Nielegalny obrót medycznymi opioidami
Opioidy medyczne, które wykorzystywane są m.in. do uśmierzania silnego bólu, trafiają czasem na nielegalny rynek. Wypisywane na receptę, dostają drugie życie. Kiedy lek staje się nielegalną i niebezpieczną substancją? Zasada jest prosta.
„Opioidy to klasa narkotyków, która obejmuje zarówno legalne leki dostępne na receptę (często stosowane do uśmierzania bólu), jak i nielegalne substancje. Opioidy są wytwarzane z rośliny maku lekarskiego (naturalne opioidy) lub syntetyzowane w laboratoriach (syntetyczne opioidy)” – wyjaśniają eksperci na stronie Rady Europejskiej.
Do naturalnych (niesyntetycznych) opioidów należą: heroina, morfina, opium. Z kolei do syntetycznych zaliczamy m.in.: oksykodon, metadon, tramadol, pochodne fentanylu, buprenorfiny, nitazeny.
Drugie życie leków na receptę
Jednym ze źródeł pochodzenia nielegalnych opioidów mogą być leki wystawiane na receptę. Handlujący w ten sposób zarabia krocie, bo w aptece np. za opakowanie leków opioidowych pacjent płaci kilkaset złotych, a na czarnym rynku 50-80 zł za tabletkę. Opioidy zyskują dzięki temu potencjał na czarnym rynku.
– W większości przypadków nie mówimy o fałszywych receptach sensu stricto. Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których dochodzi do kradzieży certyfikatu lekarza, przejęcia jego tożsamości cyfrowej i wystawiania recept bez jego wiedzy. Takie przypadki były wykrywane, a certyfikaty natychmiast blokowane. Niestety, w zdecydowanej większości ujawnionych spraw recepty były wystawiane świadomie przez lekarzy działających w ramach zorganizowanych grup przestępczych – wyjaśnił w rozmowie z PAP w styczniu główny inspektor farmaceutyczny Łukasz Pierzak.
Proceder ten został nieco ukrócony, gdy wprowadzono obowiązek bezpośredniego zbadania pacjenta przed wystawieniem recepty m.in. na oksykodon, ale też inne środki odurzające czy substancje psychotropowe.
Epidemia opioidowa?
Główny Inspektorat Farmaceutyczny prowadził m.in. analizę obrotu lekami opioidowymi. Przyjrzał się np. wykorzystaniu naloksonu, czyli substancji czynnej stosowanej w ratownictwie medycznym. Ekspert GIF wyjaśnił, że to „odtrutka na receptory opioidowe”.
„ (…) system państwowego ratownictwa użył terapii lekowych 3,5 mln razy w ciągu 2025 roku, podanie naloksonu to 2,5 tysiąca przypadków w skali kraju. To jest jedna setna użycia wszystkich leków” – zaznaczył Mateusz Żuber, dyrektor Departamentu Kontroli Wewnętrznej i Zarządzania Zgodnością z Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego w swoim wystąpieniu poświęconemu trendom i wyzwaniom na rynku leków uzależniających, polemizując w ten sposób z tezą, że mamy do czynienia z epidemią opioidową w Polsce.
Jednocześnie dodał, że nadzór jaki prowadzi GIF nad legalnym rynkiem leków pozwala wnioskować, że zwiększony obrót opioidami wynika bardziej z nielegalnego eksportu m.in. do USA czy Kanady, a nie wewnętrznego popytu na czarnym rynku. Większe wyzwanie w naszym kraju stanowi nielegalny obrót substancjami psychoaktywnymi.
„W Polsce raczej nie ma problemu opioidowego, jeśli chodzi o użycia przedszpitalne, czyli używanie przez dzieci czy dorosłych w domu. Mamy problemy z narkotykami pobudzającymi np. mefedronem, kokainą - tymi syntetykami, które teraz do nas płyną” – zaznaczył dyrektor.
Kiedy lek jest bezpieczny?
Eksperci są zgodni – lek wystawiany na receptę jest bezpieczny do momentu, gdy jest stosowany zgodnie z zaleceniami lekarskimi, a wydany był w stacjonarnej aptece.
„Lek, który (…) został zakupiony na legalnie wystawioną receptę, ale nie jest już oferowany w aptece, tylko na przykład przez portal internetowy, to nie jest legalny produkt leczniczy” – ostrzega Olga Sierpniowska, rzeczniczka prasowa GIF.
Dlaczego? Bo nie wiadomo, w jaki sposób lek był przechowywany, czy zachowuje właściwości lecznicze i co najważniejsze, nie wiadomo, co tak naprawdę zawiera. Można powiedzieć, że zaczyna swoje drugie życie – na czarnym rynku.
„Jeżeli ktokolwiek oferuje na Facebooku, Instagramie, Telegramie lek, który jest wyłącznie na receptę, oferuje produkt sfałszowany niezależnie, czy kupił go z apteki, czy nie, dlatego, że nie da się odtworzyć jego historii” – podsumował Mateusz Żuber.
Polskie prawo nie pozwala sprzedawać leków na receptę online!
Osoby, które kupują leki poza legalnym łańcuchem dystrybucji (producent-hurtownia farmaceutyczna-apteka) ryzykują zdrowiem, a nawet życiem. Warto pamiętać, że leku na receptę nie kupimy przez internet.
„Główny Inspektorat Farmaceutyczny angażuje się w akcje edukacyjne, w których przypomina, że nie ma możliwości zakupu leku na receptę online ani w Polsce, ani w innym kraju. Można oczywiście zamówić, zarezerwować w aptece internetowej lek, który ma status leku na receptę, ale trzeba go odebrać osobiście. Pójść do działającej legalnej apteki i tam, okazując prawidłowo wystawioną receptę, dopiero można go odebrać” – wyjaśnia farmaceutka.
Eksperci radzą również, by od czasu do czasu przeglądać swoje Internetowe Konto Pacjenta pod kątem recept, których pochodzenia nie kojarzymy. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości, należy zawiadomić najbliższą komendę policji. Nie realizować podejrzanej recepty.