Igrzyska pełne urazów
Autorka: Monika Grzegorowska
Sport, a szczególnie sport wyczynowy, bywa niebezpieczny. Na tegorocznych igrzyskach nie zabrakło wypadków, a niektóre z nich okazały się naprawdę groźne w skutkach – jak choćby upadek legendy narciarstwa alpejskiego Lindsey Vonn czy polskiej łyżwiarki Kamili Sellier. To te najbardziej spektakularne, ale sportowcy często ulegają mniej groźnym zdarzeniom, z których konsekwencjami mierzą się potem w swoim codziennym życiu.
Lindsey Vonn kilka dni przed igrzyskami wskutek upadku podczas zawodów Pucharu Świata doznała poważnej kontuzji kolana – zerwania więzadła krzyżowego przedniego. Nie zrezygnowała jednak z udziału w igrzyskach, a nawet więcej – zamierzała powalczyć o medal. Podczas treningów startowała z ortezą chroniącą staw i radziła sobie całkiem nieźle. Jednak feralnego dnia zahaczyła o jedną z bramek i z dużą prędkością bezwładnie przekoziołkowała po stoku. Jak podano w komunikacie, doznała złożonego złamania kości piszczelowej, a także złamania głowy kości strzałkowej. Sytuacja okazała się jednak znacznie poważniejsza, a o szczegółach w mediach społecznościowych opowiedziała sama Lindsey Vonn.
„W wyniku urazu doszło do rozwoju zespołu ciasnoty przedziałów powięziowych. To groźny stan, w którym w wyniku krwawienia lub obrzęku gwałtownie wzrasta ciśnienie w mięśniu. Może to prowadzić do ograniczenia przepływu krwi i trwałego uszkodzenia tkanek, a nawet konieczności amputacji, jeśli nie zostanie udzielona szybka pomoc” – mówi Vonn w nagraniu. Obecnie porusza się na wózku inwalidzkim, ale liczy na to, że za kilka tygodni zacznie chodzić o kulach. Specjaliści przewidują, że proces zrastania wszystkich kości potrwa około roku.
Jak wyliczyli naukowcy, w narciarstwie alpejskim (zjazdowym) ryzyko wystąpienia u profesjonalnych sportowców co najmniej jednej kontuzji w sezonie wynosi 75 proc. Większość z nich to urazy powstałe w wyniku upadku lub zderzenia.
„Mężczyźni uprawiający narciarstwo alpejskie są bardziej narażeni na urazy ogólne i urazy górnej części ciała, podczas gdy kobiety są bardziej narażone na urazy kolan. Prawie wszystkie występują podczas skrętu lub lądowania – siły działające na kolana mogą być równoważne obciążeniu nawet trzykrotnie większemu niż ciężar ciała narciarza” – czytamy w opisie wyników badania.
Zdaniem naukowców to jeden z powodów, dla których kontuzje więzadeł kolana są tak częste u narciarzy. Mężczyźni uprawiający narciarstwo są bardziej narażeni na urazy więzadła pobocznego przyśrodkowego, które odgrywa kluczową rolę w stabilizacji kolana. To samo badanie wykazało, że kobiety uprawiające narciarstwo są prawie trzy razy bardziej narażone na urazy więzadła krzyżowego przedniego (ACL). Więzadło to odgrywa kluczową rolę w staniu i zginaniu kolana.
Niebezpiecznie ostre łyżwy
Do dramatycznie wyglądającego wypadku doszło także z udziałem polskiej łyżwiarki Kamili Sellier. Podczas eliminacji olimpijskich w short tracku Polka upadła po kontakcie z reprezentantką Stanów Zjednoczonych, Kristen Santos-Griswold. Upadając, została przypadkowo uderzona łyżwą w okolice oka. Wyglądało to przerażająco, na lodzie pojawiła się krew, a zawodniczka opuściła tor na noszach. W szpitalu przeszła operację, ponieważ, jak się okazało, doszło do złamania kości jarzmowej. Na szczęście oko nie zostało uszkodzone.
We wpisie w mediach społecznościowych, stając w obronie obwinianej za wypadek Amerykanki, polska łyżwiarka przypomniała: „(…) taka jest natura tego sportu i musimy liczyć się z takim ryzykiem, gdy za każdym razem pojawiamy się na lodzie. Pamiętajcie proszę, że takie wypadki się zdarzają i nikt nie chce, by do tego dochodziło” — napisała Kamila Sellier na Instagramie.
Groźne „sled head”
Podczas zawodów czteroosobowego bobsleja mężczyzn wypadkom uległy aż trzy drużyny. Sanki Austriaków przewróciły się na jednym z zakrętów i dojechały w tej pozycji prawie do mety. Poważnych obrażeń doznał kierowca Jakob Mandblauer, którego głowa była wysunięta najbardziej. Natychmiast został przewieziony do szpitala. Chwilę później przewrotkę zaliczyli też Francuzi – ich bobslej już na początkowym odcinku toru kilkukrotnie obił się o jego krawędź, a następnie również przewrócił się na bok. Na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało. Podobnie jak w kolejnym wypadku na tym torze zespołu z Trynidadu i Tobago.
Trzeba wiedzieć, że bobsleje mogą osiągać zawrotne prędkości, zazwyczaj w przedziale 130–155 km/h, a na najszybszych torach często przekraczają 140–150 km/h. (rekordowa prędkość odnotowana podczas zawodów to ponad 157 km/h), co niesie ze sobą ryzyko katastrofalnych urazów. Do tragicznego w skutkach wypadku doszło podczas Igrzysk Olimpijskich w 2010 roku, kiedy to gruziński saneczkarz Nodar Komaritaszwili podczas treningu na torze stracił panowanie nad sankami przy prędkości przekraczającej 140 km/h na ostatnim zakręcie toru. Został wyrzucony z koryta i uderzył z ogromną siłą w metalowy słup podtrzymujący zadaszenie.
