Coraz więcej wad wymowy u dzieci

Współczesny świat, szczególnie ten cyfrowy, istotnie wpływa i obciąża psychicznie dzieci. Żyją w hałasie, „bombardowane” impulsami z ekranów. Dorośli coraz mniej z nimi rozmawiają, rzadziej czytają, nieprawidłowo karmią, a to niejako rozleniwia aparat mowy. Skutek? Coraz więcej wad mowy i wymowy – mówi Joanna Grabowska-Okraska, logopeda, neurologopeda, pedagog specjalny, wiceprzewodnicząca Polskiego Związku Logopedów.

Adobe Stock
Adobe Stock

Coraz więcej dzieci kwalifikuje się do terapii logopedycznej?

Tak. Na początku mojej pracy zawodowej pracowałam w placówkach edukacji specjalnej, więc nie miałam takiego praktycznego porównania do normy. Kiedy zaczęłam pracować w zwyczajnych, masowych przedszkolach, to na przestrzeni, powiedzmy 15 lat, obserwuję stały wzrost przypadków wad zgryzu, nieprawidłowości połykania, problemów z oddychaniem oraz wad wymowy czy opóźnień w rozwoju mowy. Swoje spostrzeżenia opieram na próbach i testach, które przeprowadzałam w badaniu przesiewowym (bo dopiero po wyłonieniu dzieci z zaburzeniami, logopeda bada je dokładniej, to wymaga przede wszystkim więcej czasu). 

W wielu przypadkach mamy do czynienia z wadami artykulacyjnymi, bo aparat mowy u dzieci jest coraz gorzej przygotowany do mówienia. Logopeda w przedszkolu może z dzieckiem usprawnić wiele w zakresie funkcji takich jak oddech, połykanie, prawidłowa praca artykulatorów, wywoływanie głosek bądź korygowanie wadliwych realizacji, ale niezbędna jest współpraca z rodzicami i wsparcie innych specjalistów. Chociażby: wiele deformacji w wymowie jest związanych nieprawidłowościami zgryzowymi, więc jeśli wada zgryzu nie zostanie skorygowana, to trudno jest dziecku uzyskać prawidłowy układ narządów mownych do realizacji danych głosek. Tu trzeba też wspomnieć o nieprawidłowościach w karmieniu, które też wpływają na możliwości artykulacyjne dziecka.

Adobe Stock

Złoty standard w karmieniu piersią

Z czego wynika to, że wad mowy jest więcej?

Wydaje mi się, że jedną z przyczyn tego, że dzieci gorzej mówią, jest to, że dorośli coraz mniej z nimi rozmawiają, że dziecko ma coraz mniejszy kontakt ze słowem czytanym. To niejako efekt współczesnego świata, postępu, wszechobecnej informatyzacji. Dzieci posiadają wiedzę o świecie, ale często nie zostaje ona zwerbalizowana, zbyt mało w doświadczeniu dziecka jest dialogu z dorosłym. Nawet najbardziej „edukacyjna” bajeczka na YouTube nie porozmawia z dzieckiem, nie zada pytania i nie poczeka na odpowiedź, nie popatrzy w twarz dziecka, nie odzwierciedli emocji.

Obserwuję, że dzieci mają problemy z tworzeniem i rozbudowaniem wypowiedzi, choć znają wiele słów i rozumieją ich sens. Wypowiedzi dzieci są często proste, jedno-, dwuwyrazowe. Taki przykład – kiedy mówię: „O, tutaj na ławeczce siedzi kotek, zobacz, jest cały w łaty i ma bursztynowe oczy. Wiesz, co to są bursztyny?”. Dziecko „nie wie”, ale kiedy pokazuję moje kolczyki z bursztynkiem, to przecież „wie” – widziało nie raz w biżuterii mamy, określi, jaki to kolor. Słowa „łaty” też niby nie zna – do chwili pokazania na jakimś obrazku. 

