Tłuszcze trans – metaboliczna trucizna

Na początku XX wieku chemicy znaleźli sposób, by z taniego oleju roślinnego uzyskać produkt wyglądem i konsystencją przypominający masło, ale nie jełczejący i kosztujący grosze. Tak narodziły się tłuszcze trans – kulinarne wunderwaffe ery fast foodu. Dziś te same izomery są traktowane przez epidemiologów jak bomba z opóźnionym zapłonem: Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że co roku odbierają życie nawet 183 tys. osób i wciąż pozostają zagrożeniem dla 5 mld ludzi na świecie.

Adobe
Adobe

Przez dekady izomery trans kwasów tłuszczowych stanowiły technologiczne arcydzieło: tanie, trwałe i plastyczne tłuszcze, które zrewolucjonizowały przemysł żywieniowy. Dziś wiemy, że były także cichym katalizatorem epidemii sercowo-naczyniowej, zaburzając gospodarkę lipidową silniej niż jakikolwiek inny składnik diety.


Chemia, która odmieniła tłuszcz

Crisco, tłuszcz debiutujący w 1911 r. w amerykańskich sklepach, miał być triumfem inżynierii żywności: tańszy od smalcu, lekki jak puch i niby roślinny. Sekret tkwił w częściowym uwodornieniu – procesie, który prostuje naturalnie „zakrzywione” wiązania cis w olejach i zamienia je w konfigurację trans. W efekcie płynny olej staje się aksamitną, odporną na zepsucie masą. Izomeria trans to zaledwie drobna zmiana geometrii wiązania podwójnego w nienasyconym kwasie tłuszczowym, ale skutki są ogromne: prostoliniowa cząsteczka zyskuje temperaturę topnienia zbliżoną do tłuszczów nasyconych, lecz jest tania w produkcji jak olej roślinny. Wcześniej trans-izomery występowały wyłącznie w śladowych ilościach w mięsie przeżuwaczy; od lat 50. zaczęły jednak dostarczać średnio 2–3 proc. dziennej energii w diecie Amerykanów.


Epidemiologia: 2 proc. energii, 23 proc. więcej zawałów 

Do lat 90. średnie spożycie tłuszczów trans w USA przekraczało 2–3 proc. zapotrzebowania energetycznego, a w niektórych populacjach – nawet 4 proc. Już w latach 50. XX wieku dr Fred Kummerow, biochemik z University of Illinois, jako jeden z pierwszych naukowców wskazywał na związek między spożyciem tłuszczów trans a chorobami serca. Przełom nastąpił w 2006 r., gdy meta-analiza Dariusha Mozaffariana w „New England Journal of Medicine” pokazała, że każdy dodatkowy 2-procentowy udział kalorii z tłuszczów trans podnosi ryzyko zawału lub zgonu sercowego o 23 proc. 

Wynik Harvardu został szybko powtórzony w kolejnych badaniach i potwierdzony analizami z Europy oraz Azji. Badacze byli zgodni – im więcej tłuszczów trans, tym wyższa zapadalność na zawał i udar, a także większa śmiertelność ogólna. Od tego momentu Światowa Organizacja Zdrowia zaczęła mówić o trans-izomerach „metaboliczna toksyna”. W dodatku okazało się, że tłuszcze trans nie mają progu bezpiecznego spożycia. To unikatowa sytuacja w dietetyce, gdzie zwykle mówi się o ograniczeniu spożycia, tu zaś — o całkowitym wyeliminowaniu.
Co dzieje się w organizmie po spożyciu tłuszczów trans? Badania komórkowe udowodniły, że najczęstsze izomery przemysłowe – elaidynowy i linoelaidynowy – aktywują NF-κB, podnoszą wytwarzanie wolnych rodników i blokują produkcję tlenku azotu w śródbłonku, czyli dokładnie tam, gdzie zaczyna się miażdżyca. Równolegle rośnie stężenie LDL, spada HDL, a triglicerydy szybują w górę. To trio biochemiczne jest bardziej szkodliwe niż klasyczne tłuszcze nasycone – i lepiej tłumaczy nadmiar zawałów w populacjach karmionych fast foodem niż niegdyś demonizowany cholesterol z jajek. Badania wykazały również ich związek z insulinoopornością, stanem zapalnym, a nawet zaburzeniami poznawczymi. 


Kampania przeciwko izomerom trans

W 2018 r. WHO uruchomiła program REPLACE, stawiając cel globalnej eliminacji przemysłowych izomerów trans do 2023 r. i szacując, że osiągnięcie go ocali ponad pół miliona osób rocznie. W 2024 r. uhonorowała pierwszą piątkę państw (m.in. Polskę) certyfikatem pełnej eliminacji tłuszczów trans z żywności.

