Depresja kasuje ochotę na życie

„Kiedy miałam depresję, często udawałam, że wszystko jest dobrze. Chociaż moje przyjaciółki widziały, że coś się dzieje, potrafiłam postawić się na baczność i sprawiać wrażenie, że wszystko jest ok. Musiałam sama dojść do tego, że warto mówić otwarcie, ale to wymagało pozbycia się wstydu, uznania tego, że depresja to choroba” – mówi Gośka Serafin, dziennikarka, która w swoim podcaście „Bez Farbowania” pokazuje, że depresja to choroba, z którą można żyć i nie jest to powód do wstydu.

AdobeStock/Photobank
AdobeStock/Photobank

Jak zaczęła się twoja depresja?

Na pewno nie pojawiła się z poniedziałku na wtorek. To był raczej proces, jak powolne zbieranie kamyczków do plecaka, takie codzienne przekraczanie siebie: „a, dam radę”, „jutro będzie lepiej”. Wciąż dawałam sobie złote rady: „może gdybyś się bardziej postarała”, „weź się w garść” – takie stereotypowe. Depresja nie bolała mnie fizycznie, jak to się może zdarzać pod postacią objawów somatycznych. W moim przypadku to był taki sączący się smutek, wycieńczenie, w końcu lęk – jakby organizm powoli mi się wyłączał. Aż pewnego dnia poczułam, jakbym nie miała już kontroli nad swoim życiem. 

Atak paniki?

Dziś myślę, że chyba tak, choć wtedy tego nie wiedziałam. Jechałam, jak co dzień, metrem do pracy do TVP na Woronicza i w którymś momencie zorientowałam się, że nie pamiętałam, na jakiej stacji mam wysiąść. To było bardzo dziwne uczucie: patrzyłam na tabliczkę z nazwami stacji i kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi. Jakby wywaliło mi bezpieczniki. Koszmarne uczucie. W końcu wysiadłam, okazało się, że nie tam gdzie trzeba, więc wróciłam do metra i w końcu zaskoczyło. Ale nadal było dziwnie, nie umiałam sensownie złożyć zdania, dogadać się z wydawczynią. Jakoś przeżyłam wywiad, który tego dnia prowadziłam, ale co ciekawe – nawet przez myśl nie przeszło mi żeby tego nie robić, a to w końcu było na żywo.

Czy ktoś zauważył, co się wtedy z tobą działo?

Po raz pierwszy zapisałam sobie nazwisko osoby, z którą miałam rozmawiać – a przecież moich rozmówców, polityków, znałam od lat! I tak, tego dnia mój gość zauważył, że coś jest nie tak. To nie byłam ja: ta harda, zawzięta, denerwująco dopytująca się o wszystko dziennikarka. Kiedy skończyliśmy zapytał: „co to było?”. Wtedy zdecydowałam się zadzwonić do psychiatry, do którego telefon już od jakiegoś czasu miałam. Jednocześnie naszły mnie silne rezygnacyjne myśli i to było przerażające, bo to było coś zupełnie mi obcego. Zrozumiałam, że nie ma na co czekać. Przy drugim epizodzie depresyjnym takim impulsem były myśli samobójcze – wtedy uznałam, że przestaję sobie ufać, nie byłam pewna czy nagle czegoś sobie nie zrobię. Poszłam więc do psychiatry i chociaż byłam bardzo zdeterminowana, by ktoś mi pomógł, to było jednak ciężkie przeżycie. Miałam wrażenie, że zwariowałam. Z samą bezsennością, smutkiem, anhedonią nie poszłabym wtedy do lekarza. Myślałam, że tak wygląda dorosłe życie. Ale kiedy już do niego trafiłam i przepisał mi leki, nie miałam nawet sekundy zastanowienia czy należy je brać. Potrzebowałam wsparcia, by przestać się tak koszmarnie czuć.

AdobeStock

Chandra się zdarza, ale można jej zaradzić

Pomogły?

