Psychoterapia w domu dziecka daje dużo możliwości

Odwrotnością większości terapii, w których to dziecko przychodzi do psychoterapeuty, jest obserwacja jego codziennego życia w domu - to pozwala lepiej poznać system rodzinny. O takiej terapii opowiada Magdalena Sękowska, psycholog, psychoterapeuta, dyrektor Kliniki Rodzina – Para - Jednostka z Uniwersytetu SWPS w Poznaniu.

Fot. PAP
Fot. PAP

Podkreśla, że obserwacja rodziny na jej gruncie daje cenne obserwacje na temat wzajemnych relacji każdego członka rodziny. Z bliska, w naturalnym środowisku rodzinnym, łatwiej to zdiagnozować.

- To, co jest dla mnie ważne, gdy obserwuję rodzinę od wewnątrz, to fakt, że mam dostęp do kontekstu, w którym rozwija się dziecko. Bez tego czasem zaś trudno jest zrozumieć, w czym tkwi problem – mówi Magdalena Sękowska.

Można zaobserwować, jak dziecko mieszka, jaką ma sposobność wychodzenia z domu i spędzania czasu z rówieśnikami, jak jest stworzony ten dom – o precyzyjne odpowiedzi na te tematy trudno w gabinecie. 

- Możemy zobaczyć to, o co nie umiemy zapytać lub wyłapać, gdy opieramy się tylko o rozmowę w gabinecie. W takim kontekście łatwiej „odkryć” jak się tworzy problem. Tego rodzaju obserwacja daje też informację o tym, jakie zasoby ma rodzina i gdy chcemy wdrożyć działania rozwojowe czy wspierające łatwiej podpowiedzieć rodzicom, co mogą zmienić, co byłoby bardziej przystosowawcze – mówi psycholog.

Rodzinne historie

Każda rodzina ma swój język i systemy znaczeń, swoje historie osadzone w przeszłości oraz takie, które wybiegają w przyszłość. 

Fot. PAP/ Grzegorz Michałowski

Depresja może się pojawić nawet u małego dziecka

- Wchodząc do rodziny widzę jakąś opowieść rodzinną. Czasem zdjęcia wiszące na ścianach stają się punktem wyjścia do rozmowy i np. dowiaduję się, że rodzina się przeprowadziła, co miało określone następstwa. Mogę lepiej zrozumieć, skąd wzięło się czyjeś cierpienie, które niesie się przez pokolenia, zrozumieć skąd wynikają pewne nawyki, np. tendencja do bycia skrupulatnym, oszczędnym czy perfekcjonistycznym. I dzięki temu wiem, że to nie jest tylko cecha rodzica czy dziecka, ale stoi za tym jakaś historia, która to tłumaczy, że kiedyś takie zachowanie było użyteczne, potrzebne – wyjaśnia terapeutka.

Dodaje, że na tym właśnie polega rola terapeuty - by poprzez rozmowę wejść w rodzinny system znaczeń, bo to pozwala zrozumieć, jak budują się relacje między członkami rodziny. Odkrycie tego systemu pozwala odkryć, skąd bierze się problem, co może wyrażać, czego brakuje.

- Ja taką obserwację prowadzę przez dwie, trzy, czasem cztery godziny. Ale to nie jest tak, że siedzę i milczę, tylko wchodzę ten system. Można powiedzieć, że jednocześnie jestem obserwatorem i uczestnikiem danego systemu rodzinnego. Rozmawiam, pytam się o różne rzeczy, przyglądam się, słucham, chłonę to, co dzieje się w tym domu, jego charakterystyczny zapach, wygląd, atmosferę, sposób przyjmowania ludzi. Ważne, by wchodzić do takiego domu bez żadnych założeń i dopiero tam, na miejscu odkrywać, jak żyje ta rodzina, jak oni się ze sobą komunikują, jakie są między nimi emocje, jakie mają wyrazy twarzy gdy do siebie mówią, jak żyją - czy mają otwarte pokoje czy zamknięte, gdzie się razem spotykają. Moje zaciekawienie jest o tyle istotne, że nie przychodzę aby coś, sobie potwierdzić, tylko żeby pootwierać różnego rodzaju pytania na bazie których powstaną jakieś hipotezy, próby znalezienia odpowiedzi na to jak wesprzeć właśnie tę konkretną rodzinę, a nie jak zastosować przyjętej typowe rozwiązania techniki – mówi Magdalena Sękowska.

