Nowy symbol choroby otyłościowej wskazuje na jej złożoność
Autorka: Klaudia Torchała
Choroba otyłościowa wiąże się z ponad 200 powikłaniami. Wpływa na serce, żołądek, wątrobę, jelita, krew, stawy, psychikę. Dlatego na białej wstążce wiele mniejszych kolorowych, które je symbolizują. Obok jednokolorowych, dobrze już rozpoznawalnych, jak różowa symbolizująca raka piersi, pojawia się teraz nowy symbol.
Kolory przypisane do wstążek mają symbolizować choroby i uświadamiać, jak ważna jest profilaktyka.
– Profilaktyka ma pecha. Ma pecha, bo jej nie widać. Widać dopiero jej brak, czyli widać chorobę – podkreśliła Marta Pawłowska, przewodnicząca prezydium Partnerstwa Stop Otyłości podczas konferencji prasowej w Senacie poświęconej ustanowieniu nowego symbolu choroby otyłościowej.
– Żeby dołożyć kolejną cegiełkę edukacyjną do tego, że (otyłość – red.) to jest choroba, dziś ustanawiamy symbol powikłań nieleczonej otyłości – podkreśliła Ewa Godlewska, prezeska FLO – Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości.
Idea wstążek
Noszenie wstążek to uświadamianie otoczeniu, jak ważne są badania profilaktyczne w zwalczaniu chorób. Co symbolizują? Żółta – walkę z rakiem wątroby, niebieska – rakiem prostaty, fioletowa – rakiem trzustki i epilepsją, pomarańczowa – rakiem skóry, zielona – chorobami psychicznymi i depresją, a brązowa – chorobami jelita grubego.
Teraz dołącza nowa – biała z kilkunastoma kolorowymi na niej. To symbol choroby otyłościowej.
– Te niewinne małe wstążeczki oddają niestety tragedię chorych na otyłość, bo każda z tych małych wstążeczek to są dramaty ludzkie pod postacią powikłań choroby otyłościowej – powiedział Serwisowi Zdrowie dr hab. n. med. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, chirurg bariatra.
Z kolei dr hab. n. med. Paweł Matusik, prof. SUM, prezes Polskiego Towarzystwa Otyłości Dziecięcej, który od ponad 20 lat zajmuje się młodszymi pacjentami, stwierdził, że ten symbol wskazuje na naturę tej choroby, jej złożoność.
– Każdy pacjent jest inny, inaczej choruje. Trzeba podchodzić do każdego z nich w sposób bardzo indywidualny, a do dzieci zwłaszcza, bo mamy tutaj jeszcze uwarunkowanie związane chociażby z wpływem rodziny – zaznaczył w rozmowie z Serwisem Zdrowie prezes PTOD.
Czym jest choroba otyłościowa?
Dr Matusik wyjaśnił, że zgodnie z definicją to „nadmiar tkanki tłuszczowej, która prowadzi do określonych problemów chorobowych czy powikłań”. W diagnozie bierze się pod uwagę wskaźnik masy ciała BMI, mierzy tkankę tłuszczową, w wywiadzie klinicznym ustala, czy rozwinęły się powikłania choroby.
Prof. Wyleżoł powiedział, że brakuje ścieżki pacjenta z rozpoznaną chorobą otyłościową, bo gdy lekarz ją stwierdza u pacjenta i pada pytanie: co dalej? Lekarz odpowiada: nie wiem.
– W nieco „lepszej” sytuacji, aniżeli chory, który jeszcze nie rozwinął powikłań albo ich nie rozpoznano u niego, jest chory, u którego te powikłania otyłości się już rozwinęły, bo ktoś się nim zajmie. Bardzo często także chory jest kompletnie bezradny – zaznacza Wyleżoł.
– Dążymy do tego, żeby lekarze POZ posiadali wiedzę, by zająć się pacjentami z chorobą otyłościową również w aspekcie terapii. Bo tych pacjentów jest tak dużo, że nie jesteśmy w stanie objąć ich wszystkich ambulatoryjną opieką specjalistyczną czy ośrodków trzeciego stopnia referencji. Dążymy do tego, żeby system tak funkcjonował, żeby podstawowa opieka zdrowotna była w stanie rozpoznać i leczyć łagodniejsze postaci choroby, a w przypadkach już bardziej zaawansowanych czy trudniejszych: przekazywać wyższym stopniom systemu – wyjaśnił Matusik.
Sęk w tym, że – jak zaznaczył dalej – tych wyspecjalizowanych placówek w leczeniu otyłości brakuje.
– Powstają, ale pod szyldem na przykład poradni metabolicznej. Często lekarze, którzy zajmują się otyłością, pracują np. w poradni diabetologicznej, endokrynologicznej, onkologicznej, gastroenterologicznej. Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej ma czasem bardzo duże problemy, gdzie wysłać pacjenta. Kolejnym problemem systemowym jest brak tak naprawdę działań wielodyscyplinarnych. Nie mamy też cały czas refundacji porady dietetycznej na poziomie opieki specjalistycznej jako osobnego świadczenia – wyliczył dr Matusik.