Tak, ale dopiero po paru tygodniach. To oczekiwanie na poprawę było trudne. Kiedy ktoś zgłasza się do lekarza, bo już ciężko mu wytrzymać, chciałby szybkiej poprawy. Nie da się przecież wyłączyć życia na te parę tygodni. Poza tym nie było mowy o wzięciu zwolnienia, oczekiwałam, że leki wszystko załatwią. Oczywiście lekarz powiedział mi, że być może powinnam zmienić pracę, a na pewno tryb życia, ale pierwsze, co wtedy pomyślałam to: „halo, przecież ta praca to całe moje życie, na niej wszystko się opiera, jak mam to zmienić? Nie mogę wziąć mniej dyżurów, bo ją stracę”. No więc po prostu wzięłam leki i czekałam. Na szczęście zadziałały, co nie jest takie oczywiste – a doświadczyłam tego przy drugim epizodzie, który dopadł mnie w pandemii. Musiałam wtedy zmieniać leki kilka razy, a to dodatkowe tygodnie, bo robi się to według procedury schodzenia z dawki.

Jak zorientowałaś się, że to już właściwy lek?

Po prostu zaczęłam czuć się lepiej, miałam więcej energii, gdy się budziłam miałam ochotę wstać – wcześniej od razu myślałam, co odwołać i czy na pewno nie mogę zostać w łóżku. Stopniowo zaczęłam mieć małe życiowe zachcianki: ochotę na wyjście do kina, na spotkanie z kimś. W depresji nic nie miało sensu i to było bardzo dotkliwe. Cały czas boję się powrotu do tego stanu, który odbiera jakiekolwiek moce. Jakby kasował mi się w mózgu plik z ochotą na życie. W depresji ciężko przypomnieć sobie, że kiedyś było lepiej, nie ma więc myślenia: „za jakiś czas znowu tak będzie”.

I faktycznie po pierwszym epizodzie, przyszedł drugi…

…który był dużo silniejszy niż pierwszy. Oczywiście na początku oceniłam to jako porażkę, ciężko było mi przekonać samą siebie, że przecież to się leczy. Nie miałam wiary, że tym razem się uda. 

No, ale się udało! Na jakim etapie jesteś teraz?

Jest lepiej, ale wciąż biorę leki. I boję się z nich zejść, bo wciąż nie mam poczucia bezpieczeństwa. Przez ostatnie lata bardzo dużo zmieniłam w swoim życiu zawodowym, ale w dzisiejszych czasach trudno poczuć, że ma się coś pewnego. Zresztą chyba nie czuję jakieś ogromnej potrzeby, by ich nie brać. Przestałam odbierać to jako porażkę – przecież kiedy mamy np. niedoczynność tarczycy też bierzemy leki i jakoś nie zastanawiamy się, czy nie można byłoby załatwić tego inaczej.

Fot. PAP/P. Werewka

Depresja może się przenosić z pokolenia na pokolenie. Można to przerwać

Wydawałoby się, że depresja to choroba, która pojawia się w reakcji na trudne doświadczenia życiowe. Ale w jej rozwoju silny jest czynnik genetyczny, choć nie oznacza to, że na pewno dziecko chorego na depresję rodzica także zachoruje. Lepiej jednak mieć świadomość rodzinnej skłonności do tej choroby, bo wczesna reakcja pozwoli na uchronienie dziecka przed poważnymi problemami. Dowiedz się, co można zrobić.

Zastanawiałaś się kiedyś, skąd wzięła się u ciebie ta skłonność do depresji?

Byłoby łatwiej, gdyby to był jakiś czynnik zewnętrzny, mogłabym wtedy na to „zwalić” i moje poczucie beznadziejności byłoby mniejsze. Ale to po prostu były miesiące, lata zaniedbań samej siebie, niezdrowego stylu życia, ciągłego bycia w trybie „praca”, braku odpoczynku. A przecież ktoś kiedyś wymyślił, że powinniśmy 8 godzin pracować, 8 godzin spać, 8 godzin żyć. U mnie takiego podziału nie było. Moje życie pędziło, wydarzenia zawodowe i prywatne nakładały się, aż w końcu nie wystarczyło mi zasobów na radzenie sobie ze wszystkim.

