Dieta dziecka z chorobą onkologiczną

Dieta w chorobie onkologicznej jest szczególnie ważna, by układ immunologiczny miał siłę przejść terapię, która potrafi trwać miesiącami. Mali pacjenci nie dość, że mają swoje upodobania kulinarne, to pobyt w szpitalu najczęściej odbiera apetyt i trzeba przestrzegać pewnych zasad. Jak sprawić, by dziecko z ochotą zjadało wartościowe posiłki – radzi Katarzyna Stankow, dietetyczka kliniczna, której doświadczenie z chorobą onkologiczną córki podpowiedziało wiele przepisów, które znalazły się w dwóch częściach książeczki pt. „JedzONKO”.

Adobe Stock
Adobe Stock

Dlaczego dietę w leczeniu onkologicznym można uznać za jeden z ważnych filarów terapii?

Rzeczywiście postawiłabym tę dietę wysoko, ponieważ dieta dostarcza wszystkich niezbędnych mikro- i makroskładników, których raczej nie zalecamy w formie suplementacji podczas leczenia. Dostarcza też kalorii, a przede wszystkim białek, które są bardzo istotnym makroskładnikiem w czasie leczenia. Odżywiony organizm lepiej poddaje się terapii. 

Co to znaczy?

Pacjent ma mniej skutków ubocznych, gdy jest lepiej odżywiony. Buduje bardziej odporność organizmu. To element z jednej strony prosty do wprowadzenia, z drugiej dający sporo korzyści.

Co i na jakim etapie choroby onkologicznej dziecka powinno się jeść, a czego unikać? Jest jakaś zasada? 

Dzieci są taką bardzo specyficzną grupą, bo to organizmy, które wciąż rozwijają się i potrzebują wszystkich budulcowych składników. Mają też różne nietolerancje pokarmowe, dysfagię, zaburzenia, preferencje. Nie możemy powiedzieć im: „tego ci nie wolno jeść”, bo to się w praktyce nie sprawdzi. Lekarze na oddziałach onkologicznych bardzo liberalnie podchodzą do żywienia. Starają się dostosować je do upodobań dziecka. Ale oczywiście są pewne etapy terapii, na przykład początek, gdy trzeba sprawdzić, jak pacjent toleruje leczenie, w jaki sposób leki wpływają na jego organizm, czy nie pojawiają się bóle brzucha, biegunki. Na tym etapie ogranicza się surowiznę, czyli nie można jeść surowych warzyw, owoców, nabiału z laktozą, ciężkostrawnych produktów i smażonych, które i tak nie powinny występować w diecie dziecka. 

Jedz tęczę, czyli zasada pięciu kolorów

Jeśli na naszym talerzu codziennie znajdzie się naturalna żywność roślinna w pięciu kolorach, będziemy odżywiać się zdrowo bez konieczności liczenia mikro- i makroskładników. To nie magia, tylko oficjalne zalecenia WHO. 

Jakie są kluczowe produkty w diecie dziecka z chorobą onkologiczną?

To chude mięso: indyk, kurczak, dobrej jakości wędliny, ale też pieczywo, niewielkie ilości masła, bo tłuszcz w diecie musi być, ale raczej powinien być to przede wszystkim tłuszcz roślinny, np. oliwa z oliwek. Dieta nie musi być wcale nudna i monotonna, choć zdarza się nieraz, że dziecko samo akceptuje tylko monodietę i je w kółko to samo, np. tylko zupę pomidorową. No i trudno. Dopóki chce ono jeść i nie grozi mu niedożywienie, to rodzic, lekarz, dietetyk szpitalny może przymknąć na to oko. 

Dzieci w czasie chemioterapii mają wyczulony smak i zapach. Niektóre przyprawy mogą je drażnić, prawda?

