Żylaki – nowe fakty, nowe szanse

Żylaki jeszcze do niedawno uchodziły za problem czysto estetyczny: niebieskawo-fioletowe żyły rysujące się na nogach, psują wygląd. Dziś wiemy, że żylaki to też groźba zdrowotnych komplikacji – od obrzęków i bólu, przez zmiany zapalne, aż po groźne owrzodzenia żył. Dlatego naukowcy wciąż badają istotę tej choroby. 

Adobe
Adobe

Gdy nasz układ krwionośny pracuje idealnie, krew w żyłach kończyn dolnych płynie w kierunku serca, dzięki współpracy zastawek i mięśni łydek, które działają niczym naturalna pompa. Jeśli jednak z jakichś przyczyn zastawki przestają w pełni spełniać swoją funkcję, krew zaczyna się cofać i zalegać w naczyniach. Ściany żył rozciągają się wtedy coraz mocniej, stają się kręte i uwypuklają pod skórą. W efekcie powstają charakterystyczne zgrubienia – od drobnych „pajączków” aż po wyraźne, często bolesne, sznury żylne.

Częstotliwości występowania żylaków jest bardzo różna. Na Północnych Wyspach Cooka schorzenie to występuje u zaledwie 2–4 proc. dorosłych, podczas gdy w krajach europejskich czy w Stanach Zjednoczonych nawet u połowy populacji. Skąd taka różnica? Od dawna podejrzewano, ze chodzi m.in. o cechy genetyczne: jeśli rodzice cierpią na żylaki, dzieci również są na nie bardziej podatne. Choć oczywiście są i inne czynniki predysponujące, takie jak płeć (panie częściej niż panowie), liczne ciąże, otyłość czy charakter pracy (ciągłe stanie bądź długie siedzenie). Jeżeli sami zaobserwowaliśmy u siebie poszerzone żyły, być może warto zapytać rodziców, dziadków czy rodzeństwo, czy nie mieli podobnego problemu.

Na tropie żylakowych genów

W jakim stopniu dziedziczymy skłonność do żylaków? Zespół z Uniwersytetu Państwowego w Nowosybirsku, by to zbadać, sięgnął po olbrzymie bazy danych z UK Biobank. To potężne repozytorium, gromadzące informacje o zdrowiu i genotypie pół miliona Brytyjczyków. Tak duża pula materiału pozwoliła na szczegółowe prace asocjacyjne, czyli poszukiwanie zmian w łańcuchu DNA, które mogłyby sprzyjać rozwijaniu się żylaków.

Czy wysocy ludzie częściej mają żylaki?


W rezultacie tych prac, wytypowano kilka genów, które mogą odgrywać większą lub mniejszą rolę w patogenezie schorzenia. 

„Jeśli badanie wykaże, że określony wariant genu A pojawia się zauważalnie częściej u pacjentów z żylakami, można przypuszczać, że dany gen odgrywa pewną rolę w procesie. Jest to swego rodzaju trop, który wymaga późniejszej weryfikacji, aby ostatecznie stwierdzić, czy faktycznie przyczynia się do choroby, na przykład poprzez regulowanie struktur śródbłonka, sprzyjanie stanowi zapalnemu bądź wpływ na naprężenie ściany żyły” – napisali autorzy badania. 

„Jesteśmy wtedy o krok bliżej do pełniejszego zrozumienia, jakie procesy na poziomie molekularnym prowadzą do powstania żylaków” – twierdzą naukowcy. 

Wiadomo, że jednym z takich mechanizmów jest zaburzenie równowagi między czynnikami odpowiedzialnymi za przebudowę tkanki łącznej w ścianach naczyń krwionośnych (tak zwanymi metaloproteinazami) a ich naturalnymi inhibitorami , czyli ogranicznikami. Jeśli w ścianach żył zbyt mocno uaktywnią się enzymy rozkładające włókna kolagenowe czy elastynę, struktura naczyń zaczyna się degradować, co na dłuższą metę sprawia, że żyły łatwo się rozszerzają. Innymi słowy – stają się „luźne”. Obecnie różne ośrodki naukowe, w tym zespół z Nowosybirska, pracują nad uchwyceniem, które warianty genetyczne czynią nas szczególnie podatnymi na taki stan rzeczy. W dalszej perspektywie może to zaprocentować opracowaniem terapii celowanych, być może blokujących nadaktywne enzymy u konkretnych pacjentów.

Co zrobić, gdy zauważymy u siebie poszerzone żyły?

