Małe używki podstępnie niszczą nasze życie
Autorka: Monika Grzegorowska
Ekspert: Piotr Szwędrowski
„Małe uzależnienia” to z pozoru niewinne nawyki, które z czasem wymykają się spod kontroli i zaczynają negatywnie wpływać na nasze życie. – Często są wstępem do poważniejszych nałogów. Choć mogą nie niszczyć zdrowia od razu, po cichu zaburzają funkcjonowanie mózgu i całego organizmu – ostrzega Piotr Szwędrowski, prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia.
Co to znaczy „małe uzależnienie”?
Uważam, że to sformułowanie z jednej strony bagatelizujące i łagodzące, a z drugiej coś w rodzaju bramki, furtki do szkodliwych zachowań. Co gorsza często przyśpiesza kolejne uzależnienia.
Co się kryje pod tym określeniem? Czego dotyczy?
Chodzi o produkty, które są teraz „na topie”, jak choćby słynne e-papierosy czy woreczki nikotynowe. Najczęściej dotyczy to małych, atrakcyjnych wizualnie lub smakowo produktów. Coś, co przypomina na przykład kolorowego pendrive’a albo inny gadżet. W porównaniu z paczką papierosów, która ma nadruki związane z następstwami użytkowania, to o wiele atrakcyjniejsze. Czy muszę pytać, co wybierze młody człowiek?
Jak to na niego działa?
Mózg młodego człowieka ciągle się rozwija, tymczasem e-papierosy mają olbrzymią dawkę nikotyny oraz innych substancji chemicznych, co wpływa wprost po pierwsze na jego kondycję, zdrowie psychiczne, zdrowie fizyczne, ale także na układ dopaminowy i na rozwój mózgu. Dlatego uważam, że sformułowanie „małe uzależnienie” jest zbyt pieszczotliwe, bagatelizujące – sugeruje, że jest niepozorne. Takie podejście do tematu pokazuje nas jako społeczeństwo, które lekceważy ten problem. Podobnie jak przez lata mówiło się „miękkie” narkotyki. Takim podejściem strzelamy sobie w stopę, z góry stwierdzając, że coś jest po prostu małym, czytaj mniej groźnym uzależnieniem.
Dlaczego to takie groźne?
Młody człowiek wciąż się jeszcze rozwija i jego mózg jest bardziej podatny na uzależnienia. Jeśli połączymy to z przyjemnym smakiem, ładnym wyglądem – bo te produkty najczęściej są ładne, eleganckie, gustowne, kolorowe – to zaczyna być nęcące. Sam ostatnio się na to nabrałem – na fotelu u koleżanki leżał jakiś gadżet, który przyciągnął moją uwagę. Wziąłem go do ręki, oglądałem z zainteresowaniem: wyglądał tak atrakcyjnie, że po prostu wzbudzał ciekawość. Fajnie jest mieć coś takiego, prawda? Na tym to właśnie polega. Do tego panująca moda – dzisiaj młodzi ludzie prawie nie palą papierosów tradycyjnych, ale za to masowo sięgają po e-papierosy. Od nich człowiek nie śmierdzi, łatwiej też ukryć ten nałóg przed dorosłymi.
Większość osób korzystających z tych akcesoriów twierdzi, że wcale nie jest uzależniona.
Często tak się myśli. Mam fajny gadżet, wcale nie musze go używać, tylko chcę. Poza tym w kontekście uzależnień myśli się o alkoholu, narkotykach, a tutaj mamy gadżet. Jak może uzależniać kolorowy, słodki dymek? Tymczasem – może.
Jak poznać, kiedy jednak już to się stało?
Kiedy sięgamy po niego w konkretnych sytuacjach, na przykład w przypadku stresu w szkole, przed sprawdzianem czy ważną odpowiedzią. Na przerwie, w towarzystwie – wpływ grupy koleżeńskiej dla młodego człowieka jest bardzo ważny, jeśli nie najważniejszy. I choć to wygląda niewinnie i wiele osób zapewnia, że naprawdę nie musiałoby tego papierosa wyciągać, to wbrew pozorom nie jest to takie łatwe.
I jeszcze jedna wskazówka weryfikująca: kiedy zaczynamy się zastanawiać „czy ja mam problem?” – może to oznaczać, że tak, mam już problem. Jeśli zauważamy, że nie potrafimy dłużej funkcjonować bez danej używki, że myślimy o niej w trudnych sytuacjach – to jest sygnał ostrzegawczy. Można sobie zrobić prosty test: przez jeden, dwa dni w ogóle go nie wyciągać i zobaczyć, czy dajemy radę i co się w tym czasie z nami dzieje. Czy ciągle myślimy o tym, żeby zapalić? A może jednak musimy to zrobić?
To może chociaż w związku z tym, że one są takie „mniej groźne”, to łatwiej się z nich wywikłać?
No właśnie niestety jest odwrotnie. Po pierwsze musimy wiedzieć, że papierosy, o których mówi się, że odstresowują, przynoszą tylko chwilową ulgę, a tak naprawdę podbijają stres. W którymś momencie robimy to trochę automatycznie: jestem zdenerwowany, sięgam po papierosa.
Po drugie – czego nie da się obronić w żaden sposób – narażamy płuca, drogi oddechowe, jamę ustną. A stężenie nikotyny w e-papierosie jest dużo większe niż w jednym tradycyjnym papierosie, o czym nie każdy wie.