Tak, dzieci bardzo mocno wyczuwają przyprawy, wyczuwają intensywność smaku. Podajemy im raczej neutralne produkty w smaku. Nie powinniśmy ich zbyt mocno przyprawiać, wystarczy sól, pieprz, ziołowe przyprawy, np. suszone oregano, bazylia. Łagodne zioła są raczej akceptowane przez dzieci. Musimy też uważać na zapachy. Potrawy nie powinny być też zbyt intensywne w smaku, ani też za ciepłe lub za zimne, bo mogą podrażniać śluzówkę jamy ustnej i dziecko może zniechęcić się do jedzenia, a naszym najważniejszym celem jest nie doprowadzić do niedożywienia. Dzieci są w grupie dużego ryzyka wynikającego z niedożywienia, bo jeśli waży się np. 12 kg, to utrata kilograma to bardzo dużo. Dlatego pilnujemy i zachęcamy, aby dzieci jadły, w przeróżny sposób. Możemy też ratować się tzw. preparatami specjalnego przeznaczenia medycznego, czyli powszechnie stosowanymi nutridrinkami. I tutaj apel do rodziców, by się nie bali, bo takie produkty niejednokrotnie bardzo pomagają w utrzymaniu właściwej masy ciała i masy mięśniowej. W sytuacjach klinicznych one naprawdę się sprawdzają.

Fot.P.Werewka/PAP

Węglowodany – cała prawda o nich

Dla dziecka z chorobą onkologiczną szczególnie istotne jest wzmocnienie układu odpornościowego, by dziecko miało siłę podczas wymagających terapii. Czego nie powinno zabraknąć, jakich składników?

Zadbałabym o to, żeby dieta po pierwsze w miarę możliwości była jak najbardziej kolorowa i urozmaicona, ponieważ w ten sposób dostarczamy do organizmu antyoksydanty, czyli witaminę C, która jest bardzo istotnym składnikiem we wzmacnianiu układu immunologicznego. Warto pamiętać, że witamin dostarczanych w pożywieniu nie da się przedawkować. Organizm zabierze, ile potrzebuje. Ale zawsze przestrzegam, i stawiam tutaj duży wykrzyknik, aby rodzice uważali na suplementację, bo ją można przedawkować. Suplementacji nie polecam.

Koniecznie skonsultować z lekarzem, dietetykiem klinicznym? 

Tak, zawsze. Jeżeli rodzic nie jest pewien, czy może coś dziecku podać, zawsze może poprosić o konsultację z dietetykiem klinicznym, z lekarzem prowadzącym. Ostrzegam przed suplementacją na własną rękę, bo do końca nie wiemy, jak substancje w niej zawarte będą wchodziły w interakcję np. z chemioterapią. Mogą nasilać lub osłabiać jej działanie. 

Dziecko bywa wybredne. Czasem w czasie terapii nie ma w ogóle apetytu, a czasem je jak wilk. Jak sobie z tym radzić?

Nie martwić się za bardzo, kiedy dziecko nie ma apetytu. Nie wciskać na siłę jedzenia. Jeśli nie ma apetytu, raczej zachęcajmy, a nie wmuszajmy. W ostateczności mamy też sondy nosowo-żołądkowe, które są pewnym rozwiązaniem – dziecko dostaje to, czego potrzebuje. Niemniej droga doustna jest absolutnym priorytetem i jest to najlepsza forma podawania pokarmów. Sonda jest dużym plusem, bo dziecko nadal może jeść doustnie, a rodzice i lekarze mają pewność, że dziecko jest odpowiednio odżywione. Może wtedy zjadać sobie malutkie porcje. Jeść to, na co ma ochotę. Z drugiej strony mały pacjent może mieć bardzo duży apetyt, zwykle spowodowany sterydoterapią. Wtedy powinniśmy przede wszystkim ograniczyć węglowodany proste, czyli słodycze. Zastąpmy je zupą, gotowanymi warzywami, jajkami, chudą wędliną. Unikajmy słodkich soczków, napojów. Nadmiar cukrów prostych w połączeniu ze sterydoterapią może w konsekwencji doprowadzić do cukrzycy sterydowej.

Fot. P. Werewka

Kiedy mózg ma się żywić tłuszczem a nie glukozą

Dieta ketogenna stosowana jest w leczeniu padaczki lekoopornej. Ale nie ma nic wspólnego z dietą keto, na której chudną celebryci. Nie można jej ot, tak włączyć w domu i zobaczyć, czy działa. Jej zasady są rygorystyczne do tego stopnia, że jest sprawdzane, czy w paście do zębów nie ma cukru. Leczenie jest włączane najczęściej w szpitalu, gdzie chorzy przechodzą monitoring ketozy i zakwaszenia.