I wylicza: przebywając z rodziną, można zaobserwować jak ze sobą rozmawiają, w jaki sposób rodzice mówią do dziecka: czy to są instrukcje, podpowiedzi, emocjonalne komunikaty czy komunikaty, które są monologami rodziców. Zdarza się, że rodzice zgłaszają, że dziecko jest bierne, a będąc blisko nich widać, że dziecko dostaje od rodziców bardzo dużo instrukcji: „zrób to”, „nie rób tego”, „czemu to powiedziałeś”, „czemu nie powiedziałeś”, „dlaczego to zrobiłeś”. Nie dają przestrzeni na autonomię dziecka. 

archiwum PAP

Miłość, epigenetyka, rodzinny dom. Co wpływa na to, jak kochamy

Pragnienie miłości jest naturalne i powszechne. Źle znosimy samotność, a co więcej - jest ona groźna dla zdrowia. Wiążemy się w pary, ale wiele związków się rozpada, czasami dlatego, że jednej lub obu stronom brakuje umiejętności tworzenia relacji. Dlaczego? Czy można zdolność do miłości zaprogramować? Czy miłość mieści się mózgu? Co wpływa na to, że niektórzy potrafią kochać, a o innych mówimy, że są niezdolni do tego uczucia?

- Gdy dziecko szuka ukojenia u rodzica, obserwuję jak wobec tego zachowa się drugi rodzic. Gdy dziecko krzyczy, a mama je przytula, patrzę co robi tata. Jak reagują, gdy dziecko nie może czegoś zrobić, a to robi. Jak zachowuje się rodzeństwo w tym samym czasie, gdy drugie dziecko zdobywa uwagę któregoś z rodziców albo obojga rodziców. Patrzenie na występowanie po sobie różnych reakcji, które są ze sobą połączone to patrzenie nie tylko poprzez przyczynę i skutek, ale szerzej. Tego nie jesteśmy w stanie uchwycić w gabinecie, gdy robimy wywiad – mówi terapeutka.

Jej zdaniem doskonałą sytuacją do obserwacji jest np. wspólne granie w planszówki. Widać wtedy, jakie są reakcje rodziców, gdy np. dziecko chce wprowadzić swoje zasady albo silnie przeżywa, że nie wygrało, co się zadzieje, gdy dziecko powie coś nieprzyjemnego do taty, albo trąci mamę podczas rzucania kostką. To są ciągi sprzężeń zwrotnych, które pokazują strategię radzenia sobie z trudną sytuacją. 

Urządzenie mieszkania dużo mówi o rodzinie

Ważne jest też zobaczenie przestrzeni, w której żyje dziecko, bo ona może albo coś umożliwiać albo ograniczać. Np. rodzice zgłaszają, że dziecko cierpi na bezsenność, nie może zasnąć, budzi się w nocy. Tymczasem okazuje się, że pokój dziecka jest tak urządzony, że ono może czuć tam lęk czy niepokój i czasami pomaga zmiana wystroju pokoju, a nie zachowania rodziców.

Rys. Krzysztof "Rosa" Rosiecki

Maluch wie, kto rządzi

Już niespełna półtoraroczne dzieciaki dobrze wiedzą, że osoba, która rządzi dostaje więcej. Zrozumienie podstawowych zasad społecznych pomaga maluchowi w adaptacji i przetrwaniu w trudnym świecie dorosłych.

- Kiedyś byłam u rodziny, gdzie dwuletnia dziewczynka nie chciała spać w swoim łóżku: wyciągała wszystkie rzeczy z szafki i wchodziła do niej, żeby tam się położyć. Kiedy weszłam do jej pokoju zobaczyłam, że od sufitu do podłogi był zawalony starymi meblami, torbami, kartonami, bardzo mało było dziecięcych elementów. Dziecko mogło czuć się przytłoczone. Kiedy rodzice postanowili zmienić wystrój tego pokoju, okazało się że dziecko zaczęło spać spokojnie – opowiada psychoterapeutka. 

W innym przypadku rodzice narzekali, że dziecko ciągle za nimi chodzi i nudzi się. 

- Okazało się, że pokój dziecka był mało przytulny, nie zachęcał, by w nim przebywać. Może być też tak, że zbyt intensywne kolory, nadmiar zabawek,mwszystko to za bardzo pobudza, nie pozwala się wyciszyć, uspokoić przed snem. Przestrzeń sprzyja tworzeniu pewnych kompetencji u dziecka i warto zwracać na to uwagę – mówi psycholog.