Kiedy w przedszkolu logopeda wchodzi do grupy, żeby zabrać dzieci na zajęcia, to większość dzieci chce na nie iść. Dlaczego? Bo na tych zajęciach rozmawiamy w komforcie małej grupy, są trudne zadania, gry, ale dorosły jest „dla dziecka”, jest też ciszej niż w sali przedszkolnej. Współczesne dzieci rosną w hałasie, same też mówią głośno, wręcz można zauważyć, że krzyczą do siebie, stojąc obok. Są niestety przyzwyczajone do wysokiego poziomu hałasu i teoretycznie on im nie przeszkadza, ale odnoszę wrażenie, że jest to jedna z przyczyn braku koncentracji, nadruchliwości, takiego „zmęczenia”, które obserwujemy u małego dziecka.

Fot. PAP

Uwaga na hałas!

Niechciane dźwięki to niedoceniane zagrożenie, które zaburza pracę, naukę, wypoczynek i zwiększa ryzyko wielu chorób. Sprawdź, co Ci grozi, jeśli mieszkasz przy ruchliwej ulicy lub słuchasz głośnej muzyki.

Jak prawidłowo powinien wyglądać rozwój mowy? 

Prof. Leon Kaczmarek, twórca polskiej logopedii, już ponad pół wieku temu określił normy rozwojowe w zakresie kształtowania się mowy. Tak w ogromnym skrócie: pierwszy to okres zwany inaczej okresem sygnału-apelu: krzyk i płacz, które sygnalizują otoczeniu zadowolenie lub niezadowolenie dziecka. W drugim-trzecim miesiącu życia rozpoczyna się przypadkowe wytwarzanie dźwięków najczęściej gardłowych, tylnojęzykowych pojedynczych lub w połączeniu z samogłoską, tzw. głużenie. Od szóstego miesiąca życia obserwujemy gaworzenie, zabawę dźwiękami (samogłoski i głoski tzw. prymarne [m, b, n, t, d]). 

Około siódmego, ósmego miesiąca życia prawidłowo rozwijające się dziecko zaczyna reagować na mowę, głównie na jej melodię, emocje, które są w ten sposób wyrażane. Rozwija się rozumienie mowy, to kilka wyrazów, które dziecko kojarzy z osobami, przedmiotami, sytuacjami. Potrafi też zrozumieć proste polecenia w określonych sytuacjach. Pod koniec pierwszego roku życia dziecko zaczyna sygnalizować pierwsze wyrazy. 

Prof. Kaczmarek mawiał: „na pierwsze urodziny słowo, na drugie zdanie, na trzecie opowiadanie”. 

W pierwszym roku życia następuje ogromny postęp w rozwoju mowy, ponieważ dziecko zaczyna chodzić - a rozwój ruchowy jest ściśle związany z rozwojem poznawczym. Dla rozwoju mowy postawa dziecka ma istotne znaczenie – leżące dziecko wypowiada samogłoski i kilka głosek tylnojęzykowych (głużenie). W uproszczeniu – pracuje głównie tył języka, stąd głoski tylnojęzykowe. Gdy dziecko unosi się do siadu, obserwuje świat z innej pozycji, widzi i poznaje więcej, zaczyna też wydawać inne dźwięki. Zmienia się pozycja języka i motorycznie możliwe są już kolejne głoski (gaworzenie). Natomiast gdy nasz malec staje na nogi, rusza w przestrzeń, napotyka na kolejne ciekawe rzeczy. Wzrastają możliwości ruchowe, również w jamie ustnej, mowa zaczyna rozwijać się dynamiczniej (okres wyrazu). 

Od 12 do 24 miesiąca życia intensywnie rośnie zasób dziecięcego słownictwa – początkowo każde słowo kojarzy się ściśle z konkretnym przedmiotem, ale powoli dziecko zaczyna używać słów na oznaczenie przedmiotów, których fizycznie nie ma w zasięgu wzroku. Dziecko rozumie więcej, niż potrafi powiedzieć, pojawiają się pierwsze słowa, jedno-,dwusylabowe, tzw. zlepki głoskowe i sylabowe, wyrażenia dźwiękonaśladowcze, wypowiadane wyrazy są dość mocno zniekształcone pod względem brzmieniowym. Wyraz pełni czasem funkcję całej wypowiedzi.