Żylaki rozwijają się powoli.  Początkowo w nogach pojawia się tylko lekkie uczucie ciężkości czy mrowienia, czasem łagodny ból po długim dniu na stojąco. Niektórzy pacjenci obserwują drobne pajączki na łydkach lub udach. Wraz z upływem miesięcy czy lat problem może się nasilać: żyły stopniowo stają się coraz bardziej poszerzone, mogą przybierać kolor siny i zaczynać się w widoczny sposób wybrzuszać. To już moment, w którym pacjenci często trafiają do specjalisty – flebologa lub chirurga naczyniowego – po poradę. Współczesna diagnostyka opiera się zwykle na badaniu USG Doppler, które pozwala ocenić przepływ i zidentyfikować, gdzie dokładnie występują niedomykające się zastawki. Następnym krokiem jest decyzja o sposobie leczenia.

Jeszcze niedawno dominowała terapia chirurgiczna, polegająca na tak zwanym strippingu żyły odpiszczelowej lub odstrzałkowej. Specjalista usuwał chorą żyłę, która i tak nie spełniała już należycie swojej funkcji, a reszta układu żylnego przejmowała jej zadanie. Dla niektórych pacjentów ten sposób leczenia wciąż jest najlepszy, ale medycyna ma już całą gamę metod znacznie mniej inwazyjnych.

Przeglądu najnowszych osiągnięć w dziedzinie leczenia żylaków dokonali w zeszłym roku indyjscy naukowcy z prestiżowego Institute of Nano Science and Technology.

Rys. Krzysztof "Rosa" Rosiecki

Usuwanie żylaków na nogach - ważne informacje

Żylaki i pajączki na nogach? To często objaw problemów z żyłami w wyższych partiach ciała. Jeśli skoncentrujemy się na defektach żył na nogach i je usuniemy, problem niewydolności żylnej będzie się rozwijał, a pajączki i żylaki na nogach wrócą. Warto najpierw sprawdzić, dlaczego się pojawiły, zwłaszcza wtedy, kiedy doskwierają długie miesiączki.


Prawdziwą rewolucję – jak twierdzą - przyniosły ablacje wewnątrznaczyniowe – laserowa (EVLA) i prądem o częstotliwości fal radiowych (RFA). W obu przypadkach do światła żyły wprowadza się niewielki cewnik. Poprzez ten cewnik aplikowana jest energia cieplna (za pomocą fali laserowej lub radiowej), która prowadzi do zamknięcia (a w konsekwencji zwłóknienia) naczynia. Mówimy tu w gruncie rzeczy o „wygaszeniu” żyły od środka – bez rozległych cięć, bez bolesnej rekonwalescencji i z niemal natychmiastowym efektem unieruchomienia patologicznego naczynia. Pacjenci tego samego dnia lub następnego wracają do domu, a czasem mogą podjąć lekkie czynności fizyczne prawie od razu. Powikłania zdarzają się rzadko i w większości wypadków ograniczają się do niewielkich zasinień czy przejściowego uczucia bólu. Rzecz jasna, jest to metoda wykonywana w znieczuleniu miejscowym lub regionalnym, co dodatkowo poprawia komfort zabiegu.

Pamiętajmy o profilaktyce

W ostatnich latach popularność zyskała skleroterapia, czyli zamykanie żyły za pomocą specjalnego preparatu, który podaje się przez iniekcję. Substancja ta uszkadza śródbłonek żyły i wywołuje jej włóknienie. Po pewnym czasie żyła ulega obkurczeniu i przestaje funkcjonować. Choć skleroterapia najczęściej stosowana jest w przypadku drobnych „pajączków”, w istocie można ją wykorzystywać też w przypadku większych żylaków, szczególnie wtedy, gdy pacjent z różnych względów nie może zdecydować się na ablację laserową czy falami radiowymi. Skleroterapię można wykonywać zarówno roztworem płynnym, jak i w formie pianki (ta druga metoda daje wyższe stężenie w naczyniu i zwykle okazuje się skuteczniejsza przy zamykaniu dużych żył). Zabieg nie wymaga znieczulenia ogólnego i trwa stosunkowo krótko. W zależności od rozległości żylaków, pacjent może potrzebować kilku sesji, by uzyskać zadowalający efekt.