Pokój dziecka jest bardzo ważnym miejscem obserwacji, wszystko ma tam znaczenie: co jest tam powieszone, jakie są zabawki, co jest na wierzchu, a co jest pochowane. Zabawa z dzieckiem czasem ujawnia jakieś problemy, np. że nie można rozwalać klocków, bo tata będzie niezadowolony, albo nie wszystko można zdejmować z półek, bo wtedy mama się złości.

Jej zdaniem bardzo dużo informacji dostarcza wystrój pokoju nastolatka i zazwyczaj to on jest powodem wielu rodzinnych kłótni.  

- Kiedy rodzice pytają: „Co mam robić, żeby on sprzątał swój pokój?”, często proszę ich, by spróbowali odczytać jakie informacje płyną z tego, co tam widzą.  Bo pokój nastolatka to często jedyne miejsce, gdzie on może pokazać swoją autonomię, w którym może zaistnieć. Warto patrzeć na aspekty życia wewnątrz rodziny w kategoriach metafory, bo ta przestrzeń może nam czasem dużo powiedzieć: czasami „krzyczy”, czasami jest przygnębiająca, przytłaczająca, czasami na drzwiach jest napisane „nie wchodzić”, albo wiszą kartki, z przekazem, który bardzo dużo mówi nam o tym świecie za drzwiami, o tym, czego nastolatkowie sami nie powiedzą. Dopiero z odczytywania tego, w jaki sposób ten młody człowiek stwarza sobie przestrzeń w rodzinie, można zobaczyć, że pewne problemy wynikają z tego w jaki sposób bycia ze sobą wchodzą wszyscy uczestnicy rodziny – mówi terapeutka.

Obcy w domu

Przyjście kogoś obcego do domu może budzić obawy. Zdarza się, że rodzice niepokoją się, co będzie, jeśli dziecko nie pokaże napadu złości, a złość jest problemem, który skłonił ich do szukania pomocy. Martwią się, że dziecko w ogóle nie zechce porozmawiać, tego, że wszyscy będą spięci.

Psychoterapeutka podkreśla: to też są sytuacje, które coś odsłaniają, pokazują np. lęki rodziców, ich mapę myślenia o sobie, swoim rodzicielstwie. 

Fot. PAP/Zdjęcie ilustracyjne

Depresja nastolatka

Na depresję choruje co najmniej 4 proc. nastolatków. Objawy depresyjne może jednak przejawiać co piąty. Tego typu problemy są wynikiem przede wszystkim osamotnienia młodego człowieka, bo bardzo często nie otrzymuje on właściwego wsparcia ze strony rodziny czy szkoły.

- Te lęki, które się rodzą w momencie zapowiedzi wizyty psychoterapeuty w domu, też są ważną treścią w procesie wspierania rodziny. Bardzo doceniam wszystkich rodziców, którzy współpracują z nami, którzy widząc, że coś się dzieje z dzieckiem, chcą mu pomagać, bo tylko dzięki temu terapia może być skuteczna. To że pojawiają się obawy co do mojej obecności w domu nie zadziwia mnie i nie przeraża, to jest coś na normalnego – przekonuje terapeutka. 

Problem ma dziecko? Terapia musi objąć CAŁĄ rodzinę

Jeśli problem dotyczy dziecka do 6. roku życia, każda forma terapii musi uwzględniać terapię diady: rodzice-dziecko, bo to właśnie przez rodzinę, poprzez przekazy rodzicielskie dziecko buduje obraz siebie i świata w rodzinie, tworzy się jego poczucie wartości. 

Psychoterapeutka podkreśla, że nie trzeba być i nie można być idealnym rodzicem. Naturalne jest, że rodzice mają wątpliwości i chwile zwątpienia. 

Na podstawie zebranych w domu informacji i wrażeń psycholog tworzy sobie obraz rodziny i jej problemów i najczęściej też pomysł, jak im pomóc. Jak wyjaśnia Magdalena Sękowska, ale cała dalsza praca odbywa się już poza domem, zazwyczaj tylko z rodzicami – w końcu to oni są tymi, którzy wprowadzają zmiany w systemie funkcjonowania rodziny.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Źródło: 

Konferencja z cyklu „Dziecko → Nastolatek → Dorosły” organizowana przez Uniwersytet SWPS oraz Środowiskowe Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży dla Miasta Poznania.