Glukoza jest paliwem dla mózgu, ale można ją pozyskiwać z węglowodanów złożonych. Można zrobić kluski z kaszy jaglanej zamiast mąki pszennej. Jest mnóstwo zdrowszych zastępników.

Rodzice i dietetycy szpitalni starają się modyfikować przepisy, by podać dziecku, to co lubi: placki, naleśniki, ale w zdrowszej formie. Zastąpmy białą, oczyszczoną mąkę, która ma wysoki indeks glikemiczny, czyli szybko podnosi poziom glikemii, np. mąką orkiszową czy płatkami owsianymi, dorzućmy jogurt naturalny. To produkty, które będą go obniżać. Z „niezdrowego” produktu, możemy rzeczywiście zrobić prozdrowotny. 

Zupę zagęścić mielonymi orzechami?

To bardzo dobry sposób. Jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań i lekarz da zielone światło, to jak najbardziej. Można też zagęszczać drobnymi kaszkami lub soczewicą czerwoną.

To świetne źródło białka, szczególnie zalecane dzieciom na diecie roślinnej. 

Tak, jest świetnym źródłem białka, ale tu od razu uwaga. U dziecka, które nigdy nie jadło i nie zna smaku soczewicy, byłabym ostrożna z wprowadzaniem jakichś rewolucji, bo nie wiemy, jak zareaguje na nowy produkt. Szpital nie jest dobrym miejscem na eksperymentowanie. Dzieci są pod świetną opieką, na bieżąco monitoruje się niedobory witamin i składników mineralnych, np. sodu, potasu, magnezu.

Pisze pani w swojej książce, że jajko ma wszystkie aminokwasy egzogenne, czyli takie białka, których organizm nie produkuje. To świetny odżywczy produkt, który można dodać praktycznie do każdego posiłku.

Jajko, poza mlekiem kobiecym, czyli poza pokarmem matki, jest najlepszym biologicznie produktem. Gdybym miała wskazać jeden produkt, który zostanie na świecie i na którym człowiek przeżyje, to będzie właśnie jajko. A jajka można podawać w wielu formach, od wypieków, przez smażone, po gotowane. Nie traci swoich wartości. Uważałabym tylko w chorobie onkologicznej na jajko na miękko, gdy dziecko ma niską odporność.

Fot. PAP/T. Waszczuk

Ryby i owoce morza to naprawdę afrodyzjaki

Częste spożywanie ryb i owoców morza sprawia, że ludzie się częściej kochają, a kobiety szybciej zachodzą w ciążę. To prawdziwe afrodyzjaki, ale natura zna ich więcej.  

Surowe tym bardziej odpada? 

Oczywiście. Kogel-mogel nie jest wskazany. Poza tym inne surowe produkty np. sushi, tiramisu są niedozwolone.

Chodzi o zagrożenie bakteriami?

Tak, możemy dziecko zarazić, chociażby salmonellą. Wszystkie produkty, które podajemy dziecku, powinny być poddane obróbce termicznej.

Dziecko powinno zjeść na każdy posiłek nie więcej objętościowo, niż mierzy jego piąstka. To dobry miernik, by notorycznie dziecka też nie przekarmiać? 

Dziecko nie potrzebuje wcale dużo jedzenia, ale potrzebuje wartościowego pokarmu, szczególnie gdy leży w szpitalu i nie rusza się zbyt mocno. Na śniadanie wystarczy kromka z  dobrej jakości wędliną, na drugie śniadanie koktajl z napoju roślinnego i bezpiecznych owoców, na obiad miseczka zupy i garść makaronu z sosem pomidorowym, a na kolację mały omlet. A my mamy często przekonanie, że powinno zjeść jeszcze trochę i wymuszamy w nie. Poza tym warto zdawać sobie sprawę, że jeśli damy przed jedzeniem dziecku mus lub zagęszczony sok, to nie dziwmy się, że nie chce potem zjeść obiadu. To gęsty produkt i spora dawka węglowodanów. To tak, jakby trzylatek zjadł już zupę. 