Drugie urodziny – pierwsze zdanie, oczywiście, nie w rozumieniu zdania budowanego przez dorosłego. To zlepek dwóch, czasem trzech słów. To będzie np.: „mama pa-pa” (mama gdzieś poszła), „mama oć” (mamo, chodź do mnie), „ała tu” (tu mnie boli), „aća śpi” (babcia śpi)… Czynny i bierny słownik dziecka wzrasta pod koniec drugiego roku życia do ok. 300 wyrazów, natomiast pod koniec trzeciego roku życia do ok. 1000. Kształtuje się umiejętność budowy zdania - dziecko początkowo dziecko zestawia dwa wyrazy w sposób luźny, niegramatyczny, ale ważny znaczeniowo. 

No i trzecie urodziny - normatywnie rozwijające się dziecko używa już prostych zdań lub ich równoważników, dialoguje, opowiada, a pod koniec 3. roku życia wzrasta umiejętność mówienia dłuższymi zdaniami o coraz bardziej logicznej strukturze.

Między trzecim a siódmym rokiem życia następuje okres intensywnego cyzelowania mowy i wymowy. To właśnie okres przedszkolny, kiedy dziecko wzbogaca swój język, rozwija się poprawna składnia mowy, rośnie zasób pojęć spostrzeganych i wyobrażanych przez dziecko przedmiotów i zjawisk rzeczywistości. Rozwija się umiejętność rozmowy, a w wymowie doprecyzowują się polskie głoski. Nosi to nazwę okresu swoistej mowy dziecięcej, który kończy się wejściem w gotowość szkolną. 

Fot. PAP

Słowa mogą niszczyć lub budować

Nasz siedmiolatek buduje zdania złożone, opowiada historyjki, poprawnie wymawia wszystkie głoski języka polskiego i ma opanowaną technikę mówienia. Taki umowny czas, kiedy możemy oczekiwać poprawnej realizacji kolejnych głosek to: trzeci–czwarty rok życia – głoski syczące [s,z,c,dz], czwarty–piąty rok życia – głoski szumiące [sz,ż,cz,dż] i szósty rok życia – głoska [r]. Nasza pociecha, idąc do szkoły, powinna poprawnie wymawiać wszystkie głoski języka polskiego. Nawet głoskę [r], która jest trudna, wibracyjna, wymaga silnego języka, szybkich, precyzyjnych ruchów czubka języka. 

Tak bardzo ogólnie wygląda norma rozwoju mowy i wymowy. W praktyce logopedycznej spotykamy się z opóźnieniami w realizacji głosek, takimi czasowymi „przesunięciami” o różnym podłożu. Tu rolą m.in. logopedy jest diagnoza, czy jest to opóźnienie proste, czy nie, bo wtedy konieczna jest szerokospecjalistyczna diagnoza i terapia. Spotykamy się też z deformacjami w wymowie, gdzie przyczyny są różne, m.in. to, o czym była mowa na początku rozmowy – nieprawidłowości w torze oddychania, sposobie połykania, w ruchomości narządów mowy i ich koordynacji. Obserwujemy też niedosłuch, zaburzenia słuchu fonemowego. Często u podstaw problemów dziecka leżą wady zgryzowe – nieprawidłowe ułożenie żuchwy, wąsko ukształtowane łuki zębowe, wysoko wysklepione podniebienie, rozrost adenoid, polipy, nieprawidłową budowę wędzidełka języka. Wtedy współpraca między specjalistami jest konieczna, a bez wsparcia dziecko może nie poradzić sobie samo.

Rodzice mogą się też spotkać z określeniem: ORM – opóźniony rozwój mowy, gdy pewien etap rozwoju mowy nie pojawia się we właściwym dla ogólnego rozwoju czasie. Pamiętajmy jednak, że rozwój każdego dziecka przebiega indywidualnie, zależnie od ogólnych warunków społeczno-wychowawczych we wczesnym dzieciństwie, aktywności dziecka, doświadczenia, którego nabywa w swoim otoczeniu – więc granice między przedstawionymi wyżej okresami są płynne. Każde dziecko w tej samej kolejności przechodzi przez etapy rozwojowe w różnym tempie i możemy obserwować dysharmonię, opóźnienia. Dlatego też tak bardzo ważny jest dostęp do diagnozy logopedycznej w każdym momencie życia naszej pociechy, kiedy „coś” niepokoi rodzica.