American Heart Association zaleca dziś „praktyczną eliminację” izomerów trans, a spożycie tłuszczów nasyconych ogranicza do 5–6 proc. energii u osób z podwyższonym LDL. Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne przypomina, że każdy wzrost podaży tłuszczów trans pogarsza profil lipidowy i zwiększa ryzyko sercowo-naczyniowe. 

„To metaboliczna trucizna, którą trzeba wyrzucić z łańcucha żywności – inaczej płacimy za nią kolejnymi zawałami” – podkreśla prof. Walter Willett, nestor epidemiologii żywieniowej z Harvardu. To również jeden z głównych architektów eliminacji tłuszczów trans z żywności w USA. Jego determinacja w tej kwestii podawana jest za przykład, jak upór badacza może zmienić politykę żywnościową globalnie.

Po wycofaniu częściowo uwodornionych olejów część firm przestawiła linie na całkowicie uwodornione tłuszcze (pozbawione wiązań podwójnych), inne korzystają z interestryfikacji lub mieszanek olejów wysokooliwowych. Pierwsze analizy sugerują, że są mniej szkodliwe, jednak badania długoterminowe dopiero trwają. Literatura naukowa podkreśla konieczność dalszych obserwacji długofalowych. 

Fot. PAP/Tomasz Waszczuk

Jak ograniczyć spożycie tłuszczów trans

Nie można o nich powiedzieć nic dobrego. Dlatego ich konsumpcja powinna być tak niska jak to tylko możliwe. Eksperci podpowiadają jak je rozpoznać i w których produktach jest ich najwięcej.

Choć Polska – jak już wspomnieliśmy – otrzymała w styczniu 2024 r. prestiżowy certyfikat WHO „Validation of Trans-Fat Elimination”, co potwierdza, że krajowe prawo i produkcja spełniają unijny limit 2 g izomerów trans na 100 g tłuszczu, trans-tłuszcze nie zniknęły całkiem z talerza. Rynek – zwłaszcza ten na obrzeżach oficjalnej dystrybucji – wciąż potrafi przemycić ich ślady. 

Pierwszą bramą są importowane słodycze i herbatniki przywożone z państw spoza Unii Europejskiej. Etykiety bywają chaotycznie tłumaczone, a w składzie nierzadko widnieje „partially hydrogenated vegetable fat” – klasyczny znak, że producent nadal korzysta z częściowo utwardzonego oleju. 

Na tłuszcze trans wciąż możemy się również natknąć w gastronomii ulicznej. Stary olej, w którym przez cały dzień smażą się kolejne partie frytek czy pączków, stopniowo izomeryzuje kwasy tłuszczowe. W latach 2010–2022 laboratoria PZH znajdowały w przepracowanych fryturach stężenia sięgające kilkunastu procent, a w gotowych frytkach z restauracji ­– od 5 do nawet 35 proc. tłuszczu. To właśnie dlatego kontrolerzy w takich punktach zaglądają do zbiorników z olejem i do rejestru częstotliwości jego wymiany.

Trzeci obszar to pączki i faworki. Zwłaszcza dotyczy to tłustoczwartkowych wypieków, gdy długi czas podgrzewania smalcu lub tanich mieszanek tłuszczowych prowadzi do kumulacji izomerów trans. Czwartą furtką bywają magazyny. Zdarza się, że małe cukiernie sięgają po stare zapasy kostkowej margaryny piekarskiej wyprodukowanej przed kwietniem 2021 r. 

Na tropie szkodliwego tluszczu

Niewielkich ilości izomerów trans, które powstają naturalnie u przeżuwaczy, nie da się całkowicie uniknąć: mleko, masło i wołowina dostarczają od ułamka do kilku procent wszystkich kwasów tłuszczowych w formie trans. Baza prowadzona przez NIZP PZH pokazuje, że w typowym kubku kefiru czy plastry sera mieści się mniej niż 0,1 g takich izomerów. 
Z drugiej strony, ta sama baza wykazuje, że w pojedynczych partiach tanich wafelków w 2010 r. zawartość tłuszczy trans sięgała 15 proc., a w kostkowych margarynach – nawet 20 proc. Najnowsze pomiary z listopada 2024 r. w czekoladkach i pralinkach przynoszą pocieszające wieści: wszystkie próbki spełniają unijny limit, a typowa porcja dostarcza dziś mniej niż 0,04 g izomerów. 
Co zatem może zrobić wymagający konsument? Po pierwsze, czytać etykiety i omijać sformułowania o „częściowo utwardzonym” tłuszczu. Po drugie, wybierać miejsca, w których olej do smażenia ma krótki żywot i regularnie trafia do recyklingu. Po trzecie, traktować bazę PZH jak mapę ryzyka – wystarczy kilka kliknięć, by sprawdzić aktualną zawartość tłuszczów trans w konkretnym produkcie. 