Na niejadki jest jeszcze świetny sposób – intrygująca nazwa posiłku. Wymyśliła pani shrekowe naleśniki. Jaki dzieciak się oprze?

Dziecko chętniej zje posiłek z talerza z ulubionym bohaterem, wypije z kolorowego kubeczka. Czasami dzieci leczone onkologicznie muszą być izolowane, ale jeśli tylko można, to warto, by jadły razem. Wtedy jedzą chętniej. Mogą się dzielić jedzeniem. Można nawet wspólnie coś przygotować. Zwykła kanapka jest nudna, ale kanapki kwiatki, kto by nie zjadł?

Czy rodzic z dzieckiem w szpitalu ma siłę, głowę, czas kombinować i wzbijać się na wyżyny kulinarne?

Zawsze zachęcam do zaangażowania przyjaciół i rodziny w cały proces leczenia, dlatego że często bliscy czują, że chcieliby pomóc, ale nie wiedzą, w jaki sposób. Czują się trochę bezużyteczni. Dajmy im konkretne zadanie, żeby ktoś ugotował zupę, zrobił placuszki. W ten sposób realnie pomogą rodzicowi. Delegujmy zadania i nie bójmy się tego. To nie musi być coś skomplikowanego. Rodzic też nie ma na to czasu w szpitalu, bo jest przy dziecku, musi iść z dzieckiem na badanie, prześwietlenie, tomograf etc. Z dzieckiem cały czas biega. 

Gdy jesteśmy na przepustce z dzieckiem w domu, nie róbmy z kuchni laboratorium. Nie trzeba odmierzać składników z farmaceutyczną precyzją. Kuchnia ma być kreatywnym miejscem, w którym dziecko może samo stworzyć własną potrawę. Wiem, czasem kuchnia będzie wyglądać jak pobojowisko, ale gotowanie to powinna być zabawa. Jedzenie jest podstawą fizjologiczną. Nie da się żyć bez jedzenia. Więc jedzmy dobrze, jedzmy smacznie, jedzmy kolorowo, jedzmy różnorodnie. Szczególnie w chorobie.
 

Ekspertka

Archiwum prywatne

Katarzyna Stankow - Dietetyczka kliniczna i onkologiczna, specjalizująca się w pracy z dziećmi i dorosłymi. Jako ekspert w dziedzinie dietetyki klinicznej, łączy wiedzę medyczną z pasją do pomagania pacjentom w poprawie jakości życia poprzez odpowiednie odżywianie. Jej praca obejmuje szeroki wachlarz działań – od indywidualnych konsultacji, po prowadzenie warsztatów kulinarnych, prelekcji i wykładów, które mają na celu edukowanie społeczeństwa o roli zdrowego odżywiania w leczeniu i profilaktyce chorób. Jako autorka książek i publikacji naukowych, dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem z szerszą publicznością, wpływając tym samym na rozwój dziedziny dietetyki klinicznej i onkologicznej w Polsce. Od wielu lat współpracuje z Fundacją Iskierka, wspierając dzieci i rodziny dotknięte chorobami nowotworowymi, pomagając im w adaptacji do zmieniających się potrzeb żywieniowych w trakcie leczenia oraz rekonwalescencji. Wspólnie z Fundacją wydali serię książeczek JedzONKO, w tym specjalistyczny poradnik JedzONKO po przeszczepie oraz publikacje dla szerszej grupy JedzONKO na odporność. Jej zainteresowania obejmują kulinaria, gdzie szczególną uwagę przykłada do przygotowywania zdrowych, smacznych posiłków, z kolei rowerowe wyprawy pozwalają na relaks i aktywność fizyczną, a taniec – szczególnie zumba, która łączy pasję do ruchu z radością życia. Jako osoba dynamiczna, pełna pasji i zaangażowania, nieustannie poszukuje nowych metod i technik w pracy z pacjentami, aby pomagać im osiągać zdrowie i dobre samopoczucie. Bo dieta to radość w odkrywaniu smaków a nie wyrzeczenia i jałowe jedzenie.