Opowiedz o zmianie zawodu, bo to było dość zaskakujące… 

Chyba trochę tak. Pomyślałam, że odcięcie się od świata mediów, od ciągłej adrenaliny pomoże mi. Dziennikarstwo wydawało mi się bardzo niepewne, uznałam, że fach w ręku pozwoli mi się ustabilizować. W telewizji pracowałam od rana do nocy, czasami też w nocy, żeby sprawdzić newsy. A w salonie fryzjerskim, do którego się przeniosłam, po prostu przychodziłam i wychodziłam, i to było super. Ale po jakimś czasie okazało się, że są inne obciążenia, których się nie spodziewałam: po pierwsze to bardzo ciężka praca fizyczna po kilkanaście godzin dziennie, poza tym nie wystarczy wziąć paletę i zafarbować włosy, ale trzeba np. trochę kumać z chemii. Do tego dochodzi czynnik ludzki i to też było trudne. I w pewnym momencie zrozumiałam, że tu nie chodzi o rodzaj pracy, jaki się wykonuje, że problem jest gdzie indziej. Przeprowadziłam setki wywiadów, a z żadnego nie byłam do końca zadowolona. A potem robiłam setki koloryzacji i strzyżeń i… też nie do końca byłam zadowolona. Do tego – jak dowiedziałam się na terapii – nie umiałam stawiać granic. To powodowało trudne sytuacje, nawet w tym – wydawałoby się – prostym zawodzie fryzjerskim, który miał być ratunkiem na moje życie. Wtedy zorientowałam się, że nie chodzi o rodzaj pracy tylko o moją postawę, moje zasoby.

No a potem przyszła pandemia... 

Zakład oczywiście został zamknięty, nie byłam więc w stanie się z tego utrzymać. Zaczęłam prowadzić podcasty o depresji, bo to było coś, na czym się znałam. Szło mi na tyle nieźle, że kiedy pandemia odpuściła, przez jakiś czas łączyłam to z pracą w salonie fryzjerskim. Aż w końcu zdecydowałam, że skupiam się tylko na podcastach.

Fot. PAP/P. Werewka

Psychoterapia to nie rozmowa z przyjaciółką

Masz już pewne doświadczenie z depresją, więc powiedz: czy da się zawalczyć z tą chorobą bez pomocy leków?

Połączenie farmakologii i terapii daje najlepsze efekty i minimalizuje nawroty, ale to są indywidualne kwestie. U mnie leki spowodowały to, że mogłam w ogóle podjąć proces terapeutyczny – bez nich to by się nie udało, bo w nic bym nie uwierzyła, nie miałam siły i energii na jakiekolwiek działania. Ale każdy ma inną konstrukcję psychiczną, inną rezyliencję, inną odporność. Depresja ma wiele twarzy: różne objawy i przebieg i nie ma jednego sposobu jej przeżywania.

Na przykład?

Na przykład myślałam, że skoro się uśmiecham, to przecież nie mam depresji. W terapii zrozumiałam, że ja zaśmiewam rzeczywistość, a nie uśmiecham się. To była moja specjalność. Dzisiaj to widzę, wiem, kiedy od czegoś uciekam. Najtrudniejsze jest chyba to, że depresja trwa od rana do nocy i trzeba sobie z nią radzić cały czas, a nie przez godzinę dziennie. Ostatnio rozmawiałam z kolegą, którego udało mi się przekonać, aby poszedł do lekarza. Powiedział mi: „wszystkim się wydaje, że gdy dostaniesz leki, to już jest po wszystkim”. Tymczasem to dopiero początek, musi upłynąć dużo czasu, zanim leki zaczną działać i zanim sytuacja wróci do normy. Ja wciąż mam z tym spory problem, potrafię jeszcze przekroczyć swoje zdrowe normy – bo skoro jest tak dobrze, to przecież nic się nie stanie, gdy wezmę jeszcze jedno zlecenie. A ta granica, za którą znowu jest za dużo, jest bardzo cienka. 
Staram się też być dla siebie lepsza. Kiedyś terapeutka poradziła mi, żebym mówiła do siebie jak do najlepszym przyjaciółki. Wydało mi się to idiotyczne, ale gdy kiedyś miałam dużo pracy i wytykałam sobie, że się nad sobą użalam, przypomniało mi się to i pomyślałam sobie, że nigdy nie powiedziałabym tak do swojej przyjaciółki. Zrozumienie tego było odkryciem.

Co doradziłabyś bliskim chorego na depresję?