W skali kraju pełne usunięcie tłuszczów trans to jeden z najtańszych sposobów redukcji zgonów kardiologicznych – dla producentów to koszt mniejszy niż redesign etykiety, a państwom oszczędza setki milionów na leczeniu zawałów. Tak jak azbest odszedł z budownictwa, a ołów z benzyny, tak tłuszcze trans – chemiczny relikt XX wieku – powinny zniknąć z talerza raz na zawsze.
 

ZOBACZ WIĘCEJ

  • Adobe Stock

    Badanie: im wcześniej kończymy jedzenie w ciągu dnia, tym lepiej śpimy?

    Zjedzenie ostatniego posiłku o godz. 16:00, a nie o 20:00, może wpływać na to, że lepiej śpimy. Badanie jednak, jak zastrzegają jego autorzy, ma pewne ograniczenia. Niemniej obserwacje płynące z pracy z pacjentami również sugerują – zgodnie ze słowami wiersza Jana Brzechwy pt. „Żołądek” – że „kto się na noc zbytnio naje, temu żołądek spać nie daje”.

  • PAP/ Marcin Bielecki

    Kolka niemowlęca a karmienie piersią

    Dorasta pokolenie, którego matki były przestrzegane, by nie jeść pewnych produktów, gdy karmią piersią, bo niemowlę może mieć kolki. Obecnie eksperci podkreślają, że nie ma takiej korelacji. Wiele badań naukowych dowodzi też, że wyłączne karmienie piersią wiąże się wręcz z niższym ryzykiem kolki.

  • model jelita grubego PAP/Maciej Kulczyński

    Zaburzony mikrobiom jelit może sprzyjać cukrzycy

    U części osób, które dopiero zachorują na cukrzycę typu 2, można wykryć zaburzenia jelitowej mikrobioty. Zmiany pojawiają się nawet lata przed zachorowaniem, a to może oznaczać możliwość wczesnego wykrywania zagrożenia. Wstępne badania sugerują także, że podawanie odpowiednich bakterii może poprawiać niektóre wskaźniki metaboliczne.

  • PAP/Albert Zawada

    Etykieta żywności – drogowskaz dla zdrowia. Jak ją czytać?

    Co oznacza symbol zielonego liścia z gwiazdek na żywności, czy „bio” i „organic” to tożsame pojęcia, dlaczego ostrożnie należy podchodzić do sformułowań „naturalne” i „zdrowe” na etykiecie i jak wybrać mięso dobrej jakości – wyjaśnia dr Katarzyna Wolnicka, specjalistka dietetyki, wykładowczyni akademicka, autorka publikacji „Poradnik świadomego konsumenta” wydanej przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa.

NAJNOWSZE

  • Adobe Stock

    Farmakoterapia na walizkach

    Wakacje to czas, gdy spontaniczność bierze górę nad codzienną rutyną, a to niewątpliwie odbija się zarówno na funkcjonowaniu organizmu, jak też na skuteczności przyjmowanych leków. Najważniejsze jednak, aby terapia lekowa była prawidłowo dobrana i nie zawiodła w czasie podróży. O czym warto pamiętać w alfabetycznym skrócie – radzą dr hab. Jarosław Woroń i prof. dr hab. Ryszard Korbut z Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie.

  • Uregulowany cykl dobowy to podstawa zdrowego mózgu

  • suPAR: w poszukiwaniu wskazówek zegara biologicznego

  • LGBTQ+ to akronim wciąż stygmatyzujący

  • Gastropareza, czyli dlaczego żołądek się leni

  • Wazopresyna – hormon przetrwania

    Kiedy organizm traci wodę, spada ciśnienie tętnicze albo pojawia się zagrożenie życia, do działania wkracza wazopresyna. Przez lata kojarzono ją głównie z regulacją gospodarki wodnej. Dziś wiadomo, że ten niewielki hormon wpływa także na pracę serca i nerek, reakcję na stres, funkcjonowanie mózgu, a nawet zachowania społeczne. Naukowcy odkrywają kolejne obszary jej działania i szukają sposobów, by wykorzystać tę wiedzę w leczeniu poważnych chorób.

  • Badanie: im wcześniej kończymy jedzenie w ciągu dnia, tym lepiej śpimy?

  • Nużeńce i my

Serwisy ogólnodostępne PAP