Krioterapia – zimno ratujące życie 

Nagłe zatrzymanie krążenia, złośliwe nowotwory, także w stadium nieoperacyjnym, skomplikowane wady serca, ale także brodawki, pieprzyki czy bolące stawy – to wszystko leczy się zimnem. Krioterapia, choć znana od wieków, nie odchodzi w zapomnienie, a nawet zyskuje nowe zastosowania.

Michele Ursi/Adobe
Michele Ursi/Adobe

Nie lubimy marznąć. W genach mamy zakodowaną przez praprzodków prawdę, że zimno zabija. Ludzki organizm ma tylko 30 tys. receptorów ciepła i aż 250 tys. reagujących na chłód. Czas przystosowania do niskiej temperatury jest wielokrotnie krótszy niż do wysokiej. Jednym słowem – bronimy się przed zimnem. Ale nie można zapominać, że odpowiednio stosowane, może ono być też lekarstwem.  

Pojęcie krioterapii (połączenie starogreckich słów: krýos – zimny i therapeía – leczenie) wywodzi się ze starożytności. Wówczas odnosiło się przede wszystkim do zimnych okładów. Ich stosowanie na bolesne krwawe wybroczyny opisano już w papirusach egipskich. Hipokrates w V w. p.n.e. leczył w ten sposób ból ciała i kończyn. Średniowieczny perski lekarz zwany Awicenna na przełomie X i XI w. n.e. zalecał stosowanie chłodu w dolegliwościach związanych z bólem, przegrzaniem oraz przy urazach.  

Zimno uśmierza ból

Badania nad reakcją tkanek na mrożenie zapoczątkował John Hunter, opisując w 1777 r. ich martwicę i następujące po tym pomyślne leczenie. Istotne obserwacje poczyniono podczas odwrotu wojsk napoleońskich z Rosji. Zauważono wówczas, że niektórzy żołnierze z odmrożeniami nie doznają bólu. Chirurg napoleoński baron Dominique-Jean Larrey wywnioskował z tego, iż kończyny rannych żołnierzy mogą być amputowane niemal bezboleśnie po uprzednim obłożeniu ich na pewien czas lodem i śniegiem. Powiązał również działanie niskiej temperatury z jej wpływem na ośrodkowy i autonomiczny układ nerwowy.  

Fot. PAP/Zdjęcie ilustracyjne

Hipotermia – kiedy zimno zabija

Siarczyste mrozy stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia nie tylko osób bezdomnych i nadużywających alkoholu. Dowiedz się jak uniknąć nadmiernego wychłodzenia organizmu oraz jak reagować w przypadku znalezienia osoby w stanie hipotermii.

Za pioniera w wykorzystaniu zimna w leczeniu bólu uznaje się jednak Jamesa Arnotta z Aberdeen. W 1847 roku poprzez zmieszanie wody morskiej z pokruszonym lodem uzyskał ciecz o temperaturze -24°C. Tak przygotowany roztwór postanowił zastosować w leczeniu „neuralgicznego reumatyzmu”, bólów głowy, jak również do wywołania celowej nekrozy komórek nowotworowych. Zaprojektował także urządzenie do schładzania składające się z wodoszczelnej poduszki-kompresu podłączonej do dwóch rurek, które wspólnie zamykały obieg zimnej substancji. W 1851 roku za swój wynalazek otrzymał nagrodę na Wielkiej Londyńskiej Wystawie Nauki. Dr John Richardson w 1865 roku dokonał z kolei udanego miejscowego znieczulenia przy zastosowaniu techniki odparowania eteru (uzyskano wówczas temperaturę -21 st. C).

Ograniczeniem, na jakie napotykała krioterapia do końca XIX w., był brak możliwości uzyskania temperatur niższych niż -24 stopnie. Przełom przyszedł z początkiem XX w., gdy pojawił się suchy lód, czyli stała postać dwutlenku węgla o temperaturze -78,5 st. C, a następnie ciekły azot o temperaturze -196 st. C.  

Do dziś w dermatologii wykorzystuje się zamrażanie, którego celem jest zniszczenie nieprawidłowej tkanki. Procedura taka często nazywana jest kriochirurgią. Zabieg polega na przyłożeniu do zmiany skórnej specjalnego punktowego aplikatora na kilkanaście do kilkudziesięciu sekund. Pozwala to na przeniesienie zimna, uzyskanego dzięki ciekłemu azotowi, do tkanki, i zamrożenie jej.