Że jeżeli ktoś nam powie, że choruje na depresję, to trzeba to uznać, a nie przekonywać, że może mu się wydaje. Często porównuję to do złamanej nogi: czy jak ktoś chodzi z gipsem, to powiemy mu: daj sobie spokój z tymi kulami, zdejmij gips i nie wygłupiaj się? Przy żadnej innej chorobie ludzie nie dają takich złotych rad jak przy depresji. 
Trzeba być uważnym na tę drugą osobę. Bo np. ja udawałam, że wszystko jest dobrze i chociaż moje przyjaciółki widziały, że coś się dzieje, potrafiłam tak się postawić na baczność, że kiedy dzwonił telefon udawałam, że wszystko jest ok. Musiałam sama dojść do tego, że warto mówić otwarcie, ale to wymagało pozbycia się wstydu, uznania tego, że depresja to choroba. 

Jak sobie pomóc, gdy dopada Cię smutek

Smutek czasami dopada każdego z nas, nie da się od niego uciec. Obniżenie nastroju zdarza się wszystkim i stanowi ono część życia emocjonalnego każdego człowieka. Warto jednak zadbać, aby smutek nie przekształcił się w kryzys psychiczny. Zobacz jak możesz radzić sobie ze smutkiem.

Czego nie mówić osobie w depresji? 

Że będzie dobrze. Wiadomo, że będzie, ale gdy depresja nas zalewa, nie jesteśmy w stanie w to uwierzyć. Nie próbujmy odwrócić uwagi od cierpienia tekstami: „będzie dobrze”, nie szukajmy na siłę argumentów pokazujących, że może jednak to cierpienie jest przesadzone: „no przecież masz fajną pracę, fajny związek, fajne dzieci, fajny dom” itd. To może spowodować pogłębienie depresji, bo przecież skoro faktycznie to wszystko mam, a czuję się fatalnie, to naprawdę musi być coś ze mną nie tak. Mówienie, że wszystko się ułoży, jest przeciwskuteczne, nawet jeżeli ten ktoś ma rację. Można pomyśleć sobie: „Aha, no to ja już nie będę nikomu mówić, że źle się czuję, bo nikt nie jest tego w stanie zrozumieć”. Ja miałam też tak, że gdy ktoś raz spytał, jak się czuję, i mówiłam, że źle, to przy następnym spotkaniu już głupio mi było powiedzieć, że wciąż źle, albo że znowu mam problem z tą samą rzeczą. Odkrycie, że powiedzenie komuś o problemie nie oznacza, że ten problem znika, było moim rozczarowaniem.

Prowadzenie podcastu o depresji pomaga ci?

I tak, i nie. Czułam, że skoro prowadzę podcast o depresji, przeczytałam tyle książek na ten temat, udzielałam wywiadów, a nadal biorę leki – to coś jest nie tak. W końcu dotarło do mnie, że mam dużo problemów, których obiektywnie nie da się tak szybko załatwić, w dodatku nie wszystkie zależą ode mnie. Zrozumiałam, że wstyd nie popycha mnie do przodu, za to powiedzenie, że nadal sobie z tym nie radzę, bardzo mnie uwalniało, bo otrzymywałam olbrzymie wsparcie. No i świadomość, że mówienie o tym może komuś pomóc, ma wielką moc. 

Depresja jest trudna nie tylko dla chorego, ale i dla jego bliskich…

Tak. Czasem ciężko rozróżnić, kiedy próby pomocy są zdrową aktywizacją, a kiedy już naciskiem, bo co innego wyciągnąć tę osobę na spacer, a co innego nie dać jej w ogóle chorować. Ja w trakcie swojej depresji mieszkałam sama, mogłam więc chorować na własnych zasadach. Ale co zrobić, kiedy jest tak zwana pełna chata, a jedna osoba ma depresję? Znam opowieści osób, które mają dzieci, o tym jak było im trudno, bo z jednej strony nie miały siły, a z drugiej chciały jednak jakoś ogarniać ten dom i nie obciążać innych swoją chorobą.

Fot. PAP

Doświetl mózg, by uniknąć depresji

Słuchawki "doświetlające" mózg, budzik świetlny, regularny wysiłek fizyczny, dbanie o dietę, zachowanie równowagi między pracą i odpoczynkiem, ale także – zwłaszcza w kryzysie - rozmowa z kimś o tym, co czujemy – to tylko niektóre sposoby na zapobieganie depresji.