Oczywiście najlepiej nie dopuścić do stanu, gdy zabieg jest konieczny, a przynajmniej opóźnić ten moment. Podstawowa profilaktyki jest aktywność fizyczna. Regularne ćwiczenia, takie jak chodzenie, pływanie czy jazda na rowerze, poprawiają krążenie krwi i wzmacniają mięśnie łydek, które pełnią funkcję pompy żylnej. Ważna jest również kontrola masy ciała – nadwaga i otyłość zwiększają ryzyko wystąpienia żylaków. Długotrwałe stanie lub siedzenie sprzyja zastojowi krwi w żyłach, dlatego warto robić częste przerwy, zmieniać pozycję oraz unikać zakładania nogi na nogę. Noszenie wygodnego obuwia i unikanie ciasnych ubrań również wspiera prawidłowe krążenie. W profilaktyce pomocne są także specjalne pończochy uciskowe, które wspomagają pracę żył. Dodatkowo warto dbać o dietę bogatą w błonnik, witaminę C i rutynę, które wzmacniają ściany naczyń krwionośnych.
 

Autorka

PAP

Luiza Łuniewska - Dziennikarka, reportażystka, redaktorka. Pisuje o wielkich triumfach medycyny i jej wstydliwych sekretach. Lubi nowinki z dziedziny genetyki. Była dziennikarką Życia Warszawy i Newsweeka, pracowała też w TVN i Superstacji. Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Wielbicielka kotów dachowych i psów ras północnych.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • AdobeStock

    Czy te warzywa mogą szkodzić?

    Pomidory, papryka, ziemniaki i bakłażany bywają wykluczane z diety osób z chorobami autoimmunologicznymi, podobnie jak brokuły, kapusta czy kalafior. Powodem mają być zawarte w nich związki, które mogą wpływać na układ odpornościowy lub pracę tarczycy. Problem w tym, że między biologiczną hipotezą a dowodem klinicznym jest spora różnica.

  • Demencja pozbawia apetytu

    Osoby z demencją mogą wykazywać objawy utraty apetytu. Zmniejszona chęć jedzenia może wynikać z upośledzenia funkcji poznawczych lub innych czynników, takich jak ból czy zmęczenie.

  • AdobeStock

    Czy kolagen spowalnia starzenie?

    W większości badań suplementacja hydrolizowanym kolagenem poprawiała nawilżenie i elastyczność skóry, a w dziewięciu na dziesięć analizowanych prób zmniejszała głębokość lub objętość zmarszczek. Najnowszy przegląd badań wskazuje jednak, że nie można jeszcze uznać kolagenu za udowodniony sposób na spowalnianie starzenia skóry. Problemem jest przede wszystkim jakość dotychczasowych badań.

  • PAP/Jakub Kaczmarczyk

    Nie tylko laktoza? Mleko A2 może być lepiej tolerowane przez jelita

    Dolegliwości po mleku nie zawsze muszą wynikać z laktozy. Coraz więcej badań wskazuje, że znaczenie może mieć również rodzaj zawartego w nim białka. Najnowsze randomizowane badanie sugeruje, że mleko zawierające wyłącznie wariant A2 β-kazeiny może powodować mniej niektórych objawów jelitowych niż tradycyjne mleko zawierające zarówno β-kazeinę A1, jak i A2.

NAJNOWSZE

  • Piotr Werewka/PAP

    Wirtualne życie nastolatków w liczbach

    Wiele publicznych instytucji, które m.in. zajmują się analizą zjawisk dotyczących przemocy zwraca uwagę, że młodzież doświadcza jej na różne sposoby, także w świecie wirtualnym. Cyberprzemoc dotyczy blisko połowy nastolatków, choć co piąty nie do końca umie ją rozpoznać. Ponad połowa rodziców jest przekona, że nie dotyczy ona ich dziecka.

  • Rozmawiaj i bądź obok – to najlepszy sposób, na opanowanie strachu po atakach w szkole

  • Ciało potrzebuje luzu, nie tylko wyciskania

  • Roli położnej nie można sprowadzić jedynie do ciąży, porodu, połogu

  • Depresja poporodowa to nie tylko sprawa kobiet

  • PAP/Marcin Obara

    Ataki w szkołach – brak uwagi i wsparcia ze strony dorosłych

    Ataki, które miały miejsce w ostatnich dniach, nakręcają spiralę paniki: rodzice przekazują sobie filmiki z ostrzeżeniami o „krwawym piątku” i nie puszczają dzieci do szkoły, nastolatki spekulują, gdzie dojdzie do następnego ataku. Tymczasem minie jeszcze wiele czasu nim dowiemy się, co było przyczyną tych zdarzeń. Musimy liczyć się z tym, że każde z nich mogło mieć inną przyczynę: brak zrozumienia, odrzucenie, chęć zaistnienia, czy wreszcie niezauważone zaburzenia. W każdym przypadku stoją za tym jakieś niezaspokojenie potrzeby i brak wsparcia.

  • Rdzeniowy zanik mięśni – choroba, którą daje się zatrzymać

  • Płukanie jelita – to nie jest bezpieczne

Serwisy ogólnodostępne PAP