Czy każdą wadę wymowy można wyprowadzić na prostą?

Wiek przedszkolny to czas ogromnych możliwości rozwojowych, kształtowania się wszystkich funkcji poznawczych, w tym języka. W przypadku wad wymowy, jeśli diagnoza nastąpi jak najszybciej, jeśli wyeliminujemy dodatkowe utrudnienia (np. powiększony adenoid, nieprawidłowości zgryzowe, itp.), to rokowania są dobre. Istotna jest też motywacja, nastawienie do pracy podczas zajęć. Tak, pracy – bo to, co z zewnątrz wygląda jak zabawa i proste działania, dla dziecka w istocie jest ogromnym wysiłkiem. 

Jeśli chodzi o zaburzenia artykulacyjne, to nie będę wchodzić w terminologię, bo to nie o to chodzi. W przypadku niektórych wad wcześnie podjęta terapia daje szybkie efekty. W sytuacji wad złożonych, wielorakich, może już nie być tak prosto. Stale podkreślam to, że rozwój mowy i wymowy dziecka jest uwarunkowany wieloczynnikowo. Istotne jest współdziałanie czynników: biologicznych (czyli prawidłowy rozwój biologiczny, sprawne zmysły słuchu, wzroku, budowa i ruchomość narządów mowy, ogólny dobry stan zdrowia, itd.) i warunków środowiskowych (czyli właściwa stymulacja poznawcza, prawidłowe wzorce językowe i zasady wychowania, budowanie motywacji do komunikacji, itp.).

Adobe

Tajemnice języka

„Proszę powiedzieć: aaaa” – to jedno z pierwszych poleceń, jakie słyszymy podczas badania lekarskiego. Zaglądając do gardła, lekarz zawsze rzuca też okiem na język. I nic w tym dziwnego – język bywa swoistym barometrem zdrowia, a jego oględziny to rutynowa część badania lekarskiego. To również niesamowite narzędzie, dzięki któremu kosztujemy świata, komunikujemy się i codziennie wykonujemy setki skomplikowanych ruchów, nawet o tym nie myśląc. 

Niektórzy rodzice rozmawiają z dzieckiem od samego początku. To przepis na szybszy i bogatszy rozwój mowy?

Logopedyczna „mantra”: trzeba z dzieckiem rozmawiać cały czas, powinno ono być kolokwialnie mówiąc, „oblane” mową w domu. Powinniśmy czytać mu bajki, książki, rozmawiać o nich, chodzić na przedstawienia, śpiewać, uczyć rymowanek i wierszyków, zadawać pytania i dawać czas na odpowiedź. Brzmi tak starodawnie, prawda? Teraz wielki ukłon w stronę diet. Dziecko powinno jak najszybciej samo jeść, żuć, używać sztućców, nawet jeśli całe się ubrudzi. Jeść kolorowe jedzenie – kawałki warzyw, owoców, doświadczać różnych smaków i faktur. Tak, dużo jest dzieci z alergią, z wybiórczością pokarmową, ale jak dużo z nich to preferencje pokarmowe zupełnie niezwiązane ze zdrowiem. Obserwuję dzieci z nadwrażliwością jamy ustnej, m.in. dlatego, że dostają jedzenie rozdrobnione, papki, że są na monodietach. Zdarzają się trzylatki, które nie potrafią ugryźć chleba i nie jedzą zup, bo tam „coś pływa”...

Czego logopeda oczekuje od rodzica?

Aby jakakolwiek terapia przynosiła efekty, musi zaistnieć triada: dziecko–terapeuta–rodzic. Oczekujemy od otoczenia naszego podopiecznego/pacjenta przede wszystkim współpracy i kształtowania prawidłowych nawyków albo zmiany tych złych. Być może potrzebna jest zmiana diety, ćwiczenie prawidłowego gryzienia, żucia, połykania, wyrzucenie bidonów, kubków niekapków, smoczków. Rodzice otrzymują od terapeutów czasem kilka ćwiczeń do wykonywania z dzieckiem, oczywiście, zawsze z instruktażem, podkreślamy zawsze, że ważna jest jakość, nie ilość powtórzeń. Podam przykład: ćwiczenie, które uczy prawidłowego połykania, tzw. „pułapka wodna”. Trzeba z języczka zrobić „miseczkę”, nabrać czegoś gęstszego, np. kisielu, podnieść do góry, przytrzymać, połknąć. Trzeba powtórzyć kilka razy – niby zabawa, ale jednak trudne zadanie!