Miałaś dwa epizody depresyjne, różniły się?

Tak, przy drugim doszły zaburzenia lękowe, więc był dużo trudniejszy i trwał dużo dłużej. Psychiatra wytłumaczył mi, że te dwa epizody różni epoka. Wszystko wyglądało inaczej: moje życie prywatne, zawodowe, finansowe. Świat w pandemii był bardzo niepewny. A ponieważ dokonywałam wielu zmian, to one z jednej strony mi pomagały, a z drugiej stały się źródłem moich lęków. 
Zamartwianie się w zaburzeniach lękowych występuje w absolutnie spotęgowanym natężeniu, może nakręcić się tak bardzo, że aż sparaliżować. To tak dziwne uczucie, że aż nieracjonalne, miałam wrażenie, że tracę kontakt z bazą.
Atak paniki jest utratą kontroli. Mówi się, że przy pierwszym ma się wrażenie, że się umiera. Nie byłam w stanie tego zrozumieć. Do czasu, aż sama tego nie poczułam. Przy drugim przy życiu trzyma cię świadomość, że to mija.
To ogromny energetyczny wydatek dla organizmu, może sparaliżować życie, ograniczyć je do czterech ścian, odebrać marzenia. 

Co można zrobić, poza farmakoterapią, żeby uniknąć w przyszłości powtórki?

Ogromnie ważna jest profilaktyka i pielęgnowanie filarów zdrowia i to nie tylko tego psychicznego. Kiedyś niespecjalnie zwracałam na to uwagę, myślałam sobie co mi da spacer na depresję? Co dieta ma z tym wspólnego? Tymczasem faktycznie ma! To musi być coś co lubimy, żeby nie trzeba było się zmuszać, bo hormon stresu potrafi wszystko zniszczyć. A codzienna aktywność fizyczna jest wręcz konieczna. W moim przypadku to spacery i jazda na rowerze, którą uwielbiam. Bardzo szybko zauważyłam wyraźną poprawę przy aktywności fizycznej i szybki spadek formy, kiedy nic nie robię. Bardzo ważna dla wszelkiego rodzaju zaburzeń psychicznych jest też higiena snu i pilnowanie dobrej, zdrowej diety. To małe kroki, które są niesamowicie ważne, by nie dopuścić do kryzysów. Dziś już tego pilnuję, choć to bywa trudne. Staram się nie wychodzić z domu bez śniadania, dbam o relaks i kontakty z ludźmi. Wciąż, gdy mam gorszy dzień, zauważam u siebie odruch: „może odwołam spotkanie?”. Osoby w depresji mają do tego tendencje, ale przebywanie wśród życzliwych ludzi jest elementem zdrowienia. Czuje to zawsze, gdy się przemogę i wychodzę.

Ekspertka

archiwum własne

Gośka Serafin - Prezenterka telewizyjna, dziennikarka newsowa. Pracowała w TVP INFO, TVP1, Superstacji i Wirtualnej Polsce. Prowadzi videopodcast BEZ FARBOWANIA w którym rozmawia z osobami zmagającymi się z depresją, zaburzeniami odżywiania, nerwicą lękową, uzależnieniami, chorobą afektywną dwubiegunową, z ludźmi doświadczającymi różnego rodzaju kryzysów psychicznych. Sama też dzieli się doświadczeniem depresji i zaburzeń lękowych. Rozmawia o leczeniu, terapii, o tym co szkodzi, a co pomaga utrzymać psychiczną równowagę w dzisiejszym świecie. Szczerze. Bez farbowania. Prowadzi również podcast „ W Czułym Zwierciadle” min. o DDA, uzależnieniach o dorosłych w spektrum autyzmu i z ADHD realizowany dla miesięcznika „Zwierciadło”. Wspólnie z Markiem Sekielskim napisała książkę „JEST OK. To dlaczego nie chcę żyć?” Prywatnie kocha odkurzać, układać puzzle i jeść chipsy.