Opieka koordynowana dla pacjenta z powikłaniami
Opieka koordynowana, która udziela porad edukacyjnych i dietetycznych, dotyczy pacjentów z powikłaniami.
– Ten pacjent musi już mieć nadciśnienie tętnicze, zaburzenia funkcji tarczycy czy na przykład cukrzycę. Wtedy może wejść na ścieżkę opieki koordynowanej, gdzie jest więcej działań oferowanych przez system. Jest wiele rzeczy, które wymagają, zdaje mi się, zmiany czy wprowadzenia – podsumował dr Matusik.
– To tak, jakbyśmy w przypadku choroby nowotoworowej czekali z leczeniem na przerzuty – porównał prof. Wyleżoł.
System nie nadąża za świadomością i potrzebami
Z drugiej strony z roku na rok świadomość społeczna dotycząca choroby otyłościowej wzrasta, choć wielu chorych spotyka się nadal z wykluczeniem i niezrozumieniem.
– Chorzy mają większą świadomość, ale póki co przez ten rok nie przełożyło się to na rozwiązania systemowe. Poza tym, że zgodnie z zapewnieniem Ministerstwa Zdrowia, program KOS-BAR, który obawialiśmy się, że zniknie, najprawdopodobniej wejdzie do koszyka świadczeń gwarantowanych. Czyli każdy pacjent w ramach gwarantowanych świadczeń będzie mógł skorzystać z leczenia chirurgicznego, bariatrycznego – powiedział Wyleżoł.
Powikłania nie dotyczą tylko chorujących dorosłych, ale w takim samym stopniu dzieci.
– Nie więcej niż 15 proc. dzieci, które przychodzą do naszej kliniki czy poradni, ma jedynie chorobę otyłościową. Większość z nich ma już jakieś powikłania. Nie są to tylko medyczne powikłania, jak nadciśnienie tętnicze, choroba stłuszczeniowa wątroby, stany przedcukrzycowe, ale też są to problemy natury psychologicznej czy psychicznej. To kwestia też pewnego rodzaju zaburzeń na poziomie społecznego funkcjonowania w grupie rówieśniczej – wytłumaczył dr Matusik.
Czy choroba otyłościowa jest wyleczalna?
To zależy od stadium choroby.
– Na pewno nieleczona postępuje. I nie ma skłonności do samoistnego ustępowania tak, jak się czasem wydawało, że dzieci wyrastają z otyłości (…). Leczenie polega na osiągnięciu trwałych zmian, dzięki którym uzyskamy remisję tej choroby. W wielu przypadkach to jest remisja. Najpierw remisja powikłań, poszczególnych objawów związanych z wielochorobowością. A potem samej choroby jako spadku masy ciała czy tkanki tłuszczowej. Nie zawsze to jest konieczne, żeby uzyskiwać wartości normatywne, takie stricte przypisane dla populacji – podkreślił prof. SUM.
Jeśli chodzi o terapię, to jest ona dopasowywana indywidualnie do pacjenta. Bo czegoś innego potrzebuje pacjent we wczesnym etapie choroby, z nadwagą lub otyłością.
– Wtedy wykorzystujemy proste, podstawowe techniki terapii behawioralnej. (U pediatrycznych pacjentów – red.) nakłada się na to okres wzrastania, kiedy uzyskujemy łatwiejsze efekty. Dużo trudniej jest leczyć nastolatkę, na przykład 16-letnią dziewczynę, która ma już otyłość zaawansowaną trzeciego stopnia i waży np. 130 kg i choruje dodatkowo na ciśnienie tętnicze czy ma zaburzenia depresyjne, stany lękowe – zaznaczył dr Matusik.
Biorąc pod uwagę ostatnich kilkadziesiąt lat, w leczeniu otyłości nastąpił ogromny postęp.
– Pojawiła się farmakoterapia i mamy dodatkowe narzędzia. Na pewno brakuje nam jeszcze ciągle takich zmian w systemie, które doprowadziłyby do tego, że mamy tych pozostałych członków zespołu specjalistycznego. Myślę o dietetykach, psychologach, fizjoterapeutach. Czasem potrzebne są inne osoby, takie jak chociażby pracownik socjalny – zwrócił uwagę dr Matusik.
Dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor, senatorka i przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Badań Naukowych i Innowacji w Ochronie Zdrowia zaznaczyła, że za dużo wydaje się na medycynę naprawczą w Polsce.
– Musimy zapobiegać, a jeśli choroba wystąpi, musimy ją leczyć zgodnie z rekomendacjami towarzystw naukowych, medycznych. Nie mówimy tylko o refundacji leków, bo sam lek nie zadziała. To człowiek musi stoczyć ciężką walkę – podkreśliła senatorka.