Olszówka - toksyczna ruletka

W 1944 roku niemiecki mykolog Julius Schäffer zmarł po spożyciu kilku ugotowanych krowiaków podwiniętych (Paxillus involutus), znanych w Polsce jako olszówki. Chciał udowodnić, że są jadalne, choć w środowisku naukowym trwała już dyskusja nad ich bezpieczeństwem. Jego śmierć była jednym z pierwszych dobrze udokumentowanych przypadków ciężkiego zatrucia olszówką i przyczyniła się do dalszych badań nad tym gatunkiem.

Adobe
Adobe

Schäffer był przekonany, że dobrze zna ten gatunek – jadał go od lat, podobnie jak tysiące osób w Europie Środkowej. Jednak kilka godzin po posiłku trafił do szpitala z gwałtownymi objawami zatrucia. Pomoc przyszła zbyt późno – zmarł na ostrą niewydolność krwiotwórczą i nerek. Jego przypadek stał się początkiem opisu zespołu, który dziś nosi nazwę zespołu Paxillusa.

Kluczową rolę w toksykologii olszówki prawdopodobnie odgrywa inwolutyna. Związek ten działa jako antygen, który może uruchomić reakcję autoimmunologiczną. Po pierwszym spożyciu organizm wytwarza przeciwciała skierowane przeciwko własnym erytrocytom. W efekcie dochodzi do powolnej hemolizy, której skutki mogą ujawnić się dopiero po latach. Literatura medyczna opisuje przypadki choroby hemolitycznej, anemii i niewydolności nerek rozwijających się nawet dwadzieścia lat po spożyciu tego grzyba.

Olszówka zawiera także muskarynę, alkaloid występujący w wielu trujących gatunkach, w tym w muchomorze czerwonym. Jej obecność wyjaśnia niektóre wczesne objawy zatrucia, takie jak nudności, poty czy zaburzenia pracy serca. Muskaryny jednak można się pozbyć, kilkukrotnie obgotowując grzyby, inwolutyna zaś nie wywołuje natychmiastowych objawów i stopniowo zmienia funkcjonowanie układu odpornościowego.

Nie trucizna, lecz immunologiczna pułapka

Warto podkreślić, że inwolutyna nie jest typową „trucizną”. W gruncie rzeczy nie ma nawet dowodów, że jest silnie toksyczna. Owszem, zabija, ale w konsekwencji nadwrażliwości immunologicznej. Jak ujął to czeski farmakolog Wulf Pohle: „Zespół Paxillusa nie jest prawdziwym zatruciem, lecz patologiczną reakcją immunologiczną zwaną immunohemolityczną niedokrwistością… Powtarzany kontakt z wciąż nieznanym antygenem z Paxillus involutus indukuje wytwarzanie IgG. Kompleksy immunologiczne przyłączają się do błony erytrocytu, a [z udziałem] dopełniacza dochodzi do aglutynacji i zniszczenia krwinek.” (Pohle, „Czech Mycology”, 1995).

Mechanizm polega więc na tym, że organizm po latach jedzenia olszówek zaczyna rozpoznawać pewne ich składniki jako obce i wytwarza przeciwko nim przeciwciała. Przy kolejnym posiłku powstają kompleksy immunologiczne, które niespodziewanie „osadzają się” na erytrocytach – krwinkach czerwonych. Układ dopełniacza, zamiast pełnić rolę obronną, staje się narzędziem autodestrukcji. Krwinki ulegają gwałtownemu rozpadowi, dochodzi do hemolizy, a jej następstwa są dramatyczne.

Początek choroby bywa mylący. Po kilku godzinach od posiłku pojawiają się bóle brzucha, nudności i wymioty. Objawy te można jeszcze zrzucić na karb „niestrawności”. Jednak szybko następuje zaostrzenie. Hemoglobina uwalniana z rozpadających się krwinek przenika do moczu, który przybiera ciemną barwę. Pojawia się żółtaczka, spada ciśnienie, narasta niewydolność nerek. W opisie przypadku opublikowanym w „Intensive Care Medicine” w 1986 roku René Flammer podkreślał: „Krążące kompleksy immunologiczne odgrywają ważną rolę; ich eliminacja może zatrzymać immunohemolizę.” (Flammer, 1986).

P.Werewka/PAP

Psychodeliki z grzybów – zagrożenie większe niż myślisz

Psychodeliczne substancje znajdują się w grzybach występujących w Polsce. Eksperci od uzależnień zwracają uwagę, że nie tylko dorośli, ale i dzieci, podążając za instrukcjami z internetu, sięgają po chemiczne wrażenia. To niebezpieczne dla dorosłych, a skrajnie niebezpieczne dla rozwijającego się nastolatka.


W praktyce oznacza to, że jedynym ratunkiem dla chorego bywa szybkie wdrożenie intensywnej terapii: leczenie wstrząsu, dializy i plazmaferezy, czyli zabiegu oczyszczania krwi z krążących kompleksów. Nie wszyscy pacjenci mają tyle szczęścia, by trafić w odpowiednim momencie na oddział intensywnej terapii. Problem w tym, że zespół rozwija się błyskawicznie. Nierzadko chory trafia do szpitala już w fazie zaawansowanego wstrząsu, a lekarze nie mają czasu na pełną diagnostykę immunohematologiczną. 

Współczesna diagnostyka zespołu Paxillusa bazuje na kryteriach znanych z autoimmunohemolitycznej niedokrwistości. Kluczowy bywa wynik testu antyglobulinowego (test Coombsa), który wykazuje obecność przeciwciał lub dopełniacza na powierzchni krwinek czerwonych. Charakterystyczny jest też obraz badań biochemicznych: spadek hemoglobiny, wzrost wolnej bilirubiny, obecność hemoglobiny w moczu, obniżona haptoglobina i podwyższona aktywność LDH.

