Hejt to nic nowego, ale ma się coraz lepiej
Autorka: Klaudia Torchała
Internet pozwala na anonimowość, dlatego obrażanie, ośmieszanie, poniżanie innych jest łatwiejsze. Słowa rzuca się w wirtualną przestrzeń, często bez żadnych zahamowań. A jednak krzywdzą i ranią tak samo, prowadzą do osamotnienia i wykluczenia. Za hejtem może stać m.in. frustracja, poczucie bezkarności. Nie reagując, dajemy mu życie. Jak się przed nim bronić?
Ponad połowa nastolatków doświadcza różnych form cyberprzemocy. Jak pokazuje badanie NASK „Nastolatki” najczęściej to wyzywanie (29 proc.), ośmieszanie (19 proc.), poniżanie (18 proc.) i straszenie (13 proc.). Jedynie 44 proc uczniów i uczennic zadeklarowało brak takich doświadczeń. Jednocześnie autorzy raportu zauważają, że „duża część rodziców w Polsce nie ma świadomości patologii, z którymi muszą radzić sobie ich dzieci”. Ponad jedna czwarta badanych zetknęła się z cyberprzemocą, najczęściej dotyczącą wyglądu (13 proc.), zainteresowań (10 proc.) i stylu ubierania się (9 proc.).
A czym mierzą się nastolatkowie w wirtualnej rzeczywistości? Jedną z form cyberprzemocy jest hejt (ang. nienawiść). To umniejszanie, obrażanie, wyśmiewanie. Sprawca najczęściej pozostaje anonimowy, wspierany przez grupę. Tym łatwiej puszczają zahamowania. Osoba, która używa wirtualnej przemocy może czasem nawet nie mieć świadomości, że wyrządza odbiorcy krzywdę.
– Naprawdę dużo czasu mi zajęło, żeby zrozumieć, że hejt jest zjawiskiem, który nas zjada, zabija (…) Nie jest informacją zwrotną na wysłaną przez nas wiadomość do świata. Jest po prostu wulkanem nienawiści albo frustracji własnym życiem, który się gdzieś zupełnie niesprawiedliwie wylewa pod zdjęciami, postami czy twórczością – zaznaczył aktor Michał Sikorski podczas wystąpienia „Nie zamykaj się w sobie. Pogadaj z przyjacielem!”.
Przed hejtem coraz trudniej się ukryć
Eksperci biorący udział w kongresie dotyczącym depresji zaznaczyli, że jest wiele mechanizmów psychologicznych i społecznych, które wzmacniają wirtualną przemoc. To działanie w grupie, gdy odpowiedzialność często rozmywa się, a osoba, która zareaguje najczęściej zostaje poddana również podobnej przemocy. Wszystko i każdy może stać się paść ofiarą krzywdzących komentarzy.
– To bardzo złożone zjawisko. Żyjemy w pośpiechu, świecie presji, ciągłej rywalizacji. Już od młodych lat dzieci ciągle się dowiadują, że muszą być jakieś na tle innych. W dzienniku elektronicznym jest taka zakładka „uczeń na tle klasy". To znaczy, że ja muszę być lepsza czy lepszy od innych. Rodzice często podgrzewają atmosferę rywalizacji, w związku z czym, jeżeli w czymś nie jestem super, to muszę sobie jakoś poprawić humor. Jak to zrobić? Może tak, że będę hejtować kogoś innego. I naprawdę to jest też przerażające, że hejtować można za wszystko – powiedziała Joanna Szulc, psycholożka, współtwórczyni programu profilaktycznego „Młode Głowy” podczas panelu „Mowa nienawiści wśród młodego pokolenia. Dlaczego się hejtujemy?”