Dla logopedy istotna jest systematyczność, wytrwałość w tych domowych ćwiczeniach, to duże wsparcie dla procesu terapii. Podpowiadamy rodzicom, jak organizacyjnie rozwiązać te „prace domowe”. Na przykład można ustalić jeden moment w ciągu dnia – po kąpieli, po kolacji. Nakręcić zegarek lub postawić klepsydrę, umówić się dzieckiem na określony czas i tej umowy dotrzymać! Można też ćwiczyć w drodze do przedszkola, jadąc samochodem robić na przykład ćwiczenia buzi i języka, widzimy się przecież w lusterku. Nie dawajmy dziecku telefonu czy tabletu, by było spokojne, ale też od niego coraz bardziej się uzależniało, rozmawiajmy z dzieckiem, bawmy się. Mam wrażenie, że jako nowoczesne społeczeństwo straciliśmy trochę umiejętność zabawy z własnym dzieckiem, zabawy słowem, tworzenia historyjek, rozwiązywania zagadek, zabawy w teatr, zabaw plastycznych, manipulacyjnych, ruchowych. Dzieci są coraz słabsze motorycznie, gorzej operują klejem, nożyczkami, plasteliną... Plastelina zaczęła je „boleć”, bo jest za twarda, a najlepiej „pracuje” kciuk, palec od scrollowania…

Fot.P.Werewka/PAP

Scrollowanie niszczy nie tylko mózg

Z czym mierzą się logopedzi pracujący w systemie oświaty?

W warunkach placówki oświatowej ogólnodostępnej, tzw. masowej, mówimy o „zajęciach logopedycznych”, nie o „terapii”. Istniejące obecnie w oświacie regulacje określają minimalną ilość godzin zatrudnienia logopedów w stosunku do liczebności uczniów/wychowanków. Określają też, że w zajęciach może brać udział od 1 do 4 uczestników. 

Logopedzi prowadzą zajęcia grupowe zgodnie z przepisami, ale z mniejszym dzieckiem, lub w przypadku rozległych zaburzeń, powinno się pracować indywidualnie. To może być nawet 15–20 minut, ale indywidualnej, skoncentrowanej na tym konkretnie dziecku, intensywnej pracy. Logopeda powinien mieć prawo planować pracę terapeutyczną zgodnie z potrzebami dziecka i z regułami sztuki, tak, by pracować efektywnie. I to jest coś, o czym my, logopedzi, mówimy. Natomiast w oświacie, jak wiemy wszyscy, ciągle są oszczędności i jest nacisk na to, żeby logopeda prowadził nie terapię, tylko właśnie – zajęcia z maksymalną liczbą dzieci. Nierzadko są sytuacje, że logopeda prowadzi podwójną liczbę grup terapeutycznych, zajęcia są co drugi tydzień! To nie jest dobre dla wszystkich stron, daje jedynie namiastkę opieki specjalistycznej i wygląda to dobrze jedynie w dokumentacji... Nasuwa mi się słowo „zaufanie”, bo odnoszę wrażenie, że przestaliśmy wierzyć, że pracownicy edukacji chcą jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki. A do tego logopedzie potrzebne są chociażby warunki prowadzenia terapii (nie zajęć...)

Ekspertka

Archiwum prywatne

Joanna Grabowska-Okraska - Logopeda, neurologopeda, surdopedagog, oligofrenopedagog, terapeuta pedagogiczny. Aktywna zawodowo ponad 35 lat. Pasjonatka swojej pracy. Zajmuje się diagnozą i terapią zaburzeń mowy przede wszystkim u pacjentów z niepełnosprawnościami, z zaburzeniami rozwojowymi. Od wielu lat pracuje na rzecz środowiska logopedów w Polskim Związku Logopedów.