ZOBACZ TEKSTY EKSPERTKI

Autorka

Monika Grzegorowska

Monika Grzegorowska - O dziennikarstwie marzyła od dziecka i się spełniło. Od zawsze to było dziennikarstwo medyczne – najciekawsze i nie do znudzenia. Wstępem była obrona pracy magisterskiej o błędach medycznych na Wydziale Resocjalizacji. Niemal całe swoje zawodowe życie związała z branżowym Pulsem Medycyny. Od kilku lat swoją wiedzę przekłada na bardziej przystępny język w Serwisie Zdrowie PAP, co doceniono przyznając jej Kryształowe Pióro. Nie uznaje poranków bez kawy, uwielbia wieczory przy ogromnym stole z puzzlami. Życiowe baterie ładuje na koncertach i posiadówkach z rodziną i przyjaciółmi.

ZOBACZ TEKSTY AUTORKI

ZOBACZ PODOBNE

  • Fundacja Instytut Ochrony Zdrowia

    Światowy Dzień Świadomości Autyzmu

    Materiał promocyjny

    O wprowadzenie do bilansu zdrowia dwulatka oceny obecności sygnałów mogących wskazywać na zaburzenia ze spektrum autyzmu - apelują konsultanci krajowi, klinicyści i eksperci, ponieważ tylko wczesne rozpoczęcie terapii może przynieść oczekiwane efekty. Potrzebne są też wytyczne dla placówek ochrony zdrowia i oświaty dotyczące ich współpracy, uprządkowania i wystandaryzowania ścieżki diagnostycznej.

  • Adobe Stock

    Rozmawiajmy szczerze z dzieckiem o śmierci

    Warto dziecku wyjaśniać od samego początku, czym jest śmierć, nazywając rzeczy wprost. Dziecko może nie zrozumieć, co znaczy „odeszła”, „jest w niebie” – mówi Serwisowi Zdrowie Milena Pacuda, psycholożka i psychoterapeutka zajmująca się m.in. traumą i żałobą.

  • Adobe Stock

    Niebieskie Igrzyska przekraczają Atlantyk

    Co najmniej 475 300 dzieci i 2 121 placówek oświatowych z Polski oraz 9 polonijnych weźmie udział w Niebieskich Igrzyskach, by integrować i szerzyć wiedzę o spektrum autyzmu. Jest jeszcze czas, by dołączyć.

  • Adobe Stock

    Wstęp do diagnozy autyzmu w bilansie dwulatka

    Bilans dwulatka powinien zawierać ocenę rozwoju nie tylko fizycznego, psychoruchowego, ale także psychicznego. W gabinecie pediatry można wychwycić pewne symptomy, które mogą wskazywać na spektrum autyzmu. Do tego jednak potrzebna jest wiedza, ale także poszerzona obserwacja dziecka, głównie w kontekście zachowań społecznych, oraz narzędzie – wystandaryzowany kwestionariusz. To wszystko mogłoby się zmieścić w 15 minutach.

NAJNOWSZE

  • Adobe

    Forsycja działa przeciwzapalnie

    Forsycja cieszy oko intensywnie żółtymi kwiatami już wczesną wiosną, ale od wieków jest też znana w tradycyjnej medycynie jako roślina lecznicza. W ostatnich latach właściwości tej rośliny zaczęły przyciągać uwagę badaczy. Polscy naukowcy zbadali jej zdolność do obniżania poziomu cytokin prozapalnych w organizmie, okazało się, że może łagodzić przebieg chorób o podłożu zapalnym.

  • Nowoczesne leczenie cukrzycy to inwestycja z wysoką stopą zwrotu

  • Malaria – gotowi do diagnozy i leczenia?

  • Sezon na kleszczowe zapalenie mózgu

  • Szkoła przyszpitalna oferuje coś więcej niż edukację

  • Africa Studio/AdobeStock

    Odczulanie przywraca zdrowie

    Zdecydowanie warto się odczulać, bo dzięki temu alergik nie tylko może się całkowicie wyleczyć z alergii, ale też przyjmuje mniejsze ilości sterydów, ma zdecydowanie mniej dolegliwości wywołanych alergenem oraz rzadziej „łapie” infekcje wirusowe – przekonuje alergolog prof. Piotr Kuna, szef Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

  • Spektrum autyzmu: diagnozy na wyrost czy faktyczny wzrost przypadków?