Dr n. hum. Halszka Witkowska, suicydolożka, koordynatorka serwisu pomocowego „Życie Warte Jest Rozmowy” podkreśliła, że przemoc rówieśnicza nie narodziła jednak dzisiaj. Istniała zawsze. Stała się jednak wszechobecna, bo wpuściliśmy nowoczesne technologie do życia, a one również „odczłowieczają nas”. Zatracenie granicy między wirtualnym a rzeczywistym światem wystawia ofiarę na ciągły hejt, ale też nasila go.
– Bycie non stop online powoduje, że czujemy się bierni, a chcielibyśmy mieć na coś wpływ. I jeżeli zaczyna się hejt internetowy, w naszej przestrzeni pojawia się ofiara, to odzyskujemy poczucie sprawczości: ja też mogę skomentować, ja też mogę coś zrobić, ja też mogę dorzucić swój kamyczek – wyjaśniła jedną z przyczyn hejtu dr Witkowska.
Równocześnie zaznaczyła, że osoby zaangażowane w niego odzyskują „poczucie sprawczości, przynależność do stada, a ofiara staje się bezbronna”. Suicydolożka zauważyła też, że poczucie bezradności i wstydu bardzo często staje się pierwszym krokiem do izolacji, a nawet kryzysu samobójczego. Potęguje jednocześnie przekonanie, że jest się samemu i nie można liczyć na wsparcie.
– Musimy wziąć za hejt odpowiedzialność, a nie czekać aż ktoś rozwiąże za nas ten problem – dodała.
Osoba, która używa wirtualnej przemocy może czasem nawet nie mieć świadomości, że wyrządza odbiorcy krzywdę. To może być ironia lub sarkazm, który może prowadzić do poczucia wyższości nad osobą, wobec której się go kieruje.
– Ironia jest też świetnym narzędziem do samego żartu i rozładowania napięcia, ale można ją użyć tak, żeby ktoś poczuł się gorszy i powiedzieć, że „tylko żart”: co nie masz dystansu? Powinieneś mieć dystans – podkreślił Piotr Białasiewicz, autor książki „Banał. Możesz być sobą i nie musisz płacić za to wstydem”.
Hejt karmi się milczeniem
Na przemoc w internecie trzeba reagować, bo rozprzestrzenia się bardzo szybko, a milczenie ją podtrzymuje. Dorośli nie dość, że sami modelują takie zachowania, to często ignorują je. Podgrzewają też rywalizację, która znajduje nieraz upust wśród młodych właśnie w dokuczaniu komuś innemu, odreagowaniu. Nie można się zasłaniać tym, że to świat, nad którym nie mamy kontroli.
– Martwi mnie to, że rodzice nie reagują na bardzo wczesnym etapie, kiedy słyszą, że dzieci żartują z kogoś. Mam wrażenie, że w szkołach też jest za mało reakcji dorosłych. Takiego zatrzymania, spojrzenia w oczy (…) i powiedzenia: hej, ale poczekaj, co ty właśnie powiedziałeś? Czy ty wiesz, co to znaczy? Czy zdajesz sobie sprawę, jakie to wywołuje konsekwencje u drugiej osoby? Jak się poczuła? Porozmawiajmy o tym – powiedziała Joanna Szulc.
Dorośli tracą też z oczu dzieci, dając im coraz wcześniej telefony. Kontrola bywa złudna, bo nie wiedzą na jakie treści w internecie natykają się ich dzieci.
– Dostęp do urządzeń ekranowych, internetu w młodym wieku naprawdę zmienia trajektorie kształtującego się ośrodkowego układu nerwowego, gdzie obszary, które m.in. są odpowiedzialne za empatię, są dużo gorzej wykształcone. Wtedy wyraźniejszy staje się problem związany z zachowaniami przemocowymi – wyjaśnia dr n. med. Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.
Z kolei Katarzyna Talacha, psycholożka, prawniczka i wieloletnia konsultantka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111, działającego w ramach Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę ostrzegła przed postrzeganiem hejtu, jako pozytywnego zjawiska.