Dlaczego wciąż jemy olszówki?

Mimo wieloletnich ostrzeżeń olszówka wciąż bywa zbierana i podawana na stołach. Skoro ktoś jadał te grzyby przez lata i „nic mu nie było”, to trudno mu uwierzyć, że mogą nagle zabić. Tymczasem to właśnie wielokrotny kontakt z antygenem zwiększa ryzyko wystąpienia reakcji. Jak pisał Flammer, „każdy kolejny posiłek przybliża pacjenta do gwałtownej hemolizy”.
Specjaliści z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego ostrzegają, że „istnieją doniesienia o ciężkich przypadkach niedokrwistości hemolitycznej i zatruciach śmiertelnych, dlatego bezpieczniej zaliczyć ten gatunek do niejadalnych lub wręcz trujących”.
Inwolutyna – fascynująca, ale niebezpieczna?

W tle pozostaje pytanie o rolę inwolutyny, związku fenolowego wyizolowanego z olszówki. Badania biochemiczne, m.in. opublikowane w „PNAS”, pokazują, że pigment ten wykazuje aktywność redoks i łatwo przechodzi w formę chinonową. Może to tłumaczyć pewne właściwości oksydacyjne ekstraktów grzyba obserwowane w laboratoriach. Jednak – jak podkreślają klinicyści – nie ma dowodu, że to właśnie inwolutyna odpowiada za reakcje immunologiczne u ludzi. Możliwe, że jest ona zaledwie jednym z wielu czynników, które aktywują układ odpornościowy.

Nie zmienia to jednak faktu, że jedzenie olszówek to biologiczna ruletka. Każdy kolejny posiłek może być tym, który uruchomi reakcję nie do zatrzymania. Dlatego dziś Paxillus involutus w poważnych źródłach mykologicznych i toksykologicznych figuruje już nie jako „warunkowo jadalny” (tak go opisywano jeszcze w latach 80. XX w.), lecz jako grzyb trujący.
 

Autorka

PAP

Luiza Łuniewska - Dziennikarka, reportażystka, redaktorka. Pisuje o wielkich triumfach medycyny i jej wstydliwych sekretach. Lubi nowinki z dziedziny genetyki. Była dziennikarką Życia Warszawy i Newsweeka, pracowała też w TVN i Superstacji. Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Wielbicielka kotów dachowych i psów ras północnych.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • Adobe Stock

    Pokrzywa na talerzu

    Pokrzywa wraca do łask – nie jako suplement, lecz jako warzywo. Specjaliści zapewniają, że może być wartościowym składnikiem codziennej diety, dostarczając cennych witamin, minerałów i związków bioaktywnych.

  • Adobe Stock

    Dlaczego potrzebujemy biotyny?

    Choć biotyna kojarzy się głównie z poprawą kondycji włosów i paznokci, badania naukowe pokazują, że jej podstawowa rola dotyczy metabolizmu, a nie efektów estetycznych. Jednocześnie coraz więcej danych wskazuje, że jej suplementacja u osób zdrowych nie jest konieczna i może wpływać na wyniki badań laboratoryjnych.

  • Adobe Stock

    Jak zmienić nawyki żywieniowe

    Efekt jojo polega na zrzucaniu kilogramów, a potem szybkim ich nadrabianiu. Są osoby, które zaczynają dietę, ale szybko się poddają. Miotają się od lat pomiędzy dietą niskowęglowodanową a niskotłuszczową, ale bez skutku. Zamiast wprowadzać drakońskie scenariusze, można zmienić nawyki. Krok po kroku, z głową, najlepiej pod okiem specjalisty.

  • Adobe Stock

    Wapń dla zdrowych kości

    Bierzemy witaminę D3, bo wiemy, że „jest dobra na kości”. Rzadziej jednak zastanawiamy się nad tym, czy w naszej diecie w ogóle jest wapń, który ta witamina ma pomóc przyswoić. Tymczasem badania pokazują, że to właśnie niedobór wapnia, a nie brak suplementów, bywa dziś najsłabszym ogniwem profilaktyki zdrowia kości.

NAJNOWSZE

  • Adobe Stock

    Dzięki inhibitorom JAK możemy uzyskać pełna remisję w NChZJ

    W kwietniu mijają dwa lata od momentu, gdy w Polsce wprowadzono inhibitory JAK w do programu lekowego dla chorych z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit (NChZJ). Ta doustna terapia małocząsteczkowa zmieniła filozofię leczenia. „Pacjenci zyskali alternatywę wobec klasycznych leków. Problem w tym, że włączamy ją zbyt późno” – uważa prof. dr hab. n. med. Maciej Gonciarz Kierownik Kliniki Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych Wojskowego Instytutu Medycznego.

  • Fundacja FLO: Nowy symbol choroby otyłościowej i ogólnopolska infolinia dla pacjentów

    Patronat Serwisu Zdrowie
  • Polska wciąż na szarym końcu w Europie w dostępie do antykoncepcji

  • Jak zmienić nawyki żywieniowe

  • Co to znaczy „mieć kondycję”

  • Adobe Stock

    Implanty ślimakowe wszczepiane nie tylko w obustronnej głuchocie

    Implanty ślimakowe to rozwiązanie dostępne nie tylko dla pacjentów z obustronną głuchotą, ale również z niedosłuchem jednostronnym. Program implantów ślimakowych jest przełomem w leczeniu zaburzeń słuchu. Pozwala na powrót do normalnego życia.

  • Pokrzywa na talerzu

  • Dlaczego potrzebujemy biotyny?

Serwisy ogólnodostępne PAP