ZOBACZ TEKSTY EKSPERTKI

Autorka

Klaudia Torchała

Klaudia Torchała - Z Polską Agencją Prasową związana od końca swoich studiów w Szkole Głównej Handlowej, czyli od ponad 20 lat. To miał być tylko kilkumiesięczny staż w redakcji biznesowej, została prawie 15 lat. W Serwisie Zdrowie od 2022 roku. Uważa, że dziennikarstwo to nie zawód, ale charakter. Przepływa kilkanaście basenów, tańczy w rytmie, snuje się po szlakach, praktykuje jogę. Woli małe kina z niewygodnymi fotelami, rowery retro. Zaczyna dzień od małej czarnej i spaceru z najwierniejszym psem - Szógerem.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • AdobeStock

    Smog może pogarszać wzrok dzieci

    Powszechnie wiadomo, że zanieczyszczenie powietrza szkodzi płucom. Nowe badania sugerują jednak, że długotrwała ekspozycja m.in. na dwutlenek azotu i drobne cząstki stałe zawarte w smogu może przyczyniać się także do wysokiego wskaźnika krótkowzroczności wśród dzieci.

  • AdobeStock/DimaBerlin

    O nastolatkach, które nie przechodzą buntu

    Są dzieci, które okres nastoletni przechodzą w miarę spokojnie: nie sprawiają większych trudności wychowawczych, nie przeciwstawiają się, nie krzyczą, nie kłócą się z rodzicami. Jednak nie dajmy się zwieźć, że taki współpracujący nastolatek, nie przeżywa żadnych trudności. O tym jak odróżnić, że młody człowiek jest już na tyle dojrzały, że zdrowo konfrontuje się z rzeczywistością, a kiedy ta cisza i układność powinna nas niepokoić, mówi psycholożka dziecięca Ewa Bensz-Smagała z Katedry Psychologii Akademii Górnośląskiej im. W. Korfantego w Katowicach, założycielka Gabinetu Lucky Mind.

  • Adobe Stock

    Cud narodzin

    Rozmnażanie człowieka często bywa przedstawiane jako naturalny, oczywisty element biologii. Naukowcy od dawna jednak podkreślają, że to narracja uproszczona. W rzeczywistości jest to proces niepewny, obarczony ogromnym ryzykiem błędu i porażki na każdym etapie. Jak mówią embriolodzy, biologia ludzkiej płodności jest taka, że zamiast gwarantować sukces – raczej balansuje na granicy prawdopodobieństwa. I każde narodziny – z tego punktu widzenia – to cud.

  • Od opiatów do makowca

    Wigilijny makowiec to symbol świąt i nieodłączny element rodzinnych spotkań, ale makowa masa skrywa tajemnicę, która może zaskoczyć – spożycie większej porcji nasion maku bywa przyczyną fałszywie dodatnich wyników testów na opioidy. Mak jest bowiem niezwykłą rośliną. To z jego soku wyizolowano jedne z najważniejszych leków przeciwbólowych, a jednocześnie to on odpowiada za jeden z najpoważniejszych problemów zdrowia publicznego - epidemię uzależnień.

NAJNOWSZE

  • AdobeStock

    Piramida kontrowersji

    Nowe amerykańskie wytyczne żywieniowe budzą kontrowersje, gdyż zmieniają dotychczasowe zalecenia: promują większe spożycie tłuszczów nasyconych (w tym czerwone mięso) i białka. To odejście od wcześniejszych zaleceń ograniczających te produkty. Zdaniem ekspertów plusem nowych wytycznych jest promowanie żywności nieprzetworzonej, jednak całość jest mało przejrzysta, a część decyzji –pozbawiona podstaw naukowych.

  • Smog może pogarszać wzrok dzieci

  • Czym się różnią leki biologiczne i biopodobne

  • Uwaga: alkohol niszczy jelita

  • Co zrobić, gdy pęka lód?

  • AdobeStock

    Choroba astronauty przyczyną skrócenia misji

    „Poważne problemy zdrowotne” jednego z astronautów sprawiły, że NASA podjęła decyzję o skróceniu misji i wcześniejszym ściągnięciu na Ziemię całej załogi.

  • Odmrożenia – co robić?

Serwisy ogólnodostępne PAP