jeżeli wiem o tym, że to jest tylko mój mózg, który wprowadza mnie na taką bardzo niedobrą ścieżkę, mogę po prostu przeciwdziałać instynktowi. Ale jeżeli nie wiem, to podążę za tym myśleniem, że z tą osobą jest coś nie tak. Także ucząc się więcej, lepiej poznając naszą biologię, uwalniamy się od niej tak naprawdę – podkreśla psychiatra.