ZOBACZ TEKSTY EKSPERTKI

Autorka

Klaudia Torchała

Klaudia Torchała - Z Polską Agencją Prasową związana od końca swoich studiów w Szkole Głównej Handlowej, czyli od ponad 20 lat. To miał być tylko kilkumiesięczny staż w redakcji biznesowej, została prawie 15 lat. W Serwisie Zdrowie od 2022 roku. Uważa, że dziennikarstwo to nie zawód, ale charakter. Przepływa kilkanaście basenów, tańczy w rytmie, snuje się po szlakach, praktykuje jogę. Woli małe kina z niewygodnymi fotelami, rowery retro. Zaczyna dzień od małej czarnej i spaceru z najwierniejszym psem - Szógerem.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ WIĘCEJ

  • Adobe Stock

    Pokrzywa na talerzu

    Pokrzywa wraca do łask – nie jako suplement, lecz jako warzywo. Specjaliści zapewniają, że może być wartościowym składnikiem codziennej diety, dostarczając cennych witamin, minerałów i związków bioaktywnych.

  • Adobe Stock

    Dlaczego potrzebujemy biotyny?

    Choć biotyna kojarzy się głównie z poprawą kondycji włosów i paznokci, badania naukowe pokazują, że jej podstawowa rola dotyczy metabolizmu, a nie efektów estetycznych. Jednocześnie coraz więcej danych wskazuje, że jej suplementacja u osób zdrowych nie jest konieczna i może wpływać na wyniki badań laboratoryjnych.

  • Adobe Stock

    Jak zmienić nawyki żywieniowe

    Efekt jojo polega na zrzucaniu kilogramów, a potem szybkim ich nadrabianiu. Są osoby, które zaczynają dietę, ale szybko się poddają. Miotają się od lat pomiędzy dietą niskowęglowodanową a niskotłuszczową, ale bez skutku. Zamiast wprowadzać drakońskie scenariusze, można zmienić nawyki. Krok po kroku, z głową, najlepiej pod okiem specjalisty.

  • Adobe Stock

    Wapń dla zdrowych kości

    Bierzemy witaminę D3, bo wiemy, że „jest dobra na kości”. Rzadziej jednak zastanawiamy się nad tym, czy w naszej diecie w ogóle jest wapń, który ta witamina ma pomóc przyswoić. Tymczasem badania pokazują, że to właśnie niedobór wapnia, a nie brak suplementów, bywa dziś najsłabszym ogniwem profilaktyki zdrowia kości.

NAJNOWSZE

  • Multidyscyplinarna opieka na chorymi na Parkinsona to szansa na oszczędności

    Choć w ostatnich latach wzrosła liczba chorych na parkinsona leczonych zaawansowanymi terapiami, to wciąż jest ona zbyt mała, by mówić o tym, że opieka nad tą grupą pacjentów jest na dobrym poziomie. Z jednej strony obserwujemy ogromny postęp możliwości terapeutycznych, z drugiej niedostateczne finansowanie i brak skoordynowanej opieki – mówili specjaliści podczas panelu dotyczącego neurologii na Kongresie Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach.

  • Jak mikroRNA zmieniło rozumienie chorób

  • Specjaliści: każda forma palenia tytoniu jest szkodliwa

  • Mity dotyczące funkcjonowania Centrów Zdrowia Psychicznego

  • Nieoczywiste przyczyny psychozy

  • Adobe Stock

    Z choroby otyłościowej się nie wyrasta

    Patronat Serwisu Zdrowie

    Za chorobę otyłościową u polskich dzieci w zdecydowanej większości przypadków odpowiada nadmiar zjadanych kalorii. Dlatego świadomość, ile, co i w jaki sposób jeść, powinna być kształtowana już od narodzin. Pierwsze smaki docierają do dziecka z wód płodowych, a samodzielne jedzenie powinno zaczynać się od 6. miesiąca życia – zaznacza lek. Magdalena Marciniszyn, specjalistka pediatrii, certyfikowana lekarka Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, doradczyni laktacyjna.

  • Nocna prohibicja to mniejsze kolejki na SOR-ach

  • Akupresura na zmniejszenie zmęczenia

Serwisy ogólnodostępne PAP