Nie bez znaczenia jest fakt, że smak nieco łagodzi drapanie w gardle wywołane przez nikotynę i nasz mózg odbiera sygnał, że przecież skoro to jest słodkie, to nic nie szkodzi. Mózg kojarzy ten smak z nagrodą i bezpieczeństwem. To zaś sprawia, że osoba, która korzysta z e-papierosa, zaciąga się głębiej i częściej, nieświadomie dostarczając organizmowi większe dawki nikotyny. Układ dopaminowy jest bez przerwy pobudzany.
Udowodniono też, że uzależnienia chodzą parami i łatwo to zauważyć: kiedy widzimy młodego człowieka, na przykład przed klubem, najczęściej stoi i popala e-papierosa, a w drugiej ręce trzyma telefon i scrolluje. To, co się dzieje wtedy w młodym, nierozwiniętym jeszcze do końca mózgu, to zalew dopaminy. Patrząc na to, jak przez tysiące lat rozwijał się nasz mózg, to ta sytuacja jest totalnie wbrew naszej naturze, wbrew naszemu organizmowi.
Nie bez znaczenia jest też presja rówieśnicza. W niektórych środowiskach wręcz nie wypada nie mieć „elektryka”. Niestety także media społecznościowe stały się narzędziem promocji e-papierosów. Wciąż zdarza się, że pomimo zakazu reklamy wyrobów tytoniowych influencerzy promują używki i kreują trendy wśród młodzieży, np. festiwalach muzycznych czy tzw. eventach.
Do tego proszę zwrócić uwagę, jak wyglądają stoiska e-papierosów – są piękne, kolorowe, eleganckie, ładnie oświetlone, bardzo atrakcyjne. Często można sobie dobrać daną używkę do odzieży, tak żeby cały outfit był odpowiednio dopasowany.
Jak wiele takich pozornie drobnych zachowań wpływa na nasze zdrowie?
Działa to jak efekt kuli śnieżnej. Zaczynając od klasycznych objawów, jakie może powodować nikotyna, czyli zawrotów głowy, nudności, wymiotów, bólu brzucha, kołatania serca, pobudzenia, po długotrwałe efekty. Konsekwencje są bardzo różne i zależą od tolerancji danego człowieka. Ale musimy też pamiętać, że te substancje wnikają głęboko do płuc, a są to substancje rakotwórcze.
W marcu tego roku opublikowano raportu „Diagnoza młodzieży 2026” przygotowany na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej. Ok. 50 proc. młodych ludzi przyznało, że korzysta regularnie z e-papierosów. To oznacza, że co drugi młody człowiek pali! A jeżeli to jest furtka do kolejnych uzależnień i na pewno negatywnie wpływa na rozwój mózgu – przez nadmierne pobudzanie układu nagrody i całego organizmu, poprzez wpływ wielu substancji chemicznych – to jest to naprawdę bardzo niepokojąca informacja.
Młode osoby, które za chwilę wchodzą w dorosłość, idą na studia, do pierwszej pracy, nie są w stanie funkcjonować w tzw. normalnym życiu, w zwykłej, szarej codzienności. Bez bodźców nie potrafią dostrzegać małych rzeczy, nie potrafią cieszyć się drobiazgami. Przyzwyczajenie do „strzałów” dopaminy może prowadzić do dalszych uzależnień i bezpośrednio wpływa na dorosłe życie.
Niektórzy uważają, że może należy pozwolić dzieciom spróbować, bo najgorszy jest zakazany owoc. Czy to dobra metoda?
To ryzykowne. Oczywiście na niektórych może to tak zadziałać: spróbują, nie posmakuje im, albo nie poczują nic pozytywnego i uznają, że to nie dla nich. Tak reagują osoby, które mają wyrobione poczucie własnej wartości, które nie muszą szukać akceptacji na zewnątrz. Jednak w tym wieku to nieczęste, wielu nastolatków to osoby zamknięte w sobie, z niskim poczuciem wartości, które szukają sposobu na akceptację grupy. Dlatego dorośli: rodzice, nauczyciele, opiekunowie mają ważne zadanie, aby wytłumaczyć dlaczego to jest złe – ale to nie mogą być jednorazowe pogadanki i nie na zasadzie „nie pal, bo to szkodzi”. Chodzi o prawdziwą edukację, jak palenie wpływa na organizm, najlepiej poparte badaniami, o tłumaczenie, na czym polega profilaktyka, o rzetelną informację.
Trzeba znaleźć sposób, jak dotrzeć do takiego młodego człowieka: może ważne są dla niego pieniądze – wtedy pokazać mu, ile będzie go taki nałóg kosztował i to nie tylko tu i teraz, ale i w przyszłości, gdy będzie wydawał na lekarzy z powodu powikłań związanych z tym uzależnieniem. A może kogoś przerazi zagrożenie kolejnymi uzależnieniami. Może świadomość zachorowania. Jednak polecam unikać tzw. negatywnej profilaktyki, a raczej skupić się na pokazywaniu aspektów zdrowego trybu życia, dobrych wzorców tego, co daje niepalenie.
Podpowiedzmy. Co daje niepalenie?
Nie tylko wolność, nie tylko oszczędności w portfelu, ale przede wszystkim lepsze samopoczucie, większą wydajność, piękne zęby, gładką skórę. W dobie kultu pięknego ciała to może być dobry argument. Do każdego jest jakaś droga, ale do tego musimy odrobić pracę domową jako osoby dorosłe.
Nie musimy wymyślać koła na nowo, korzystajmy z tych zasobów, które już mamy. Można to robić w ramach godzin wychowawczych w szkołach, samorządy powinny opracowywać swoje lokalne strategie profilaktyczne. Sposobów jest wiele.