– Młodzi ludzie zaczęli mówić o tym, że hejt w sumie jest też zjawiskiem pozytywnym, ponieważ może kształtować czyjś charakter. Zdałam im pytanie: czy w tym momencie rozmawiamy o tym, że przemoc jest czymś okej? I reakcja była taka: ale jak to przemoc? My rozmawiamy o hejcie… Dlatego chciałam tutaj powiedzieć, że hejt jest przemocą. Co więcej, hejt jest też wyborem – podkreśliła psycholożka. Wyjaśniła, że szczególnie młodzi ludzie mają dwie, często wykluczające się potrzeby: chcą być wyjątkowi, ale też przynależeć do grupy. To w jaki sposób te potrzeby realizujemy, zależy od nas. Nie trzeba nikogo poniżać, by czuć się lepszym. Psycholożka radziła, żeby zacząć od małych kroków, gdy jesteśmy świadkami przemocy rówieśniczej.
– Na przykład nie okazywać zainteresowania, akceptacji, żeby nie wzmacniać tego typu zachowań. Łatwiej jest zareagować na to w grupie, zgłosić osobie dorosłej – poradziła. Warto poprosić o wsparcie.
Dlatego tak ważne jest, jak zaznaczył aktor Michał Sikorski, by otaczać się zaufanymi osobami. Jednocześnie nie ulegać presji polegającej na „kompletowaniu życiorysu od podstawówki” lub „życiu w opresji rankingów”, bo „nie da się zrobić wszystkiego, nie da się być najlepszym, nie da się być wszędzie”.
Czego nie lubi hejt? Przyjaznej atmosfery.
"Hejt rozpuszcza w ciepłym środowisku” - podsumowała Joanna Szulc. Nie można dawać mu przyzwolenia, należy reagować.
– Na przykład osobie hejtowanej można powiedzieć, że ma fajne uczesanie, że możemy zrobić coś razem, nawet nie nawiązując do hejterskiego komentarza. Po prostu powiedzieć: słuchaj, chcę z tobą pobyć, jesteś ok, lubię cię (…) Nawet ten drobny gest - spojrzę na ciebie, podam ci rękę, podniosę zeszyt, który ktoś rzucił na podłogę, to jest naprawdę bardzo dużo, bo ta osoba ma szansę zorientować się, że nie jest z tym sama. Ta samotność jest w tym wszystkim najtrudniejsza – zaznaczyła psycholożka.
Ewa Abart-Wichrowska, lektorka, ekspertka w zakresie przeciwdziałania hejtowi, która poprowadziła warsztat antyhejtowy „Hejt nie jest OK” zaznaczyła, że często bywa on wstępem do depresji.
– Co robić, jeżeli jesteście ofiarą hejtu? Po pierwsze, po drugie i po setne - nigdy nie odpisywać. Nigdy! To jest tak, jak z rośliną. Jeżeli jej nie podlewacie, to ona po prostu pada. Hejter nie jest w stanie wtedy rozkwitnąć pod wpływem waszego wzburzenia, żalu czy pretensji – zwróciła się do nastolatków Abart-Wichrowska. Powinno się też napisać do administratora sieci, by takiego hejtera zablokować. Szukać pomocy w szkole.
– Szkoła jest dla was tym mega ważnym punktem, w którym bijecie się o swoje samostanowienie, o swoje dobre imię, o swoje dobra osobiste. Idźcie do wychowawcy, z wychowawcą do dyrekcji. Dyrekcja już sama decyduje, czy zgłosi na policję, czy nie. A jeżeli szkoła akurat nie zareagowała (…), bo wciąż w szkołach brakuje świadomości, to z dorosłym idźcie sami na policję. A jeżeli nie macie tego szczęścia i nie macie tego dorosłego obok siebie, to są numery telefonów (zaufania dla dzieci i młodzieży) 116 111, 812 1212 czy dla dla pedagogów i rodziców 800 100 100. Sięgajmy po tą pomoc, bo ona jest szalenie potrzebna – posumowała Abart-Wichrowska.