To najtragiczniejszy w skutkach wypadek, ale w sportach ślizgowych – bobslejach, saneczkarstwie i skeletonie częstym zjawiskiem są wstrząsy mózgu. Jak wynika z badania opublikowanego we „Frontiers in Neurology” z 2018 roku doznaje ich 13–18 proc. wszystkich saneczkarzy. Określa się je sformułowaniem „sled head”, które oznacza dolegliwości obejmujące bóle głowy, uczucie zamglenia oraz czasem zaburzenia równowagi. Zwykle pojawiają się one, gdy tor jest wyboisty lub gdy zawodnik wykonuje wiele przejazdów. Problem ten jest na tyle poważny, że jest dobrze znany wśród sportowców saneczkarskich, a obawy na tyle znaczące, że skłaniają niektórych sportowców skeletonu i saneczkarstwa do wycofania się z zawodów, gdzie tor lodowy jest „zbyt nierówny”.
Siniaki i drobne urazy sportowców
Jak wynika z badania opublikowane w „Journal of Sports Science and Medicine”, sportowcy startujący w zimowych igrzyskach często zmagają się także z bardziej błahymi kontuzjami. Najwięcej odnotowuje się ich w narciarstwie dowolnym, snowboardzie, narciarstwie alpejskim, bobslejach i hokeju na lodzie. Najczęściej dochodziło do urazów kolan, kręgosłupa i pleców oraz nadgarstków i dłoni. Często pojawiały się też stłuczenia, naciągnięcia i skręcenia.
„Kciuk narciarza” – dokuczliwy ale lekceważony
Z badań opublikowanych w „Sports Health” wynika, że kontuzje kończyn górnych stanowią 14 proc. wszystkich urazów narciarskich. Wśród najczęstszych jest tzw. „kciuk narciarza”, czyli uszkodzenie więzadła pobocznego łokciowego kciuka, położonego u jego nasady, po stronie palca wskazującego. Do takiego urazu dochodzi przy nadmiernym wyproście lub skrajnym odwiedzeniu kciuka, często wtedy, gdy zawodnik upada na wyciągniętą rękę z trzymanym kijkiem. Ponieważ snowboardziści niemal nie notują tego typu uszkodzeń, badacze publikujący w piśmie „Sports Health: A Multidisciplinary Approach” wskazują, że to właśnie kijki są prawdopodobną przyczyną kontuzji. Autorzy podkreślają, że „kciuk narciarza” może w rzeczywistości być najczęstszą kontuzją na stoku, lecz często nie jest zgłaszany, bo zawodnicy uważają go za niegroźny.
Również snowboarding jest przyczyną wielu urazów – w tym upadków na wyciągnięte ramiona, a także urazów kręgosłupa i głowy. Należy się spodziewać, że wraz z rozwojem ekstremalnych zawodów snowboardowych, podczas których zawodnicy przesuwają granice swoich możliwości, może rosnąć liczba urazów w każdym sezonie.
Nawet biegi narciarskie, o wiele mniej ekstremalne od narciarstwa zjazdowego, wiążą się z wieloma kontuzjami. Najczęstsze urazy w tej dyscyplinie wynikają z powtarzających się przeciążeń. Konsekwencje obejmują zespół bólu piszczeli, uszkodzenia więzadeł kolanowych i złamania przeciążeniowe stóp. Szacuje się, że na każde 1000 godzin jazdy na nartach biegowych sportowiec doznaje średnio około czterech urazów.
Stres, który niszczy zdrowie
Urazy fizyczne to nie wszystko. Podczas zawodów sportowych, szczególnie tak wysokiej rangi, uszczerbku doznaje także psychika sportowców, o czym przekonał się choćby faworyt do złota w łyżwiarstwie figurowym, Ilia Malinin. Podczas wykonywania programu dowolnego zaliczył dwa upadki, które przekreśliły jego szanse na medal. Choć nie doznał fizycznych obrażeń, przyznał: „czułem, że wszystkie traumatyczne chwile mojego życia i negatywne myśli dosłownie zalewają mi głowę. Po prostu sobie z tym nie radziłem”.
W badaniach opublikowanych w „Journal de Traumatologie du Sport” aż 20–35 proc. sportowców wyczynowych zgłasza objawy zaburzeń psychicznych. Nie mówimy o chwilowym spadku formy, ale o depresji, stanach lękowych, zablokowaniu psychicznym, które realnie uniemożliwia skok, bieg czy start.
Jak wynika z projektu badawczego „Od Paryża do Los Angeles: zrozumieć trajektorię zdrowia psychicznego polskich sportowców wyczynowych i psychologiczne czynniki ryzyka”, w którym wzięło udział 1121 wyczynowych sportowców – w tym olimpijczycy – 72,4 proc. badanych odczuwało podwyższony poziom stresu, a 51 proc. miało podwyższony wynik w przynajmniej jednym z badanych obszarów zdrowia psychicznego: m.in. symptomy depresji, lęku, zaburzeń snu czy odżywiania.
To pokazuje, że współczesny sport wymaga wsparcia nie tylko sztabu lekarzy i fizjoterapeutów, ale też specjalistów od psychologii i treningu mentalnego, którzy pomagają zawodnikom radzić sobie z presją i stresem.