Autorka

Monika Grzegorowska

Monika Grzegorowska - O dziennikarstwie marzyła od dziecka i się spełniło. Od zawsze to było dziennikarstwo medyczne – najciekawsze i nie do znudzenia. Wstępem była obrona pracy magisterskiej o błędach medycznych na Wydziale Resocjalizacji. Niemal całe swoje zawodowe życie związała z branżowym Pulsem Medycyny. Od kilku lat swoją wiedzę przekłada na bardziej przystępny język w Serwisie Zdrowie PAP, co doceniono przyznając jej Kryształowe Pióro. Nie uznaje poranków bez kawy, uwielbia wieczory przy ogromnym stole z puzzlami. Życiowe baterie ładuje na koncertach i posiadówkach z rodziną i przyjaciółmi.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • Chat to nie lekarz

    Coraz więcej ludzi pyta sztuczną inteligencję o sprawy dotyczące zdrowia. Powody są różne - wygoda, wstyd czy z chęć zaoszczędzenia pieniędzy. Taka praktyka jest jednak niebezpieczna – przestrzegają specjaliści.

  • Adobe Stock

    Prozopagnozja – gdy twarz wygląda jak puzzle

    Dla niektórych osób rozpoznanie czyjejś twarzy, nawet żony czy męża, to trudne i czasochłonne zadanie. Twarz innego człowieka jawi im się nie jako całość, ale jako wiele oddzielnych fragmentów. To objawy tzw. ślepoty twarzy.

  • Adobe Stock

    Mózg nie jest stworzony do odczuwania nieustannego szczęścia

    Ludzki mózg nie ewoluował do tego, by nieustannie odczuwać szczęście. Jest tak zaprojektowany, byśmy przetrwali żywi do jutra. Przez ostatnie 10 tys. lat funkcje mózgu nie zmieniły się bardzo, ale świat wokół już diametralnie. Aby przeżyć, musimy nauczyć się skupiać, w przeciwieństwie do przodków, którzy musieli reagować nawet na najmniejszy szelest. To rozproszenie dawało im szanse przeżyć kolejny dzień – wynika ze spotkania z dr Andersem Hansenem, psychiatrą i popularyzatorem wiedzy o mózgu.

  • PAP/Kalbar

    Silny wiatr wpływa na serce, metabolizm i psychikę

    Silny, porywisty wiatr zwykle traktujemy jak pogodową niedogodność. Przeszkadza w spacerze, potęguje uczucie chłodu, psuje koncentrację. Rzadko myślimy o nim w kategoriach zagrożenia zdrowotnego. Tymczasem badania naukowe coraz wyraźniej pokazują, że wiatr jest czynnikiem środowiskowym, który realnie oddziałuje na organizm człowieka. I nie chodzi wyłącznie o komfort termiczny, ale o serce, metabolizm, gospodarkę hormonalną i funkcjonowanie psychiki.

NAJNOWSZE

  • Adobe Stock

    Kartki z kalendarza szczepień

    Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość szczepień łączy jedno – pragnienie ochrony przed chorobami zakaźnymi, które od zarania dziesiątkowały ludzkość. Program Szczepień Ochronnych (POS) formalnie w Polsce wprowadzono 63 lata temu, ale pierwsze próby immunizacji sięgają medycyny chińskiej – zaznaczył dr n. med. Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny podczas konferencji „Nauka potwierdza bezpieczeństwo szczepionek”.

  • Z kanapy na półmaraton, czyli jak sobie zaszkodzić bieganiem

  • Ciało ma swój rytm, uszanuj to

  • Zaawansowane technologie w leczeniu cukrzycy to przełom

  • Zmiany klimatu to nowe wyzwania dla alergików

  • AdobeStock

    Czerniak długo nie daje objawów, dlatego łatwo go przegapić

    – Znamiona same w sobie nie są niczym niepokojącym. Przeciętnie każdy z nas ma ich ok. 40, usuwanie wszystkich nie ma sensu, z wielu powodów. Dopiero, gdy z jakąś zmianą zaczyna się coś dziać: zmienia kolor, krwawi lub dzieje się z nią coś nietypowego, np. rośnie, ale dość gwałtownie, zauważalnie, zmienia swoją grubość lub kształt – trzeba pokazać ją specjaliście – mówi dermatolog dr Jarosław Czerniecki.

  • Choroby otępienne – badania nad lekiem trwają

  • Red flags w chorobach rzadkich

    Patronat Serwisu Zdrowie

Serwisy ogólnodostępne PAP