Na kurzajki i reumatyzm

Kriochirurgia powszechnie służy usuwaniu brodawek skórnych potocznie nazywanych kurzajkami. Czasami wystarczy jednorazowy zabieg. Wymrażanie jest dobrą alternatywą dla inwazyjnego usuwania chirurgicznego czy laseroterapii w przypadku brodawek łojotokowych lub znamion naskórkowych brodawkowatych. Nie można tej metody stosować do znamion barwnikowych komórkowych, ale w leczeniu znamion barwnikowych naskórkowych jest ona preferowana. Kriochirurgię można też stosować do usuwania niektórych patologii naczyniowych, jak np. ziarniniak naczyniowy czy naczyniak gwiaździsty.

Współcześnie pod pojęciem krioterapii należy rozumieć stosowanie niskich temperatur mające  na celu zmniejszenie stanu zapalnego oraz bólu, a co za tym idzie – szybszą regenerację. Poddając się takiemu zabiegowi, można spodziewać się efektu przeciwbólowego, przeciwobrzękowego, przeciwzapalnego i immunologicznego.

Krioterapia miejscowa wykonywana jest bezpośrednio na bolący punkt. W trakcie tego zabiegu pacjent odsłania wybrany fragment ciała, a terapeuta nakierowuje dyszę z odległości 15–20 cm. Krioterapia całościowa odbywa się w specjalnie przystosowanej do tego zabiegu kabinie. Opary ciekłego azotu krążą po całej kriokomorze, a pacjent maszeruje w niej określony czas. Na początku może być to kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund, potem maksymalnie do 3 min. W ten sposób pomaga się pacjentom po urazach i zabiegach operacyjnych, w chorobach reumatycznych i autoimmunologicznych, a także zespołach bólowych czy nawet z cellulitem.

Fot. PAP/Zdjęcie ilustracyjne

Mróz zabija roztocze

Panujące w Polsce mrozy, choć dokuczliwe, można skutecznie wykorzystać do walki z roztoczami, drobnymi pajęczakami, których odchody i pancerzyki są silnymi alergenami. Wystarczy wystawić pościel czy dywany na noc na balkon.

Zimno ma też inne zastosowanie. Gdy organizm się wychładza, procesy życiowe ulegają spowolnieniu – organy mają mniejsze zapotrzebowanie na tlen, metabolizm zwalnia do minimum. Ten stan wykorzystuje nowoczesna medycyna. Kontrolowana hipotermia umożliwia ochronę ważnych organów, takich jak mózg i serce, przed niedoborem tlenu we krwi. Celowe wychładzanie stosuje się jako procedurę ratunkową np. wobec ofiar wypadku oraz niemowląt niedotlenionych podczas porodu. Wydłuża ono również czas przeżycia pacjentom z zatrzymaniem krążenia.

Hipotermia pomaga chirurgom

Zabieg wychładzania pomaga też prowadzić skomplikowane operacje, np. przeszczep serca. Już w latach 70. XX wieku zaczęto przeprowadzać operacje kardiochirurgiczne w głębokiej hipotermii, czyli po obniżeniu temperatury ciała do 15–16 st. C, po podłączeniu krwiobiegu do krążenia pozaustrojowego. Dzięki rozwojowi kardiochirurgii w większości przypadków nie ma jednak obecnie potrzeby zatrzymywania krążenia krwi na całą operację i tak drastycznego obniżania temperatury, co wiążę się z ryzykiem dla mózgu.  

Na etapie badań są natomiast terapie ablacji zimnem, zarówno w leczeniu inwazyjnego raka piersi, przerzutów nowotworowych do wątroby jak i do innych narządów. W tej chwili tę metodę wykorzystuje się przede wszytkim u pacjentów paliatywnych, np. z guzami kości. Zabiegi kriolezji to też nowość, ale stosowana w praktyce klinicznej. W celu leczenia bólu dokonuje się precyzyjnej destrukcji nerwów. Technika zabiegu polega na zamrożeniu tkanki lub nerwu i wybiórczym niszczeniu niewielkich ognisk komórek, przy czym nie narusza się sąsiadujących zdrowych tkanek. Ta metoda pomaga w silnych bólach, przede wszystkim u pacjentów paliatywnych, i nie jest obciążająca dla organizmu.

Obecnie lekarze pracują nad zastosowaniem obniżania temperatury we wszelkich nagłych przypadkach, gdy ważne jest zmniejszenie zapotrzebowanie tkanek na tlen. Celowe wprowadzenie pacjenta w stan hipotermii w przypadku zatrzymania akcji serca jako pierwsze w Polsce na swoim OIOM-ie wprowadziło Górnośląskie Centrum Medyczne w Katowiach. Możliwe, że niedługo rutynowo będzie się stosować medyczną hipotermię m.in. u pacjentów: po przebytym zawale serca; po udarze mózgu; po urazie głowy i mózgu; po uszkodzeniach kręgosłupa i rdzenia kręgowego.  

Autorka

PAP

Luiza Łuniewska - Dziennikarka, reportażystka, redaktorka. Pisuje o wielkich triumfach medycyny i jej wstydliwych sekretach. Lubi nowinki z dziedziny genetyki. Była dziennikarką Życia Warszawy i Newsweeka, pracowała też w TVN i Superstacji. Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Wielbicielka kotów dachowych i psów ras północnych.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • AdobeStock

    Nużeńce i my

    Większość dorosłych ludzi nosi je na swojej skórze, nawet o tym nie wiedząc. Przez lata uważano je za niegroźnych współlokatorów, dziś jednak wiadomo, że w określonych warunkach mogą odgrywać ważną rolę w rozwoju przewlekłych chorób skóry i oczu. Badania pokazują, że nużeńce są znacznie bardziej złożonym elementem mikroekosystemu skóry, niż przypuszczano jeszcze kilkanaście lat temu.

  •  PAP/Art Service

    suPAR: w poszukiwaniu wskazówek zegara biologicznego

    Naukowcy szukają biomarkera, który pozwoliłby wcześniej wykrywać biologiczne zużycie organizmu i ryzyko rozwoju wielu chorób przewlekłych. Jednym z najbardziej obiecujących kandydatów jest suPAR – białko związane z aktywacją układu odpornościowego. Jego podwyższone stężenie może wskazywać, że organizm przez lata pozostaje w stanie przewlekłego „alarmu”.

  • AdobeStock

    Gastropareza, czyli dlaczego żołądek się leni

    Uczucie pełności po kilku kęsach, nudności, wymioty niestrawionym pokarmem wiele godzin po posiłku czy przewlekły brak apetytu bywają bagatelizowane. Tymczasem u części osób objawy te nie są wynikiem zwykłej niestrawności, lecz konsekwencją zaburzenia pracy żołądka, który przestaje prawidłowo przesuwać treść pokarmową do jelita cienkiego. Gastropareza jest przewlekłą chorobą motoryki przewodu pokarmowego, która może znacząco pogorszyć jakość życia, a w ciężkich przypadkach prowadzić do niedożywienia i zaburzeń funkcjonowania całego organizmu.

  • Adobe Stock

    Pestki moreli, czyli o mitycznej „witaminie B17” i śmiertelnej pułapce

    Badania naukowe nie potwierdzają przeciwnowotworowego wpływu amigdaliny, rozpowszechnionej w medycynie alternatywnej jako „witamina B17”. Wciąż o niej głośno na forach internetowych. Wzbudza wiele kontrowersji, bo to związek chemiczny, zawarty m.in. w pestkach moreli, który w jelicie cienkim rozkłada się do cyjanku, śmiertelnie niebezpiecznej trucizny. Badania naukowe nie dowiodły skuteczności tego „cudownego” suplementu.

NAJNOWSZE

  • AdobeStock

    Nużeńce i my

    Większość dorosłych ludzi nosi je na swojej skórze, nawet o tym nie wiedząc. Przez lata uważano je za niegroźnych współlokatorów, dziś jednak wiadomo, że w określonych warunkach mogą odgrywać ważną rolę w rozwoju przewlekłych chorób skóry i oczu. Badania pokazują, że nużeńce są znacznie bardziej złożonym elementem mikroekosystemu skóry, niż przypuszczano jeszcze kilkanaście lat temu.

  • LGBTQ+ to akronim wciąż stygmatyzujący

  • Gastropareza, czyli dlaczego żołądek się leni

  • Od 1 sierpnia jeszcze łatwiej zapobiegać rakowi szyjki macicy

  • Sztuczna inteligencja w rezonansie magnetycznym pozwala dostrzegać niuanse

  • Adobe Stock

    Badanie: im wcześniej kończymy jedzenie w ciągu dnia, tym lepiej śpimy?

    Zjedzenie ostatniego posiłku o godz. 16:00, a nie o 20:00, może wpływać na to, że lepiej śpimy. Badanie jednak, jak zastrzegają jego autorzy, ma pewne ograniczenia. Niemniej obserwacje płynące z pracy z pacjentami również sugerują – zgodnie ze słowami wiersza Jana Brzechwy pt. „Żołądek” – że „kto się na noc zbytnio naje, temu żołądek spać nie daje”.

  • Uregulowany cykl dobowy to podstawa zdrowego mózgu

  • suPAR: w poszukiwaniu wskazówek zegara biologicznego

Serwisy ogólnodostępne PAP